займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

3 kwietnia 2010 8:45

niedoczytania: Latest post

Przedsmak: Inga Iwasiów – „Ku słońcu” – Świat Książki – 7 kwietnia 2010

Prezentujemy fragment książki Ingi Iwasiów „Ku słońcu” (wyd. Świat Książki)

Marek lubi przeszłość. Przeszłość ma przyszłość, sądzi po dotychczasowym życiu. Książki w domu rodziców, książki na wakacjach, pochwały za czytanie w szkole. Książki utrwalają przeszłość, otwierają szeroko wrota minionych czasów. Można przez nie wchodzić do starożytnych ogrodów, w sam środek bitew, do pałaców i lepianek. Można rządzić światem lub zmagać się z klęską. Nie lubi tylko fantastyki, mitologii, ezoteryki, religii. Lubi historyczne tło i zabłąkanych na nim ludzi, biografie i ciągi skojarzeń nabytych w bibliotekach. Tak, w twarzy Małgorzaty docenia te same cechy: istnienie tropu przeszłości, zapis godzin lektury, świadectwo zbiegających się w człowieku wątków. Docenia przyszłość, jaką daje mu przeszłość tej kobiety, pewną ręką podkreślającej błędy w pracach studentów, nieomylnie wydającej sądy. Chce się zmierzyć z tą jej pewnością wszystkiego, co doprowadziło do dzisiaj, do wygodnego dzisiaj, przeistaczanego w jego jutro. Mówiąc najbardziej wprost: Marek, dwudziestotrzylatek z zadatkami na sukces, był staroświecki i pragmatyczny. Marek dziś marzy o karierze w dziedzinie niesprawiającej bólu. Marzy o życiu wygodnym, nieobarczonym zbyt bolesnym kompromisem. Marzy o niebolesnym związku, dającym obu stronom jak najwięcej. Ona: jej przeszłość. On: jego przyszłość. Skoro przyszłość jako taka stanowi niewiadomą, warto postawić na to, co znane, sprawdzone. Wydobyć z niej więcej, jeszcze więcej fraz, obrazów, możliwych zdarzeń.

Poza tym Marek ją kocha. Żeby znaleźć się w wygodnym mieszkaniu, w komfortowym życiu Małgorzaty, musiał powiedzieć o tym matce i ojcu. Gdyby przyszedł z czymś zwykłym: „zamieszkam z dziewczyną”; z czymś niecodziennym: „jestem gejem”; z czymś nie do przyjęcia: „jadę do aśramu”, byłoby łatwiej. Komunikat: „wprowadzam się do profesor Małgorzaty”, musiał zacząć od słów: „ja ją kocham”, żeby móc kontynuować. Inne motywacje musiały pozostać niewypowiedziane, zakryte. Dla ojca, matki, jego samego – to coś potrzebowało słowa, miłość”. Niedozwolona dezynwoltura, złamanie zasad (że z młodszą i nigdy z posiadaczką władzy, takie tam „zasady”) wymuszały wielkie słowa. Raz powiedziane głośno „kocham” brzmiało przekonująco. Przyjęli ten kataklizm prawie bez komentarza. Już wówczas, gdy im powiedział, w ich życiu pojawił się rozmaz przeszłości, więc tylko na chwilę odwrócili twarze w kierunku syna, kochanego jedynaka. Własna bezkompromisowość, posthipisowska otwartość kazała im przełknąć ewentualne wątpliwości. Miłość to miłość. Małgorzatę nawet znali z czegoś w tej uwielbianej przez syna przeszłości, z czegoś miłego, zwykłego albo nawet odrobinę wzniosłego. Poza tym wiedzieli, że wszystko i tak musi iść własnym trybem. Niesprawiający kłopotów potomek i tym razem nie zawiedzie.

Po wypowiedzeniu tych słów, trochę teatralnym tonem, poczuł ich powagę i ciężar. Kiedy byli we dwoje, nie pierwszy raz, nie przez pierwsze tygodnie, czuł przede wszystkim nieskrępowaną niczym swobodę. Przekonał się, że zna odzew na jej hasło, że umie reagować w grach słownych, nie zawodzi, czasem wyprzedza. Czuł też niekwestionowaną wartość ciała, niekłamanego mechanizmu przyjemności. Było lepiej, o wiele lepiej, ponieważ mógł przechodzić od słów do dotyku, od pieszczot do tyrad. Nie przestawali mówić, nie lubili tracić czasu na milczenie. Milczenie bywało konieczne przy pracy, gdy zgłębiali książki, własne i cudze teksty, ale nie w miłości, między dotykami. Wszystko dawało się nasycić słowem, nawet usypianie, lekka utrata przytomności, zjazd z trampoliny, eksplozja rozkoszy. Małgorzata miała gładką skórę, rodzaj gładkości niezależny od zabiegów kosmetycznych czy od używanej do mycia wody. Wprawiająca w oszołomienie gładkość, nawet ta gładkość, nie zamykała dostępu słowom. Bo nawet gdy milkł, oboje milczeli, całe ciągi zdań trwały w nich nadal, wypowiadane w myślach. Myśl nie uciekała im w „kupię ziemniaki” albo „niedobry…”, albo „Anna była…”, albo „auuuu!!”. Myśl trzymała w ich głowach napiętą opowieść, zbierała strzępki w przeczytane gdzieś na pewno zdania, pozwalała wprawiać ciała w wibracje, być razem. Przez opowieść, przez słowa – doszli do ciała, na same krawędzie siebie. I wówczas milkli, zdziwieni ostrości ą własnych krawędzi, milkli tylko na chwilę.

Małgorzata jest mądra, zawsze była mądra. Swobodnie porusza się między książkami, ludźmi, językami, ideami. Daje i bierze inspiracje, obdarza światłem odczytań studentki i koleżanki, innych profesorów i adiunktów, dyrektorki i senatorki. Nie przystosowała się, nie nagięła umysłu i ciała do wymagań stawianych kobietom. W ogóle kobietom, osobnej rasie ludzkiej, kobietom akademiczkom, stąpającym delikatnie między minami po nieswojej ziemi. Małgorzata, będąc mądra, nie musiałaby być piękna. A jednak jej ciało jest sprężyste, twarz reaguje żywo na każdą myśl wartą podjęcia, zmarszczki przebiegają przez punkty namysłu, dłonie są delikatne. Małgorzata wpływa łagodnie do krainy przyjemności, nie przestając mówić do niego, do tego kogoś, kto rozumie. A kiedy traci zdolność mówienia, kiedy zaciska mięśnie na samej sobie i na tym kimś, kto także przerywa w sobie obwód samotności, wydaje się przybyszką z dalekiego kraju, zdziwioną obyczajami tubylców, lecz natychmiast do nich przystosowaną. Bogini stworzyła ją do rozumienia i czucia, więc umie analizować i kochać.

Mają miejsce w życiu Małgorzaty wieczory i noce szaleństwa. Po trudnych dniach, kiedy musi zbyt długo słuchać innych ludzi, fałszywie przenoszących dźwięki literatury, byle jak mówiących o poezji, niedbałych, piszących z błędami, Małgorzata potrzebuje haju. Niby nie robi to na niej wrażenia: wie, kim są ludzie, nie ma wielu złudzeń. Trzeźwo ocenia sytuację. Uczy, czego może, poza tym przecie ż ma swoje życie zastawione narracjami, zasiekami fabuł. Wychodzi z tych niewygodnych żołnierskich sal, mieszczących jej wydział, niesie do ciaśniutkiego pokoju naręcza książek – odkąd czeka tam na nią Marek, bywa, że widzi w nich naręcza kwiatów – rozmawia z Sylwią, z innymi o wszystkim, co lubi. O kawie, ciastkach, spektaklach, niemęczących podróżach, programach komputerowych. Czasem w samym środku tej zorganizowanej nieracjonalności, tego paradoksalnego nieprzystosowania, tej znakomicie naoliwionej maszynerii – coś zgrzyta. Małgorzata wraca do domu krokiem pijaczki, kupuje po drodze  chipsy i napoje, spiesząc się bardzo, bo bardzo potrzebuje otworzyć swoje zamknięcie.

Wchodzi po schodach szybko, krokiem dwudziestolatki. Zamyka za sobą drzwi na wszystkie zamki. Zaciąga zasłony. Zrzuca buty i ubranie gdziekolwiek, niekoniecznie tam gdzie zwykle. Zajmuje największy fotel, w półleżącej pozycji. Stawia na spiętym brzuchu laptop i zaczyna.

Raz na parę tygodni Małgorzata wpada w ciąg, musi oglądać. Laptop grzeje jej brzuch, wyłączony telefon milczy, racjonalność wysokiej kultury zostaje za drzwiami. Małgorzata ogląda amerykańskie seriale w seriach po pięć odcinków, czując pod koniec mdłości i pijacką egzaltację. Ma ochotę powtarzać głośno dialogi, poprawiać przed lustrem mimikę, przestawiać twarz na fale aktorek, układać piersi w biustonoszu tak, żeby wyglądały na poprawione skalpelem, przeżywać wielokrotny orgazm. Robi to wszystko, folguje sobie. Usypia bardzo późno i śni jej się coś z tamtego świata, pełni prostych emocji ludzie. Jeśli dawka przekracza pięć, rano miewa kaca. Płaci za poluzowanie bólem głowy, natrętnym nawracaniem serialowych fraz, rozbiciem. Z trudem doprowadza się do normalnego stanu, zbiera papiery, wzywa taksówkę. Za ciemnymi okularami chowa skutki szaleństwa.

Odkąd mieszka z Markiem, musi ukrywać słabość. Czasem, ukradkiem, puszcza jakiś odcinek, udając, że przegląda materiały do wykładu. Marek kiwa głową i idzie do swojego biurka, szukać odpowiedzi na lepsze pytania: te o prawdziwych ludzi. Nie podejrzewa istnienia przesmyku między ważnymi pytaniami, przesmyku, w który wpływa fala nieistotnych obrazów, dających zapomnienie. Czy zrozumiałby oglądanie seriali? Czy nieuleganie pokusom popkultury jest jego najważniejszym atutem? Czy nie wolałby jakiegoś innego nałogu, mniej pospolitego? Czy ukrywanie czegoś, co inni mają za normalność, nie kazałoby mu spakować walizki? A może usiadłby z nią w ciemnym pokoju i spróbował przerwać któryś z tych seansów rozpaczy, po których piła aspirynę i wracała do teorii kobiecej autobiografii. Może byłby gotowy i na to, wspólny los upartych czytelników, zainfekowanych rozsiewanym wszędzie wirusem płaskiej bzdury. Znał smak płynu Lugola, dałby radę litrowej coli i chipsom.

Tutaj możesz zerknąć na bloga Ingi Iwasiów.

Poniżej film promujący najnowszą książkę Ingi Iwasiów z autorką w roli głównej.

Kliknij na obrazek, by powiększyć

Redakcja Niedoczytania.pl - Serwis niedoczytania.pl jest przekraczającym granice funkcjonujące w kulturze katalogiem kopii myśli i kopii kopii myśli, które od bycia w ciągłym ruchu utraciły cechę czytelności.

Podobne artykuły