займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

12 września 2010 12:48

niedoczytania: Latest post
Zdjecie na licencji CC Attribution 3.0 Unported License (Źródło: http://christmasstockimages.com/free/food-dining/slides/uncooked_turkey.htm)

Proza-line (2) – Między genderowym kółkiem a grupą kiboli dostaniesz z buta w ryj czyli nie ma szans na remis w „Historii” Piotra Pilakowskiego

Jadwiga Staniszkis w „Antropologii władzy” sugeruje, że globalny, ekonomiczny kryzys, który w prozie Piotra Pilakowskiego jest punktem wyjścia dla opowieści o cynicznym leniu i humaniście, wprowadza do naszego słownika pojęcie kryzysu jako normy, nie jako chwilową chorobę. Jest to o tyle możliwe, jeżeli – przekonuje Staniszkis – uzmysłowimy sobie, że stan nieustającego kryzysu w kulturze zachodu ma już niejedną genezę, choćby tę, lokującą stan ustawicznej klęski w wypędzeniu człowieka z Raju. To nieustanne przebywanie poza utopijną Arkadią ma być dowodem na to, że człowiek potrafi stan kryzysu traktować jako codzienność.

Wobec tego może nie dziwić fakt, że początek rodzącej się jak donosi Piotr Pilakowski w bólach powieści, traktuje samobójstwa, protesty, bezrobocie, spektakularne bankructwa wielkich korporacji jako codzienną dawkę medialnych doniesień. Historia przecież w tak skonstruowanym świecie nieustannego kryzysu, jakakolwiek historia, kogokolwiek musi zaczynać się niewinnie: od doświadczenia globalnego krachu i jednostkowego wydalenia z Uniwersytetu/Raju. Tak związany sznur, z podwójną pętlą nie stanowi jeszcze ceny, jaką bohater Pilakowskiego musi zapłacić. Pętla powinna się w końcu zacisnąć. Więc cyniczny humanista i pisarz w jednej osobie dostaje na środku ulicy z buta w ryj. Można sądzić, że Pilakowskiemu to doświadczenie egzystencjalnego kryzysu nie wystarcza. Że bohatera trzeba jeszcze fizycznie zgnoić. Można, gdyby nie fakt, że bohater ukrywa się za maską cynika i ma się wrażenie, że nawet zderzenie z rozpędzonym tramwajem nie zetrze zgryźliwego uśmiechu z twarzy bohatera. Jakby nie było ceny, którą trzeba zapłacić za opuszczenie niewinności i idylli. Ta cena jednak jest. Wpisana w logikę świata, którą Pilakowski stworzył. W której, wbrew pozorom, projekt cynizmu chwieje się w posadach na naszych oczach.

Opuszczenie Raju/Uniwersytetu nie jest – co naturalne – ostrym cięciem skalpela. Rzeczywistość, nawet jeżeli dokonać jej polaryzacji, na tę idylliczną i poidylliczną, ma w sobie ten mankament, że pozostawia w człowieku nie tylko przyzwyczajenie, dobre samopoczucie, które trzeba skonfrontować z nowym, ale jest przede wszystkim raz na zawsze zapieczętowaniem wspomnienia, którego w żaden sposób nie można usunąć. Nawet jeżeli cyniczna obserwacja w świecie przed upadkiem sprawdzała się w relacji ja-świat, ja-pozostali, to w nowej rzeczywistości konstytucję cynicznego obserwatora być może należałoby przedefiniować. Ustalić nowe obserwacje, okopać się w nowej rzeczywistości i z nowych pozycji zaatakować. W przeciwnym razie przyzwyczajenie, dorobek cynicznego obserwatora sprzed kryzysu może nie być wystarczająco atrakcyjny w nowych realiach.

Ten świat nieustającego kryzysu, w który wkracza narrator „Historii” ma już ustalony raz na zawsze porządek. Chcesz trwać, pozbędziesz się wszystkiego, do czego do tej pory byłeś przywiązany. Za podróbkę Zeptera opłacisz prąd przez kilka miesięcy. PGNiG odetnie ci gaz, ale i tak następnym krokiem jest brak prądu, ba, nawet internetu. Logika nowego porządku jest bezlitosna. I nie daje za wygraną. Trzeba by jej się sprzeciwić, wypowiedzieć jej wojnę, ale póki co, to ona organizuje życie głównego bohatera w „Historii”. Nie można oczywiście na rzeczywistość się obrażać. Trzeba ją przyjąć taką jaka jest. To nic, że na koniec zostaje tylko łóżko, puste regały, biurko i komputer. Widać i świat w kryzysie potrafi zastopować swoją destrukcyjną metodę.

Ale przecież istnieje jeszcze świat idei, rozpychający się w tekście Piotra Pilakowskiego w sposób zdecydowany. To również już coś zastanego. Z tym trzeba się mierzyć. Nie da się od tego odciąć choćby za sprawą słuchawek na uszach, bo brak empetrójki jest jednym z wielu kosztów, które trzeba ponieść. To jest kolejny etap doświadczenia, z którym w nowej rzeczywistości przyjdzie zmierzyć się bohaterowi. Tutaj również role są porozdzielane. Atmosfera miasta w sobotnie popołudnie zależna jest od wyniku meczu ligowego Lecha Poznań. Remis, który proponuje bohater „Historii” jest być może dalekim echem wspomnienia idylli. Ani zwycięstwo, ani porażka. Stan pomiędzy, który nie musi niczego udowadniać. Z niczym się mierzyć. Tak, remis, remis, to jest stan, do którego trzeba dążyć. Znaleźć wyjście by stan porażki przeciągnąć na bezkonfliktowe rozwiązanie.

Na razie jakby ustalając reguły gry, świat przedstawiony w prozie Pilakowskiego na taki remis nie daje zgody. Wytrąca bohatera kiedykolwiek pojawi się na pozycji, która mogłaby przez chwilę przynieść wytchnienie. Scena w której bohater pojawia się na ulicy na czele feministycznej manifestacji, naprzeciw której pojawia się grupa kibiców urasta do rangi symbolu. Cios z buta w ryj przypomina o tym, że nowy porządek jest być może nieustannym, powtarzającym się doświadczeniem kryzysu. Na który obecnie nie ma sensownego rozwiązania. Czy cyniczna postawa ukształtowana przed kryzysem jest na tyle zdeterminowana, żeby w nowej rzeczywistości sobie poradzić, na to pytanie na pewno da odpowiedź lektura kolejnych rozdziałów „Historii” Piotra Pilakowskiego. Na razie jesteśmy zdani na trzy pierwsze rozdziały. Mecz został przerwany. Kontuzja jednak nie jest poważna. Za chwilę sędzia pozwoli wrócić zawodnikowi na boisko.

1. Piszesz książkę, która ponoć powstaje w bólach i którą jeśli wierzyć temu, co napisałeś przy okazji pierwszego rozdziału na stronie liternetu, ukończysz za niecałe 5-10 lat. Coś Cię hamuje? Podejrzewasz kryzys twórczy? Czytelnicy jak wiesz domagają się całości.

Sam nie wiem do końca co jest grane. Od paru miesięcy mam problemy nawet z napisaniem listy zakupów. Właśnie wczoraj problem omawiałem z moją lepszą połówką i doszliśmy do wniosku, że taki stan rzeczy wynika z permanentnego stresu w jakim ostatnio żyję oraz małej ilości pochłanianych lektur. Wszak nie od dziś wiadomo, że żeby pisać trzeba przede wszystkim czytać. Przyznać jednak muszę, iż tak pozytywna recepcja na łamach liternetu zachęca mnie do dalszego pisania. Muszę po prostu wziąć się w garść i tyle. Nie sądzę jednak, żebym więcej na liternet wrzucał. I tak chyba za dużo pokazałem.

2. Twoja powstająca powieść „Historia” wychodzi od globalnego kryzysu ekonomicznego. W znaczący sposób ten kryzys odbija się na losach bohatera. Wiesz, wszyscy Polacy zadają sobie pytanie czy jest kryzys czy go nie ma. Ty stawiasz jasną diagnozę. Jest i jednostka cierpi.Trzeba dodać – cyniczna jednostka. Świat oczami cynika wydaje Ci się najlepszym komentarzem do rzeczywistości?

Tekst jest momentami mocno autobiograficzny i jeśli chodzi o sam kryzys, to ten globalny był równoległy do mojej osobistej zapaści finansowej, naukowej i zawodowej ale bezpośredniego wpływu w rzeczywistości nie było.
A w sprawie meritumu, czyli cynizmu… Moimi ulubionymi twórcami są praktycznie sami pisarze, których styl, bez kozery, nazwałbym skurwysyńskim. Autorów w rodzaju Woltera, Gombra, Głowackiego czy Nabokova łączy przede wszystkim zamiłowanie do demaskacji zakłamanej rzeczywistości, oraz do zwykłego wkurwiania krytyków, innych pisarzy i oczywiście zwykłych czytelników. Przyznam, że tego ostatniego im zazdroszczę i sam chciałbym trochę pokłuć niektórych, co to akurat są na piedestale (niektórzy sami się wręcz wystawiają) lub tam dostać by się chcieli. Postawa złośliwca, pomimo tego, że była już nie raz eksploatowana wciąż daje ciekawe efekty i cały czas służy wynajdywaniu i wytykaniu wszystkiego tego, co większość stara się ukryć. Na Twoje pytanie odpowiem więc, że z komentarza cynika rzeczywistość dopiero się wyłania, a dopiero co oświecony czytelnik z tą wiedzą może zrobić co mu się żywnie podoba. Olać albo wziąć pod uwagę i wyciągnąć wnioski.

3. U Ciebie cynizm zostaje jednak ukarany. A zaangażowanie czy to kółka genderowskiego czy z drugiej strony rozjuszonych kiboli dokonuje jakiegoś przemodelowania rzeczywistości. Twój cyniczny bohater dostaje z buta i znika z placu. To jest coś :) Jakaś realna zmiana. Innymi słowy to dzisiejsze cyniczne spojrzenie na rzeczywistość jest – tak odczytuję Twój tekst – jest tylko pomiędzy, bez planu, żywiołowe, ale bez korzeni. Jakby cynizm, jako postawa życiowa, w obecnej rzeczywistości wypalił się.

Nie do końca ukarany, wszak dalej okazać się może, że w wyniku dostania w ryj, nasz narrator zaczyna sobie całkiem nieźle radzić :) Choć na obecnym etapie faktycznie może wyglądać to tak, jak opisałeś. A sama postawa życiowa z pewnością nie jest wyczerpana, szczególnie w literaturze. Zapotrzebowanie na do bólu szczerego obserwatora będzie tak długo, jak długo ludzie będą się sami oszukiwać. Nie widzę wobec tego najmniejszych szans na „wypalenie cynika” w najbliższym czasie. Z bardziej mainstreamowych rzeczy zwróć uwagę na popularność pewnego fikcyjnego lekarza z New Jersey, którego zresztą sam w jednym z komentarzy do mojego opowiadania na liternecie przywołałeś.

4. Wadzisz się ze studenckim, polonistycznym środowiskiem. Fragment, w którym opisujesz studentów polonistyki otrzymał entuzjastyczne komentarze. Pomimo zgryźliwego tonu, środowisko, które opisujesz jest dość zróżnicowane. Nie każdy uniwersytet może taką wielobarwnością się pochwalić. Wiem coś o tym :) Jak właściwie postrzegasz środowisko polonistów? Jako grupę dyskutującą? Czy konsumującą współczesne, intelektualne trendy?

Odpowiedź na pytanie w zasadzie jest zawarta w tekście, powtórzę się więc może czasem. W gronie tak wielu osób znaleźć można jedynie garstkę ludzi, którzy faktycznie wiedzą co jest grane i są w stanie zrobić jakiś użytek ze zdobytej wiedzy. Poza zgrają zupełnie nijakich dziewcząt – przyszłych nauczycielek – najbardziej widoczni są właśnie konsumenci intelektualnych trendów, że tak zapożyczę sobie ten trafny zwrot. Ludzie przyswajający spore zasoby wiedzy, z którą nie wiedzą co potem zrobić i bezmyślnie powtarzają i cytują autorów będących w danej chwili na topie. Stąd też wziął się temat RoboczoHistorii. Nie jestem jakimś antyfeministą i mizoginem, natomiast każdy jest w stanie dostrzec, że temat to trendy i właśnie wokół zagadnień genderowych, aborcyjnych itd. narosła spora grupka bojowników, mam wrażenie, nie mogąca znaleźć sobie po prostu miejsca gdzie indziej. Co ciekawsze przypadki jeszcze opiszę w książce, więc nie będę się jeszcze rozpisywał :) Uważam, że studia polonistyczne, szczególnie w ośrodkach takich jak UJ, UAM (czy, bardzo ewentualnie, UW), są w stanie zapewnić porządne humanistyczne wykształcenie, które można wykorzystać na milion różnych sposobów. Ja sam mam pracę w ogóle niezwiązaną z literaturą, a wiadomości, które zdążyłem zdobyć w trakcie zajęć i między nimi z powodzeniem zawodowo wykorzystuję. Wielu natomiast zatrzyma się na etapie odtwórczych dyskusji przy kawie i papierosach we własnym gronie podobnych jak krople wody indywidualistów.

Profil Piotra Pilakowskiego w liternet.pl

Rafał Klan -

Podobne artykuły