Od kilku tygodni w sieci istnieje strona klubtygodnika.pl, której jesteś współautorem Jak doszło do powstania Klubu “Tygodnika Powszechnego” w Poznaniu i jaką rolę ma on pełnić?
Marcin Pera: Idea utworzenia klubu zrodziła się mniej więcej rok temu. Potrzeba jednak było kilkunastu miesięcy, by ona w nas dojrzała do takiego kształtu, jaki można obecnie ujrzeć w internecie. Za zakładanie klubu porządnie zabraliśmy się tuż przed oficjalną informacją o kryzysowej sytuacji w “Tygodniku Powszechnym”. Oczywiście wieści z Krakowa znacząco zintensyfikowały nasze działania. No i informacja o nas na łamach pisma, której zresztą nie spodziewaliśmy się, wsparła nas znacząco i dodała otuchy.
Podstawowym zadaniem klubu jest popularyzacja “Tygodnika Powszechnego”. Uważamy bowiem, że “Tygodnik” jest kompletnie nieidentyfikowalny, zwłaszcza pośród młodych ludzi. Ale zależy nam także na tym, by stworzyć miejsce do rzetelnej dyskusji. Chcemy szerzyć wartości prawdziwego dialogu, merytorycznej rozmowy. Zależy nam na poszerzaniu własnych horyzontów, na dyskusji, która może coś wnieść do naszego życia. Mało jest dziś takich miejsc skłaniających jednocześnie do refleksji i ożywionej dyskusji, gdzie każdy temat może być swobodnie poruszony. Nasz klub ma być właśnie takim miejscem.
Bliżej Wam do fanclubu czy klubu dyskusyjnego? To znaczy czy wieszacie sobie okładki “Tygodnika Powszechnego” nad łóżkiem i spotykacie się, żeby celebrować pismo, czy raczej macie sugestie i pomysły, o których chcecie poinformować Redakcję?
Pomysłów mamy sporo, ale musimy też zważać na ograniczenia, jakie “Tygodnik” sam na siebie nakłada. Wszystkim nam zależy na piśmie, ale nie jesteśmy na pewno bezkrytycznym zbiorem entuzjastów, którzy nie dostrzegają wad, czy też problemów, z jakimi boryka się krakowska redakcja. Jesteśmy w stałym kontakcie z Krakowem. Czasem z dystansu widać lepiej pewne błędy, niedopatrzenia, może więc nasze rady do czegoś się przyczynią?
Według mnie, obecne problemy (bo przyznać musimy, że sytuacja, w której znajduje się pismo jest dość kłopotliwa) Tygodnika wynikają z dwóch czynników: zewnętrznych i wewnętrznych. Czynniki zewnętrzne to na pewno zmiana sytuacji polityczno-społecznej po 1989 roku. “Tygodnik” przestał być jednym z niewielu wolnych głosów – jak to było za PRL-u. Po drugie znacznie zmalała liczba aktywnych katolików, którzy widzą sens dokształcania się z religii. Po trzecie prasa ogólnie jest teraz w kiepskiej sytuacji. Po czwarte młodzież nie czyta teraz takich tygodników, tylko raczej uderza w pisma o wyglądzie “Polityki”. Czynniki wewnętrzne to przede wszystkim brak reakcji lub zła reakcja na zmieniające się czynniki zewnętrzne. Po pierwsze to uwikłanie się w politykę – poparcie Unii Wolności. Po drugie brak zdecydowania, w którą stronę pójść – czy nie zmieniamy niczego i kultywujemy stary “Tygodnik”, czy zmieniamy wszystko i szukamy nowego głosu. Po trzecie wewnętrzne problemy redakcyjne: kłótnie i przetasowania w redakcji. Po czwarte: problemy finansowe i sprzedanie “Tygodnika” Grupie ITI. A co według Ciebie jest piętą achillesową Tygodnika?
Wszystko to co wymieniłeś jest prawdą. Problemy “Tygodnika” są złożone. Gdyby było inaczej pismo pewnie już dawno wyszłoby na prostą. “Tygodnikiem” w ostatnich latach wstrząsnęło wiele wydarzeń. Niektóre z nich to ewidentne błędy redakcji, do których zresztą redaktorzy sami się dziś przyznają. Ale były też inne rzeczy, na które nie mieli oni wpływu. Mariaż z ITI był próbą ratowania pisma w ostatnim momencie. Trudno mi oceniać czy słuszną. Sądziłem, że Grupa ITI traktuje inwestycję w krakowskie pismo jako rzecz prestiżową. Ale okazuje się, że i tu kurek z pieniędzmi szybko został zakręcony. Mimo to pismo jakoś sobie radzi.
Na dzień dzisiejszy największym problemem dla “Tygodnika” jest chyba znalezienie swojego miejsca. “Tygodnik” od początku lat 90-tych jakby błądzi po medialnym rynku. Dziś ma spore problemy z ostatecznym samookreśleniem. Odnoszę również wrażenie, że nie wykorzystuje się potencjału historycznego i intelektualnego pisma do promocji. Marketing dziś to rzecz podstawowa, ale też paradoksalnie można go realizować bardzo skutecznie nawet nie posiadając dużego budżetu reklamowego.
Czym wyróżnia się “Tygodnik Powszechny” wśród innych tygodników na rynku? Jaką niespotykaną gdzie indziej wartość może on zaoferować polskiemu czytelnikowi, oprócz 60 lat tradycji?
Sądzę, że najlepszą odpowiedzią na to pytanie są słowa ks. Adama Bonieckiego: “Zawsze było naszym założeniem to, by prowokować do myślenia, nie zaś dawać gotowe odpowiedzi”. Myślę, że właśnie to jest największą siłą “Tygodnika”. Inne pisma są bardzo jałowe, nastawione na sensację, przyciągają czytelnika poprzez prowokacyjne okładki czy kontrowersyjne teksty. “Tygodnik” od początku do końca jest przemyślany, a z drugiej strony bije od niego pewna forma inteligentnej spontaniczności.
Reasumując – “Tygodnik” wypełnia misję i w tym przypadku nie jest to jedynie slogan. “Tygodnik” robi to, z czego inne media dawno już zrezygnowały: zmusza czytelnika do myślenia, do pogłębionej analizy, pokazuje problem możliwie obiektywnie, z wielu stron. I jest pismem wartości, które systematycznie od jakiegoś czasu próbuje wspiąć się ponad podziały i ukazywać drogę polskiej inteligencji. Sądzę, że są to wartości uniwersalne. Oto siła “Tygodnika”.
Sądzisz, że jeszcze coś pozostało, z tej mocy publicystycznej i kulturotwórczej, którą posiadał “Tygodnik” za komuny? Bo mi się wydaje, że decyzjami o zmianie formatu, zmianie charakteru artykułów, wymianie redakcji – zniechęcił on do siebie stałych czytelników, natomiast nie przyciągnął nowych. Jest, tak jakby, pomiędzy.
Martwi mnie zwłaszcza format “Tygodnika”. Z ogromną nadzieją wyczekiwałem zapowiadanej zmiany. Słyszałem o niej od wielu lat, jednak wsparcie ze strony ITI pozwalało wierzyć, że zostanie to przeprowadzone w pełni profesjonalnie. Niestety, dziś odnoszę wrażenie, że zmianę przeprowadzono połowicznie, zachowawczo. Oczywiście trudno wymagać, że pismo z 25-tysięcznym nakładem będzie stać na przekształcenie się w typowy format tygodnikowy. Liczyłem jednak, że to właśnie ITI pozwoli sobie na gest i pokryje koszty zmiany formatu.
Moim zdaniem “Tygodnik” przy takiej zmianie zyskałby dużo więcej. Przede wszystkim wpisałby się w krajobraz polskich i światowych tygodników, a to pozwoliłoby mu się łatwiej przebić do wybrednych rąk czytelnika. Dziś przez swój format jest “Tygodnik” jakby nieklasyfikowalny – ląduje w kioskach gdzieś pomiędzy dziennikami (to pół biedy), a wielkoformatowymi czasopismami (to już zdecydowanie gorzej). Traci w ten sposób na rozpoznawalności.
A zniechęcenie zapewne wystąpiło. Świadczy o tym chociażby rozpad starego zespołu redakcyjnego, który był przecież przez lata nieodłączną częścią “Tygodnika Powszechnego”. Moim zdaniem jednak zmiany generalnie poszły w dobrym kierunku. Natomiast trudno mówić o “przyciąganiu nowych” czytelników w przypadku produktu kompletnie nierozpoznawalnego. Tu moim zdaniem ogromne zadanie spoczywa na dziale marketingu i public relations.
W którą stronę powinien pójść, żeby nie upaść? Czy obecny kształt jest dla was, członków Klubu Tygodnika, zadowalający?
Mogę wypowiadać się tylko za siebie. Sądzę, że po części odpowiedziałem już na to pytanie wcześniej. Podsumuje więc w prostych słowach: “Tygodnik” idzie w dobrym kierunku. Świadczy o tym nie tylko wzrost sprzedaży i spora popularność witryny internetowej “Tygodnika”, ale też zmiana podejścia redakcji do tworzenia pisma. Redakcja z ks. Bonieckim na czele próbuje odnaleźć złoty środek i jest moim zdaniem tego środka najbliżej od 20 lat. Oby im się to udało!
Jak myślisz kim obecnie jest statystyczny czytelnik Tygodnika?
“Tygodnik” był, jest i będzie pismem adresowanym do inteligencji. Pytanie jak wygląda dziś polska inteligencja? Na pewno różni się ona od tej sprzed kilkudziesięciu, nawet kilkunastu lat. Świat się zmienił, jesteśmy świadkami rewolucji medialnej, która znacząco wpływa także na kształt inteligencji, jej wymagań, oczekiwań. Drukowane książki zastępują e-booki, informacja staje się coraz krótsza i coraz mniej żywotna. Inteligenci dostosowują się więc do współczesnego świata, ciągle są pewnym wyróżnikiem, ale zupełnie innym niż kiedyś. I coraz rzadziej sięgają po pisma zmuszające do myślenia. Ale być może to jedynie chwilowy trend, być może uda się go odwrócić…
Wizerunkowo, to bardzo źle zrobił, że dał się kupić ITI. Nie wiem jakie były szczegóły tego kontraktu, ale ostatnia prośba redaktora Bonieckiego, o przesyłanie datków finansowych na rzecz fundacji, to jest dla mnie tożsame z tym, jakby Piotr Walter prosił telewidzów o kasę na nową edycję “Tańcząc z gwiazdami”. Jeżeli wybiera się komercję, to się gra prawidłami rynku. Rozumiem, gdyby “Tygodnik Powszechny” nie został sprzedany, tylko, tak jak wcześniej, należał do Fundacji Tygodnika, to wtedy taka prośba byłaby dla mnie zrozumiała. Non-profitowy “Tygodnik”, prosi o wsparcie stałych czytelników, ale w obecnej sytuacji, jest to dla mnie niezrozumiałe. Jeżeli Grupa ITI nie dała im kasy, to po co było się wikłać? Żeby przedłużyć okres dogorywania o rok? Przypuszczam co stało za decyzją sprzedania “Tygodnika”: redakcja obserwując ciągły spadek nakładu “Tygodnika” myślała, że Grupa ITI dokapitalizuje pismo i będzie je trzymać ze względów wizerunkowych, niedawno przecież otworzyli kanał telewizjny “Religia.TV”, ale chyba się przeliczyła, bo nadal musi prosić o pieniądze czytelników.
Również sądziłem, o czym mówiłem zresztą wcześniej, że Grupa ITI potraktuje ową inwestycję czysto wizerunkowo. Przeliczyłem się. Choć muszę też przyznać, że ostatnimi dniami spotkałem się, w kanałach telewizyjnych należących do ITI, z programami traktującymi o “Tygodniku”. Trudno więc ITI zarzucić, że nie robi nic, by “Tygodnikowi” pomóc. Jednak uwzględniając potencjał większościowego już dziś udziałowca wydawcy “Tygodnika” trzeba uczciwie przyznać, że jest to pomoc stosunkowo uboga. Co więcej, ma charakter doraźny.
“Tygodnik” mógłby reaktywować się w internecie. Stworzyć solidny, ciekawy serwis internetowy. Osobiście zacząłbym od dodania całego archiwum pisma do internetu. Na samych historycznych tekstach można by stworzyć pokaźny portal internetowy. Wystarczyłoby emitować kilka ciekawych artykułów z przeszłości i ludzie wchodzili by poczytać. Dodać do tego kilka nowych tekstów, kilka funkcjonalności web 2.0 i byłaby bardzo atrakcyjna strona. Tymczasem “Tygodnik Powszechny” kompletnie przespał rewolucję internetową. Świadczy o tym na przykład to, że ktoś mu podkupił domenę, bo pod domeną www.tygodnikpowszechny.pl jest strona z linkami, a teksty z “Tygodnika” można przeczytać tylko na stronie podczepionej do onet.pl (http://tygodnik.onet.pl/). Strona ta jest dość uboga i jest “reklamówką” wydania papierowego, a nie serwisem internetowym.
Mariaż z onetem ma swoje plusy i minusy. Sam również uważam, że więcej korzyści przyszłoby ze zrobienia własnego serwisu, także wykorzystując web 2.0. Pytanie czy “Tygodnik” stać na kolejną rewolucję mentalną. Jak wiemy bowiem stworzenie takiego serwisu, nawet od podstaw nie jest obecnie rzeczą ani specjalnie trudną, ani zajmującą, ani też strasznie drogą. Wymagałoby to jednak zmiany podejścia do obecności “Tygodnika” w sieci.
Być może jednak się mylę, być może takim znaczącym krokiem w przyszłość było wejście “Tygodnika Powszechnego” w second life? Problem jednak w tym, że second life jest w Polsce niezbyt popularny, a już na pewno nie sprawdza się w promocji. Może więc było to bolesne pudło, które zniechęciło redaktorów z Wiślnej do zbyt daleko idących innowacji?
Prawdą jest jednak to, że w obecnej sytuacji finansowej największą szansą “Tygodnika” są młodzi ludzie, a co za tym idzie, szeroka promocja w internecie. Dlaczego internet? Bo jest najtańszą, najprostszą i najskuteczniejszą formą promocji.
Ksiądz Boniecki mówił w wywiadzie udzielonym nam niedawno, że są pewne granice, których “Tygodnik” przekroczyć zwyczajnie nie może, czy to ze względu na swoją historię i tradycję, czy przez wzgląd na etykę dziennikarską. Być może rzeczywiście pewnych koncepcji wdrożyć nie można przez nobliwość pisma. Myślę jednak, że i owa trudność może znaleźć łatwe rozwiązanie w klubach tygodnika. Być może warto stworzyć ogólnopolski Klub Tygodnika i jego lokalne oddziały. Klub, który będzie tworem zupełnie nowym, ale aktywnie wspierającym “Tygodnik”. Klub, który będzie mógł podjąć działania, które nie są możliwe do zrealizowania pod etykietą redakcji a pozwoliłyby “Tygodnikowi” wypłynąć.
Na końcu takie pytanie: gdyby na jeden numer zostałbyś red. nacz. “Tygodnika” to o czym byłby ten numer i jakie artykuły zleciłbyś autorom?
Trudno powiedzieć. Odpowiem tak: bardzo tęskno mi za Kontrapunktem – dodatkiem, który ukazywał się kiedyś wraz z “Tygodnikiem”, a którego dziś bardzo moim zdaniem brakuje. To był zupełnie inny punkt widzenia spoglądania na kulturę.
A wracając do pytania – każdy numer “Tygodnika” jest mój. I to jest właśnie rzecz niezwykła, która mnie z tym pismem łączy. Cieszy mnie to, że co tydzień oczekuję na nowy numer “Tygodnika” z wielkim napięciem, że jego lektura stanowi święto, a tematy poruszane w tym piśmie często inspirują mnie i moich znajomych do gorącej dyskusji, ale i do myślenia i rozważań w samotności.
Marcin Pera jest współtwórcą portalu politologicznego politeja.pl i głownym inicjatorem Klubu “Tygodnika Powszechnego” w Poznaniu (klubtygodnika.pl). Redaktor portali edukacyjnych Edukacja.net i Studia.net.
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
ale pierdy
Ale spomiędzy jakże pięknych, gładkich i nieowłosionych pośladków wypuszczane.