займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

12 sierpnia 2010 13:36

niedoczytania: Latest post

Zostałem zmuszony do wyszarpnięcia wtyczki – wywiad z Łukaszem Podgórnim

Z Łukaszem Podgórnim, autorem tomiku noce i pętle, rozmawiała Urszula Pawlicka.

Łukasz Podgórni jest artystą-pisarzem, artystą-informatykiem, artystą-cyborgiem…

Chciałbym, oczywiście, móc zgodzić się na etykietę nr 3, ale póki co korzystam jedynie z kilku ubogich protez (myślenia) [w tym, przykładowo, z mocno pordzewiałej Markov Chainsaw], a dnia, w którym technologia rzeczywiście będzie w stanie wyprzedzić (wspomaganiem) ciało i mózg, raczej nie doczekam w zdrowiu umożliwiającym ten manewr. Cieszą eksperymenty Warwicka, cieszy projekt Stelarc – z tym że wciąż są to działania na krawędzi zmrużonego oka. Nie wiem, czy istnieje obecnie twórca, któremu w pełni przysługiwałoby miano „artysty-cyborga”, choć wielu o nie zabiega. Powiedzmy, że czuję się beneficjentem fazy liminalnej.

W jednym z manifestów poezji cybernetycznej pada stwierdzenie: „Ujmijmy pisanie / odczytywanie jako proces komunikacyjny, w którym pisarz / czytelnik komunikuje się z samym sobą, a dopiero później z innym”. Czy tak wygląda Twój proces tworzenia cyberpoezji, że najpierw komunikujesz się z samym sobą, a dopiero później z innymi? Czy takie myślenie nie wiąże się z wyeliminowaniem odbiorcy, który pozostaje sam na sam ze skomplikowanym utworem?

Akurat z tym punktem (pierwszego) manifestu od początku miałem problem, bo czy nie można by w ten sposób objaśnić procesu pisania / odczytywania w ogóle (no, może poza zapisem automatycznym)? Jeśli pytasz o to, czy w poezji cybernetycznej czytelnik jest istotny, odpowiedź brzmi – jasne! Z tym że zależy mi na tym, aby pole semantyczne zaprogramować możliwie najszerzej; usuwając jednocześnie przeżute przez tradycję rekwizyty i motywy, czego konsekwencją może być wrażenie, że taki utwór jest skomplikowany lub – co gorsza – „zbyt skomplikowany”, czyli niezrozumiały. Tymczasem czytelnik – na podobieństwo homeostatu Ashby’iego – może szukać „stabilności lekturowej” skokowo, losowo – przebierając w narzędziach interpretacyjnych, dopóki nie natrafi na takie, które w danym przypadku okaże się w jakiś sposób skuteczne.

Efektem trafnego odsłuchania / odczytania poezji cybernetycznej jest wiedza praktyczna czy wiedza teoretyczna?

Postawiłbym na wiedzę praktyczną. W teorii można szukać co prawda dodatkowego wsparcia, pozwalającego umiejscowić tekst w szerszym kontekście, nikt nie jest jednak do tego zobligowany. Osoba zaznajomiona w stopniu podstawowym z historią literatury i kulturą masową intuicyjnie zdekoduje większość sygnałów i wyłapie ważniejsze punkty odniesienia. Przydatna może się okazać wiedza ogólna: o internecie, o komputerach, itp.

Nie istnieje jednak wobec poezji cybernetycznej coś takiego, jak pojedyncze „trafne odczytanie”. Przeważnie staram się, żeby tych możliwości wystąpiło co najmniej kilka.

Jaką rolę odgrywa intuicyjność i przypadkowość w tworzeniu i odczytywaniu poezji cybernetycznej?

Wygodnie tutaj będzie posłużyć się schematem przedstawiającym zasady kompozycji maszynowej, który z „Małego Słownika Cybernetycznego” przekopiowaliśmy na stronę Perfokarty. Oprócz generatora struktur przypadkowych (w postaci chociażby algorytmu-samoróbki), przypadek odgrywa dużą rolę także na etapie budowania magazynu elementów (przynajmniej jeśli o mnie chodzi). Kolejny krok to wymodelowanie otrzymanej materii w taki sposób, aby zyskała walory zbliżone do literackich, i aby możliwa była jej interpretacja – tutaj uruchamia się wyobraźnia wspomagana przez intuicję (kryterium selekcji). Bywa też jednak tak (kiedy algorytm lub inne narzędzie wyjątkowo się spisze), że moja rola sprowadza się do prostej moderacji.

Jeśli chodzi o odczytywanie p.c., zarówno przypadek, jak i intuicja są kluczowe.

Poezja cybernetyczna jest źródłem przyjemności estetycznej czy intelektualnej?

Hybrydowej. Albo ludycznej. Jak poucza Roman Bromboszcz: W teorii Shannona, wraz z wprowadzaniem szumu, pojemność kanału zmniejsza się poprzez brak strukturalny, ale zwiększa dzięki entropii. W tych pomniejszonych kawałkach sensu możemy dostrzec prześwit symbolu i „właściwego przekazu”. Zatem i w zdegenerowanym może leżeć piękno, jako odłożone na pewne okazje, na przykład, dobrego humoru [http://perfokarta.net/teoria/cybernetyka.w.praktykach.kulturowych.html]

Grafomaństwem jest tworzenie sztuki pod teorię – jak uważasz, w którym momencie poezja cybernetyczna staje się sztucznie generowana, pobudzana elektrowstrząsami, aby mogła żyć dalej?

Z mojego punktu widzenia, kres poezji cybernetycznej nastąpi wtedy, gdy możliwe stanie się wyprodukowanie literatury bez najmniejszego aktywnego udziału człowieka, z tym że nie mam tu na myśli po prostu jakiejś tam „literatury”. Chodzi o wypracowanie jakości i figur nieodnotowanych dotąd przez badaczy i czytelników, które sprawią, że taki tekst, po pierwsze, będzie niesłychanie poczytny, po drugie, przebuduje nasze mechanizmy percypowania literatury, włączając w jej granice inne dziedziny sztuki. Innymi słowy: koniec poezji cybernetycznej łączy się ze spełnieniem / wyczerpaniem jej postulatów. „Sztucznie generowana” i „pobudzana elektrowstrząsami” p.c. była od momentu narodzin, to jej nieredukowalna właściwość.

noce i pętle – to poezja cybernetyczna czy poezja futurystyczna? Skąd pomysł na wydanie poezji cybernetycznej „bez prądu”? Czy wydanie papierowe jest jedyną szansą na to, aby ta poezja wyszła z niszy (o ile jest to w ogóle możliwe)?

Niestety, ciągle jeszcze w środowisku literackim pokutuje przekonanie (po części, co prawda, uzasadnione), że publikacje internetowe nie posiadają tej mocy i rangi co publikacje na papierze, a że wciąż niemożliwe jest wdrukowanie w tomik interaktywnej aplikacji flash (mało kto w naszym kraju korzysta z urządzeń typu Kindle) – zostałem zmuszony do wyszarpnięcia wtyczki. Nie ma jednak mowy o wychodzeniu z niszy, skoro nakłady książek poetyckich wynoszą w Polsce tyle, ile wynoszą i sprzedają się tak, jak się sprzedają. Ponadto: nisza imploduje. Futuryzm na nieszczęście się skończył, a na warunki polityczne sprzyjające powstaniu i rozwojowi ruchu o podobnej sile rażenia przyjdzie nam trochę poczekać.

noce i pętle są poezją zakłóceń – jak odtworzyć dane z dysku, który uległ awarii?

Potraktujmy czas awarii jako moment karnawałowy, obfitujący w niezwykłe wrażenia estetyczne i mentalne, a nie jako cyfrowy dopust. Stan hardware’owej klęski bywa pod wieloma względami inspirujący – kiedy niechcący wylałem na klawiaturę mojego poprzedniego laptopa odrobinę alkoholu, komputer odwdzięczył się, racząc mnie przykładami najpiękniejszej sztuki generatywnej, z jaką zdarzyło mi się obcować. Nie warto odzyskiwać utraconych danych, przyjemniej jest zastępować je nowymi.

W poemacie perkusyjnym pada stwierdzenie: „skutkiem interakcji może być m.in. przełom” – jaki przełom miałeś na myśli?

Co miałem na myśli – i czy był to właśnie jakiś konkretny gatunek przełomu, nie pamiętam. Zdanie to, pozbawione kontekstu, może przywodzić na myśl cybertekstowe teorie Espena Aarestha. Niech będzie więc, że jest to refleksja dotycząca literatury elektronicznej.

W wierszu Bez tytułu padają następujące słowa: „Dziecko nie stąpa / twardo po ziemi. / Musi się trzymać / huśtawki.” – czego trzyma się dorosły? Telefonu komórkowego, klawiatury, karty bankomatowej…?

Każde z tych urządzeń to przecież w jakimś stopniu zabawka, cyfrowe świecidełko; dzieci je uwielbiają. Dorosły trzyma się poznawczej trzeźwości, dlatego drażni go hałas i szum lub przedmiot, z którego uleciała funkcja, co z kolei dla dziecka (niech będzie, że „we mnie”) stanowi niezbywalną atrakcję.

Małgorzata Szwed-Kasparek (badaczka cyborgizacji człowieka) powiedziała: „Komputery rozwijają się, by być bardziej ludzkie, ludzie zaś rozwijają się, by zbliżyć się do komputerów” – zgadzasz się z podaną tezą? Jaka relacja pomiędzy komputerem a człowiekiem zachodzi w Twojej poezji?

Pod moim oknem, przy podrzędnej krakowskiej ulicy, zaparkował niedawno taki oto samochód:

ohmygod

Czy można zatem z tezą Szwed-Kasperek poważnie się nie zgadzać? „W mojej poezji” komputer haruje, wyręczając organiczne natchnienie, a człowiek sprawuje nad nim nadzór. Epoka feudalna nie potrwa jednak w tym przypadku zbyt długo, mam wrażenie.

noce i pętle kończą się słowami „Ar ec”, które można uzupełnić rozmytymi literami i odczytać „Ars etc” – sztuka Łukasza Podgórniego dopiero się rozpędza?

Zabawne, że te rozrzucone litery usypały się dla Ciebie w taki właśnie sens, ale zważywszy na to, że w folderze z wierszami mam obecnie kilkanaście plików zatytułowanych „sdfgdgb”, „23rfw” albo „Bez tytułu 2”, wolałbym nie wyrokować na temat przyszłości Łukasza Podgórniego. To nie są dobre znaki na dysku.

Dziękuję za rozmowę.

Urszula Pawlicka - (ur. 1987 r.) Studentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie na kierunkach dziennikarstwo i komunikacja społeczna oraz filologia polska. Publikowała w "Portrecie", "artPapierze", "Pograniczach" i "Perspektywach Kulturoznawczych". Fascynuje się związkiem pomiędzy literaturą, a mediami elektronicznymi (szczególnie wpływem nowych mediów). Interesuje się również zagadnieniem hiperrealności i popliteratury.

Podobne artykuły