займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

17 czerwca 2011 0:32

niedoczytania: Latest post

Poeta jako prowincjusz i kontemplatyk

Wydany przez Towarzystwo Przyjaciół Sopotu najnowszy tom wierszy Macieja Mazurka składa się z dwóch cykli, z których pierwszy, zatytułowany „Obserwator chmur”, jest nieco dłuższy i moim zdaniem lepszy, natomiast drugi – „Światła nad rzeką” – dał tytuł całości. Oba cykle układają się zaś w dosyć spójną opowieść o życiu na prowincji. Ale jaka to jest opowieść? I jaka prowincja?

Powiedzmy najpierw, że Mazurek nie boi się mówić prosto o rzeczach wspólnych zwykłym ludziom i że postawa taka, jakkolwiek zjednuje mu czytelników, sytuuje go zarazem poza mainstreamem twórców średniego pokolenia. Albowiem poeci polscy urodzeni w latach 60. minionego wieku (a Mazurek to rocznik 1963) – en masse – uwiedzeni zostali tłumaczeniami Anglosasów i eksploracjami językowymi zaproponowanymi przez Piotra Sommera czy hermetyzmem Andrzeja Sosnowskiego. Na własną rękę odkrywali wczesną lirykę Nowej Fali, awangardową metaforykę Juliana Przybosia, dysharmonie Tymoteusza Karpowicza i minimalizm Krystyny Miłobędzkiej. Miewali też często „barbarzyńską”, „Brulionową” przeszłość. I jako tacy plasowani byli z reguły przez krytykę na antypodach pozycji zajmowanych przez dzisiejszych zwolenników neoklasycystycznej krucjaty, zamykających się z kolei w wyznaniowych formułach i integrystycznych pismach-bastionach, takich jak „Fronda”. Oba te zjawiska – zarówno ocierającego się o brutalizm językowego wyrafinowania i strukturalnego hermetyzmu, jak i wzniosłego, namaszczonego klasycyzmu – są Mazurkowi-poecie literacko obce.

Autor „Świateł nad rzeką” w estetyce swego poezjowania nie ulega w ogóle fascynacji jakimikolwiek trendami i intelektualnymi modami, które wydają się charakterystyczne dla doby nowoczesności i późnej nowoczesności.

W otwierającym tom wierszu, powstałym, bagatela, dwadzieścia lat temu, a zatytułowanym deklaratywnie „Pieśń o miłości do ojczyzny”, opisuje typową wiejską potańcówkę, w której wszystko jest takie, jakie być powinno: majowy wieczór w Kwilczu, drugorzędna kapela rockowa i pierwotne, pełne cielęcych zachwytów i trywialnie mrocznych pożądań doznania gawiedzi, w finale zaś – bójka w oparach alkoholu. Żadnego zaskoczenia – ktoś powie. Owszem, ale, po pierwsze, tak właśnie miało być: autor wiernie, nie-mitologicznie, pragnie opisywać widzianą rzeczywistość. A po drugie, narzucające się patos i koturnowość tytułu zostają tu jednak przełamane sytuacją liryczną, która w zestawieniu z patriotycznymi ewokacjami i konotacjami tytułu już właśnie taka oczywista i jednoznaczna wcale nie jest.

Unikając wyzywających spojrzeń
bo jestem sam i nie swój
wchodzę w to kłębowisko

– mówi autor w ostatniej strofie. Poeta-bohater świadomie podejmuje decyzję wejścia w ciżbę ludzką, w owo „kłębowisko”, chociaż do końca nie opuszcza go przecież poczucie obcości czy inności (może nawet w Gadamerowskim rozumieniu).

„Taką przebodli nas ojczyzną” – głosiła, jak pamiętamy, nośna fraza Zbigniewa Herberta, a Maciej Mazurek sprowadza ją czy przenicowuje na grunt lokalnej, nader konkretnej, chwilami nawet przaśnej, społeczności. To jasne, że autor „Świateł nad rzeką” nie walczy w tej samej kategorii wagowej co Herbert, ale nie tylko z tej przyczyny dykcja poetycka jest u niego ustawiona o szczebel niżej. Tym, co charakteryzuje najnowszy tomik tego malarza, wykładowcy, redaktora i krytyka sztuki, jest bowiem nie tyle moralny dramat wynikający z odczucia nieprzystawalności tradycyjnych ocen i norm etycznych do dziejącej się tu i teraz rzeczywistości, ile w miarę zneutralizowany, a zawsze oszczędny opis literacki, chcący podporządkowywać się samemu widzeniu rzeczy.

Poetyka oglądu dookolnego świata w duchu ostrożności i realizmu ewokuje konkretne malarskie miniatury, migawkowe ujęcia i notatki poetyckie, utrzymane każdorazowo w tonacji moll.

W kolejnych wierszach-odsłonach widzimy więc wielkopolskie jeziora i łąki, wzgórza i rzeki, skrzyżowania ulic i obskurne bary. Poznajemy też tuzinkowych-nietuzinkowych bohaterów, ocalonych od zapomnienia, ledwie naszkicowanych, a zarazem jakby pełnokrwistych, których tytułem do pamięci poety bywa jedna uderzająca cecha, jedno – być może wątpliwe z naszego pragmatycznego i niepoetycznego punktu widzenia – życiowe dokonanie. Oto dzieje antypatycznego Kruszynki, miłośnika ciężarowych samochodów i płatnej miłości, oto żałość i pijacka samotność starego murarza Adama, oto śmierć barowego mistrza lotek, Ryszarda, którego ceremonia pogrzebowa była pełna i godna, gdyż pochowany został wraz z przedmiotem-dowodem swych knajpianych triumfów, oto wreszcie wspomnienie Zenona Burzawy, niegdysiejszego króla strzelców piłkarskiej ekstraklasy, który wraca w czytanym dziś wierszu „Pniewy” jako niemal socrealistyczny przodownik pracy i gwiazda minionego sezonu… Wszyscy oni opromienieni są elegijnymi, ale nie sentymentalnymi frazami poety.

Co niezwykłe w przypadku tak wszechstronnie wykształconego humanisty, jakim jest Mazurek, to fakt, że wewnętrzny pejzaż tych wierszy jest bardziej empiryczny niż kulturowy (zresztą bezpośrednie porównanie do sztuki pojawia się bodaj raz tylko i odnosi się do średniowiecznych działań ikonograficznych braci Limburg). I odwrotnie: takie pojęcia, jak „uniwersalia”, „byt”, „pustka” czy „nicość”, traktowane są przezeń podejrzliwie i opisywane z wyczuwalną ironią. Świat natury, bardziej pierwotny, jest zarazem sprawiedliwszy i – jakkolwiek to brzmi – bardziej prawdziwy. Nieufność wobec roszczeń rozumu, a nawet wobec potęgi twórczej wyobraźni, zakłada – z jednej strony – lingwistyczną prostotę, a z drugiej – konsekwentne unikanie postawy solipsystycznego narcyzmu.

Najdobitniej widać to chyba na przykładzie bohatera rozchwianego i zdezintegrowanego – jakim jest emblematyczna postać z utworu „Czereśnia i wariat”:

Kwitnąca czereśnia –
patrzył w nią godzinami
złorzeczył wiatrom że targają jej gałęzie.

Każdy podmuch niszczył jej kształt
każdy nadmiar światła ją zatapiał.

Gdy pochłaniała ją ciemność
myślał że nigdy nie istniała.

Dlatego w nocy wychodził do ogrodu
i sprawdzał czy jest.

Ostatecznie surowa siła wierszy Macieja Mazurka bierze się z adoracji życia i kontemplacji natury, i z przyjęcia takiej perspektywy patrzenia i opisu, która – uznając stabilność i realność podstaw tego świata – nie dostarcza zarazem łatwych rozstrzygnięć i tanich pocieszeń.

[Maciej Mazurek, Światła nad rzeką, Biblioteka „Toposu”, Sopot 2010, s. 44.]

Paweł Czapczyk -

krytyk literacki, doktor nauk humanistycznych, autor i współautor książek popularnonaukowych, audycji radiowych oraz scenariuszy do filmów dokumentalnych. Był sekretarzem redakcji „Czasu Kultury”, kierownikiem produkcji w spółce telewizyjnej, redaktorem w wydawnictwie. Recenzje, szkice i rozmowy publikował m.in. w „Twórczości”, „Kresach”, „Więzi”, „Nowych Książkach”, „Res Publice Nowej” i „Rzeczpospolitej”. Jego Zwierzęta chronione w Polsce doczekały się siedmiu wydań. Za tom rozmów z Zygmuntem Kubiakiem Klasyczne miary i świat współczesny (Biblioteka WIĘZI 2009) został wyróżniony przez jury Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych. Wcześniej otrzymał wyróżnienie im. J.J. Lipskiego. Mieszka w Poznaniu.

Podobne artykuły