займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

28 września 2010 18:44

niedoczytania: Latest post

Wiadomości ze wschodu 4 – Kulturalne typy

Gombrowicz zwykł mawiać, że lepiej w znajomości pisarza poprzestać na jego dziele, bowiem prywatnie najczęściej okazuje się być podłą świnią. Ekstrapolując tę uwagę na ludzi kreujących kulturę, o których nam tu idzie, odkryć można całą tej uwagi trafność, a rozmienić można ją w typologii, jaką poniżej zamieszczamy. Gwoli ścisłości, od razu zaznaczymy, iż typologia ta jest zaledwie symptomatycznym wyliczeniem i wraz z postępem badań nad tym specyficznym spłachetkiem kulturalnej fauny, konieczne będzie jej uzupełnienie. Przy tym dodać należy (idąc w analogii za wskazówką, nie bez kozery i do znudzenia, powtarzaną przez Kępińskiego), że pojedynczy typ nie wyczerpuje wielowarstwowej, często zawile usystematyzowanej osobowości, tak i w przypadku działacza kultury, elementy poszczególnych typów przenikają się nawzajem, spółkują w wielorakich proporcjach, mieszają w rozmaitych dozach, tworząc fantastyczne zespoły cech osobowościowych. Oto kilka przykładów.

Udziałowiec

Udziałowcy to najliczniejsza grupa wśród działaczy kulturalnych. Tym, co organicznie określa go, jest prawie całkowity brak talentu, lub talentu śladowa ilość, generująca niepohamowane pragnienie kompensacji takiej dotkliwie odczuwanej (a jednak!) przez udziałowca indolencji. Niedostatek ten chwilę niekarmiony złudą, w kontekście ślepo wyznawanej przez udziałowca wizji rzeczywistości, gdzie wartościami nadrzędnymi, najbardziej pożądanymi i będącymi osią hierarchizacji bytu są wartości artystyczne, a właściwie artystowskie, jest dla udziałowca przyczyną wyniszczającej do szpiku kości frustracji, poczucia niższości i dalekosiężnych, somatycznie objawiających się niedyspozycji. Nie odnajdując w sobie realnych, a tym bardziej wystarczających środków, których de facto nie posiada, udziałowiec dla skompensowania niedostatków musi wejść w stały „udział” w artystycznej rzeczywistości, musi absorbować z zewnątrz waloryzującą jego osobę porcję artystycznego kapitału. Stąd biorą się znamienne dla tego typu działaczy zachowania i postawy, których główną i najklarowniej uwidaczniającą się epifanią jest mechaniczne, bezpardonowe przejmowanie nimbu właściwego i należnego danemu wydarzeniu artystycznemu, artyście lub grupie artystów i przyoblekanie się w jego odblask, branie w nim udziału, do którego upoważnia udziałowca (w jego przekonaniu) już samo to, że wydarzenia takiego lub obecności danego nazwiska był inicjatorem, albo miał w nim jakikolwiek inny organizacyjny udział. Udziałowcy bardzo nastają na działanie w kolektywach artystycznych, dzięki czemu łatwiej ukryć im własne braki, a jednocześnie w ten prosty sposób rezerwują sobie prawo do złożenia pod wspólnym dziełem swojego podpisu. Dla udziałowca samo formalne uczestnictwo w kolektywie jest wystarczającym kryterium, by nazywać siebie twórcą. W ten prosty sposób udziałowiec staje się we własnym mniemaniu artystą, a w jego biogramie czytać możemy o licznych artystycznych projektach, przy których realizacji był w rzeczywistości jedynie tragarzem sztalug. Dopełnieniem i niejaką legitymizacją tak fundowanej pozornej znamienitości udziałowca, są najczęściej odważne w kolorze ubiory (typ udziałowca z nachyleniem schizofrenicznym), garderoba o teatralizowanych krojach (typ ekscentryczny) lub też znoszone, artystowsko nieujarzmione zwoje prujących się włóczek, ostatkiem sił próbujących udawać poncho, albo wełnianą suknię w jesiennych kolorach, płaszcze skórzane oraz trzewiki a la hippie; wszystko zwieńczone biżuterią, w której wzornictwie inkarnuje się najlepszy czas grodu w Biskupinie (tzw. eko-ściery).

Newsmen

Typem innym pod względem specjalności, choć dorównującym udziałowcom liczebnością, sięgającą swoim rozmiarem plagi i analogicznym pod względem mechanizmu niepohamowanej chęci partycypacji, jest typ newsmena – dziennikarza-gwiazdora. Dziennikarza takiego nie interesują notki dotyczące dziur w ulicy, a tym bardziej kradzieże i pijackie morderstwa w ubogich dzielnicach. Próba interioryzacji takich faktów wywołuje w nim (jeśli przyjdzie zajmować się tym w zastępstwie redakcyjnego kolegi) zdecydowany odruch wewnętrznej ucieczki już na poziomie sensytywnym, dlatego skrupulatnie je omija, zwracając się w swojej codziennej działalności redaktora, ku sprawom tkanym ze wspanialszej materii, mocnej i elastycznej, takiej, z której można by się wybić, jak z trampoliny – najlepiej z materii sztuki. Zgodnie z erystycznym prawidłem głoszonym przez Eco, dziennikarz tego typu odznacza się tym większą łatwością w wygłaszaniu kategorycznych ocen i zdecydowanych sądów im mniej wie. Dla newsmena informacja liczy się o tyle tylko, o ile może ona posłużyć, jako uwyraźniające tło dla jego osoby, o ile wartość i ranga komunikatu są w stanie być dobrą sceną dla niego – komunikującego, o ile informacja taka ładunkiem swoim zdolna będzie opromienić newsmena. Jeśli dostrzeże on w jakiejś informacji cień takiego potencjału, możemy być pewni, że od niego pierwszego tę informację usłyszymy. Taki news, bowiem, to niezbędny uszlachetniacz jego osoby, warunek konieczny i wystarczający, aby z osoby stać się osobistością.

Pomazaniec

To najcięższy kaliber w naszej systematyce i najtrudniejsza w obyciu hybryda typologiczna. Pomazaniec środowiskowy, wzorem najlepszych praktyków tej proweniencji: szeregu inkwizytorów, samozwańczych proroków i długiego różańca nieomylnych papieży, przekonany jest o boskim charakterze swojego kulturalnego posłannictwa i niepodważalnej słuszności własnych sądów. Uwielbia przy tym, choć nie wprost, zaznaczać, że jest ekspertem w dziedzinie kultury. O tym zaś wszystkim przekonują go wasalne zastępy otaczających nieudaczników. Rezygnują oni z wszelkich pretensji do odegrania jakiejkolwiek znaczniejszej roli w kulturze, dokonują aktu swoistego samoubezwłasnowolnienia na rzecz przyznania prymatu swojemu suzerenowi, gwarantującemu im w zamian wstawiennictwo i reprezentację, znaczące, nomen omen, tyle, ile znaczą zusammen fundujący je poplecznicy. W swoim dyskursie pomazaniec porusza się jedynie w obszarze permanentnego ślepego sprzeciwu, nieustającej reprymendy i ciągłego zaprzeczenia rozmówcy. Udając się na spacer, możemy czasem zaobserwować dziwnie wyglądających, rozdyskutowanych osobników, wygłaszających długie, zapiekłe tyrady, kierowane w stronę drzewa lub klombu, którym zdarzyło się nieszczęśliwie stanąć akurat na ich drodze. To właśnie pomazańcy. Należy ich wówczas miłosiernie wesprzeć i wskazać chodnik.

Akcjoner

Dla akcjonera każda chwila to niezapomniana, ekscytująca akcja. Wielokrotnie zaskakiwany jest sam przez siebie, odkrywając po przebudzeniu jesiennym porankiem, że właśnie odbył niezaplanowaną akcję, wzbogacającą jego i tak obszerne portfolio. Nie ma dla akcjonerów takiej akcji, której by nie przeprowadzili: w wodzie, w lesie, na ulicy, w barze. Akcja i projekt to ich specjalność. Co charakterystyczne, akcjonerzy szczególną dbałość przykładają do dokumentacyjnej strony swojej działalności. Niejednokrotnie, a właściwie najczęściej, dokumentacja taka w swojej skrupulatności i obszerności miażdży dokumentowaną akcję lub projekt, o których bez całych tych archiwistycznych zabiegów, niepodobna byłoby pomyśleć, jako o akcjach, czy projektach. Akcjoner z przyjemnością pokaże ci zdjęcia, na których ujrzysz jego podobiznę w kombinezonie roboczym przed domem, z sygnaturą: „wyjście na akcję”, a potem w tym samym kombinezonie grabiącego w ogrodzie łęty z podpisem: „w czasie akcji”. Albo też uraczy cię projekcją krótkiego filmu, na którym obejrzysz akcjonera plotącego wiklinę w parku miejskim, co dzięki dokumentacji nie jest już pleceniem wikliny, jakim od set lat zajmują się polskie baby na wsiach, ale projektem w przestrzeni miejskiej.

Omnicreator

Jest to kulturalny typ mniej liczebny, ale bardziej dolegliwy od pozostałych, za sprawą rozległego pola rażenia. Omnicreator to niespokojna natura, wiecznie w ruchu, o ponadprzeciętnych potrzebach wyładowań werbalno-kinetycznych, które występują gwałtownie w krótkich, lecz intensywnych atakach podniety. Jest bystry i czujny, świetnie rozeznaje się w opiniach i nastrojach otoczenia, którego przychylność i uznanie jest dla omnicreatora celem samym w sobie, choć nigdy nie daje po sobie tego poznać. Cechą omnicreatora, czyli twórcy lub kreatora wszystkiego, wyróżniającą i pozwalającą sklasyfikować go, jako oddzielny typ, jest niekontrolowana, przynależna filogenetycznie najstarszym strukturom mózgu, potrzeba stymulowania uczucia wszechautorstwa, stwórczej dominacji nad otoczeniem, i nie tyle realnej, co nominalnej, nie tyle też nad otoczeniem, jako materią, co nad duchem, świadomością otaczających go kulturalnych środowisk. Omnicreator do perfekcji opanował sztukę zaspokajania tej pierwotnej rządzy kreowania siebie na ojca, jeśli nie wszystkich, to przynajmniej tych dobrych pomysłów i idei, które uda się mu objąć ojcostwem, z pominięciem ich prawowitych autorów. Umiejętnie i metodycznie sugeruje otoczeniu swoją inspiratorską rolę w narodzinach zdobywającego uznanie pomysłu, zaznaczając przy tym wtórność działań jego realizatora i moment nieświadomości, w jakiej ów realizator podchwycił hasło rzucone „gdzieś”, „kiedyś”, „pomimo” przez omnicreatora. Ostatecznie, w rozmowach z osobami postronnymi, wspaniałomyślnie wybacza realizatorowi ten podły afront, a nawet litościwie rezygnuje z pretensji do podpisywania projektu jego nazwiskiem. Jeśli omnicreator, przy próbach uzurpacji pomysłu, dochodzi do wniosku, iż nie dałoby się tego w pełni dokonać bez uszczerbku dla jego nieposzlakowanej opinii, wówczas wycofuje się do bezpiecznej granicy niepoznaki, ogłaszając się współautorem, a gdy i na to nie pozwalają niekorzystnie składające się okoliczności, partycypuje w danym pomyśle poprzez wyrażenie na forum głośnej i ostentacyjnej jego aprobaty. Odznacza go także doskonale rozbudowany instynkt samozachowawczy. Mimo, że z wielką chęcią przyznaje się do bycia pomysłodawcą większości projektów, to jednak w sposób umożliwiający unik i bezpieczny manewr wycofujący, jeśli tylko przyjdzie mu skonfrontować się ze zdziwionymi pogrobowcami jego zapładniającego geniuszu.

Paweł Laufer -

Podobne artykuły