займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

12 września 2010 14:54

niedoczytania: Latest post
Autor zdjęcia: feverblue. Licencja Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (Źródło: http://www.flickr.com/photos/feverblue/211326323)

Proza-line (2) – Piotr Pilakowski – „Historia” (fragment)

Gdy nadeszła sobota wprost umierałem z ciekawości jak to też się wszystko odbędzie. Trochę zmartwił mnie fakt, że akurat na ten dzień przeniesiona była zaległa kolejka ekstraklasy i grać miał Kolejorz z Legią, a wpływa to bardzo na atmosferę w mieście. Większość Poznaniaków chodzi wtedy strasznie podniecona oraz pijana, bo przecież cała Polska czeka na dowalenie Warszawiakom za pomocą Lecha no i właśnie w momencie, gdy „hit kolejki” tuż tuż, odbyć miał się zarobkowy marsz. Problem w tym, że środowiska kibicowskie we wspaniałej większości nie składają się z ludzi, którzy popieraliby tego typu inicjatywy. Obawiałem się wręcz, że zaczną wyrażać nawet swój brak poparcia przy pomocy ciskanych ciężkich lub ostrych przedmiotów. Nie zdziwiłem się bardzo gdy w drodze na umówione miejsce spotkałem całe grupy podchmielonej młodzieży ubranej na biało niebiesko. W takich chwilach zawsze nachodzi mnie refleksja, że aby zrozumieć stosunki panujące między wyznawcami różnych polskich klubów sportowych trzeba mieć wiedzę na poziomie doktoratu z kulturoznawstwa, czy historii. Są to sprawy tak dla mnie skomplikowane, że nie jestem w stanie ogarnąć choćby połowy mimo, że przejawiam pewne zainteresowanie piłką nożną.
Jak już wspominałem, zmuszony byłem sprzedać odtwarzacz mp3, więc co dzień słuchałem z konieczności rozmów moich współpasażerów. Tematem nr 1 był oczywiście mecz. I tak słyszę, jak jakiś strasznie szeroki młodzieniec z małą, łysą główką opowiada piskliwym głosem reszcie towarzyszy o swoich najgłębszych obawach:
– Kurwa, chujowo. Arboleda ma kurewską kontuzję giry i chuj?
Reszta odpowiedziała dość niezgrabnym chórem basów i skrzeków:
– No kurwa!
– W chuj tej. – kontynuowała główka – I będzie miał rehalibi? rebahali? Kurwa! – chwila pauzy – No kurwa odpoczywać musi dużo.
– O kurwa! – skwitowali jego koledzy.
Ponieważ stali w tramwaju tuż obok mnie, mogłem przez następne dziesięć minut dowiedzieć się między innymi tego, że sędzia ostatniego meczu był najprawdopodobniej orientacji homoseksualnej (dowodem wątpliwy karny w ostatniej minucie meczu po którym Kolejorz stracił prowadzenie), że dzisiejszym gościom z Warszawy życzą, by spotkał ich stosunek analny, w trakcie którego byliby oni (ci goście) stroną bierną i wreszcie, że cały PZPN również przyjmuje w seksie postawę bierną. Jednak zasłyszany przeze mnie spory zasób frazeologizmów, jakimi dysponowali ci młodzieńcy kazał przypuszczać, że tym razem idzie o seks oralny. Z ostatnim postulatem zgadzam się zresztą całkowicie. Po daniu upustu swoim frustracjom wysiedli udając się w stronę ulicy Bułgarskiej.
Sercem liczyłem na zwycięstwo mojego klubu ale rozsądek podpowiadał mi, że chyba jednak lepszy byłby remis, ponieważ inny wynik spowoduje nagły skok energetyczny wśród młodych mężczyzn poubieranych na biało niebiesko. W wypadku wygranej będą agresywni by pokazać jaką mają pozycję, a przy przegranej, by tę utraconą pozycję odzyskać i coś całemu światu udowodnić. Remis dawał największą szansę na zachowanie równowagi i w miarę spokojne rozejście się kibiców obu drużyn.
Idąc od strony Collegium Maius, budynku mojej byłej uczelni na Plac Dwóch Krzyży, mogłem już z daleka dostrzec różowe i tęczowe flagi, zapisane rewolucyjnymi hasłami łopoczące nad rozwrzeszczaną hałastrą wściekłych bab, wesołych gejów i cichutkich panów feministów, którzy chyba czuli się tam najmniej swobodnie lecz nie dawali tego po sobie poznać. No ale bycie inteligentem humanistą wszak zobowiązuje do udziału w takich akcjach.
Wysilając do skraju możliwości moje zdolności dedukcyjne stwierdziłem, że to chyba tam jest start. Po dotarciu na miejsce zobaczyłem prawie całą moją byłą grupę krytycznoliteracką, w tym Agatę. Jakoś tak nie czułem się najlepiej w tym miejscu, więc podszedłem do niej, by mieć jakieś towarzystwo w tej zgrai. Już widziałem jak jest podekscytowana i jaka radość maluje się na jej ładnej buzi nadając jej jakiegoś dziwnego, preorgazmicznego wyrazu. Od razu odechciało mi się wszelkich z nią rozmów. Było jednak za późno by się wycofać, bo już mnie dostrzegła i zaczęła przedzierać się między ludźmi w moim kierunku.
– Witam cię Piotrze! – już z daleka się drze do mnie, a ja chciałem przecież pozostać niezauważonym na ile się da. – Cieszę się niezwykle, że do nas dołączyłeś. Mam też nadzieję, że nie tylko dla pieniędzy to robisz.
– Oczywiście, że nie. Zawsze chciałem głośno i jasno zadeklarować się jako zwolennik rządów kobiet, parytetu i wydrapywania niechcianych dzieci w kawałkach. Robię to, ponieważ szczerze wierzę, że wkrótce, dzięki nam nastaną lepsze czasy.
– Naprawdę tak myślisz?
– Oczywiście. Mamy przecież do czynienia z walką płci, prawda?
– Mhm? – prawie mi się jej żal zrobiło ale byłem ciekaw jak daleko mogę się jeszcze posunąć.
– Dlatego powinniśmy iść w ślady marksistów i rozpocząć rewolucję, która obali poprzedni model społeczeństwa. Ich dialektyka zakładała przecież, że system polityczny wytwarza swoją antytezę, która rośnie, zaczyna przeciwstawiać się dotychczasowemu ustrojowi i w rezultacie ich starcie powoduje ustanowienie nowego, lepszego modelu rządów – syntezy poprzednich.
– Tak, chyba zaczynam widzieć do czego zmierzasz.
– Cieszy mnie to. Ale idąc dalej, tak jak marksiści żyli w epoce walki klas i ich celem było doprowadzenie do społeczeństwa bezklasowego?
– Nie kończ, wiem! – wcięła mi się w słowo, na co w sumie liczyłem – Tak my żyjąc w epoce walki płci musimy doprowadzić do społeczeństwa bezpłciowego!
Aż nie mogłem uwierzyć, że to powiedziała. Mogłem wykazać absurdalność tej tezy i dodatkowo przypomnieć o spektakularnych efektach myśli marksistowskiej na całym świecie. Ale zbyt dobrze się bawiłem. To brnąłem dalej:
– Dokładnie tak Agatko! Musimy znieść podziały płciowe, upodobnić się do siebie.
– Racja Piotrze. Słuchaj, ukazałeś mi to wszystko z nowej strony. To ma sens. Nie sądziłam, że będę rozmawiała w cztery oczy z kontynuatorem myśli samego Hegla. Muszę cię przedstawić naszej Siostrze Słońce.
– Siostrze Słońce?
– To ta kobieta z megafonem, myślę, że się zrozumiecie doskonale. Ona miała na imię Grażyna ale stwierdziła, że nie chce nosić imienia, które jest po pierwsze wymyślone przez zatwardziałego litewskiego antyfeministę, który stwierdził, że kobieta to puch marny, a po drugie nie podobało jej się, że imiona żeńskie w języku polskim kończą się na „a”. Słusznie, bo język też dyskryminuje. Ponieważ nie mogła znaleźć imienia rodzaju nijakiego, no po prostu każde jest nacechowane płciowo, nazwała się Słońce, by podkreślić dystans do nominalnego determinizmu biologicznego. Trochę nie da się odmieniać co prawda ale i tak trzeba będzie zmienić gramatykę.
Gdy spojrzałem w kierunku, który wskazała Agata ujrzałem górującą nad tłumem zgoloną na jeża chorobliwie chudą babę trzymającą megafon. Stała przy mównicy, a nad nią rozpościerał się wielki różowy transparent z napisem „Kochajmy się czule, siotrzajmy wszyscy. Zwyciężymy.” Z urządzenia słychać było trzeszczące słowa nawołujące do walki z patriarchatem, do boju o lepsze życie etc. Właściwie ten transparent mógłby być czerwony, z białymi literami, a mównica powinna być umieszczona na stole z zielonym obrusem, na którym ustawiony jest wazon z biało-czerwonymi kwiatami. Ale może to tylko moje skojarzenie.
Przez to całe myślenie i kojarzenie nie zorientowałem się, że Agata zaciągnęła mnie do niej i próbuje przerwać przemowę Siostry Słońce. Nie bardzo wiedziałem dlaczego, więc zacząłem panikować. Ja przyszedłem przejść się cichutko z rozwrzeszczanym tłumem po mieście i odebrać moje pieniądze, a teraz zwracam na siebie coraz więcej uwagi. Rozmowa, którą przed chwilą odbyłem dla zabawy mogła mieć groźne skutki. Powinienem był się powstrzymać. Z tych niespokojnych rozważań wyrwał mnie widok, którego nie zapomną do końca życia. Słońce pochylała się do Agaty, która krzyczała jej coś do ucha i pokazywała na mnie palcem. Już po chwili z mównicy rozległy się straszne, trzaskające zdania.
– Właśnie dowiedziałam się, wybaczcie formę żeńską, jeszcze nie wiem jak to obejść ale przecież stworzymy nowy język, no więc właśnie dowiedziałam się, że jest wśród nas ktoś wyjątkowy. Człowiek o umyśle nowoczesnym, humanista. Co ważne jest neofitą i chętnie podzieli się z nami swoimi przemyśleniami i zagrzeje do boju własnym świeżym entuzjazmem.
Ciarki przeszły mnie całego.
– Piotrze, zapraszamy cię! Brawa dla Piotra!
I patrzy na mnie zapraszająco. Niespecjalnie chciałem się udzielać i najchętniej bym w ogóle uciekł ale pomyślałem o pustej lodówce, wyobraziłem sobie jak jemy zgolonego kota, przygryzłem wargi i wszedłem na mównicę. Na twarzy Słońce zobaczyłem szeroki, zachęcający uśmiech i bojowe zacięcie w oczach. Przerażający widok.
Stanąłem naprzeciw tłumu tych wszystkich kobiet, gejów i feministów, którzy uśmiechali się do mnie, krzyczeli i bili mi brawo. Jakoś poczułem się pewniej i nie nauczony poprzednią sytuacją znów zachciało mi się eksperymentów.
– Piotrze, wręczam ci megafon. Opowiedz o tym dlaczego tu przyszedłeś, co chcesz zmienić.
– Witam was towarzysze płciowej niedoli. Jeszcze kilka dni temu nie przypuszczałbym, że mogę tu przyjść w ogóle, a teraz do was wszystkich przemawiam. Przemawiam, jako feministyczny przechrzta, myślący nad tym jak realizować nasze wspólne cele. Ale jakie są nasze cele? Obalenie wszystkich macho? Zalegalizowanie kontroli narodzin? To wszystko mało! Powinniśmy iść dalej ze śpiewem na ustach, by w ciągu następnych pięciu lat wyrobić nasz plan. Nie jest dziś łatwo przyznaję. Nasze inicjatywy krytykowane są przez niepostępowe zastępy prawicowych konserw, jesteśmy atakowani przez rodzime media, ludzie kultury się z nas śmieją! Ale to, że dziś stoimy na skraju przepaści, nie oznacza, że jutro nie możemy uczynić kroku naprzód. Czy uczynicie ze mną ten krok?
– Uczynimy!!!
Tłuszcza rozentuzjazmowana tym bezsensownym monologiem zaczęła krzyczeć słowa poparcia, śpiewać „Słodkiego, miłego życia” i potrząsać transparentami i flagami. Słońce przejęła megafon
– Słyszeliście głos neofity. Miejcie tyle energii, co on! Ruszajmy!
I zeszła z mównicy nie wypuszczając oczywiście z rąk urządzenia. Za nią zaczął się formować około 300-osobowy pochód. Najgorsze, że wzięła mnie pod ramię i zawlokła na sam przód bym wraz z nią świecił przykładem. Zaniepokoił mnie trochę brak jakiejkolwiek ochrony w postaci policji ale wszyscy pewnie pojechali pod stadion gdzie siedzą z całym motłochem, więc wywnioskowałem, że nic nam nie grozi. Ulice puste, dresiarze daleko to odwróciłem się do reszty i maszerując do tyłu krzyczałem:
– Naprzód, naprzód moi towarzysze, guma na broń!
– Guma na broń!!! – odpowiedziała banda.
Z tłumu wyłonił się nagle łysy chudzielec w obcisłym golfie, okularach (tzw. kujonkach) i podchodzi do mnie zagadując z uśmiechem nieznacznie się przeginając.
– Witam cię eeem? Piotrze. Piękna przemowa. Ale ze mnie w ogóle gapa, nie przedstawiłem się, Błażej jestem – wyciąga dłoń, którą uścisnąłem ale chyba zrobiłem to za mocno, bo aż się skrzywił.
I wtedy do mnie dotarło. Powinienem był go już skojarzyć po swetrze i grubych oprawkach. To był, kojarzony przeze mnie z uczelni i być może znany czytelnikom z innej książki gej Błażej z Poznania. Już wiedziałem jak potoczy się dalsza część rozmowy. Przypomnę, że cały czas szedłem do tyłu. W tym kontekście można to odczytać symbolicznie.
– Wspaniała parada, prawda? – zapytał.
– Owszem, wręcz bajeczna.
– Piotrze, wywołałeś dziś niemałe zamieszanie w naszym kółku genderowym. Chcielibyśmy byś uczestniczył w organizowanej przez nas konferencji, gdzie będziemy walczyć, bojować i w ogóle walczyć? – Michał Witkowski oddał go świetnie. Poczułem się jak na plaży w Lubiewie.
– Postaram się przyjść – skłamałem.
– Ekstraśnie! Zobaczysz z pewnością plakaty gdzie będzie dokładna data i miejsce. – dodał, po czym znów zaszył się w zwartej grupie wesołków.
Idąc tak tyłem przez Św. Marcin zauważyłem, że z grupy gejowskiej co chwilę odłączają się po dwie, trzy osoby i znikają w mijanych bramach. Pomyślałem, że jest tu jednak ktoś normalny, kto chce po prostu podupczyć i olewa ten cały cyrk.
Nagle na twarzach idących przede mną a jednak za mną ludzi dostrzegłem paniczny strach. Instynkt samozachowawczy kazał mi się odwrócić i iść już normalnie celem dowiedzenia się skąd ta nagła zmiana na facjatach maszerujących.
Zrozumienie tego fenomenu nie zajęło mi wiele czasu i nie nastręczyło specjalnych trudności. Przed nami, od strony kościoła św. Marcina szła w naszą stronę grupa, mniej więcej 200 młodych mężczyzn w uniformach sportowych. Szok, panika. Skąd oni się wzięli? Sądziłem, że wszyscy na meczu. A tu nawet patrolu straży miejskiej do obrony. Chciałem uciekać ale parada mimo strachu wciąż parła naprzód. Cholerna duma. Nie było się jak przebić w tył, a ja jeszcze na samym czele pochodu.
Gdy dresiarze byli już w odległości około 50 metrów zaczęli się rozpędzać, jak na filmach z ustawek tych idiotów. Największy i najbrzydszy, z tatuażem na twarzy biegł oczywiście prosto na mnie. Zamurowało mnie ze strachu kompletnie. Całkiem znieruchomiałem Zobaczyłem jeszcze jak podskakuje, wystawia nogę, a potem tylko szybko rosnący napis „abidas”.
Nagle wszystko zmieniło się w ciemność.

Przeczytaj inne części historii na liternet.pl

Piotr Pilakowski -

Podobne artykuły