займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

25 maja 2010 20:22

niedoczytania: Latest post
grafa: Robert Kuta

Proszę czekać – Gorączki i inne strzykawki, czyli o próbach wyjścia w wierszach Joanny Lech

Podczas lektury wierszy Joanny Lech wrócił do mnie cytat z „Siomgi” Sofii Andruchowycz: „Tak, człowiek to dom, który stoi na gównie. I bez tego gówna może się zawalić”. I wydaje mi się, że trzeba o tym pamiętać, gdy mamy do czynienia z poezją Lech, poezją, która przypomina nam, że mamy w ciele otwory, gdzie wsuwamy jeśli nie łyżeczki, to inne dziwne rzeczy i przedmioty. Że to ciało łuszczy się i rozpada, że można je zwijać jak muszla, że ból gardła i ból głowy będą się powtarzać, słowem: ta poezja mówi coś, z czym pozostaje się tylko oswoić, co można jedynie ugłaskać.

Bo wystarczy, że kot przejdzie drogę. Wystarczy, że zacznę o nim pisać – zaczyna swędzieć. Do czerwoności i do znudzenia. Płatki uszu, ramiona i plecy. Ale kot ma futro przyjemne i miękkie, prawda? Poza tym mruczy, kiedy wziąć go na ręce i odpowiednio podrapać pod brodą. Ale wszy są już pod ubraniem – nagle pojawiają się zadrapania i głębokie ślady. Miało być przyjemnie, a jest gorączka i trzeba brać lekarstwa, wstrzykiwać antybiotyki, pobierać krew. Na tych kilka chwil przyzwyczaić się do ukłuć i cofającego się do ust rosołu.

Ale oswoić tego nie sposób, to wraca, wraca za każdym razem.

I nachylając się nad muszlą klozetową, w ogóle pisząc teraz te słowa, zaczynam mieć obawy. Jak gdyby zaraz z muszli klozetowej wypłynęło coś, co powinno tylko znikać. Jak gdybym nagle uświadomił sobie – nie brałem prysznica od dobrych kilku dni, nie goliłem się i nie zmywałem naczyń, które zaczynają ożywać w zlewozmywaku. Jak gdybym nagle coś sobie przypomniał – coś ważnego, coś, co było do tej pory tylko „znakami na niebie, nieostrymi plamami”. Jak gdyby właśnie dzisiaj i właśnie teraz osiedle zaczęło wypełniać się błotem i żabami. Jak gdyby okazało się – istnieje niebezpieczeństwo, że te kartki z wierszami i ten laptop, na którym piszę, zalęgną się od robactwa i nic więcej nie zostanie.

Będzie widać tylko zgliszcza. Ruiny i rany. Najlepiej odwrócić się plecami i zapomnieć. Ale obrazy będą podchodzić do gardła i będzie trzeba je wymiotować. Nie pomoże ręka i tej ręki gmeranie w gardle.

Dlatego poezja staje się tutaj próbą ucieczki, „próbą wyjścia” – tak obrazów z głowy/ciała/pamięci, jak i podmiotu z pamięci. Dlatego słychać w tych strofach najgorsze i najmniej przyjemne. Słychać ruchy pasożyta oraz wrzask w pokoju bez klamek. Zaraz jednak – nie zdążycie zliczyć do dwóch – spokój i zgodę, coś, co mówi: „Zostaje znaczenie”. Dlatego tyle tutaj chorób, przez które nieustannie trzeba przechodzić i które przypominają o tym, co najważniejsze, o tym, czym się kończymy i jak się kończymy – „skóra lepka od ropy i larw, rozkład”. Dlatego też muszą być strzykawki, gorączki i swędzenia – żeby wypłukać, zedrzeć, wypocić. Żeby potem zawinąć w woreczek, zamknąć drzwiczki.

Joanna Lech próbuje oswoić te obrazy, te ciała, które „woda wyrzuca […] uderzając/ o brzeg” i jeszcze zwierzę, które rozrywa od środka i „drapie o brzuch”. Chce, żeby zostało znaczenie, chce pozostawić znaczenie, czyli to, co nieostre, i to, czego nie widać na zdjęciach. I tutaj tkwi siła tych wierszy, na cienkiej linii pomiędzy wrzaskiem a spokojem. I nie potrafię powiedzieć, i nie wiem, po której stronie jest lepiej i czy w ogóle po którejś ze stron może być dla poezji lepiej.

———

Nawroty

Zostaje znaczenie; znaki na niebie, nieostre plamy. To, co się będzie
powtarzać, jak chłód, wilgoć, zacieki na wszystkich ścianach, gruz
pod każdym oknem. Niczego nie ma na zdjęciach; miasto brzmi
jak rodzaj choroby – gorączka lub powódź, dół pełen błota i kości.

To bardziej jak próby wyjścia niż nazywanie objawów, patrzenie
pod spód, jak chłód wychodzi z piwnic, walą się domy bez drzwi.
Rzeka wylewa z koryta, pamiętam; woda wyrzuca ciała uderzając
o brzeg. Zostaje znaczenie – skóra lepka od ropy i larw, rozkład;

obraz, który tkwi w gardle, nie pozwala zapomnieć.

Wnętrza

Niebo mieliło dym jak przekleństwa, kręciło się w oku. Wakacje pachniały colą
i zgniłym sianem, trawą koszoną w szpitalnym parku. Upał dopiero się rodził,
w zarośla zakradał się szum i żyły pęczniały na słońcu, goiły się strupy.
Tamtego lata zeszła mi skóra z twarzy,

jak farba zdrapana z kapliczki. Ale to upomniało się o nas później,
gdy już przestaliśmy śnić o chorobach, urazach mózgu. Zbyt krótka zima,
jak błysk światła w świetle; pełen rząd błysków. A potem zimno
na całym oddziale, otwarte okna czekały na obchód

tak jak się czeka na ból. Po jednej nocy już wszystko miało smak tynku,
zapach lizolu. Jakby szkiełko utkwiło w źrenicy, pękła aorta? Nie mogłam patrzeć,
jak fiolet zalewał ci rękę, kiedy mówiłeś, że to już się zbliża, kłuje mnie w język,
wylęga się w kościach, drapie o brzuch.

Skutki uboczne

To coraz częściej swędzenie, a nie migotanie.
Chyba od dawna brakuje nam siebie, choć zasypiamy na końcach
tej samej skóry, to ty zapadasz się z innym dźwiękiem; fałszujesz.

Już zapomniałam, że trzeba się dzielić, nawet znudzeniem.
Zapominam o otworach, w które czasami jeszcze się wsuwasz,
jakbyś chciał mnie dotknąć do żywego mięsa.

Odwracam się tylko i zwijam do środka jak muszla;
to mnie nie bierze, ale chyba zaczyna oswajać.

Proszę czekać

grafa: Robert Kuta

Pytania:

1. Prawie we wszystkich wierszach, jakie dostałem od Ciebie, pojawia się motyw blizny, kości, śladów czy swędzenia (mówiąc nawiasem tych motywów jest o wiele więcej). Czy Twoje wiersze złożone są więc z obrazów, które tkwią w gardle i nie pozwalają o sobie zapomnieć?

Rzeczywiście, tkwią w gardle. Choć częściowo wynikają też z obserwacji; to są dwa naprzemienne, przenikające się wątki w „Zapaści” – rzeczy, które widzę i te, które wciąż wracają z przeszłości. Obrazy, od których nie da się uciec, jak powódź z dzieciństwa, która w nocy zalała pół domu, albo pożar na polach czy też osunięcie się ziemi, które odsłoniło gnijące kości. Dla takiego dzieciaka jak ja, o wybujałej wyobraźni to były niezłe przeżycia. Nie chcę tu zanadto mitologizować, ale wiem, te motywy odbijają się w wierszach; to jest jak owo zadrapanie w powiece, przez które chyba zawsze już będę patrzeć.

2. Często też pojawia się u Ciebie jeśli nie szpital, to atmosfera szpitala. Z jednej strony czystość lekarzy, którzy dezynfekują ręce, a z drugiej brudne ciało, które trawi choroba. Dlatego też w tym właśnie miejscu widać (najlepiej?), jak ludzkie ciało jest słabe i bezbronne. Podobnie jest chyba z sypialnią czy w ogóle łóżkiem. Ale nie wydaje mi się, żeby było to oryginalne spojrzenie. A może nie o oryginalność się tutaj rozchodzi?

Nie, ja nie mam żadnych aspiracji do oryginalności (jakkolwiek dziwnie to zabrzmiało, ale, jak słusznie zauważyłeś, nie o to chodzi). Z jednej strony szpitalna sterylność miała być nawiązaniem właśnie do zapaści, z drugiej – to też wynika ze mnie, w końcu spędziłam trochę czasu w tych instytucjach, to musiało jakoś wyjść. Choć mi się akurat nie rzuca w oczy ten nadmiar. Łóżko i puste pokoje to z kolei wyraz mojego uwielbienia do opuszczonych i zdewastowanych miejsc. Oraz samej pustki, jeśli już przy tym jesteśmy. A jeśli chodzi o ciało, bardziej fascynuje mnie rozkład; ale też ból, choroby i przeszywające zimno. Te ekstremalne doświadczenia, które wpływają na inne postrzeganie świata.

3. Znęcasz się w swoich wierszach nad ludzkim ciałem? Nakłuwasz skórę, przegryzasz język i pozbawiasz strof powietrza?

Znęcanie się nad ciałem, coś w tym jest. Tak, chyba coraz bardziej świadomie dążę do okrucieństwa; zwłaszcza w nowych tekstach, które pełne są takich cięć, nakłuć i zadrapań. Ale rozdarcie to także wynik okoliczności, w których wiersze powstawały. Więc tak; można tak powiedzieć, ale można by też powiedzieć inaczej: „kobieta pisząca o ciele, niesłychane”.

———

Joanna Lech (ur. 1984) – nie potrafi pisać na papierze. Jej zdaniem życie składa się z kilku przyjemnych przyzwyczajeń i nałogów. Dlatego w ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie weźmie ślubu (nawet z następcą Kim Dzong Ila) i nie znajdzie sensownej pracy. Lubi skreślać i ma lęk wysokości. Przed chwilą zaczęła się bać.

Maciej Topolski - (1989) - prozaik, krytyk literacki. Publikował w "Odrze", "Lampie", "Korespondencji z Ojcem", "Ricie Baum" i in. Współpracuje z Fundacją im. Tymoteusza Karpowicza i Biurem Literackim. Jeden z założycieli inicjatywy "Dworzec Wschodni".

Podobne artykuły