niedoczytania | [rec:] Stanisław Barańczak ? ?Książki najgorsze? | niedoczytania
займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

28 maja 2009 11:34

niedoczytania: Latest post

[rec:] Stanisław Barańczak ? ?Książki najgorsze?

Jeszcze kilka miesięcy temu „Książki najgorsze” Stanisława Barańczaka osiągały na aukcjach internetowych horrendalne sumy. Wydawca zorientował się, że zainteresowanie książką bardzo wzrosło i zdecydował się na jej ponowną publikację. Złośliwi dwojako rozumują decyzję o wznowieniu – być może chciano wspomóc biednego czytelnika (to jest ta optymistyczna, acz mało prawdopodobna wersja) lub upatrywano w tym szansy na lukratywny interes (mniej entuzjastyczna, ale racjonalna). Pomysł wznowień, rekonstrukcji żelaznego kanonu, powracania do książek czytanych kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu zasługuje na uwagę. Moim zdaniem nagminne powtarzanie, docieranie do zakurzonych stronic, które odstraszają potencjalnych czytelników nieciekawą szatą graficzną lub – co bardziej powszechne – są po prostu nieodstępne, umożliwia lekturę pozycji kultowych, owianych legendą.

W 1975 roku do sierpniowego numeru dwutygodnika Student dołączono teksty dwu nieznanych dotąd autorów – Feliksa Trzymałko i Szczęsnego Dzierżankiewicza. Ich manifest, w którym deklarowali walkę z rozprzestrzeniającą się wówczas w literaturze grafomanią, spotkał się z natychmiastową reakcją cenzora, który nie dopuścił do publikacji. Nie trudno się domyślić, że zjadliwe pamflety u czytelników budziły podziw ale wydawców wprawiały w osłupienie . Barańczak wspomina reakcję Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej, które chciało wymusić na dziennikarzach, aby Ci pozostawili książki ukazujące się sumptem tej oficyny w spokoju. Na szczęście próby obłaskawienia niepokornych autorów, pobudziły jedynie ich fantazje, sprawiły, że tym chętniej obsmarowywali oni szmiry, pojawiające się na rynku nakładem MON-u. Niestety rubrykę prowadzono tylko przez osiem miesięcy, ale z perspektywy czasu można uznać, że nie był to czas stracony – autorom udało się ośmieszyć ponad trzydzieści nowości. W 1976 roku w piśmie „Politechnik” pojawia się wzmianka, która umożliwia rozszyfrowanie pseudonimów bezlitosnych krytyków literackich. Zadziwia wytrwałość tajemniczego przeciwnika tekstów Barańczaka, który rozrzucił kilkadziesiąt egzemplarzy „Politechniki” w budynku poznańskiej polonistyki – ówczesnym miejscu pracy pomówionego. Poeta tak reaguje na te wydarzenia – „Aż taką akcję rozpętano przeciw parędziesięciu recenzyjkom pokpiwając sobie z parędziesięciu i tak niezbyt cenionych literatów”

Zbiór recenzji wydaje się być ciekawy nie tylko ze względu na jego niewątpliwe zalety krytycznoliterackie, ale przede wszystkim dlatego, że staje się świadectwem czasu. Barańczak kreśli odpychający obraz literatury popularnej okresu PRL-u, kiedy to o planach wydawniczych decydowało państwo, a w zasadzie „garstka partyjnych bossów do spraw literatury”. Do podstawowych zadań urzędników – mówiąc dosadnie – należało eliminowanie dzieł wartościowych, które zastępowano „grafomanią z państwową pieczątką”. W refleksji autora „Fioletowej krowy” pojawia się bardzo ciekawe spostrzeżenie, które oddaje prawdę o charakterze literatury rozwijającej się w państwach totalitarnych. Otóż wydawać by się mogło, że rządy silnej ręki mogłby doprowadzić do wyeliminowania literackich gniotów, ponieważ to przywódca decyduje o wszystkich dziedzinach życia społecznego, politycznego czy kulturalnego w kraju. Nic bardziej mylnego – możni zręcznie wykorzystywali te przywileje i stworzyli szereg utworów napisanych na chwałę władzy i systemu. Poza tym o wiele bardziej doceniano wartość ideologiczną, wszak „państwotwórcza szmira ma zawsze większe szanse druku niż niepaństwotwórcze arcydzieło”. Utwory, które trafiały wówczas do odbiorców nie stawiały nowych pytań, nie prowokowały do dyskusji, ale pielęgnowały idee wpajane przez radziecką propagandę.

Omówione tutaj książki były budowane z gotowych elementów, autor musiał działać podług narzuconej wizji. W „Płodach reedukcji” neguje uproszczenia, operowanie prostymi, mało innowacyjnymi schematami. Zbyt wiele utworów pozostaje w kręgu powieści, które są jedynie świadectwem żywego reagowania na sytuację polityczną w kraju. Dominującym tworzywem jest temat, natomiast forma zostaje potraktowana po macoszemu. Barańczaka najbardziej uderza u pisarzy nieznajomość podstawowych zasad gramatycznych, przestankowania, fleksji, składni, etc. O wiele bardziej uciążliwa od błędów językowych jest pseudoerudycja, barokowa składnia, nagromadzenie zupełnie niezrozumiałych sformułowań. Pisarze silący się na alternatywne rozwiązania fabularne, frapującą kreację postaci, w oczach Barańczaka narażali się na śmieszność. Brak jakichkolwiek umiejętności w konstruowaniu akcji był ewidentny, cytowane w recenzjach fragmenty wzbudziły we mnie konsternację, zdziwienie, że błędy będące domeną szóstoklasistów, umknęły uwadze korektorów. Autor nie zajmuje się tylko literaturą wysokonakładową, wielokrotnie sięga do pozycji elitarnych (chodzi mi tutaj o ilość wydanych egzemplarzy, a nie o ich jakość), niszowych. Największym wrogiem pisarza była samoświadomość i chęć fantazjowania. To co mi się bardzo podoba to fakt, że Barańczak ewidentnie stroni od krytyki personalnej – uszczypliwe uwagi kierowane do pisarzy przypominają bardziej dobrotliwą połajankę niż listę skarg i zażaleń.

Czytając „Książki najgorsze” nie można opanować śmiechu. Krytyka literacka w jego wykonaniu pozbawiona jest utartych, sztampowych sformułowań. Barańczak ma alergię na idiotyzm, banalizm i nieudolne wzorowanie się na twórcach literatury obcej. Udaje mu się ukazać rozbrat między artystyczną stroną słowa pisanego a światopoglądowymi obowiązkami literatów. Kpina z powieści milicyjnych, peanów na cześć armii zaprawionych wątkami erotyczno – romansowymi oraz zaangażowanej poezji to główne tematy, które pogłębia Barańczak. „Książki….” są przykładem ambitnego przewodnika, który odsłania tajemnice literatury popularnej, uczy przez zabawę.

Stanisław Barańczak, Książki najgorsze, Znak, Kraków 2009.

Damian Gajda - krytyk literacki, wielki miłośnik słowa pisanego, przede wszystkim polskiej prozy współczesnej. Pisanie o książkach uważa za niezbędy element obcowania z literaturą. Współpracował m.in. z Przystanią Literacką, Independent, Granicami, Biblionetką, Internetowym Imperium Książki. Obecnie pisze dla Czytelni Onetu (recenzent redakcyjny), ogólnopolskiego pismem kulturalno- literackiego BLUSZCZ, Nowych Książek, Opcji, REDu.

Podobne artykuły