займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

30 marca 2010 12:55

niedoczytania: Latest post

Niedorelacja ze spotkania z Dominiką Ożarowską w Kombinatorze

W czwartkowy wieczór gościliśmy na spotkaniu z cyklu Filia Nowa Huta. Tym razem byliśmy świadkiem recitalu Dominiki Ożarowskiej, która pojawiła się w Kombinatorze z okazji napisania książki „Nie uderzy żaden piorun”. Z autorką konferował Juliusz Strachota, człowiek czuły i łatwo wzruszający się. Na spotkaniu wyjątkowo dopisała publiczność w postaci zacnych i mniej zacnych gości. Dzięki Niedoczytania możecie przeczytać, co też się działo podczas tego uroczystego spotkania, obejrzeć zdjęcie i posłuchać brawurowo czytanego fragmentu. Życzymy miłej zabawy.

Juliusz Strachota: Nurtuje mnie jedna rzecz i zapewne nurtuje też wielu ludzi, którzy czytają notkę z tyłu o pierwszej autorce III RP i o tej całej pokoleniowości. Zastanawiam się – właściwie któregoś dnia zastanawialiśmy się razem z kolegami oraz Bogdanem i Pawłem Duninem-Wąsowiczem – czym pokolenie, o którym piszesz – jeżeli w ogóle masz takie aspiracje, żeby pisać o pokoleniu, bo ja np. boję się takich rzeczy jak pisanie książek pokoleniowych – czym naprawdę się różni Twoje pokolenie od mojego, 10 lat starszego, albo od pokolenia Twoich rodziców, bo mam wrażenie, że stykamy się z tymi samymi sytuacjami, schematami i nie mogę do końca znaleźć wyróżnika. Czym się więc różni to pokolenie III RP?

Dominika Ożarowska: Nie miałam takich ambicji, żeby napisać książkę pokoleniową, bo ja jestem przeciwna takiemu generalizowaniu, że te lub tamte roczniki należą do tego lub innego pokolenia. Szukanie cech wspólnych prowadzi raczej do zafałszowania rzeczywistości. A czym się różni?… Często spotykałam się z przeciwnym niż Twoja opinia zdaniem, że różni się bardzo; nie ma jakiś ideałów, ogólnie narzuconego wroga, przeciw któremu mogłoby się zjednoczyć, jak na przykład dwadzieścia czy trzydzieści lat starsze pokolenie, które miało tę swoją komunę. A my co? No my już jesteśmy w wolnej Polsce, mamy wolną rękę, mamy zaplecze, mamy rodziców, którzy mogą nas sponsorować itd. I wydaje mi się, że mało jest takiego romantycznego buntu, a bardzo wcześnie się cynicznieje… Nie wiem, zadaj następne pytanie.

Juliusz Strachota: Czemu nie ma buntu i czemu się wcześnie cynicznieje? Ja nie wiem, czy tak wcześnie scyniczniałem, może równie wcześnie… Czemu miałby to być wyróżnik, że się wcześnie cynicznieje?

Dominika Ożarowska: Trudno mi to porównywać, bo należę do tego nieszczęsnego pokolenia i to jest jedyne pokolenie, którego doświadczyłam. Nie wiem, czy ty równie wcześnie scyniczniałeś, czy dwadzieścia, trzydzieści lat temu też się równie wcześnie cyniczniało. Sądzę, że w zderzeniu ze szkołą, która pomimo, że już jest zlaicyzowana, dalej jest ciężarem… Może powiedzmy o rodzicach, skoro już jesteśmy w tym przypadku powieści pokoleniowej, że buntuje się przeciwko szkole, przeciwko rodzicom. Rodzice, jak Jaś Kapela napisał w swoim felietonie o mojej książce, są spaleni jako autorytety, jako kontestatorzy, jako hipisi, a teraz, po transformacji, pozakładali własne firmy, ich ambicja ogranicza się do zakupu plazmy. No i w zderzeniu z tym nawet nie mamy ochoty walczyć, bo wiemy, że z nami stanie się dokładnie tak samo.

Juliusz Strachota: Teraz mam coś, gdzie napisałem sobie „Uwaga, nie bij”. W „Przekroju” doczytałem się jakiejś koszmarnej bzdury, zresztą bardzo wiele bzdur się doczytałem. Czy ty celujesz w gimnazjalną emo-publikę? Mam jednak wrażenie, że ty ukazujesz świat ludziom nieco starszym o siebie i że to raczej dla mnie ma płynąć pewna nauka o Twoim pokoleniu. Nie wpienia cię taka szuflada?

Dominika Ożarowska: No nie szczególnie, bo nie celuję w gimnazjalną emo-publikę, jak napisali w „Przekroju”, tak na siłę. Bardziej kieruję tę powieść do trzydziestolatków i ludzi starszych. Nie napisałam tego dla swoich rówieśników, bo dla nich to nie jest żadna egzotyka, mogą sobie zobaczyć, czy dość ładnie wyszli na tym portrecie, ale jest to dość realistyczny opis tej grupy i im to do niczego nie może służyć.

Juliusz Strachota: Zgadzam się z tobą, bo im starszy odbiorca tej lektury, tym więcej w niej odnajdywał. Na przykład Bogdan Zalewski dużo więcej w niej znalazł niż ja, być może ja ja jeszcze należę do emo-publiki. Tego nie wiem. Jest w tej książce coś takiego, co mnie fascynuje, co bardzo lubię, jest pewien rodzaj nic niedziania się, taki rodzaj braku wydarzeń, zresztą ty tam bardzo subtelnie, na przykład poprzez filmy Antonioniego nawiązujesz do tego nic niedziania się. I ja to uwielbiam, natomiast powiedz mi, czy w „Nie uderzy żaden piorun” on rzeczywiście miał nie uderzyć, czy to nic nie dzianie się potrzebuję aż czterystu stron?

Dominika Ożarowska: Mogłabym napisać wartkie i porywające, kilkunastostronicowe opowiadanie o nudzie, takie, które jakby ktoś przeczytał, to potem chciałby zaznać to na własnej skórze, ale to się mija z celem i bardziej przekonujące wydaje mi się napisanie czterystu stron na ten temat.

Juliusz Strachota: Pozwól, że ci przerwę, bo tu taki mój ulubiony krytyk w twoim wieku, Damian Gajda, napisał, że książkę czterystustronicową można by skrócić do jednego fajnego opowiadania i czy to by się tak dało?

Dominika Ożarowska: No chyba by się tak nie dało, ja czytałam tę recenzję i to podobno jego pierwsza tak negatywna recenzja…

Juliusz Strachota: To nieprawda, bo do mojej książki też napisał negatywną recenzję…Natomiast to, co w tej książce jest niesamowite, to język, którym posługują się bohaterowie. Przyzwyczajony jestem do prozy, gdzie bohaterowie posługują się językiem mimetycznym, naśladującym rzeczywistość, a w Twojej książce jest zupełnie inaczej. Postaci u Ciebie mówią pełnymi zdaniami, wręcz elaboratami, porozumiewają się w sposób jakby wygenerowany z komputera, niczym z gry The Sims. Nie masz takiego wrażenia? Dlaczego oni w ten sposób mówią, czy nie są przeintelektualizowani?

Dominika Ożarowska: Przeczytałam po wydrukowaniu tę książkę i wydawały mi się rzeczywiście dość nienaturalne te dialogi, no ale jak potem się przysłuchiwałam swoim znajomym, to stwierdziłam, że my rzeczywiście w ten sposób mówimy.

Juliusz Strachota: Chciałbym tutaj zacytować fragment mojej rozmowy z Pawłem Duninem-Wąsowiczem, który twierdzi, uwaga, „że całość da się przeczytać w czterdzieści minut i jedyne zdarzenie to to, że babcia łamie nogę”. Ale potem stwierdził, że ta powieść może okazać się ważniejsza niż  niejedna współczesna powieść i może mówi nam coś, czego on nie potrafi zauważyć.

Paweł Dunin-Wąsowicz, który jest raczej w wieku rodziców głównych bohaterów, może pewnych rzeczy nie widzi. Dlaczego on nie zauważa pewnych rzeczy w tej książce, skoro nie jest ona skierowana do ludzi w Twoim wieku i do emo-publiki, podkreślę, że to oczytany człowiek tak niezwykle, a na przykład Bogdan Zalewski, który pewnie zaraz zada dużo pytań, dużo takich smaczków wyłapuje.

Dominika Ożarowska: No Paweł Dunin-Wąsowicz pewnie tam w swoim życiu powalczył i zapewne lubi prozę zaangażowaną… No nie wiem, nie znam go…  Pewnie wydaje mu się ta książka taka zupełnie niepotrzebna. Nie wiem, trudno mi mówić o kimś, kogo nie znam i o jego stosunku do literatury.

Juliusz Strachota: To znaczy, on w końcu przyznał, że ona jest potrzebna, dużo bardziej niż inne książki wydawane w tej chwili, ale on tego nie potrafi zauważyć. No przypominam, że na początku w bardzo kategorycznym tonie się wypowiadał. I być może jest tak, że trzeba chwili czasu i chwili namysłu albo innego rodzaju uwagi, żeby dostrzec wartość tej książki, która według mnie jest ważna, mówi nam dużo, jeśli tylko jesteśmy w stanie to wyłowić, a czasami czytelnikowi wyłowić jest to trudno, trochę to zakamuflowałaś. Są sygnały sugerujące pewne tropy, na przykład zabijanie Simsa, i zastanawiam się na przykład, czy bohaterowie nie są trochę jak z gry The Sims.

Dominika Ożarowska: No może nawiąże do tego, o czym zacząłeś mówić, a skończyłeś na Simsach. No ja też jestem takiego zdania, że ta książka musi uleżeć i może za kilkanaście, za trzydzieści lat – no jeśli rzeczywiście będzie taka trwała, jak twierdził Paweł Dunin-Wąsowicz – może się okazać takim znakiem czasu i powieścią pokoleniową roczników dziewięćdziesiątych i może wtedy z tak dużego dystansu czasu będzie się ją odczytywać jakoś uważniej. Ale o ci chodziło z tymi Simsami?

Juliusz Strachota: Czy ci bohaterowie nie są trochę jak z tej gry The Sims, takie początkowo miałem wrażenie, jakbym oglądał bohaterów uwikłanych w tę grę. Ale nie jest to chyba książka o Simsach?

Dominika Ożarowska: No nie jest to o Simsach na pewno, ale można odnieść takie wrażenie, że jedno rzeczywiste zdarzenie to to, że babcia łamie nogę. Książka opowiada o życiu codziennym, które jest jakby zaprogramowane odgórnie przez gracza, w którym są cyklicznie powtarzane te same czynności, aż w końcu bohaterowie mają zajebiście duży dom, zajebisty samochód, a w nim drogie rzeźby… Bez żadnych rodzinnych aluzji.

Moja koleżanka powiedziała, że życie to gra, która udaje Simsy, to rzeczywiście bardzo ładne określenie.

Juliusz Strachota: Rzeczywiście coś w tym określeniu może być.

Podzielam Twoje zdanie, że ta książka musi się uleżeć, musi opaść trochę emocji, które targnęły krytykami, przeróżnymi, i oni wylewają na Ciebie kubły pomyj za coś, czego kompletnie nie rozumieją, ale tak to z krytykami jest. Natomiast ja ten portret pokolenia, którego wcześniej nie znałem, zaczynam powoli układać w głowie po przeczytaniu tej książki. Ale powiedz nam, czy to jest Twoja ostatnia książka, czy zamierzasz coś pisać jeszcze?

Dominika Ożarowska: Zacznę więc od tego, od czego ty też zacząłeś, mianowicie o krytyków, którzy tego nie rozumieją, najczęściej spotykam się z zarzutem, że książka jest nudna i irytująca. Miała być nudna i miała być irytująca. Te zarzuty powinno się kierować pod adresem mojego pokolenia, nie mnie, bo ono jest chyba nudne i wkurwiające, jak wynika z książki. Takie było założenie.

A czy zamierzam pisać jeszcze? Miałam ostatnio podczas rozmowy z dziennikarką z „Gazety Krakowskiej” taką merytoryczną rozkminę na temat tego, o czym ma być moja nowa książka. Dziennikarka potem zostawiła z tego tylko takie zdanie, że to będzie o trzynastolatce na koloniach letnich, co brzmi trochę niemrawo.

Zamierzam pisać dalej, ale to nie będzie moim życiowym mainstreamem, chciałabym skoncentrować się raczej na filmie. Nie czuję się pisarką, nie przykładam do tego dużej wagi, a im mniej wagi się do pewnych rzeczy przykłada, tym lepiej pewne one wychodzą. Tak jak ja najmniej uwagi przywiązywałam do tego tła powieści, czyli do tego pokolenia, które okazuje się, że wyszło mi najlepiej.

Nowa książka, tak jak powiedziałam (póki co ją planuję, nie wiem, czy będzie mi się chciało ją napisać) rzeczywiście traktuje o trzynastolatce, ale nie celuje w gimnazjalną emo-publikę, jej odbiorcami nie będą trzynastolatki, ale raczej starsze osoby. Socjologia w tym wieku to jest fascynująca sprawa. Robię właśnie research wśród znajomych i zbieram wspomnienia z dzieciństwa. Nie jest się jeszcze tak ustabilizowanym jak dorosły człowiek, nie ma się sprecyzowanych poglądów, charakter się jeszcze kształtuje. Dzieci najbliżej są w takim stadium rozwojowym takiego człowieka bez właściwości, a jednocześnie mają jednak swoje kompleksy, które się przekładają na ich zachowania i to, co one tworzą, naśladując dorosłe społeczeństwo, te ich mikrospołeczeństwa, może być czymś nowym, świeżym, ciekawym. Ale jeszcze nie wiem, muszę to rozkminić, za czym zacznę się zdecydowanie wypowiadać na temat tej nowej książki. Jak ją napiszę, to zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Juliusz Strachota: Czyli z tego, co zrozumiałem, etykieta pisarki nie jest Ci potrzebna do szczęścia?

Dominika Ożarowska: Ani trochę.

Juliusz Strachota: I bardzo dobrze.

PYTANIA OD PUBLICZNOŚCI:

Bogdan Zalewski: Co mnie uderzyło w tej powieści, to taka przemienność fragmentów, które nie są nudne, ale cechuje je właśnie to określenie, które tam pada, czyli „żadność”. Moje pytanie brzmi, czym dla Pani jest ta „żadność”?

Dominika Ożarowska: Słowo „żadność” mówi samo za siebie. No „żadność”, czyli nic, miałkość, zbędność, neutralność…

Bogdan Zalewski: To ja może doprecyzuję. Robi Pani wszystko, żeby ta nuda deklarowana była bardzo ciekawa, taka inteligentna. Nie nudziłem się na żadnej ze stron, cały czas mnie Pani czymś zaskakuje. Tam są takie fragmenty, które traktuję jako metatekstualne, to znaczy tłumaczące jakby sens całej tej prozy i pewną filozofię pokolenia czy bohaterki, z którą pewnie się jakoś Pani utożsamia. Bo widząc Panią, widzę główną bohaterkę. I czy te fragmenty bardzo interesujących mikroesejów, takich filozoficznych rozważań, które są przemycane w luźnych rozmowach trochę na kacu, trochę na haju, trochę w takim znudzeniu, czy te fragmenty dotyczące filmów na przykład Miklós Jancsó czy Antonioniego, czy fragmenty „Obcego” Camusa są elementem świata przedstawionego, bo młodzi ludzie zapewne rozmawiają o takich książkach lub filmach, a może są one tłumaczeniem Pani strategii? Nuda sama w sobie jest niemożliwa, jeśli nie obudujemy ją fragmentami filmów, które zawierają nudne fragmenty, tak jak było to z Antonionim i jego filmem „Zawód reporter”, gdzie końcowe fragmenty pokazują nudę, ale ta nuda nie jest nudna, ponieważ przeżywa ją Jack Nicholson. Czy możliwe jest przeżywanie nudy bez tej otoczki, bez tego metajęzyka, bez tego tłumaczenia „tak, tak, mówię wam o nudzie, ale tak naprawdę jest ona bardzo ciekawa”?

Dominika Ożarowska: To jest złożone pytanie i mogłabym udzielić na nie milion odpowiedzi. Na pewno masochizmem byłoby zanudzanie się bez urozmaicania sobie tej nudy rozmowami o różnych reżyserach, filmach, książkach. Nie chcę poza tym wyjść na osobę sadystyczną w stosunku do czytelnika, więc jest to poprzetykane pewnymi akcentami, które się mogą Panu wydać ciekawe, ale co tak naprawdę z tego na dobrą sprawę wynika? No nic, to są fragmenty umieszczone tu w ramach sportretowania tego pokolenia, przynajmniej na tej próbce, z którą miałam do czynienia, bo ona jest dość specyficzna, chodzimy do plastyka i jednak troszkę jesteśmy bardziej rozgarnięci od dzieciaków ze zwykłych szkół. Rzeczywiście rozmawiamy na temat takich filmów, na temat takich książek. Nie wiem, czy te rozmowy są ładne, są chyba dość przeintelektualizowane, tak mi się wydaje. No ale nawiązałam do takich filmów, które w kontekście książki ładnie grają, na przykład „Powiększenie” Antoniniego, które jest też takim statycznym filmem, z którego tak naprawdę nic nie wynika, chyba że odbiorca chce, by wynikało, to wtedy wynika, i taka jest moja książka – otwarta na interpretacje.

Bogdan Zalewski: Mnie to trochę przypomina – przepraszam, nie chcę Panią porównywać, mówię tu raczej o moich odczuciach czytelniczych – „Wszędobylstwo porządku” Adama Wiedemanna…

Dominika Ożarowska: Niestety nie znam…

Bogdan Zalewski: To było dla mnie takie porównanie, to znaczy, mówię o moim pokoleniu, miałem podobne odczucie świeżości w przypadku Pani książki.

Tomasz Pułka: Rzutem na taśmę przywołany banalizm przez Pana Zalewskiego jest chyba bardzo istotny w takim patrzeniu na tę książkę. Chciałbym zapytać o taką kwestię kluczową, bo ta książka jawi mi się jako taka piękna porażka względem tego kontekstu nieistotności, to jest zbiór zdań, które są nikomu do niczego tak naprawdę niepotrzebne, taka młodzieżowa Jane Bowles. Czy to jest świadoma droga, podjęty wątek bardzo szlachetnej literatury prowadzącej do zatracenia, którą teraz tak wnikliwie stara się analizować Sosnowski i Pióro?

Dominika Ożarowska: Jest to na pewno bardziej zamierzone niż niezamierzone. Jeżeli są jakieś cechy programowe takich powieści, to ten właśnie chłodny reporterski realizm. Jak się pisze te niby powieści pokoleniowe czy coś takiego, to właśnie pisze się z dystansu, spoza środowiska, i zawsze to jest obciążone jakimś sentymentem, przemilcza się rzeczy, które wydają się nieistotne albo brzydkie, niewarte przytaczania, a ja chciałam tego bardzo uniknąć.

Jacek Paweł Dargiewicz: Chodzisz do szkoły plastycznej, w czym więc się lepiej wyrażasz, czy przez tekst, czy przez to, co tworzysz [w domyśle przez sztukę]?

Dominika Ożarowska: To jest pytanie, które lubię. Tak jak powiedziałam, pisanie to nie jest mój życiowy mainstream, przy okazji przydarzyło mi się napisać książkę. Wiążę swoją przyszłość z filmem bądź syntezą jakiejś formy plastycznej i literackiej. Zaczęłam pisać, dlatego że szukałam innej formy ekspresji, niż dawała mi szkoła, to znaczy malowanie martwej natury z czajnikiem i tą samą granatową butelką i połamanym parasolem. Spróbowałam pisania i ono też nie dało mi w stu procentach tego, czego oczekiwałam, dlatego zapewne przestawię się na ten film, jak mi się uda.

Tomasz Pułka: Trzy dni temu zapytany przeze mnie młody, uznany poznański krytyk, czym jest dla niego proza Dominiki Ożarowskiej, odparł: „Fantazją Uniłowskiego”.

Juliusz Strachota: Czy chcesz się jakoś odnieść do tej fantazji?

Dominika Ożarowska: Nie wiem, kto to jest Uniłowski. Sądzę, że gdybym poprosiła, aby wyjaśniono mi żart, byłoby to wtopą, więc się nie ustosunkuję.

Ożarowska

Dominika Ożarowska i Juliusz Strachota

Posłuchaj, jak Bogdan Zalewski czyta fragment książki Dominiki Ożarowskiej:

Redakcja Niedoczytania.pl - Serwis niedoczytania.pl jest przekraczającym granice funkcjonujące w kulturze katalogiem kopii myśli i kopii kopii myśli, które od bycia w ciągłym ruchu utraciły cechę czytelności.

Podobne artykuły