займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

27 marca 2010 10:54

niedoczytania: Latest post

Przedsmak: Robert Littell – „Epigram na Stalina” – Noir sur Blanc – kwiecień 2010

Prezentujemy fragment książki Roberta Littella „Epigram na Stalina” (wyd. Noir sur Blanc)

KRÓTKI OPIS KSIĄŻKI: Lata 1934-1939 w Rosji stalinowskiej to okres tzw. Wielkiej Czystki, terroru o rozmiarach wręcz monstrualnych. Jawny bunt przeciw dyktatorowi to tyle co zamach samobójczy, większość pisarzy rosyjskich więc milczy lub pisze ody i hymny na cześć Stalina oraz powieści i dramaty wysławiające kolektywizację. Jednak są i tacy, którzy nie potrafią sprzeniewierzyć się prawdzie i, ryzykując życie, wypowiadają wojnę Stalinowi. O jednym z tych bohaterów-straceńców, Osipie Mandelsztamie, największym – obok Anny Achmatowej i Borysa Pasternaka – poecie rosyjskim XX wieku, opowiada Robert Littell w Epigramie na Stalina. Skazany już wtedy na poetyckie nieistnienie (niepublikowany), przymierający wraz z żoną głodem, inwigilowany przez Czeka, Mandelsztam pisze na początku 1934 roku oskarżycielski wiersz o „góralu kremlowskim”, któremu „miodem kapie każda nowa śmierć na szeroką osetyńską pierś”. Niebaczny na skutki, recytuje go przyjaciołom i znajomym i wkrótce zaczyna się golgota Osipa Mandelsztama: od Łubianki, przez zesłanie do Czerdynia i Woroneża, po śmierć w obozie przejściowym „Druga Rzeczka” pod Władywostokiem.

2
Nikołaj Własik

Poniedziałek, 19 lutego 1934 roku

Gdy podjechałem packardem, sławny Maksim Gorki we własnej osobie, ubrany w beżowe palto z paskiem i kołnierzem z astrachańskiego baranka, kroczył dumnie niczym odźwierny Białorusin w kabarecie przy placu Pigalle, patrolując portyk.

– Wy jesteście Własik! – zawołał piskliwym głosem, zrównując się z samochodem i otwierając na oścież drzwiczki po stronie pasażera, zanim mój szofer zdążył wysiąść i zrobić to za niego.

– Na wasze każde zawołanie! – odkrzyknąłem w odpowiedzi, pozwalając sobie na mały uśmieszek, oznaczający, że można powiedzieć o mnie wszystko, ale nie to. Nikołaj Sidorowicz Własik był na każde zawołanie tylko jednego człowieka w całym wszechświecie, kaida z Kremla, jak nazywaliśmy chozjaina, używając gruzińskiego określenia pana domu, choć domostwo, o które chodziło, rozciągało się od Bałtyku po Morze Czarne, od gór lodowych Arktyki po Ocean Spokojny. Gorki, o wypomadowanych włosach zaczesanych do tyłu i mizernym wąsiku, pstrzącym skórę nad górną wargą, poprowadził mnie do kiczowatego holu swojej secesyjnej willi. Ogromny obraz, przedstawiający nagą damulkę biorącą udział w pikniku nad brzegiem rzeki z dwoma kompletnie ubranymi galantami, zajmował całą ścianę. Mniejszą wersję tego samego obrazu widać było odbitą w lustrze o stalowej ramie, wiszącym na przeciwległej ścianie.

– Rola gospodarza podejmującego towarzysza Stalina jest dla mnie czymś nowym – oznajmił Gorki, rzucając palto w rozłożone ramiona służącego. – Od czego zaczniemy?

Nie mogę powiedzieć, że miałem zbyt dobre mniemanie o tej willi, nagiej paniusi albo Gorkim, którego widywałem z daleka na przyjęciach na Kremlu, kiedy „największy pisarz Rosji” (jak nazwano go w „Prawdzie” w relacji ze spotkania z młodym amerykańskim pisarzem o nazwisku B. Schulberg) był wyciągany z lamusa przy jakichś kulturalnych okazjach. Nigdy nie czytałem żadnej jego książki, nawet zredagowanego przezeń zbioru esejów Kanał Białomorsko-Bałtycki imienia Stalina, ani też nie miałem takiego zamiaru. (Nie żebym miał dużo czasu na książki; moje formalne zadania osobistego ochroniarza chozjaina, jego chłopca na posyłki i sporadycznie rodzinnego fotografa, zostawiały mi ledwie wolne wieczory na obsłużenie konkubin). Zgodnie z dossier dostarczonym przez drugiego zastępcę Czeka, Gienricha Jagodę, Gorki, znany także jako Aleksiej Maksymowicz Pieszkow, był jednym z „wegetarian” (wyborne określenie, używane przez mojego szefa, obraźliwe, mające odróżnić rewolucjonistów małej wiary od „pożeraczy czerwonego mięsa”), którzy opuścili Lenina na początku lat dwudziestych, kiedy sprawy przybrały trochę śliski obrót. Przez jakiś czas mieszkał zagranicą ze sławną pięknością w jej najlepszym okresie, Mourą Budberg, w czasie rewolucji kochanką brytyjskiego konsula generalnego w Moskwie. Jagoda powiedział mi, że podejrzewał Budbergową o szpiegostwo, ale nie miał pojęcia na czyją rzecz. Chozjain, z powodów, których nie pojmuję, pod koniec lat dwudziestych skusił Gorkiego do powrotu do ojczyzny z luksusowego zesłania we Włoszech, oferując mu tę willę na Wzgórzach Leninowskich, należącą kiedyś do milionera Riabuszynskiego, oraz dwie dacze, jedną w pobliżu daczy Stalina pod Moskwą i drugą na Krymie – obie tak olśniewające, że ślinił się każdy, kto je odwiedził, tak mi przynajmniej mówiono. Jakby tej przynęty było za mało, szef jednym pociągnięciem pióra zmienił nazwę Niżniego Nowogrodu, miasta nad Wołgą, gdzie pisarz się urodził, na Gorki. (Chodziły słuchy, że Jagoda, który też pochodził z Niżnego Nowogrodu, wściekł się, słysząc, że miasto nie zostało nazwane jego nazwiskiem). Nic dziwnego, że Gorki wrócił do Rosji! Klnę się na Chrystusa, że poważnie zastanowiłbym się nad zamieszkaniem w Ameryce, gdyby chozjain z Waszyngtonu, ten prostacki kapitalista F. Roosevelt, zgodził się zmienić nazwę Chicago na Własikgrad.

Jusis, Litwin, który pracował dla chozjaina równie długo jak ja, a nawet dłużej, szedł za mną razem z szoferem, Osetyjczykiem z gór Gruzji. A skoro mowa o zjadaczach czerwonego mięsa, to Osetyjczyk był w młodości strażnikiem w carskim więzieniu. Gestem nakazałem im, by przeszukali dom. Ujmując w dłonie niewielkie niemieckie pistolety, jakie mieli w kieszeniach skórzanych kurtek, ruszyli w różnych kierunkach, by przetrząsnąć budynek od strychu po piwnicę.

– Zaczniemy od listy gości – powiedziałem Gorkiemu, kiedy schodziliśmy po kilku schodach, a echo naszych kroków odbijało się od ścian wyłożonych kafelkami, i skierowaliśmy się do długiej jadalni z rzędem chińskich waz, pełnej luster, gdzie szef miał się spotkać z pisarzami.

Podekscytowany Gorki wcisnął kciukiem sztuczną szczękę na miejsce.

– Ależ lista gości została już zweryfikowana przez sekretariat towarzysza Stalina.

– Kieruję służbą ochrony chozjaina – poinformowałem nielojalnego przyjaciela Lenina, który opuścił statek na widok przelanej krwi. – To ja ponoszę ostateczną odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo. A więc lista, jeśli łaska. Lista, nawet i bez łaski.

Potężne ze mnie chłopisko i trzymam formę, robiąc codziennie rano pompki, a poruszam się ze zwinnością osoby o połowie mojej wagi. Mówi się o mnie, że potrafię tak przejść przez pokój, by nie zatrzeszczała nawet jedna deska podłogi. Zastraszanie wegetarian to mój sposób na pobudzanie apetytu.

Z górnej kieszeni europejskiej marynarki z absurdalnie szerokimi klapami Gorki wyciągnął napisaną na maszynie kartkę. Usiadłem na jednym ze stalowo-celuloidowych krzeseł i przeczytałem spis, na którym znajdowało się trzydzieści osiem nazwisk wybranych przez Gorkiego i przepisanych w dwóch równych kolumnach. Odkręciłem skuwkę wiecznego pióra i skreśliłem trzy nazwiska scenarzystów, dwóch powieściopisarzy i dwóch redaktorów, o których wiedziałem, że są na czarnej liście Jagody. Kiedy oddałem kartkę Gorkiemu, wyglądał na zdenerwowanego.

– Ci ludzie zostali już zaproszeni, zjawią się u mnie za trzy kwadranse.

– Jesteście tu nie tylko jako gospodarz – jesteście też przewodniczącym Związku Literatów. Staniecie przy wejściu, towarzyszu Gorki. Będziecie odhaczać nazwiska w miarę pojawiania się gości. Osoby, których nazwiska skreśliłem, powinny być zawrócone.

– Co mam im, do licha, powiedzieć?

– Wymyślacie fikcje, powiedzcie im, co wam przyjdzie do głowy. Tylko zadbajcie, żeby nie weszli. A teraz chciałbym zobaczyć plan rozmieszczenia gości przy stole.

Wpatrywałem się w kartkę, którą mi podał, z planem długiego stołu zajmującego prawie cały pokój. Chozjain, zgodnie z zamysłem Gorkiego, miał zająć miejsce u szczytu stołu.

– Towarzysz Stalin nigdy nie przewodniczy przyjęciom – poinformowałem pisarza. – Sami usiądziecie u szczytu stołu. On zajmie krzesło tuż obok was, po prawej stronie, tak żeby ściana znajdowała się za jego plecami. Poinstruujcie służbę, że wszystko, co będzie jadł i pił, zostanie dostarczone przeze mnie. Jeśli zechce herbaty, sam mu ją naleję z termosu. – Przekreślając nazwiska i wpisując je w nowe miejsca, zmieniłem rozlokowanie gości, tak by szef znalazł się w otoczeniu pisarzy i redaktorów, o których wiedziałem, że należą do partii, a potem zwróciłem kartkę Gorkiemu razem z tekturową fiszką z Czeka z napisanymi na niej nazwiskami jego trzech służących. – Pozbądźcie się ich na to popołudnie – poleciłem wielkiemu pisarzowi. – Nie chcemy, żeby znajdowali się w pobliżu chozjaina.

Gorki zerknął z niedowierzaniem na kartonik i przez chwilę wydawało mi się, że ma więcej charakteru, niż uważali jego krytycy.

– Ci ludzie – zaczął dość zaczepnie – są ze mną od mojego powrotu do Rosji…

Okazując zniecierpliwienie, spojrzałem na zegarek.

– Mają nazwiska izraelickie, towarzyszu Gorki – powiedziałem, przyjmując, że takie wyjaśnienie zupełnie wystarczy.

– Nazwiska izraelickie! Niektórzy z najbliższych współpracowników towarzysza Stalina są żydowskiego pochodzenia: Zinowiew, Kamieniew, Kaganowicz, a nawet wasz czekista Gienrich Jagoda. O samym Leninie mówi się, że w jego żyłach płynęła żydowska krew…

Przerwałem mu.

– Arcyzdrajca Bronstein-Trocki jest Izraelitą. Boimy się, że może dokonać zamachu na chozjaina, wykorzystując międzynarodowe sprzysiężenie syjonistów.

Gorki przewrócił oczami z niezadowolenia.

– Goszczenie chozjaina pod moim dachem na spotkaniu z pisarzami okazuje się znacznie bardziej skomplikowane, niż to sobie wyobrażałem, kiedy Stalin wyszedł z taką propozycją.

Redakcja Niedoczytania.pl - Serwis niedoczytania.pl jest przekraczającym granice funkcjonujące w kulturze katalogiem kopii myśli i kopii kopii myśli, które od bycia w ciągłym ruchu utraciły cechę czytelności.

Podobne artykuły