займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

19 czerwca 2008 20:26

niedoczytania: Latest post

Piotr Czerski opowiada o festiwalu „Słowo w Uchu”

Zapytaliśmy Piotra Czerskiego – poetę, prozaika, wokalistę – o „Słowo w Uchu” – festiwal literacki, który od kilku miesięcy współorganizuje z Tadeuszem Dąbrowskim w Gdynii.

1. Skąd pomysł na festiwal?

Z nazwanej pustki, czyli zidentyfikowanego braku. Ilekroć pojawiałem się w Krakowie czy Warszawie – zawsze dało się zauważyć, że w tych miastach jest, nazwijmy to: ruch w interesie. Niemal każdego dnia gdzieś odbywa się jakaś impreza związana z literaturą. Na mniejszą skalę, ale podobnie jest w Łodzi, w której Piotr Macierzyński organizuje regularnie slamy i spotkania autorskie. Tymczasem w Trójmieście przez chwilę organizowany był jednodniowy spęd zatytułowany „Wolne Miasto Gdańsk”, dużo później pojawiły się cokwartalne sopockie slamy, organizowane przez Błażeja Kroplewskiego i Jakobe Mansztajna, a pomiędzy i oprócz – odbywały się wyłącznie spotkania w bibliotekach i domach kultury, w formie i treści zbliżone do szkolnych akademii pierwszowrześniowych.

Nie jestem i nigdy nie byłem miłośnikiem spotkań autorskich, a te, w których uczestniczyłem jako widz, dałoby się zapewne policzyć na palcach jednej ręki – ale wobec tej flauty nad morzem pozostało tylko westchnąć i powtórzyć słowa kolegi, który ongiś około czwartej nad ranem przysiadł się do ostatniej wolnej dziewczyny na imprezie i powiedział: „Cóż, skoro nikt – to może ja?”.

Pomysł jednak skończyłby się zapewne w fazie koncepcyjnej, gdyby nie to, że we właściwym momencie poznałem szefów klubu „Ucho”, a wspólnie uzyskaliśmy wsparcie Urzędu Miasta Gdyni. Wyjątkowo chętnie wspomagającego kulturę.

2. Razem z Tadeuszem Dąbrowskim prowadzicie spotkania czy wy również jesteście ich organizatorami?

Tak. Większość zadań organizacyjnych realizowałem sam, obecnie ciężar powoli przesuwa się na osoby trzecie, związane z klubem „Ucho”.

Organizacja takich spotkań to – wbrew pozorom – ciężka, wymagająca systematyczności i nieszczególnie wdzięczna praca, w dodatku wymagająca ciągłych usprawnień i rozszerzania choćby zakresu promocyjnego. Zaplanowałem cały proces, ale do bezpośredniego nadzoru brakuje mi – podobnie jak Tadeuszowi – cierpliwości.

3. Najpierw Witkowski, potem Macierzyński, Tochman, Baczewski, a ostatnio Shuty. Różne wydawnictwa, środowiska; według jakiego klucza są dobierani autorzy?

Nie ma klucza – o ile przez „klucz” rozumiemy pewną prawidłowość, dającą się zamknąć w zwięzłej, encyklopedycznej formule. Projekt festiwalu obejmuje jeden rok – mamy nadzieję, że nastąpi kontynuacja, ale nie mogliśmy tego zakładać apriori. Wobec tego zdecydowaliśmy się zrezygnować z formuły redakcyjnej, w której cykl tworzy całość o wyraźnej spójności wewnętrznej, a postanowiliśmy skorzystać z luźniejszych kryteriów. Zapraszamy autorów młodego i średniego pokolenia, kierując się przy tym własnym wyborem bardziej, niż przynależnością wydawniczą, towarzyską czy ideologiczną. Największe – w sensie medialnego rozgłosu – literackie gwiazdy zapraszamy co pewien czas: te spotkania reklamują się same i przyciągają ludzi, którzy – jeżeli spodoba im się proponowana przez nas formuła – przychodzą także później, kiedy rozmawiamy z gościem znacznie rzadziej (jeśli w ogóle) goszczącym na łamach wysokonakładowej prasy. Staramy się także dbać o przemienność gatunkową: w styczniu gościliśmy prozaika, w lutym – poetę, w marcu – reportera.

Cykl dziesięciu spotkań to oczywiście zdecydowanie zbyt mało, żeby zaprezentować trójmiejskiej publiczności nawet to, co naszym zdaniem zaprezentować trzeba koniecznie, nie wspominając już o tym, co prezentacji i uwagi wydaje się warte. Jeżeli jednak projekt będzie kontynuowany, to z czasem sposób doboru gości będzie z pewnością ewoluował, a przedstawienia postaci ustąpią miejsca rozmowom o konkretnej, niedawno wydanej książce.

4. Co chcecie osiągnąć poprzez organizowanie takich spotkań, tzn. macie jakieś cele, oprócz oczywistego: zapoznania ludzi z pisarzami?

Owszem: zapoznanie pisarzy z ludźmi.

Gdzieś tam tli się jednak nadzieja, że „Słowo w Uchu” okaże się drobnym krokiem na drodze do integracji kulturalnej Trójmiasta. Trójmiasta, które dzięki swojej różnorodności zawsze dysponowało dużym potencjałem, ale ze względu na rozległość terytorialną miało problemy komunikacyjne. W Krakowie różne środowiska przenikają się płynnie, a sieci relacji są gęste; w Trójmieście dwie osoby mogą przez piętnaście lat robić w kulturze i nigdy nie spotkać się osobiście. Trudno w tej sytuacji o synergię. Dzięki festiwalowi poznajemy muzyków, VJów czy operatorów kamer – a to otwiera drogę do realizowania innych pomysłów. Także widzowie festiwalu mogą w czasie nieformalnych spotkań np. przekazać komuś własne teksty.

5. Pewnym novum jest fakt, że udostępniacie relacje wideo ze spotkania w Internecie, co powoduje, że festiwal mogą zobaczyć ludzie, którzy nie brali w nim udziału. Jak wpadliście na ten pomysł? I co myślisz o takim rodzaju promocji? Obecnie wiele wydawnictw tworzy trailery do książek.

Wiedziałem od początku, że organizowanie festiwalu w Trójmieście i tylko dla Trójmiasta mija się z celem. Taki cykl wymaga dużych nakładów organizacyjnych i finansowych: gdyby ograniczać ich efekty do publiczności obecnej na spotkaniu miałbym poczucie marnotrawienia zasobów. Efekty tej samej pracy, która służy pięćdziesięciu osobom na widowni, mogą bowiem – przy pewnym dodatkowym wysiłku – trafiać do pięciuset innych: spotkanie z Witkowskim obejrzało dotąd (czy raczej: „zaczęło oglądać” ? choć nie wiem jaką metodologią statystyczną posługuje się Google) ponad tysiąc osób, pozostałe cieszą się niewiele mniejszą popularnością.

Jak zawsze daleki jestem jednak od fetyszyzowania tej formy przekazu: postrzegam ją zresztą raczej jako organizacyjny obowiązek, niż rewolucyjne novum. Byłoby dobrze, gdyby transmisje czy relacje internetowe – choćby w postaci audio, niewymagającej niemal niczego poza dyktafonem i odrobiną wysiłku – stały się regularnym elementem sieciowego krajobrazu. Równie regularnym, jak rozsyłane bezmyślnie do dwóch tysięcy osób w całym kraju mailowe zaproszenia na drugorzędne debaty organizowane w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu czy Gdańsku.

6. Czy w Gdyni Festiwal cieszą się dużą popularnością?

Na spotkaniach pojawia się kilkadziesiąt osób – bodaj nigdy nie było mniej niż trzydzieści, rekordowe zgromadziło około stu pięćdziesięciu.

Nie są to złe wyniki frekwencyjne, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że klub „Ucho” mieści się na peryferiach centrum: o kwadrans spaceru od stacji SKM Gdynia Główna, a więc o grubo ponad godzinę drogi od kampusów. Spotkania odbywają się przy tym zwykle w środy i czwartki – to trudne terminy, zważywszy, że imprezy kończą się zwykle około 22. Zresztą – organizowane niedawno w znacznie atrakcyjniejszym logistycznie punkcie Gdyni spotkania z autorami towarzyszące wręczeniu gdyńskich Nagród Literackich gromadziły, o ile mi wiadomo, publiczność zaledwie kilkunastoosobową. Trójmiasto nie jest łatwe.

Z drugiej strony – całe pierwsze półrocze festiwalu organizowaliśmy w tzw. niedoczasie, na czym często cierpiały głównie zabiegi reklamowe. W drugim półroczu zamierzamy wykorzystać wreszcie potencjał wynikający m.in. z patronatów medialnych i zrealizować dodatkowe zabiegi promujące festiwal szczególnie wśród licealistów i studentów. Dążymy do zgromadzenia wokół imprezy stałej, mniej więcej stuosobowej widowni.

7. Macie jakieś kolejne pomysły związane z organizowaniem spotkań, może inne projekty promujące literaturę?

Tak, mamy. Na tym muszę poprzestać: znajomy milioner zwykł powtarzać, że pomysł ujawniony przedwcześnie to pomysł stracony.

8. Zadam Ci teraz pytanie związane z Twoją osobą. Opublikowałeś książkę „Ojciec odchodzi” czy planujesz wydanie nowej?

Piszę kolejną książkę, ale nie mogę choćby orientacyjnie określić terminu jej ukończenia, a tym bardziej – wydania. Z jednej strony jestem teraz zaangażowany w wychowywanie syna, organizowanie festiwalu, prowadzenie firmy itd., z drugiej – nie uznaję etapu redakcyjnego i wymagam od tekstu pełnej spójności, precyzji i przejrzystej struktury już na etapie pisania. To bardzo utrudnia pracę, tym bardziej, że koncepcja formalna tej książki wymaga stosowania dosyć specyficznej składni, bardzo różnej od naturalnej dla mnie. Konstrukcja całego tekstu jest przy tym bardzo ryzykowna i trzeba wytężonej uwagi, żeby całość nie zsunęła się w niewłaściwym kierunku.

9. Jesteś znanym blogerem jak postrzegasz poziom blogów literackich?

Wcale nie postrzegam. Specjalnie sprawdziłem: w rozszerzeniu Sage agreguję około pięćdziesięciu blogów, z czego „literackie” to kumple, niedoczytania i blog Jakobe, czytany po sąsiedzku. Do tego możnaby dodać odwiedzane bardzo rzadko dwa, trzy kolejne. Jest taki ładny cytat z Vaillanda u Bursy: „Ty znasz moje chwyty, ja znam twoje / marnujemy czas”.

10. Byłeś współtwórcą strony liternet.pl co się stało, dlaczego nie ma jej obecnie w Internecie?

Trudno mówić o „współtworzeniu”, bo serwis – jeśli pamięć mnie nie zawodzi – był dostępny online przez jakieś trzy tygodnie, bezpośrednio po obronie mojej pracy magisterskiej. Zabrakło czasu – także Piotrowi Mareckiemu – i chęci. Moje pojmowanie liternetu i ocena związanych z nim zjawisk były przy tym różne od tych, jakie dominowały wśród zajmujących się tematem badaczy. Dziś jestem chyba jeszcze bardziej krytycznie nastawiony do rozmaitych liberaturowych konceptów i mniej jeszcze skory do zachwycania się nielinearnością hipertekstu. Znane mi realizacje hipertekstowe nieodmiennie bowiem przywodziły na myśl kanoniczne pytanie z zakresu malarstwa. To o malowaniu konia.

O festiwalu „Słowo w Uchu” możecie się więcej dowiedzieć na stronie slowowuchu.pl

Leszek Onak - ur. 1981, didżej i programista kultury. Strona autorska: http404.org

Podobne artykuły