займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

24 września 2010 14:26

niedoczytania: Latest post
[grafa: Marcin Lewicki]

RzKŚ odc.34 – Wielki Darek w chińskiej dziewicy

Wielki był ten Darek, że ho ho. Huang Ho. Wielki był, bo jadł za dwóch. Albowiem mu Piotrek oddawał porcje swe, żeby nie przytyć w pasie. Darkowi nie zależało, gdyż lubił wielkością przytłaczać, a brzuchem zataczać. Chodzili razem do Chińczyka na Stawach i sprawa może byłaby niezbyt ciekawa, gdyby nie sytuacja zmieniająca się jak w kalejdoskopie.

Chińczyk na Stawach to był lokal ze wszech miar wytworny. Tam się stołował kwiat dzielnicy oraz pobliskiej agencji pracownicy. Stoły się kręciły w taki sposób, żeby można sobie było jedzenie bliżej ryja podjechać, jeśli akurat stało daleko. Jedzenia było dużo, dania nie mieściły się w menu po prostu, choć i tak wszyscy zamawiali kurczaka z pięciu smaków albo w kulkach obtaczanych kokosem.

Tylko niektórzy brali sajgonki, ale za to wszyscy colę, chyba że ktoś brał piwo, to inni też. Do wszystkiego było dużo kapusty. Takiej samej jak w innych chińskich lokalach. Gdzieś w Chinach jakaś wielka fabryka musi być tej surówki kapuścianej. Bynajmniej nie w Pekinie, bo to nie pekińska kapusta się tam mieszała, ino biała z domieszką marchewki albo i nie.

Pełnił bowiem Darek ważny urząd w pracy naszej. Dyrektorzem był a jakże zaiste zarządzającym. Zarządzał przy tem brawurowo, a sprawiedliwie, choć bez najmniejszego sensu. Niektórzy mu wypominali braki w wykształceniu MBA, ale on się na to tylko wzdrygał, mówiąc, że nie po to uczciwie wajhy zaliczał, żeby teraz z murzynami na parkiecie się pocić.
Wiele żartów było już przy zamawianiu, bo choć właściwie wszyscy zawsze brali to samo, to jednak zawsze czytali uważnie wszystkie pozycje w dwóch językach. Jeden język był, powiedzmy, polski, a drugi to już właściwie nie wiadomo. Dość powiedzieć, że dania z kurczaka tłumaczyły się w nim na ?denmark from chicken?. Kolega, który był w Białymstoku, mówił, że to esperanto śledzikiem pisane. Może.

Wrócmy jednak do Darka, bo to o nim miało być, choć do Chińczyka nie tylko on chodził, ale i inni, co o nich słowem nie wspomnę. Zatem Darek chodził tam z upodobaniem, bo duże porcje były, a za pomocą kręconego stołu, mógł bezkarnie podpierdalać z innych porcji. Przypomnę tylko, że porcję Piotreka miał w zasadzie z urzędu.

Pełnił bowiem Darek ważny urząd w pracy naszej. Dyrektorzem był a jakże zaiste zarządzającym. Zarządzał przy tem brawurowo, a sprawiedliwie, choć bez najmniejszego sensu. Niektórzy mu wypominali braki w wykształceniu MBA, ale on się na to tylko wzdrygał, mówiąc, że nie po to uczciwie wajhy zaliczał, żeby teraz z murzynami na parkiecie się pocić.

No nie był ten Darek może au currant z najnowszymi trendami zarządzania, ale to nawet lepiej dla nas i w sumie dla firmy wychodziło. Panowała u nas bowiem szlachetna zasada nie psucia tego co działa może słabo, ale za to przewidywalnie. Darek doskonale tę ideę wcielał w czyn, bo właściwie tylko on brał ją serio. Pozostali skupiali się raczej na organizowaniu wyjść do Chińczyka i dalej w miasto, ale nie o tym dziś piszemy.

Darek poza wielkim bebzolem miał jeszcze większe serce. Szczególnie zaś do kobiet, nad czym bolał Piotrek, który akurat przeciwnie i myślał nawet, że trafi do wielkiego serca wielkiego Darka przez jego wielki żołądek, oddając mu dzień w dzień swoje chińskie racje żywnościowe. Jednak Darek, choć serce miał ogromne, nie oddał go Piotrekowi ino istocie przedziwnej urody z kraju kwitnących iphonów.

Pojawiła się ona tam znienacka. Raz kiedyś przyszliśmy i po prostu była. Z miejsca Darka rozkochała, bo coś w sobie miała. Co to było, wszyscy potem dociekali, bo dobrze Darka znali, a tego nie kumali. Była to bowiem mała Chinka w kolorze żółtym. Nic nadzywczajnego zatem, coś jak Japończyk z aparatem.

Darkowi to jakoś wystarczyło i dokumentnie chłopa zmuliło. Zamówił z tego wszystkiego sajgonki i się nie najadł. Rozeźlony zjadł wszystkie nasze porcje, nie pomijając oczywiście Piotrekowej. Kiedy już poczuł pierwsze nasycenie, zaczął emablować Dulcyneę made in china. Szło mu nawet całkiem całkiem, jak na kogoś, kto z chińskich osiągnięć najlepiej zna mury Kaczmarskiego.

Dość powiedzieć, że zanim skończyliśmy nasze cole, względnie piwa, wielki Darek był już przy trzeciej bazie i wcale nie zamierzał sie zatrzymywać. Piotrekowi już nawet pociekły łzy po nogawkach, a nam zrobiło się trochę nieswojo. Darek parł jednak ku chińskiej niewieście bardzo i nie dawał się powstrzymać.

Biedna przedstawicielka Państwa Środka próbowała się bronić, argumentując, że jeszcze nigdy z nikim, a poza tym, to została już obiecana lokalnemu wujaszkowi czangakajszekowi. Wielki Darek nie robił sobie nic z tego, bo niespecjalnie interesował się geopolityką. Miał nieposkromiony apetyt i tyle. Zniweczył jednym swoim libido całą misterną konstrukcję stosunków polsko-chińskich. Wszedł w chińską dziewicę jakby do centrum handlowego wchodził.

Dziewica ostatecznie chyba taka znowu niezadowolona nie była. Wyglądało nawet na to, że Darka zaczęła polubiać. Kiedy już się zanosiło na wielką chińsko-polską miłosną epopeję, to nagle nastąpił zwrot akcji, Darek skończył co miał skończyć i zażądał kolacji.

Marcin Muth - filozof, pisarz internetowy, propagator patriotyzmu optymistycznego, twórca legumizmu. Od jesieni 2006 redaktor bloga Warzywo (www.warzywo.blogspot.com). Od lat 90. współredaktor Biuletynu, który teraz występuje w sieci (http://stronawww.blogspot.com), a kiedyś występował w rzeczywistości. Założyciel i właściciel firmy "Radosna Twórczość", służącej do sprzedawania siebie i innych produktów. Pisze powieść, która już jest legendarna, choć nikt jej jeszcze na oczy nie widział.

Podobne artykuły