займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

19 kwietnia 2012 13:39

Pornoliza (1): „Ten erotyzm już jest taki stary, że należy go zamknąć w muzeum”. Z Michałem Pałaszem, twórcą Muzeum Erotyzmu, rozmawia Adrianna Markowicz.

Michał Pałasz jest doktorantem na UJ, specjalistą od social media marketingu i kulturoznawcą. Poświęca się badaniom nad sztuką erotyczną. Przyjrzał się i przeanalizował wszystkie seks-muzea świata. Obecnie stara się stworzyć w przestrzeni miasta Krakowa Muzeum Sztuki Erotycznej, które póki co istnieje w świecie wirtualnym (http://muzeumerotyzmu.pl). Z Adrianną Markowicz rozmawiał o erotyzmie rodzimym, dzisiejszym, jak i tym odległym w czasie i przestrzeni.

Adrianna Markowicz: Dla każdego erotyzm jest czymś innym, czym jest dla Pana?

Michał Pałasz: Strasznie trudne pytanie. Nie ma żadnej definicji. To tak jakby zapytać, co to jest kultura. Najłatwiej odnieść się do pornografii, seksu, erotyki, zmysłowości, miłości i powiedzieć, że to wszystko zawiera się w erotyzmie, że może być jakąś jego częścią składową, ale nie musi. Dla mnie erotyzm ma związek z transgresją, z łamaniem zakazów, które nam zostały narzucone- co powoduje ekscytacje. Chodzi o przekraczanie zakazów, ale nie ich ignorowanie, o świadomość ekscesu. Mamy do czynienia z pornografią, kiedy te zakazy są totalnie ignorowane.

Granica między tym co erotyczne, a tym co pornograficzne, jest więc ściśle powiązana z obyczajowością ludzką i wciąż się przesuwa. Czy przez ostatnie lata badań tej sfery zauważył Pan jakąś zmianę patrzenia na erotyzm? Czy poczynania w tej materii są coraz śmielsze, czy wręcz odwrotnie?

Pornografia to strasznie młode pojęcie, ma może sto pięćdziesiąt lat, a co ciekawe powstało w muzeum. W Pompejach, spod popiołów Wezuwiusza, wykopano rzymską sztukę erotyczną i trzeba ja było jakoś nazwać. To czego nie dało się pokazywać pannom i dzieciom, ani pospólstwu, a co mogli oglądać nienagannie moralni dżentelmeni, nazwano pornografią. Skojarzono niesłusznie sztukę erotyczną z prostytucją. Pierwsza część wyrazu pornografia pochodzi od prostytutki, grafia to rysunek. Dopiero od stu pięćdziesięciu lat oddzielamy przedstawienia pornograficzne od niepornograficznych na potrzeby muzeum.To co pornograficzne zależy od czasu i miejsca w których żyjemy, od kultury. To co na przykład u nas jest nieakceptowane w Japonii już jest. Zależy to także od doświadczeń jednostkowych.Dla osób wychowanych w duchu wiary katolickiej, pornograficzna będzie nagość, która dla ateisty jest już absolutnie niepornograficzna.

Czy uważam, że granica przesunęła się jakoś? Pornografia może się różnić od erotyki tym, że robiona jest pod zarobek, a sztuka erotyczna niekoniecznie. Pornografii tak naprawdę nie ma w życiu rzeczywistym. To jedynie sposób przedstawiania, styl medialny. W życiu robimy rzeczy, które gdyby zostały nagrane, uznano by za pornografię. Jeżeli nie gramy po to, aby nas nagrano i nie dostajemy za to pieniędzy, to jest to w jakiś sposób erotyczne, bo wiąże się z przeżyciami wewnętrznymi.

Spotkałam się z definicją, że cel erotyki i pornografii jest ten sam. Pornografia za pomocą bezpośredniości przekazu ma wywołać podniecenie, natomiast erotyka subtelniej czyni to w aluzyjny sposób.

Pornografia odwołuje się do naszych instynktów związanych z erotyzmem, ale stymuluje w sposób tylko fizjologiczny. To co oglądamy w przedstawieniu pornograficznym, chcemy czy nie, działa na nas pobudzająco i raczej nie mamy wyboru, czy miejsca na refleksję i ekscytację. Trwa to pobudzenie tyle ile trwa na przykład film pornograficzny, ewentualnie do momentu rozładowania. Natomiast erotyczne przedstawienia nie maja na celu uwalniania tego napięcia, a raczej gromadzą je.

Dla jednego erotyczny jest kształt butelki Coca-Coli dla innego nie, skąd więc pomysł na umuzealnianie sfery dla każdego człowieka odmiennej?

Muzeum może to nie jest najszczęśliwsza nazwa, ale jest nam do niej najbliżej. Kiedy ludzie słyszą „Muzeum Erotyzmu „myślą sobie: „O Boże! Ten erotyzm już jest taki stary, że należy go zamknąć w muzeum? Czy go już nie ma i trzeba go pokazywać?”. Tymczasem muzeum powstanie jako instytucja, która przedstawia, bada i archiwizuje także, ale nie musi być tam starych przedmiotów. Chodzi o to, by przyjść do miejsca, które przestrzenią i eksponatami dotyka jednego tematu.

A propos przestrzeni, w tym momencie muzeum istnieje wirtualnie. Podział witryny, jej strona dźwiękowa i sposób poruszania się są rewelacyjne. Strukturą przypomina tkankę nerwową, im głębiej tym bardziej występnie. Czy muzeum w rzeczywistości, będzie nawiązywać do tego co już dzieje się na stronie internetowej? Jak będzie się zwiedzało? Jak pan sobie wyobraża idealne miejsce dla muzeum?

Nie wyobrażam sobie i boje się wyobrażać sobie idealne miejsce, bo na pewno takiego nie znajdziemy, chyba, że znajdziemy mecenasa gotowego wyłożyć grube miliony. Fajnie by było połączyć przestrzeń ze stroną, ponieważ jest ona bardzo przemyślana. Prace koncepcyjne i realizacja to rok natężonej pracy. Może być odbierana jako naczynia krwionośne, jako uniwersum, a także jako mózg – zdecydowanie najciekawsza strefa erogenna.

Podział witryny: Wstępnie, Wstydliwie, Występnie, powiązany z przełamywaniem barier, może być jednak zbyt skomplikowany, bądź niewystarczający. Chcielibyśmy chyba troszkę klasyczniej podejść do przestrzeni muzealnej, aby zadowolić także tych, którzy po muzeum spodziewają się czegoś innego. Na pewno będzie tam sala erotyzmu polskiego, a także historii erotyzmu w Polsce. Będzie także kanon erotyzmu światowego, oczywiście zachodniego, ponieważ nie znamy się na erotyzmie hinduskim, japońskim, chińskim – są to zbyt odległe kultury, żeby móc przedstawić je nie wstydząc się ignorancji.

W muzeum byłaby także biblioteka i czytelnia. Mam znajomego z Piły, który od ponad roku zajmuje się kompletowaniem (jeszcze nie fizycznie) biblioteki dla Muzeum Erotyzmu.

Na pewno będzie sala seksu w reklamie, ponieważ to jest coś co wyróżnia nasza epokę i są to rzeczy bardzo kreatywne, czy sala ze skojarzeniami erotycznymi.

Będziemy chcieli działać głównie przestrzenią, aby wizyta stała się podróżą, przygodą, a nie chodzeniem od eksponatu do eksponatu i czytaniem tabliczek. Osią Muzeum będzie przekraczanie granic związanych z erotyzmem, teraz tylko pytanie jak to zrobić?

Czyli wyobraża Pan sobie Muzeum jako żywy organizm, zmieniający się i skupiający osoby zainteresowane tematem erotyzmu.

Skoro nie ma tego w szkołach, na uniwersytetach, muzeum będzie centrum, gdzie mają odbywać się spotkania, projekcje.

Chcielibyśmy też mieć przestrzeń dla ekspozycji czasowych, związaną z współczesna sztuką erotyczną dla młodych twórców, których jak się okazuje jest bardzo dużo. Przekonaliśmy się o tym tworząc kalendarz Muzeum Erotyzmu. Zgłoszeń nadeszło prawie pięćset od ponad dwustu osób, a większość z tych pracy była na bardzo wysokim poziomie, do tej pory się dziwię, że nie są to sławne osoby. Zgłoszenia przyszły z całej Europy, bo nasi artyści muszą emigrować.

Czyli nie ma się czego wstydzić, czy może właśnie jest?

Na pewno wstydzić się będą odbiorcy, patrząc. Śmiech.

Czy zamierzacie poruszyć także inne zmysły?

Jak najbardziej, byłoby fantastycznie, gdyby się udało coś takiego zrobić, ale będzie to zależało od tego ile osób się w projekt zaangażuje, jakie będzie to zaangażowanie, jaka przestrzeń, ile pieniędzy. Proza życia. Ale będziemy się starali stworzyć coś najlepszego przy pomocy dostępnych nam zasobów. W wymarzonym muzeum erotyzmu powinny zostać poruszone wszystkie zmysły. Węch, dotyk, smak. Może zwiedzanie boso? A w muzeum trawa, a w sali sadomasochistycznej szpilki. A smak? Mmm… Jedzenie to bardzo erotyczna rzecz. Jedyne dwie czynności angażujące wszystkie zmysły to seks i jedzenie.

Odróżnia pan erotykę od erotyzmu, na czym to polega?

Erotyka to wszystko to, co dozwolone, gdzie na ma transgresji, na przykład filmy playboyowskie puszczane po północy, a już Crash Davida Cronenberga to erotyzm.

Gdzie leży Polaka sposób patrzenia na erotyzm?

Im więcej ograniczeń, tym więcej ograniczeń do przełamania. Nasza neurotyczna kultura z podwójną moralnością, powoduje to, że jeśli ktoś się decyduje na krok do przodu to jest to dla niego prawdziwe przeżycie. Także dla osób wierzących i praktykujących, wychowanych w katolickiej Polsce. Społeczeństwo dzieli się mniej więcej na równe części. Jedna jest liberalna, druga konserwatywna. Myślę, że Ci konserwatywni mieliby łatwiej w osiąganiu transgresywnych przeżyć, aczkolwiek nie wykorzystują tego – taka jest ironia losu.

Wydaje mi się, że nawet ta liberalna część polskiego społeczeństwa nie ma tej wrażliwości erotycznej, generalizując. Na rzeczy zbyt odważne, często reagują śmiechem, nie reagują oburzeniem jak by to zrobili konserwatyści, a śmiech to reakcja obronna. Mogłaby być inna. Jestem przekonany, że erotyzm potrzebuje aktywności w kierunku kształtowania tej wrażliwości, jak każda dziedzina życia. Każda.

Jeśli chcemy być w czymś lepsi, wykorzystywać możliwości lepiej, musimy w tym kierunku jakoś działać, a w tej chwili w Polsce jest to zupełnym tabu. Badanie tego też jest tabu, nie można tego studiować nigdzie. Oficjalnie można studiować seksuologię, która zajmuje się raczej aspektami biologicznymi, ewentualnie psychicznymi związanymi z problemami, a nie ma studiów na przykład o erotyzmie w kulturze.

Jest wielu Polaków, którzy dużo wnieśli do erotyzmu zachodniego, na przykład Walerian Borowczyk, który skończył krakowską ASP i wyemigrował do Francji. Na początku tworzył animacje, a potem przeszedł na erotyczną sztukę filmową. Dziś uznawany jest na świecie za najlepszego twórcę artystycznego kina erotycznego, podczas gdy w Polsce jest praktycznie nieznany. Spojrzenie Polaków na erotyzm może ilustrować przyjęcie filmu „Szamanka” Żuławskiego, który jest uznawany przez publiczność za najgorszy polski film w historii, moim zdaniem jest jednym z najlepszych. Przełamuje tabu, seks ukazany jest jako misterium religijne. Sytuacja jest więc skomplikowana bo i spojrzenie Borowczyka i Żuławskiego i spojrzenie księdza jest spojrzeniem Polaka.

Erotyzm jest więc dla Pana ciągłym przełamywaniem tabu?

Instynkt seksu i śmierci to dwa najbardziej obwarowane zakazami popędy. Generalnie seks jest zakazany i jeśli jest pokazany uznawane jest to za nadużycie. Nie możemy go też uprawiać zawsze kiedy chcemy. Tak samo zakazane jest zabijanie. Te dwa instynkty sprowadzają się do tego czym jest według mnie erotyzm- zaspokajanie instynktu w kulturze, pomimo tego, że jest to zakazane. Może być to pierwszy raz, czy pierwszy raz z dwoma osobami, albo pierwszy seks w miejscu publicznym gdzieś w ukryciu, ale także przełamaniem tabu może być spojrzenie w obecności swojego małżonka na mężczyznę obok, który jest kobietą wyraźnie zainteresowany. Nie chce ona zdradzić męża, ale zaszło już coś erotycznego. Jest to przekroczenie. Nie może tak robić, ale zrobiła.

Czy uważa Pan że mówienie/pisanie o erotyzmie jest łatwe? Osobiście obserwuję problem z wyważaniem słów tak, by by wyrazić się taktownie, nie do końca w języku medycznym, a przy tym nie stosując niedorzecznych zawoalowanych porównań, czy zdrobnień.

Język działa na zasadach, które panują w kulturze, czyli zakazał sam sobie mówienia o seksie wprost. Można używać pojęć medycznych udając, że nie ma się do tego stosunku emocjonalnego. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, że brakuje nam języka do tego. Jeśli byłby taki język to straciłoby część swojego uroku, że trudno o tym mówić. Gdy sięgnie się do Bataille’a, czy de Sade’a czyta się ich jak współczesna ewangelię, sprawiają, że sfera seksu staje się tajemnicza. Religia jest sacrum, a erotyzm też jest sacrum, bo są obwarowane pewnym tabu i pewnych rzeczy nie można mówić.

Wiem, że w Polsce próbuje się upowszechniać słowo „cipka”, ale jaki jest odpowiednik męski? „fiutek”? Cipka wydaje się sympatyczna, ale coś traci. Z kolei wagina już brzmi strasznie oficjalnie i przestraszająco.

Czy w jakimkolwiek języku można mówić łatwo? Są określenia wulgarne albo dziecinne, albo medyczne i tak to chyba można generalnie podzielić. Język odwzorowuje kulturę, a kultura odwzorowuje to co się dzieje w języku to zależy od różnych teorii kulturoznawczych. Dopóki seks i śmierć w kulturze są tabu, dopóty w języku będą tabu. A kiedy by przestały być tabu w kulturze, mielibyśmy do czynienia ze śmiercią erotyzmu. Powrócilibyśmy tym samym do kultur pierwotnych, przedreligijnych, w których seks i zabijanie są normalne, a języka nie ma i nie ma zakazów, których można przestrzegać lub które można łamać. Podobno te dwa zakazy są fundamentem kultury.

Kiedy Muzeum rozpocznie działalność, kto decydować będzie o tym co jest erotyczne i co do muzeum trafi? W tym momencie na blogu i Waszym profilu na Facebooku istnieje możliwość zamieszczania treści erotycznych i chyba panuje tam dosyć duża dowolność.

Nie chcemy tworzyć jakiegoś dogmatu erotyzmu, czy wyznaczać co ma kogo podniecać, a co nie. Otworzymy sale, która będzie przeznaczona na przedmioty przynoszone z zewnątrz. Mogą się tam pojawić bardzo ciekawe rzeczy. Nawet czasopisma „Cats” z pierwszych lat transformacji, kiedy to pornografia rozbuchała się po kioskach. Każdy będzie mógł się wypowiedzieć przynosząc coś, na jakiś czas lub na zawsze.

Będziemy czuwać nad tym ja i moja dziewczyna Ola Toborowicz, która zajmuje się graficzną stroną przedsięwzięcia. Do tej pory współpraca idzie nam dosyć płodnie. Więc będą nad tym czuwać osoby z doświadczeniem teoretycznym i badawczym. Skończyłem kulturoznawstwo i tam pisałem pracę o erotyzmie w kulturze zachodu, skończyłem latynoamerykanistkę, gdzie pisałem o latynoamerykańskim erotyzmie, a kończąc studia z zarządzania kulturą, napisałem pracę o muzeach seksu na świecie.

Poświęcił Pan sporo czasu na badanie i zwiedzanie zagranicznych muzeów erotycznych. Chciałabym w odniesieniu do tych doświadczeń zapytać, które rzeczy zechce Pan przenieść na grunt Polski, krakowski? Które na wstępie Pan wyklucza? Czy było coś, co osobę otwartą i poszukującą odrzuciło? Bądź czy coś czego się Pan nie spodziewał jakoś pochłonęło?

Jeżeli mnie coś odrzuciło, to nie przez przedstawianie czegoś zbyt odważnego, tylko przez zbyt banalne podejście. Odrzucają mnie zawsze gablotki, czy przedstawienia figurek z wielkimi fallusami, czy waginami bez żadnego klucza.

Co w dalszym ciągu nie uchodzi? Czego nie należy pokazywać, robić?

Można pokazać dokładnie wszystko jeśli jest sens w pokazywaniu tego. Można robić wszystko, tylko trzeba wiedzieć dlaczego. A w muzeum Erotyzmu nie uchodzi zachowawczość i takie ukazanie kolekcji, by „koniecznie nie wywołać skandalu” – to by nam nie uszło na pewno. Pokazywanie zbyt wielu rzeczy, zbyt dosłownie staje się pornografią, więc także pokazywanie pewnych rzeczy pornograficznie mija się z celem. Wyobraźnia ludzka jest na tyle sprawna, że wystarczy napomknięcie i spełni to dużo lepszy skutek niż pokazanie wprost.

A czy wyznaczona zostanie jakaś granica wieku dla zwiedzających?

Tak, zwiedzać będą mogły osoby pełnoletnie.

A jeżeli mamy dziecko i chcemy odwiedzić Muzeum Erotyzmu?

Myśleliśmy także o stworzeniu przestrzeni dla dzieci. Nie ma wychowania seksualnego w szkołach, jest wychowanie do życia w rodzinie, więc uważam, że muzeum takie jak nasze powinno spełniać także taką misję. Wspaniałym rozwiązaniem byłoby otwarcie we współpracy z seksuologami przestrzeni edukacji seksualnej, spełniającej marzenie rodziców: „Niech ktoś to powie za mnie, profesjonalnie i tak jak trzeba”. Wiadomo, że potem rodzice mogliby ten temat rozwijać z dzieckiem, ale największy problem sprawia jak mu to powiedzieć, bo „nam też nikt tego nie powiedział”.

Takie rozwiązanie załagodziłoby dziecięcy przeskok od kwiatków i pszczółek do pornografii. Bo zazwyczaj tak wygląda wprowadzenie młodego człowieka w sferę seksu.

Dlatego seksuologia, jest nauką odpowiedzialną i tak znaczącą dla zdrowia psychicznego, a ponieważ nie mamy takich kompetencji, nawiązalibyśmy współpracę z profesjonalistami.

To może na koniec zapytam o początek inicjatywy?

W 2008 roku broniliśmy się, ja i moja dziewczyna. Ja na kulturoznawstwie, ona na grafice. Potrzebne nam były fascynujące tematy, żeby nie robić tego co robią wszyscy.Zainspirowała nas wizyta w Barbican Center w Londynie, gdzie trafiliśmy na wystawę „Art and sex from antiquity to now”. Zostały tan sprowadzone z całego świata fantastyczne oryginały przeróżnych dzieł sztuki erotycznej. W tym czasie Ola zaprojektowała stronę Muzeum na dyplom, a potem był rok odbierania nagród za tę witrynę. Najbardziej doceniająca jej pracę była European Design Award w kategorii „strona informacyjna”. A potem zaczęliśmy myśleć, czy nie zrobić tego w realu. A jako, że ja pracuję w promocji w mediach społecznościowych, założyłem stronę Muzeum Erotyzmu na Facebooku i okazało się, że ma to wzięcie. Ponadto, że są ludzie, którzy nie oczekują, że będzie to playboyowato-maximowato-hustlerowe i nie oczekują, że będą tam miłość i kwiatki.

Prezentowane spojrzenie na erotyzm ma jakiś sens i budzi wiele dyskusji, a społeczność, która się w Internecie zbudowała jest naprawdę na poziomie. Działamy także w innych miejscach na na Google+, Pinterest’cie, na Twitterze dosyć prężnie. To przekonało nas, że jest sens robienia tego w realu. Rok temu z okazji Nocy Muzeów w Krakowie, zorganizowaliśmy wydarzenie prezentujące polską sztukę erotyczną w Zbiorniku Kultury, w Fabryce na krakowskim Zabłociu. Drugą inicjatywą z reala jest kalendarz, a trzecią będzie już samo muzeum.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Adrianna Markowicz -

studiuje teatrologię na UJ. Przybyła z Przemyśla. Podstawowe funkcje życiowe – grafik, czekoladoholik, leniuch, kucharz.

Podobne artykuły