займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

22 września 2010 10:33

niedoczytania: Latest post

„Poddaję się dryfowi”. Z Romanem Bromboszczem rozmawiała Urszula Pawlicka

Poezja cybernetyczna, wizualna, dźwiękowa, graficzna, animacje, i poezja w ujęciu tradycyjnym – jesteś w stanie określić, która forma Twojej działalności artystycznej jest Ci najbliższa?

Pracuję falami, jeśli przychodzi fala poezji, nazwijmy to tradycyjnej, piszę wiersze, jeśli mam pomysł na animację interaktywną, to siedzę przy tym tyle ile potrzeba, żebym był usatysfakcjonowany. Jeśli mam zagrać koncert, to ćwiczę dźwiękowo, czasem tworząc coś z poezji dźwiękowej. Jest też tak, że do pewnych utworów robię zarówno obraz jak i dźwięk, wtedy pracuję nad tymi parami.

Nazwa zbiorcza poezja cybernetyczna, to właściwie wszystko, co robię, więc z tego, nie mogę się gdzieś wysunąć w stronę inną, ale mogę zrobić pauzę w twórczości na korzyść teorii i zacząć pisać artykuł lub książkę naukową. Staram się zachować równowagę pomiędzy tymi członami, niczego nie pozostawiając odłogiem, ale też nie nadmuchując zbytnio.

W jednym z tekstów na temat poezji cybernetycznej pada stwierdzenie: „Materiał, który przechodzi przez procedury postępowania jest obiektem cyfrowym, który przenieść można w inne media: wydruk, dźwięk, projekcja, kształt”. Czym jest poezja cybernetyczna na papierze? Czy samo określenie cyberpoezja analogowa nie jest oksymoronem?

Poezja cybernetyczna na papierze to zjawisko dotyczące pisania w oparciu o jakieś algorytmy lub pisania nastawionego na zakłócenia. Nie ma ścisłego przełożenia z jednego odniesienia w drugie, stąd wiersz może nie ujawniać swojej „cybernetyczności” jako jakości. Ze względu na ten paradoks, wolę przekonywać do takiej formuły. Poezja cybernetyczna to jest to, co tworzą poeci cybernetyczni. Kim oni są, dowiedzieć się można ze strony Perfokarta. Próby dokładnego przyszpilania poezji przy pomocy cybernetyczności są jak drewniane protezy w kadłubach myśliwców.

Z jednej strony można wykonać parę wzorcowych wierszy, z drugiej, biorąc pod uwagę jak poezja jest niedookreślona, zwiewna, głęboka w symbole, takie definicje jej tylko szkodzą. Widzę po tomiku Łukasza Podgórniego, że stara się on mocno prezentować praktykę, którą ja nazwałbym estetyką zakłóceń. Jednak, dajmy na to, moje wiersze z pierwszej i trzeciej części „U-man i masy” oraz wiersze Tomka Pułki z „Zespołu Szkół” pozbawione są tych dystorcji.

Czy istnieje jakiś wspólny mianownik dla twórczości poetów cybernetycznych? Tak, jest nim posługiwanie się komputerem. Stąd wniosek, że w odniesieniu do poezji cybernetycznej zostają złamane reguły formalnej jedności gatunkowej, czy rodzajowej. Formalny wspólny mianownik odnoszący się do jakości literackiej jest trudny do uzgodnienia, istnieje parę wersji takiego mianownika, jest natomiast jednoznaczny wyznacznik praktyczny, chodzi o biegłe posługiwanie się komputerem. Jest też wyznacznik personalny, wirtualna więź w grupie.

Cyberpoezja analogowa różni się od innego rodzaju poezji tym, że posługuje się zaskakującym doborem słów. Należy pamiętać o zjawiskach takich jak algorytm i zakłócenie, które dają efekt uniezwyklenia, dezautomatyzacji. Celowi jakim jest zaskoczenie doborem słów służyć ma też strumień świadomości. Posługuję się pisaniem automatycznym, w oparciu o zadane procedury. Nie są to sztywne reguły, ważny jest czynnik wyboru, selekcji, ale nie jest też tak, że jest to jedyna technika. Problem z interpretacją poezji cybernetycznej polega na tym, że chodzi w niej o parę nakładających się strategii.

„Cyberpoezja analogowa” to termin poprawny, jego źródeł należałoby szukać w twórczości powieściopisarzy takich jak Calvino, Batrhelme, Beckett, Borroughs. Wszędzie tam, gdzie poziom uniezwyklenia jest bardzo silny, gdzie składnia obfituje w zaskakujące związki frazeologiczne i niezwykłe metafory, tam mamy podniesiony poziom informacyjny, który graniczy z szumem, a więc graniczy z możliwością zrozumienia. Tutaj też mamy do czynienia z ryzykiem odrzucenia utworu przez odbiorcę.

Tak naprawdę, poezję cybernetyczną na papierze uprawia wielu choć ich twórczość nie jest tak nazywana. W społecznej recepcji poezji cybernetycznej kryterium formalne nie ma mocy sprawczej, liczy się sprawdzian więzi, regulator grupowy. Do twórców poezji cybernetycznej zaliczyć można Witkacego, Gombrowicza, Szczerbowskiego i wielu innych. Takie wniosek możemy stawiać, ze względu na fakt destrukcji formy oraz eksperyment na składni u tych autorów.

W „U-man i masa” zawarłeś różne kierunki swej działalności: poezję tradycyjną, poezją wizualną, dźwięczną i oddającą charakter cyberpoezji oraz projekty tekstualno-graficzne – skąd pomysł na zebranie różnych doświadczeń artystycznych w jeden tomik?

Starałem się nie ograniczać do jednego sposobu komunikowania i dać czytelnikowi różne rejestry. W książce brak dźwięków, ale są różne sposoby komunikowania, za pomocą pisma, kształtu, obrazu i barwy. W przypadku pierwszej książki nie udało mi się włączyć obrazów w całość, bo nie było na to ochoty ze strony wydawcy. W przypadku współpracy z Ha!art’em sprawy potoczyły się korzystniej, choć tak jak mówię, zrezygnowałem ze strony dźwiękowej, co będę chciał nadrobić w przyszłości.

W tym tomiku wyodrębnić można różne konteksty potrzebne do trafnego odczytania sensu: kontekst medialny, kontekst ludologiczny, lingwistyczny, strukturalny, cybernetyczny… Jakie podejście do jego lektury jest najbardziej bezpieczne?

Z tego co wymieniasz najbardziej odpowiada mi ludologiczny. Szczerze mówiąc książka o której mówimy ma być dla kogoś, kto nie potrafi posługiwać się tymi kontekstami. Nie zależy mi na akademickich odbiorcach, myślę, że oni swoje metodologie są w stanie wymierzyć w dowolny przedmiot z uniwersum kultury. Książka raczej nie straci jeśli zostanie uznana za wieloznaczną, ale mi na takiej wielości znaczeń nie zależy. Nie nadawałem formie jakiś intencjonalnie określonych aspektów. Wiersze koncentrują się na świecie przedstawionym podmiotu. Kim jest ta jedność? Odpowiadam, że U-man’em.

W warstwie symbolicznej zakładam, że U-man ulega dekapitulacji i jego głowa eksploduje w książce. Pierwsza część dotyczy pamięci krótkotrwałej. Druga część ukazuje afazję. Część trzecia jest oznaką zdrowia, a część czwarta to iluminacje przed zgonem. Część z wierszy dotyczy wojny, część z nich dotyczy różnych wyobrażeń związanych z gnozą i religią, dwa z utworów wykorzystują ideę labiryntu. Część ostatnia dotyczy wizji U-mana przed śmiercią. Apofanie są obrazami jego stanów ekstatycznych. Są wśród nich obrazy komety i astronauty.

Najbardziej trapi mnie część „Apostrof dla zarządcy”, z tego względu, że burzy wszelkie wyobrażenia o poezji. „I.”, „3”, czy „4” są niekomunikatywne. Jak określiłbyś te wiersze? Jak czytelnik ma sobie poradzić z ich odczytywaniem?

To o czym mówisz, to siła przyzwyczajeń. Jeśli ktoś oglądał przez całe życie sceny mitologiczne i historyczne, trudno mu będzie docenić krajobraz, jeśli ktoś zna też krajobrazy, będzie miał problem z akceptacją geometrycznych plam barwnych, ktoś kto się do nich przyzwyczai być może doceni również pchnięcia nożem wykonane na niezagruntowanym płótnie. Apostrof jest absurdalny i zabawny, nie posiada drugiego dna.

„Echo, sól i sol”; „Prokurent i warkocz komety”, „No”, „Nasila się” itd. wiążą się z odbiorem estetycznym czy intelektualnym? Jaką rolę w tomiku „U-man i masa” odgrywają dołączone obrazy tekstualno-graficzne?

Opozycja którą przywołujesz jest bardzo silna, nie postrzegałem nigdy swojej twórczości w tej opozycji, choć interesuje mnie opozycja zimne i gorące, tak jak to przywołuje McLuhan. Powiem tak, kieruję się różnymi pomysłami, są takie prace, które wykonuję majsterkując, coś dłubiąc, podmieniając, i pomysł się rodzi, są też takie, że pomysł jest i trzeba go przelać na papier. Taka dychotomia kieruje moimi poczynaniami, a ta o której mówisz jest mi obca, aczkolwiek zrozumiała. Myślę, że każdy z utworów jest i emocjonalny i intelektualny, nie potrafię ostro wydzielić tych sfer w odniesieniu do własnej twórczości poetyckiej.

„Digital.prayer” skupia się bardziej na przekazie treści – na motywie inwigilacji i człowieka w dobie popularyzacji mediów. W „U-man i masa” podążyłeś dalej – eksperymentujesz zarówno z tekstem, jak i formą. Jaka według Ciebie nastąpiła zmiana między „Digital.prayer” a „U-man i masą”? W którą drogę kształtuje się Twoja praktyka literacka?

To dla mnie bardzo trudne pytanie. O ile jestem w stanie powiedzieć, dokąd zmierzam z muzyką którą tworzę, gdzie zmierzam jeśli chodzi o nowe media, tak z poezją mam kłopot. Poddaję się dryfowi. Jak na razie dryfuję w stronę czystości formy, rytmu, symboli, alegorii. „digital’prayer” miał parę wierszy o władzy, elektronice, rzeczywistości wirtualnej itp. „U-man i masa” jest z tej tematyki zwolniony, choć jeden z wierszy, Wykresy, mówi o służbach bezpieczeństwa.
W pierwszej części „U-mana” napisałem bardzo dużo automatycznie, przelewając na papier obrazy, bez udziału myśli o spójności tematu. Doprowadziłem do krańca walkę z nawykiem np. „Skomplikowanie czyni mądrze”, by następnie stworzyć kontrapunkt i napisać trzecią część, a w niej, kilka wierszy jasnych np. „Wzdłuż drogi”. Część czwarta to kilka wierszy napisanych oparciu o algorytm np. „Konsekracje”. Część druga to „Apostrof”, który jest wynikiem doświadczeń z poezją wizualną i usterkami. Tutaj stosuję estetykę zakłóceń w pełni.

Poezja cybernetyczna umniejsza rolę natchnienia. Na co zatem czeka się w wierszu Literatura elektroniczna: „Urządzenia wypakowuję/ z toreb/ umieszcza się je później za pomocą/ kabli/ podpina się je, przynajmniej niektóre z nich/ pod mikrofony. Tak, podpinam je, niektóre z nich/ pod mikrofony./ i czeka się. Nigdy nie wiadomo, jak długo. Właściwie/ to nie czeka się, wtedy, gdy już wiadomo. Ale tak lepiej/ nie postępować”?

Nie chodzi o natchnienie tylko o transfer, nie chodzi o przyjęcie czegoś, a chodzi przejęcie się czymś. Zdaję sobie sprawę, że to gra słów. W „Manifeście 1.1” odrzuciliśmy natchnienie po to, by tworzyć automatycznie, generatywnie, w oparciu o montaż itp. Ale z drugiej strony, uprawiając muzykę intuicyjną, nie mogę zaprzeczyć, że otwarty jestem na otoczenie, jest ono bardzo ważne, tak jak publiczność i miejsce w którym występuję. Zatem to otwarcie się jest czekaniem na transfer.

Na ile jest to oczekiwanie na natchnienie? Natchnienie rozumiem tak. Jest ktoś, kto siedzi przed białą kartką, nad czystym nośnikiem. Ma coś napisać bez wskazówek, choć może mieć jakiś temat, na przykład, słońce, pogoda, deszcze itp. Ten ktoś, o którym mówimy, czeka na olśnienie, że coś przyjdzie i da mu treść, jaką on przeleje na papier lub inny nośnik i później ukształtuje według stereotypu poezji, jakiego się wyuczył.
W poezji cybernetycznej jaką uprawiam, albo wyzerowuję się zupełnie i piszę jak automat starając się niczego nie poprawiać, albo mam słownik, bazę danych i szukam połączeń. To dwie z metod obok wiersza jasnego, który też cenię wysoko. Zatem sumując na każdą z wymienionych technik mamy około 1/3. Ten podział rzecz jasna jest idealizacją.

W rozmowie z Pawłem Kozłem powiedziałeś: „Prawda jest taka, że nie traktujemy już Manifestu, jako czegoś, co należy wyjaśniać, argumentować i traktować jako punktu wyjścia i oparcia”. Czym zatem jest dla Ciebie manifest? Jak należy rozumieć Manifest 2.0 opublikowany na liternet.pl? Ile jeszcze potrzeba takich manifestów, aby w końcu osiągnąć wyznaczony cel?

Manifest 1.1 był czymś w rodzaju sojuszu, zaznaczenia swojego istnienia, otwarcia drogi, otworzenia możliwości na kooperację, wspólne granie, pisanie itp. Manifest 2.0 to samoświadomość swojego położenia, tak jak ono wygląda dzisiaj. Nie widzę potrzeby pisania kolejnych manifestów, nie zamierzam niczego szczególnego osiągać, o ile to co ma nadejść nie przyjdzie samo.

Myślę, że nasza sytuacja jest komfortowa i nie ma tarcia ku czemuś. Nasza grupa nie ma celów, oprócz wewnętrznych założeń o rozwoju słownika i teorii. Po Manifeście 1.1 słyszałem od kolegów z grupy, że musimy oddziaływać i poszerzać krąg odbiorców, tak by poezja cybernetyczna stała się czymś popularnym. Nie mogłem nigdy zrozumieć tego głodu popularności. Jeśli chodzi o projekt Perfokarta wybieram strategię żółwia.

Jako wódz polskiej poezji cybernetycznej jak prognozujesz przyszłość cyberpoezji? Co jeszcze ją czeka i od czego zależy jej dalszy rozwój?

Wystrzegam się takich planów. Mogę powiedzieć tylko tyle. W oparciu o stronę internetową można śledzić nasze obiekty i teksty. Ukazywanie się uczestników projektu w przestrzeni publicznej, internetu i miasta, zadecyduje o tym, jak będziemy postrzegani. Okazałość naszego przejawiania się zależy od członków grupy.
W tym roku dołączyły do nas dwie nowe osoby, Piotr Płucienniczak i Dominik Popławski. Jeśli otoczenie będzie sprzyjało pokażemy się w paru miejscach, na występach live i w galeriach. W tym roku ukaże się blok tematyczny Tezeusz w labiryncie w jesiennej „Ricie Baum”. W przyszłym roku z pewnością ukażą się w różnych miejscach nowe utwory poetyckie, muzyczne i plastyczne, grafika, poezja wizualna itp.

Dziękuję za rozmowę.

Roman Bromboszcz - jazn
Roman Bromboszcz - eR
Urszula Pawlicka - (ur. 1987 r.) Studentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie na kierunkach dziennikarstwo i komunikacja społeczna oraz filologia polska. Publikowała w "Portrecie", "artPapierze", "Pograniczach" i "Perspektywach Kulturoznawczych". Fascynuje się związkiem pomiędzy literaturą, a mediami elektronicznymi (szczególnie wpływem nowych mediów). Interesuje się również zagadnieniem hiperrealności i popliteratury.

Podobne artykuły