займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

25 sierpnia 2010 21:28

niedoczytania: Latest post
[Marcin Lewicki byczy się na urlopie]

RzKŚ odc.30 – Wszyscy artyści to proste ludki

Dwóch skłóconych gestapowców, żyło w centrum Drohobycza
Pierwszy miał swojego Loewa drugi miał swojego Schulza
Loew prowadził w mieście zakład i dentystą się nazywał,
Nocą burdel był tam, w którym pierwszy gestapowiec bywał
Za to Bruno Schulz malował, lubił wiersze i dyskusje
Miał go drugi gestapowiec, ot stosunki międzyludzkie

Problem mecenatu artystycznego jest starszy niż cytowana wyżej piosenka Jacka Kleyffa. Artyści od zawsze musieli rywalizować o pieniądze nie tylko z właścicielami burdeli. Potrzeba konsumpcji kulturalnej jest na szarym końcu drabiny potrzeb. Dużo wyżej notowana jest nie tylko konsumpcja seksualna, ale i zwykła konsumpcja spożywcza. Na przykład, jeśli człowiek ma wybór: piwo albo sztuka, to wybiera zazwyczaj absolutnie słusznie piwo.

Dlatego właściciele browarów mają więcej pieniędzy niż artyści. Dlatego też, jeśli artysta chce zarobić pieniądze, musi często korzystać z mecenatu producenta piwa. Ostatnio kilku wybitnych artystów płci męskiej sprzedało swoje wizerunki pewnemu olbrzymiemu browarowi w zamian za to, że browar ten nie tylko sowicie ich opłacał, ale jeszcze zgodził się sponsorować ich projekty artystyczne.

Każdy ma swoją cenę, mówił do mnie kilka lat temu człowiek, który stoi za przedsięwzięciem, o którym piszę. Wtedy jeszcze nie pracował w tym browarze, który obecnie reklamują twarze Waglewskiego, Maleńczuka czy Majchrzaka, ale w agencji reklamowej, w której akurat naonczas się  prostytuowałem. Ja kompletowałem listę płac drobnego spotu reklamowego, innego spotu dla innego browaru, w którym człowiek ów pracował jeszcze wcześniej, a mi doradzał w międzyczasie jako tymczasowy zwierzchnik i doświadczony kolega. Tylko Chyry mi się nie udało kupić, podsumował, a dużo dawałem.

Wtedy też nie sięgnęliśmy po Andrzeja Chyrę. Zadowoliliśmy się muzyką Henryka Miśkiewicza i głosem Henryka Talara. Chyra zagrał w następnej kampanii już bez mojego skromnego udziału. Zarówno Miśkiewicz jak i Talar nie szokowali swoim udziałem w reklamie. Robili to bowiem dość anonimowo bez udziału twarzy i dupy. Co innego potem Chyra, co innego potem Waglewski, co innego potem szczególnie Majchrzak.

Szczególnie Majchrzak, bo jak dziś pamiętam, że chyba rok temu linkowałem na blogu jego kolejny, kontrowersyjny wywiad, w którym jechał po bliźnich aktorach, że się wygłupiają w reklamach. Po Kondracie chyba najbardziej jechał, jeśli pamięć nie myli. A teraz kto pojedzie po Majchrzaku? Już chyba tylko niezmordowana Joanna Szczepkowska ma wystarczający autorytet moralny, żeby tę krytykę podźwignąć. Pokaże mu może dupę albo co tam jeszcze ma w zanadrzu.

Znalazł mój były pryncypał i starszy kolega wystarczające środki, aby kupić śmietankę polskiej kultury. Wpisze to sobie do swojego cv i zapewne awansuje na stanowisko, gdzie jeszcze większe budżety i jeszcze bardziej nie do kupienia artyści. Artyści bowiem często się opierają. Stawiają ceny zaporowe. Wiedzą przecież, ile mogą stracić. Może przecież na przykład ich fan przestać chodzić na koncerty, twierdząc, że się sprzedali. Może ktoś pożałować pieniędzy na płytę, uważając, że robią go w wała.

Wszyscy, którzy serio słuchali Voo Voo jeszcze od lat osiemdziesiątych, muszą mieć lekki niesmak, widząc legendę w roli Buffalo Billa objeżdżającego Polskę z cyrkiem wirtuozów muzyk wszelakich. Słysząc słowa singla promującego trasę Męskie Granie, można się tylko gorzko zaśmiać:

Oko za oko
Ząb za ząb
A każda nuta
Z siłą setek bomb
A każdy dźwięk
To sztandar mój
Bo muzyk to wojownik
I o ten sztandar trwa bój

Śmiać się? Płakać? Nie wiem. Mam wrażenie, choć nie pewność przecież, że pan Waglewski przekroczył z kolegami Rubikon, za którym czeka go może splendor, ale z gatunku tych zabójczych. Jak sami sobie wesoło śpiewają:

A teraz gdy
Coś mi się śni
Ostatnio sypiam niemało
To co tam gra
To już nie ja
To jeszcze echo zagrało

Ciężko jest być artystą, oj, ciężko. Nawet słynny nonkonformista Norwid zarabiał jakiś czas w odpowiedniku dzisiejszej agencji reklamowej. Potem, jak już doszczętnie zwariował, to odmawiał zapłaty za zwykłe korespondencje czy felietony, ale w młodości dolarem nie wzgardził. Albo Szpilman w czasie wojny, gdy zarabiał w getcie warszawskim, grając w kawiarni prowadzonej przez tamtejszych mafiosów. Są sytuacje, kiedy talent otwiera możliwości dla innych niedostępne. Czasem finansowe, czasem po prostu brutalnie życiowe.

Wydaje się jednak, że czasami artysta sprzedaje coś więcej niż swoje umiejętności. Czasami sprzedaje także część swojej osobowości. Szczególnie to widoczne w przypadku bezkompromisowego do niedawana Majchrzaka. Pamiętam, z jakim szacunkiem wypowiadali się o nim młodzi aktorzy, którzy pełnymi garściami czerpali z rynku reklamowego. Dla nich był nieosiągalnym wzorem. Pomnikiem. Byli dumni, gdy z nim grali. Dziś już chyba nie będą mieć mokro w majtkach przed wyjściem z miszczem na scenę.

Kapitalizm to pułapka dla sztuki. Żeby istnieć, trzeba mieć pieniądze. Żeby mieć pieniądze, trzeba się sprzedać. Ale sprzedać to się trzeba umieć. Jeden się sprzeda jak Kleopatra, inny jak zwykła dziwka bez szkoły. Warto się zastanowić, gdzie tkwi różnica. Być może inny przykład z ostatnich dni nam pomoże. Przykład jaskrawy konfliktu między wolą mecenasa a osobowością artysty. Przykład Teatru Ósmego Dnia i wiceprezydenta Poznania.

Teatr Ósmego Dnia bierze pieniądze od miasta na swoją działalność. Zdarza mu się jednak mieć inne poglądy niż władze miasta. Zdarza mu się je nawet głośno artykułować. Wtedy funkcjonariusz miasta odpowiedzialny za odcinek kultury wzywa Teatr na dywanik i opierdala jak jakiegoś uczniaka. Płacę, to wymagam, mówi. Apolityczności wymagam. I gówno go obchodzi, że nie on płaci, a podatnicy. I nie on ma prawo wymagać, a podatnicy. On wie, że miasto to on, a nie nikt inny.

Utwierdzają go w tym jego przydupnicy z miejskich instytucji kultury, a wśród nich tak znana postać jak poeta, niegdyś opozycjonista, Lech Dymarski, reżyser teatralny Matuszewski i gromadka mniej utalentowanych postaci. Tajemnicą poliszynela jest, że stoi także gdzieś nieopodal w tle niegdysiejszy redaktor naczelny Czasu Kultury, obecnie przełożony struktur rządzącej partii w Wielkopolsce. Im wszystkim nie przeszkadza, że władza wykorzystuje swój aparat, żeby uciszyć kilku krnąbrnych artystów. Im wszystkim to przeszkadzało za komuny, a za kapitalizmu już nie. Bo przecież teraz nie ma powodu do politycznych demonstracji. Teraz wszystko jest pięknie.

Trzeba, drodzy artyści, uważać z mecenasami. Trzeba uważać, komu się dupy daje, bo można niezłego syfa złapać. Syf już będzie się ciągnął do końca życia, a życie to jedyne, co na pewno mamy. Warto też się zastanowić, co się śpiewa i co się w wywiadach pierdoli, żeby potem nie wyjść na złamasa, gdy się zagra w spocie reklamowym przeciętnego środkowoeuropejskiego lagera. Trzeba uważać, bo zawsze może być tak jak śpiewał cytowany już Kleyff:

I niebawem znów się trochę pospierali dwaj tajniacy
No i drugi ten od Schulza zarżnął Loewa w ramach pracy
Kiedy pierwszy się dowiedział, że zabili Loewa jemu
Wnet dogonił w mieście Schulza i odstrzelił go drugiemu
(…)
Jeśli twój dobrodziej ma jakiegoś wroga
I mu niszczy ulubieńca,
Sprawdź czy nie czas zacząć się pakować
I nowego szukać miejsca

Albo inaczej, ale też niewesoło.

Marcin Muth - filozof, pisarz internetowy, propagator patriotyzmu optymistycznego, twórca legumizmu. Od jesieni 2006 redaktor bloga Warzywo (www.warzywo.blogspot.com). Od lat 90. współredaktor Biuletynu, który teraz występuje w sieci (http://stronawww.blogspot.com), a kiedyś występował w rzeczywistości. Założyciel i właściciel firmy "Radosna Twórczość", służącej do sprzedawania siebie i innych produktów. Pisze powieść, która już jest legendarna, choć nikt jej jeszcze na oczy nie widział.

Podobne artykuły