займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

9 października 2012 11:56

Przedsmak: Sławomir Shuty, „Jaszczur” – Korporacja Ha!art – 11 października 2012

Publikujemy fragment książki Sławomira Shutego pt. „Jaszczur”, która ukaże się 11 października 2012 r. – także jako audiobook w wykonaniu Henryka Gołębiewskiego, aktora znanego z filmów „Edi” i „Podróż za jeden uśmiech”.

O KSIĄŻCE

Jaszczur to radykalna relacja ze świata wydawniczych korporacji, kupujących i bezkompromisowo promujących autorów, dająca wyobrażenie o bezmyślności PR-owców i chciwości działów finansowych. Jest to literatura niebezpieczna, przeładowana. Książką tą Shuty przyznaje się do wielkiego „przekrętu” literackiego; przedstawia zespolenie świata literatury z pieniądzem oraz obnaża reguły rządzące mediami. Wydaje się, że autor – jak wirus – umyślnie wszedł w obieg wielkich warszawskich domów wydawniczych, aby wynieść wiedzę o ich funkcjonowaniu, a następnie ją ujawnić. Jaszczur to literackie seppuku Shutego.

„Życie współczesnego pisarza w niczym nie przypomina serialu Californication; z perspektywy bohatera książki to bezpardonowa walka o przetrwanie, kanibalizm kulturowy, życie pod presją polityki wydawniczej i oczekiwań odbiorców. Bohaterem powieści jest niezrealizowany pisarz, który miast pracować, dryfuje w świecie snów, majaków i halucynacji związanych z samym sobą. Jego ukryte marzenie to wyjść poza literaturę i stać się artystą totalnym.

Jak dotąd moje książki były realistyczną, miejscami nadrealną, a nawet surrealną, krytyką społeczną. (…) Teraz zwracam się ku sobie, obalam fasady wykreowanego na potrzeby mediów wizerunku, by stanąć przed okiem czytelnika nagi jak zwierzę.”

Sławomir Shuty

***

MITYNG

Bóg, proszę pana, to jest wytarte pojęcie, trzeba je odfiltrować z szumów i okaże się, że wszystko jest dużo prostsze niż mogłoby się wydawać, mówię jak mistyk, i nie chodzi o to, że go nie ma, pan mnie łapie za słowa, choć być może jest, a może nie, kto go wie.
Przed wejściem źle wyciosane zwłoki, inny niż u nas typ człowieka, kościec gruby, nisko osadzony jak piechur, lico ziemniaczane, czerstwe, rumiane, a może oni są tu już strzeleni?, a ty człowieku popadasz w kryg, że nie pij, nie pij, a tu widzę, że to jest poczytane za punkt honoru, palnąć przed mityngiem, więc człowiek się uczy na błędach, gdyby jeszcze dopisywała pamięć, żeby ich potem nie popełniać.

Chodzi o to, że, to znaczy wie pan, mówię, nie do końca tak z tym jest, a ja myślę i to chciałem zaznaczyć, że to efekt tylko i li własnych przemyśleń, nie prawda objawiona, bo jak w ogóle można wychodzić z prawdą w obliczu, wie pan, niech pan spojrzy po prostu w górę, grozy kosmosu, no i skandalicznych sukcesów rodzaju ludzkiego, to niedorzeczność!, mówię i tracę wątek, do środka wchodzi gruby z biodrówką, na spranej koszulce Evil Dead.

I tu, mówię, powinniśmy się pochylić nad właściwym nurtem dyskusji, wie pan, ja o tym lubić nie mówię, to jest mówić nie lubię, dlatego piszę, stąd się to bierze, z ogólnej konstrukcji charakterologicznej i naniesionych przez życie nawyków.
Czyli pan się uważa za wolnego człowieka, pyta, czy raczej stwierdza, siwy, miejscami przyczerniały, zażółcony w środkowej części gęsty wąs, pod nim wąskie usta jak wrota tartaru, brzydota wcielona, a może szaleństwo.
Jestem, proszę pana, nawet nie wolnym, ale powolnym, człowiekiem powolnym od, wie pan, spowolnienia, ale i od woli Pana, cha, cha, cha, ale tak naprawdę starość, to znaczy wolność, to ideał niewolnika, mówię, jak strzał w ciemnościach nadlatuje zasłyszany frazes i siada tu idealnie, więc biorę go jak swój.

Jestem wolny od klejenia baby w piaskownicy z pojęciami, mówię, charyzma napływa jak adrenalina i daję się ponieść, wielkie idee, hasła, transparenty, to nas nie dotyczy, ludzi wolnych, to znaczy tych, którzy rezygnują z brania udziału, nie być częścią tego, wie pan, o co chodzi, choć z drugiej strony dlaczego nie być częścią tego?, teraz, kiedy prościej jest nie być, istota leży w sprzeczności, a dokładniej chodzi o paradoks, mówię, bo czuję, że to strzał w sedno, nie wolno dać się omamić przez pojęcia, ten słaby przyodziewek umysłu, istota jest naga jak dziecko, mówię, stojąca obok patrzy jak na pedofila i wyciąga teorię względności i relatywizmu.
Gdyby to było tak proste!, mówię, ja, proszę państwa, zastanawiam się nad rzeczami, wiele rzeczy mnie głęboko porusza, ale mam propozycję, wejdźmy do środka i rozpocznijmy, bo widzę, że pan prowadzący.., mówię i oczywiście wypadło mi z głowy nazwisko, a nawet imię, świetnie, kurwa, popisałeś się człowieku.
Się niecierpliwi, mówię i widzę, że, w istocie, mam rację, pani dyrektor daje z tyłu znaki, że najwyższy czas odpalić jubel.
Ja myślę, że chyba zaczniemy, mówi ten skromny inteligencik, Jacek, Jarek, Marek, Burek, jest chyba trochę zbyt dopieszczony jak na mój gust, za bardzo posunięty w stronę schludnej poprawności, nawet ten szelmowski wąsik sytuuje go nie w pierwszym rzędzie manifestacji hipsterstwa, ale na półce z matrioszkami, produkt sprofilowany pod turystę z wielkiego świata.

Bo która jest właściwie?, mówię i udaję, że patrzę na czas, na przegubie brak zegarka, więc sięgam po telefon, że niby chcę zobaczyć, która godzina.
Osiemnasta piętnaście, mówi, on to robi szybciej, a tam daje znaki, że już czas, pani dyrektor, dobrze odżywiona kaczka, policzki błyszczą jak aplikowane sadłem, na skroniach pot i postawione na sztorc cycki, mam ochotę puścić się z nimi w szatańskie tango, by popłynął z nich sos, kropla do kropli aż uzbiera się miarka, sosjerka jak pełny magazynek.
Kwadrans akademicki, cha, cha!, to może zaczynajmy, po spotkaniu znajdziemy chwilę na rozmowę, mówię i chcę dodać: mam nadzieję, że się jakaś chwilka znajdzie, wie pan, czas to pieniądz, bo pachnie to szaleństwem, partnerka siwiejącego wystaje z mierzwy srebrnych kłębów, wata cukrowa z zeszłego karnawału, w dłoni pełna papierzysk reklamówka, może nawet biblia w kieszeni, opasłe czarne tomiszcze.
To co, wchodzimy?, mówię, jak się, jak się nazywał ten tu?, człowiek prowadzący wieczorek?
To może wejdźmy, zapraszam, mówi, przestaje mi się on podobać, filutek, zalatuje fałszem jak zły grzyb.

Sala tonie w błękicie oślepiającego światła, ręce od razu chodzą jak delirykowi, lost weekend i last minute pod wulkanem, trema czy kac?, może trema i kac, wstępujemy w jasność, sala wypchana po brzegi, wąski korytarzyk między krzesłami, tędy, idziemy tędy, wokół szepty i pochrząkiwania, z przodu podwyższenie, na nim stolik, trzy metalowe krzesła z czarnymi obiciami, po co trzy, jak nas dwóch?, na stoliku woda, chce mi się pić, człowieku chce ci się pić, ale nie nalewam, żeby nie rozlać, rozchlapać, dłonie żyją własnym życiem, a ty się nie możesz człowieku podłożyć jak szmata, więc jedyne co, to uśmiech na twarzy, szczery chłopak ze szczerego świata, awatar prawdziwszej prawdy.

Ale pachnie to źle, już wcześniej zalatywało, od kiedy skład stanął na dworcu, bar, rozklejona bryła hotelu, silikon wycieka szczelinami, kiosk, pornosy, ławka, maxi hot-dog, postój taxi bez taxi, przystanek alaska, kolejna dupa z pretensjami.
Nie, nie, proszę nie wysyłać samochodu, z przyjemnością przespaceruję kilka kroków, dwadzieścia minut pieszo?, żaden problem, dwie godziny do spotkania, dziękuję za troskę, mówię.
Tak, tak, koniecznie główną ulicą, wszystko dokładnie zobaczyć, bo wielość atrakcji, mówi ktoś z drugiej strony, głosik jakby przegięty, dobrze, z przyjemnością, mówię, kończymy pogawędkę i nurkuję w mieścinę, serce na ramieniu, bo tynk odłazi, cegła odpada, a melina na melinie, przed oczyma staje rosyjska północ, Nikiel, Murmańsk, Mazut, azbestowy disneyland, wielka wyrwa w ziemi, znój polarnej nocy, koniec znanego nam świata.

***

Sławomir Shuty – artysta ludowy.

Redakcja Niedoczytania.pl -

Serwis niedoczytania.pl jest przekraczającym granice funkcjonujące w kulturze katalogiem kopii myśli i kopii kopii myśli, które od bycia w ciągłym ruchu utraciły cechę czytelności.

Podobne artykuły