niedoczytania | Sprawa „Dziennika” | niedoczytania
займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

5 czerwca 2009 10:47

niedoczytania: Latest post

Sprawa „Dziennika”

Rzeczą charakterystyczną dla „Dziennika Polska Europa Świat” od dłuższego czasu jest to, że doświadczają go nieustanne spadki sprzedaży. Stąd też od dłuższego czasu mówiło się, że jego wydawca – niemiecki Axel Springer – poszukuje rozwiązania, które dołujące pismo w jakiś sposób uleczy. Wpierw mówiło się o przejęciu przez AS „Rzeczpospolitej”, jednak ta idea szybko upadła. Dziś już wiemy, że „Dziennik” połączy się z „Gazetą Prawną”.

Sztandarowym produktem Axela Springera w Polsce jest tabloid „Fakt”, który bez wątpienia zrewolucjonizował rodzimy rynek prasy drukowanej. Tytuł ten, bowiem był pierwszym klasycznym tabloidem nad Wisłą, który natychmiast podbił serca i umysły czytelników. Nie będę już rozwodził się nad tym, jak to źle o nas świadczy. Sądzę, że dokładnie tak samo źle jak o Niemcach, którzy namiętnie czytają brata bliźniaka „Faktu” – „Bilda”, czy Anglikach, którzy codziennie wydają dziesiątki tysięcy funtów na tzw. brukowce.

Jednak krótko po starcie „Faktu” niemiecki wydawca wprowadził na polski rynek kolejny tytuł „Dziennik Polska Europa Świat”. „Dziennik” nie miał stanowić konkurencji dla „Faktu”, który bił już wtedy nakładem wszystkie polskie codzienne tytuły, ale miał jeszcze bardziej utrzeć nosa „Gazecie Wyborczej”, czy „Rzeczpospolitej”, toteż zbudowany był na tę modłę. Miał to być kolejny cios wymierzony w Agorę, która lizała już rany po stratach spowodowanych spadkiem nakładu jej sztandarowego wydawnictwa – „Gazety Wyborczej” oraz upadkiem tytułu „Nowy Dzień”, który miał być odpowiedzią na szalejący „Fakt”.

Pozwolę sobie pisać o „Dzienniku” w czasie przeszłym, mimo że jeszcze dogorywa. Ot, taki kaprys.

„Dziennik” miał wszelkie atuty, by osiągnąć sukces. Sympatyzujący z prawicą potężny niemiecki wydawca gwarantował olbrzymie pieniądze, co z kolei gwarantowało świetną kadrę dziennikarską i publicystyczną. Również będąca przy władzy opcja prawicowa dawała „Dziennikowi” pewną swobodę działania – wszak w piśmie pojawili się tacy dziennikarze i publicyści jak Piotr Zaremba, Michał Karnowski, Cezary Michalski, czy Maciej Rybiński. Do gazety sprowadzono także gwiazdy – z cotygodniowej „Polityki” przeniósł się Jerzy Pilch, a z codziennej polityki przyszedł Jan Maria Rokita. Ponoć obu skusiły olbrzymie gaże. W przypadku Pilcha, jednak było, to próbą mocnego uderzenia, albowiem pisał on od początku istnienia pisma, natomiast przyjście Rokity można uznać za próbę ratowania pisma w czasach schyłkowych.

Jednak nie tylko nazwiska dziennikarskie były zaletą pisma. Było ono bardzo przejrzyste, miłe dla oka i redagowane w sposób przystępny – co nie znaczy, że nie posiadało inklinacji do psucia języka polskiego. Miało wiele ciekawych dodatków, z których wyróżnić muszę jeden – „Europę”. To rzecz w polskich mediach niespotykana, z którą porównywać w jakiś sposób możnaby jedynie „Niezbędnik Inteligenta” wydawany jako dodatek do „Polityki” czy „Tygodnik Powszechny”. Jednak „Europa” miała w sobie olbrzymią wartość, której nie dawało dotychczas żadne pismo w Polsce – była otwarta na różne środowiska inteligenckie. Dzięki temu na stronach jednej gazety, często w tych samych debatach poglądy swe wygłaszać mogli Jan Maria Rokita, Marcin Król, Zdzisław Krasnodębski, czy Sławomir Sierakowski. Europa otwarta była na ludzi od lewej do prawej strony sceny politycznej, co więcej, podejmowała tematy społeczne i kulturalne, nie raz publikując wywiady z ludźmi kultury, wiersze itp. Takiego czegoś nie było dotychczas w polskich mediach. Pytanie, czy „Europa” pozostanie wydaje się już jednak być nieistotne, gdyż w ostatnich miesiącach wprowadzane w „Dzienniku” zmiany nie ominęły także „Europy”, która stała się częścią „Magazynu”. Nie będę się na ten temat rozwodził, gdyż pisaliśmy o tym w artykule „Pauperyzacja dodatku >>Europa<<, czyli o sobotniej rytualizacji". Powiem, więc tylko że chciałbym bardzo się mylić i tym samym, by „Europa” wróciła do swego dawnego kształtu w nowym produkcie wydawanym przez Axela Springera.

Przechodzimy, więc do rzeczy najważniejszej. Zmiany w „Europie” utożsamiały olbrzymi problem wydawcy, który nie miał pomysłu na wyjście z impasu, którym była bardzo niska sprzedaż. „Dziennik” równał do dołu z własnym poziomem językowym i informacyjnym, a sprzedaż jeśli drgała, to tylko wprost proporcjonalnie do dołującego poziomu pisma. Dlatego coraz głośniej mówiło się o przejęciu przez niemieckiego wydawcę innego codziennego tytułu. Mówiło się głównie o „Rzeczpospolitej”. Jednak tuż przed ostatecznym terminem zgłaszania ofert AS poinformował o wycofaniu się z wszelkich negocjacji. Wtedy po raz kolejny pojawiło się pytanie: co dalej z „Dziennikiem”?

Warto tu pamiętać, że nastał dodatkowo czas kryzysu, który nie oszczędził żadnego medium. Musimy również pamiętać, że żyjemy w dobie prawdziwej rewolucji medialnej, której efektem jest nieustanny spadek nakładów pism drukowanych, a której największym beneficjentem jest rzecz jasna internet. Wszystkie media rozpoczęły już bowiem przenoszenie się do sieci. Wydaje się, że dla większości jest to jedyna szansa na przetrwanie.

„Dziennik” dalej obniżał swe loty, a na horyzoncie nie dostrzegalna była już żadna perspektywa. Doczekaliśmy się różnych reakcji dziennikarzy na tę niepewną sytuację. Pamiętamy słynne „wała Tomaszowi Lisowi” ułożone z pierwszych liter kolejnych wierszy w tekście umieszczonym na 15 stronie „Dziennika”. A jest to wydarzenie stosunkowo stare, bo jeszcze z 2007 roku, które lepiej potraktować jako smaczek. Nie da się jednak w ten sposób powiedzieć o ostatnich wydarzeniach, które można odebrać jako wyjątkowy objaw frustracji. Trudno powiedzieć, czy w pogoni za sensacją, która miała dziennikarzy lub pismo uratować, czy też by odegrać się na bezczelnym wydawcy, na łamach pisma ukazały się w ostatnich dniach dwie kompromitujące pismo kwestie. Pierwsza dotyczyła „Kataryny” druga rozmowy, okrzykniętego już przez media „wywiadem widmo”. Oba wydarzenia są powszechnie znane, więc pozwolę sobie odstąpić od opisywania tych wydarzeń. Trudno jednak jednoznacznie zinterpretować oba wydarzenia, jako frustrację, chęć zemsty, czy też jakiś akt desperacji. Oczywiście, ów zbieg okoliczności każe przypuszczać, że wydarzenia te nie były jednak przypadkowe. A skoro „Dziennik” pod wodzą byłego już dziś redaktora naczelnego Roberta Krasowskiego potrafił opublikować wspomniane wcześniej zdanie skierowane do Tomasza Lisa…

Axel Springer postanowił przejąć 49 procent udziałów w spółce INFOR – wydawcy „Gazety Prawnej”, wnosząc w zamian redakcję „Dziennika” i Dziennika.pl. Natychmiast po tym wydarzeniu do dymisji podał się Robert Krasowski, a z funkcji redaktora naczelnego „GP” odwołano Roberta Lidke. Obowiązki Krasowskiego objął Michał Kobosko – dotychczasowy naczelny „Newsweek Polska”, który to tytuł również należy grupy AS. Kobosko zostanie najpewniej również szefem nowej gazety po ostatecznym zatwierdzeniu fuzji obu pism. Nadal jednak pozostają pytania o kształt nowego pisma. Pojawiają się głosy, które sugerują, że to honorowa forma pozbycia się dołującego „Dziennika” przez niemieckiego wydawcę, a wpływ na nowe pismo będą mieli głównie ludzie z Inforu.

Co pozostanie po „Dzienniku”? Na pewno nie tytuł. Wszak on już na pewno się nie sprzeda. Pytanie czy nowa gazeta miałaby pozostać przy tytule „Gazeta Prawna”? Pewnie, więc powstanie nowa nazwa z bogatą wkładką ekspercką, którą budować będą dziennikarze „Gazety Prawnej”. W ten sposób Axel Springer/Infor chce utworzyć pismo, które będzie w stanie konkurować przede wszystkim z „Rzeczpospolitą”, ale zapewne także z pozostałymi największymi gazetami codziennymi. Gdyby połączyć wyniki sprzedaży obu gazet uzyskalibyśmy ok. 160 tys. nakładu, co w dzisiejszych czasach byłoby wynikiem niezłym, ale też nie powalającym. Ponadto trudno się spodziewać, by fuzja oznaczała od razu tak duże zainteresowanie nowym tytułem. No, chyba że Axel znów czymś zaskoczy…

A zaskoczyć może. Powtórzę się, ale ów wydawca ma olbrzymie pieniądze, wiedzę i możliwości. Jest też bogatszy o doświadczenia na polskim rynku, które nie ograniczają się jedynie do wymienionych wcześniej trzech tytułów… W obecnej sytuacji poważnego kryzysu trudno jednak próbować cokolwiek przepowiedzieć. Ciśnie się, więc na usta stare powiedzenie naszych wschodnich sąsiadów: „pożyjom – uwidiom”.

Marcin Pera - współtwórca portalu politologicznego politeja.pl i głowny inicjator Klubu "Tygodnika Powszechnego" w Poznaniu (klubtygodnika.pl). Redaktor portali edukacyjnych Edukacja.net i Studia.net.

Podobne artykuły