займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

10 stycznia 2011 22:51

niedoczytania: Latest post
grafa: Łukasz Libiszewski

Łącze z Krzysztofem Siwczykiem – relacja z e-spotkania

Kolejnym gościem Łącza był Krzysztof Siwczyk. Oto relacja ze spotkania:

Co było pierwsze – aktorstwo czy poezja? [Aleksandra Krzymińska]

Szanowna Pani Aleksandro, oczywiście, że poezja. Pierwsza i prawdopodobnie ostatnia, gdyż aktorstwo bynajmniej nie jest mi tak bliskie. Wiersze piszę właściwie od zawsze, zagrałem raptem w dwóch filmach, powodowany zgoła innymi względami niż aktorskie.

Czy i jak nagroda „Czasu Kultury” za najlepszy debiut poetycki roku („Dzikie dzieci”) wpłynęła na dalszy rozwój Pana kariery poetyckiej? [Tomek .]

Panie Tomaszu, rzecz jasna, nie możemy mówić w przypadku pisania wierszy o czymś takim jak kariera. Jako że pisanie wierszy jest prawdopodobnie jednym z niewielu obszarów współczesnej aktywności człowieka, który pozostaje wyłączony z takich norm regulatywnych, jak „kariera”; jest niemierzalny parametrami współczesności, zwłaszcza tej społecznej, dlatego jakiekolwiek wyróżnienie literackie należy chyba traktować w kategoriach miłej niespodzianki, zawsze niezasłużonej przecież. Pisanie jest porażką, taka jest natura literatury. Pamiętam doskonale pismo „Czas Kultury” w jego wcieleniu stricte literackim, i faktycznie tamto wyróżnienie było dla mnie niespodziewanym darem. Poznałem przy okazji nagród „Czasu Kultury” wielu wspaniałych ludzi. Nie będę wymieniał, żeby kogoś nie pominąć. A po bankiecie odbył się w klubie Esculap niezapomniany koncert grupy „Miłość” z Lesterem B. na trąbach. Zawarłem wtedy wiele przyjaźni, które trwają do dziś i to jest wymierny efekt tamtej wspaniałej niespodzianki.

Jak Pan ocenia teraz swoje granie Wojaczka u Majewskiego? [Marat Dakunin]

Cóż, ocena nie należy do mnie, tylko do widza, tak już jest z filmami. Jedne są lepsze, drugie gorsze. Z pewnością aktorstwo nie jest najsilniejszą stroną „Wojaczka”. Film to jest pewna całość, film robią dziesiątki osób. Jasne, nie ma tam demokracji, dowodzi reżyser. Majewski miał świetnego operatora, niebanalnego współscenarzystę, dowcipnego szwenkiera, i jednego gościa, który pracował przy „Rejsie”. Ja byłem na doczepkę, ktoś musiał zagrać. Majewski wszystkiego mnie nauczył, a efekt ocenia widz. Cóż nie wstydzę się, tyle mogę powiedzieć.

Czy miałeś kiedyś zespół, pisałeś teksty piosenek, grałeś na gitarach albo innych instrumentach? [Kajtek Herdyński]

Panie Kajtku, witam, oczywiście, że miałem. Nazywaliśmy się różnie, w zależności od potrzeb. Potrzeb moich i kolegi z liceum, Szczura, który dowodził. Czasami graliśmy jak Exploited, czasem jak szanciarze, ale bawiliśmy się świetnie. Oboje obsługiwaliśmy gitary.

Wystąpiłeś w teledysku zespołu 52um do piosenki „toniemy”. Jak doszło do współpracy, czy działo się więcej i czyja podobizna widnieje na twojej koszulce? [Kajtek Herdyński]

Tak, 52um to było coś bardzo nobilitującego dla mnie. Wiadomo, każda formacja Roberta Brylewskiego powinna być uważnie słuchana, zwłaszcza przez ludzi młodych. A 52um to był jakiś kolosalny konglomerat ludzi i załóg z bardzo różnych obszarów sztuki. Konrad Januszek, gitarzysta, tekściarz 52um, jest lekarzem, bardzo elokwentnym i miłym człowiekiem. Robert Maksymilian wprowadza swój autorytet na zasadzie ironicznej bagatelizacji, Pani Martyna Załoga w naturalny sposób wszystko to detonuje. Tak zapamiętałem ten czas, rok 2006-2007. Do krótkiego, epizodycznego momentu współpracy doszło dzięki inicjatywie Pawła Bogocza, którego znam dosyć długo. Paweł jest filmowcem i był dobrym duchem debiutu 52um. Roberta Brylewskiego poznałem bliżej w okolicznościach organizacji jednego z pierwszych koncertów reaktywowanego „Kryzysu”, w Katowicach podczas Ars Cameralis. Ale pierwszy raz spotkaliśmy się (o czym nie może mieć pojęcia), po koncercie Brygady Kryzys w Jarocinie w 1993. 14 lat później Robert zrobił mi prawdziwą niespodziankę. Na moje 30 urodziny w Warszawie zagrał wespół z Tomkiem Świtalskim, Tomkiem Dudą oraz szeregiem poetów w krótkim scenicznym koncercie: koncercie moich marzeń urodzinowych. Postanowiłem, że zrewanżuję mu się, przy pierwszej okazji. No i taka nadarzyła się przy okazji 52um. Jest jeszcze jedno moje niezrealizowane marzenie. Płyta poetów z Robertem. Może kiedyś sie uda. Wysyłam sygnał. On jest bardzo zapracowanym człowiekiem, więc widujemy się sporadycznie. A koszulka – nie mogę zdradzić tajemnicy :)

Kliknij, by powiększyć

Ma Pan więcej niż poeta – wybór. Jest przecież jeszcze aktorstwo. I w pierwszym, i w drugim przypadku jest się osobą publiczną. Czy mając świadomość tych dwóch darów i spełniania się w nich, jest Pan spokojniejszy, że zawsze jedno może zostać? Zakładam, że i aktorstwo, i poezja są tak samo ważne dla Pana. Faworyzowanie chyba nie wchodzi tutaj w grę? [Bogumiła Jęcek]

Pani Bogumiło, otóż nie jest to alternatywa. Z tymi darami też byłbym ostrożny. Wszystko jest kwestią pracy i determinacji, a nie daru losu. Ten ma tylko Pan Rynkowski, cała reszta musi sobie radzić bez podpory darów losu. I zawsze przegrywać. Nic nie zostaje albo zostaje właśnie nic. Jak uczył Beckett.

Czy Pana zdaniem tzw. „znajomości”, koneksje również i w kręgach poetyckich, sympatie na linii poeta – krytycy dają obecnie o sobie znać i decydują o wizerunkach u(znanych) poetów, czy też poeta, nazwijmy go, „z prowincji” ma w Pana ocenie szanse przebicia się ze swoją liryką do szerszego grona czytelników, poprzez zwycięstwa w konkursach itp.? [Tomek .]

Panie Tomaszu, wydaje mi się, że nie żyjemy na pustyni i wszyscy mamy jakichś znajomych. Przy czym nie twierdziłbym, iż te koneksje do czegokolwiek zobowiązują lub o czymś decydują. Świat literatury jest również światem hierarchii, które tworzą się bez oparcia w autorytecie tego lub innego krytyka, tego lub innego wydawcy, tego lub innego poety. Są jeszcze książki, które obiektywnie, przy całym labilnym charakterze obiektywności, zwalają nas, mnie, czytelników z nóg. Czasami książki same budują hierarchię, bez niczyjego podszeptu. Czy nie taka przygoda spotkała takie tytuły, jak „Zimne kraje”, „Sezon na Helu”, „Okęcie”, „Z wysokości”, „Negatyw”, „Niebezpiecznie blisko” i dziesiątki innych tytułów poetyckich, powstałych w dwóch ostatnich dekadach? Przecież Świetlicki, Sosnowski, Pióro, Sendecki, Grzebalski, Melecki też kiedyś byli, jak Pan pisze, „z prowincji”. I to bardzo głębokiej, sądząc po tym, co było wtedy mainstreamem polskiej poezji. Tak więc każdy ma szansę się przebić, zwłaszcza debiutant. Konkursy? Cóż, nie wiem jak. Może konkursy, ale lepiej jest chyba pisać nietuzinkowe, mocne rzeczy. To jeszcze jest możliwe.

Skąd Pana zdaniem bierze się dość powszechna, jak się zdaje, niechęć celebrytów poezji, poetów „o papierowym dorobku”, do publikowania na forach/portalach/serwisach poetyckich? [Tomek .]

Panie Tomaszu, nie znam absolutnie żadnych celebrytów poezji, dlatego trudno jest mi odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Wydaje mi się, ale mogę się na całej linii mylić, że współczesny, młody autor potrzebuje natychmiastowej gratyfikacji, niezależnie od tego, jaki jest jej charakter, którą oferuje, rzecz jasna, internet. Ta gratyfikacja to kontakt, zwarcie, urojone poczucie dialogu i zupełnie realne spełnienie. Młodym ludziom nie chce się sterczeć w kolejce do druku, nie chcą poddawać się redakcyjnym weryfikacjom. Nie chcą, żeby było trudniej, skoro może być łatwiej. Ja wychowałem się w kolejkach, również tych redakcyjnych, dlatego jestem absolutnie niewiarygodny w sprawach sieci. Myślę, że z jej strony nic nie grozi obiegowi papierowemu i vice versa. Każdy ląduje na wystarczająco długim dla siebie pasie i to jest ok.

Czy poezja ma mieć jakąś funkcje społeczną? Jaką i dlaczego? [Wezuwiusz Etniczny]

Nie, nie, z funkcji społecznej najlepiej wywiązuje się ksiądz, premier (ale niekoniecznie u nas) i grabarz.

W moim postrzeganiu istnieje w sferze publicznej jakaś taka bariera do odnoszenia się do wierszy w codziennych rozmowach czy też po prostu rozmawiania o wierszach, a także przy okazji wierszy. Jeśli dzieli Pan ze mną to poczucie, to jak Pan sądzi, co decyduje o istnieniu takiej bariery? Jeśli nie dzieli Pan, to, co sprawia, że w rozmowach, które ma Pan w sferze postrzegania, takiej bariery nie ma? [Alx z Poewiki]

Hm, z racji pracy, którą mam szczęście wykonywać, właściwie codziennie rozmawiam o wierszach, stąd po pracy ten temat mało mnie interesuje. A tak nieco poważniej, chyba jednak wciąż wierszopisanie, aktywność literacka, to są działania czysto prywatne, intymne, może dlatego trudno oczekiwać, żeby stawały się trybuną jakichś publicznych egzekwii. Tych mamy zresztą mnóstwo, ba, są poeci, którzy zabiegają o to, żeby być obecnymi, chociażby w debatach publicznych, nawet jeżeli ta debata sprowadza się do gotowania jakiejś zupy w telewizorze. Nie mam prawa tego oceniać. Dla mnie wiersz to jest jednak królestwo ciszy absolutnej. Już samo upublicznienie, publikacja książki, zdejmuje mnie lękiem, co chyba jest naturalne, nie wiem już po latach sam, co o tym sądzić. Istnieją przecież inne formy literackie, które lepiej nadają się do dyskusji. Sam czasami po nie sięgam. Można pisać felieton, jakąś recenzję itd. itp.

Istnieje format powieści do pociągu. W każdym mieście wojewódzkim i nie tylko na głównym dworcu kolejowym jest jedno czy kilka stoisk, gdzie można sobie kupić jakąś powieść w paperbacku, wziąć do pociągu i jakąś znaczącą jej część przeczytać. Z kolei w pewnym ze swoich esejów Przyboś wspominał, iż w czasie jednej ze swoich podróży pociągiem przeczytał „całego Słowackiego”. Czy uważa Pan, że istnieje w przestrzeni kulturalno-literackiej miejsce na format poezji do pociągu? Jakie powinny być Pana zdaniem cechy takiej poezji? [Alx z Poewiki]

No chyba takiego formatu nie ma, jest natomiast ogromna ilość tzw. książek śmiesznych, po prostu kiksów literackich, mój kolega nawet je zbierał, miał ogromny zbiór, w którym mógł się znaleźć każdy, kto przebijał tytuły typu: „Żelazko myśli”, „Komory zwycięstwa” czy „W krwawej poświacie liści”. W sam raz na pociąg, który jest w polskich warunkach synonimem szlachtuza.

Czy wg Pana poeta (Pan?) pozostaje „chłopcem” (puer aeternus), przy czym jest to chłopiec samoświadomy (pamiętam pana wywiad w „Wysokich Obcasach”) i w tym sensie dojrzały. Z tym pytaniem wiąże się takie: czy artysta rzeczywiście może pozwolić sobie wg Pana na więcej niż inni ludzie, w sensie takim, że samoświadome dojrzałościowe komunikaty, które metaforyzuje itd. wymagają ofiar (z siebie i z innych) – co Pan sądzi? [Marat Dakunin]

Oj nie, nie, poeta może pozwolić sobie zdecydowanie na mniej, zwłaszcza gdy pracuje w metaforze. Dodam tylko, że nie spotkałem nikogo, kto pozostał dzieckiem, w sensie wieczności, który Pan sugeruje, poza tragicznie zmarłymi dziećmi.

Jakiś czas temu znikła z mojego horyzontu audycja w TVP Kultura pt. „Poezjem”, co odnotowuję z żalem. Jednym z elementów tej audycji były dyskusje w kilka osób na temat tomików poezji. Czy uważa Pan, że udałoby się prowadzić dyskusje w podobnym formacie (tzn. Pan, może pan Franaszek, może pani Wolny-Hamkało i inni) i długości trwania na temat konkretnego wiersza? [Alx z Poewiki]

Myślę, że byłoby to możliwe, a nawet konieczne. Akurat ja bym się nie nadawał, ale znam kogoś, kto byłby doskonały. Myślę tu o Andrzeju Sosnowskim.

Na czym polega praca w Instytucie Mikołowskim, jak jest finansowana (prywatnie, publicznie), jakie są jej efekty, jakie plany, perspektywy itd.? [Marat Dakunin]

Redagujemy, czytamy i w ramach widzimisię mojego i dyrektora Macieja Meleckiego wydajemy. W 2010 roku udało nam się opublikować 15 książek, trudno osiągalnych tytułów. Sami za tą trudnoosiągalność odpowiadamy, to nasza strategia wydawnicza. Lubimy, kiedy czytelnik się namęczy, zanim coś dostanie. Tak się wychowywaliśmy: wszystko było trudno dostępne. Jesteśmy placówką miejską, finansowaną z budżetu miasta Mikołów, pieniądze na książki zdobywamy z zewnątrz, jak wszyscy wydawcy. Organizujemy też konferencje naukowe, wernisaże, wszystko, co nam przyjdzie do głowy. Biblioteka „Arkadii” to na dzień dzisiejszy 60 tytułów. Plany? Hm, kontynuacja dzieł wszystkich Witolda Wirpszy, może parę nowych tomów wierszy, w zależności od finansów. Chcemy też zrobić trzeci, ostatni już film fabularny, w składzie który robił „Wydalonego”.

Jak Pan myśli, dlaczego wokół twórczości Witolda Wirpszy trwało (w pewnym sensie trwa nadal) jakieś żenujące milczenie i dopiero Instytut Mikołowski musiał wypełnić niszę? [Rafał Kwiatkowski]

Panie Rafale, no właśnie mam nadzieję, że to trwanie milczenia nie jest już takie głośne. Zaraz wyjdą „Komentrze do fotografii”, co powinno przyczynić się do odczytania Wirpszy jako absolutnego prekursora na gruncie polskim odkryć Barthesa i całej plejady poststrukturalistów. Problem z Wirpszą najlepiej objaśnia prof. Edward Balcerzan, dzięki któremu sporo się dowiedzieliśmy, jak to bywało z Wirpszą w przeszłości. Cóż, Wirpsza pracuje dla przyszłości polskiego wiersza, więc nie należy się niepokoić. Absorpcja refleksji historycznej autora „Polaku, kim jesteś?” już się odbyła, chociażby w pięknym eseju Jacka Bocheńskiego w „GW”. Jeśli chodzi o wymiar poetycki, najwięcej w Polsce, wśród autorów względnie młodych, o Wirpszy wiedział Adam Wiedemann. W przeszłości dużo wiedział i powiedział Stanisław Barańczak. Nie jest to więc autor zapoznany, jest po prostu genialny, z czym zawsze jest pewien problem. Zwłaszcza kiedy zmierzymy miarą wirpszowego wiersza teksty, które uchodzą w polskiej tradycji literackiej za kanoniczne. Praca kanonu odbiła się na pewnym przemilczeniu twórczości, dla której czytelnik stanowi medium traktowane partnersko, nie szkolnie.

Jakim „specjalistą od prozy” byłby poeta? Poeci często mówią o prozie, ale zwykle w kontekście poezji. Ty w „Kawiarni literackiej” polecasz Thomasa Bernharda i w swoim, ofensywnym stylu wyrażasz: „Sytuacja dojrzewa do tego, abyśmy wreszcie doczekali się kogoś, kto nam ten nasz światek, tę naszą wielkościową uzurpację, zgrabnie opisze”. [Grzegorz Jędrek]

Panie Grzegorzu, no myślę, że nie wiem, jakim byłby specjalistą. Ja się na prozie nie znam absolutnie, dlatego polecam. Polecam to, co mnie fascynuje, nie muszę wiedzieć, jak to jest zrobione, że mnie fascynuje. Chyba na tym polega tajemnica urzeczenia, jaka czasami zdarza się w kontakcie z literaturą, że tak intuicyjnie rozpoznaje się wybitność autora.

Parafrazując wypowiedź prezydenta Kennedy’ego, można powiedzieć, nie pytaj, co poezja może zrobić dla ciebie, pytaj, ile ty możesz zrobić dla poezji. Wybiegając w przyszłość o pół wieku, co by Pan chciał, by mówiono, że Krzysztof Siwczyk zrobił dla polskiej poezji? [Wezuwiusz Etniczny]

Nie zrobiłem jej krzywdy.

Na czym polega uczenie się od innych poetów? Od kogo się Pan nauczył najwięcej? [Wezuwiusz Etniczny]

Wszystkiego nauczyłem się od innych, bo od kogo niby. Innych źródeł nie ma. Uczenie się od innych polega na tym, że nie widać tego we własnych próbach.

Witaj, Krzysiu, czy się buntujesz? [Anna Czyrska]

Nie.

Co sądzisz o buntowaniu się po Brulionie? [Anna Czyrska]

Nic.

Czy BL przyblokowało czy uskrzydliło Krzysztofa Siwczyka jako twórcę? [Paweł Łęczuk]

Biuro Literackie wydało parę moich książek, za co jestem niezmiernie wdzięczny. To były piękne czasy.

Współczesny nominalizm jest dla Pana jakimś rozwiązaniem, czy może przeciągany w „nieskończoność” koniec tekstu to tylko mit i wybiera Pan stanowisko, dajmy na to Lichtenberga – „wszyscy się mylimy, ale każdy po swojemu”? [Rafał Kwiatkowski]

Panie Rafale, nie chcę jakoś po macoszemu potraktować ciekawej kwestii i nie chcąc zanudzać potencjalnych czytelników naszej rozmowy, odsyłam Pana do książeczki „Ulotne obiekty ataku”, w której piszę o interesującej Pana kwestii, zwłaszcza lichtenbergowskich paradoksów i oksymoronów. Jako, że książeczka jest trudno dostępna, wydał ją IM, proszę o adres, a prześlę.

Jak z perspektywy przeszło 2 lat oceni Pan „Centrum likwidacji szkód”? Mierząc się z tą książką, miałem wrażenie, że rozsadza się od środka, detonuje. Czy można powiedzieć, że „Centrum” to atak na tendencje i mody panujące w najnowszej poezji polskiej? Jaki był cel jej powstania, bo chyba można się zgodzić, że na tle Pana twórczości to „projekt” mocno odrębny i chyba z samego założenia zamknięty? [Kamil Brewiński]

Panie Kamilu, nie przeceniałbym CLS jako ataku. Takowy zakłada jakiś cel, a poezja polska jest tak ciekawym, niepochwytnym zjawiskiem, że trudno byłoby ją zaatakować. Faktycznie dbam o to, żeby te książeczki były zawsze inne. CLS może była akurat tą najbardziej zamuloną z moich książek, co traktuję, na swój prywatny użytek, jako plus. Coś o konsystencji mułu, zdetonowane, faktycznie może pobrudzić:) Zupełnie onieśmielający tekst o CLS napisał Kacper Bartczak – dowiedziałem się o swoich płodach znacznie więcej, niż mogłem zakładać, pisząc. Polecam cały „Świat nie scalony” Bartczaka, akurat w moim przypadku eseista napisał coś znacznie lepszego niż materiał interpretacyjny.

Zdaje się, że jest Pan poetą tzw. „poszukującym”. Nie trzyma się sztywno własnych, starannie wypracowanych metod. Prawie każda kolejna książka wydaje się być inna pod względem „tworzywa” (język, styl etc.). Skąd wziął się pomysł na taką właśnie drogę? No i co jeszcze może się przydarzyć na tym wyboistym szlaku? I który ze swoich dotychczasowych tomów uważa Pan za najbardziej udany? Albo wręcz przeciwnie – za nieudany? [Kamil Brewiński]

Nieudane jest wszystko, co napisane, bez takiego założenia, nie warto sięgać po pióro. Nie wiem, co może się wydarzyć, pewno nic dobrego. Ale tu akurat dzielę los większości piszących. Wie Pan, ja raczej nie jestem doktrynerem, czasami idę na żywioł, chociaż najbardziej cenię sobie czas poprzedzający pismo. Lubię tą hibernację, lubię mieć wątpliwości, które mnie paraliżują.

Z innej beczki, żeby już nie zamęczać. Co Pan sądzi o książce Bianki Rolando „Modrzewiowe korony”? Dlaczego Bianka Rolando a nie Robert Rybicki? (chodzi naturalnie o wydanie w „Biurze”) [Kamil Brewiński]

Nie jestem Arturem Bursztą, nie wiem, dlaczego ktoś, a nie ktoś inny. Decyduje Artur i ma do tego prawo. Pani Rolando to bardzo dobra autorka. Robert Rybicki też jest bardzo dobry. I na tym polega fajność współczesnej polskiej poezji.

Podaj rysopis idealnego czytelnika poezji Krzysztofa Siwczyka. Zdarzyło ci się zamieszczać komentarze do własnych tekstów w stylu: <<Postulatywna tonacja ostatniego zdania jest chyba uzasadniona przytoczonymi wcześniej scenkami? Mogę zawsze się mylić, co byłoby „jakimś rozwiązaniem”.>> Myślę, że możesz to zrobić, bo twoje wiersze „zwracają-się-do”. [Grzegorz Jędrek]

Podaj rysopis, a potem pod ścianę. Każdy czytelnik jest idealny.

Jesteś rozgadany. Mieszasz różne żargony. Wszystko to sprawia, że uwaga naszego czytelnika nie rozróżnia poszczególnych jednostek sensu, raczej płynie po tekście. To komplikuje odbiór. Czy da się nadać jakieś credo tej metodzie (Sugerowany tytuł: „Ewentualnym epigonom”)? Podejmiesz się takiego zadania? [Grzegorz Jędrek]

Pływać po tekście, pluskać się w ornamentach – tak właśnie. Tak chyba uczył Walter Benjamin.

—–

Szczególną uwagę Krzysztofa Siwczyka zwróciły pytania:

– Rafała Kwiatkowskiego,
– Kajetana Herdyńskiego,
– Grzegorza Jędrka

Otrzymają oni najnowszy tomik Krzysztofa Siwczyka „Koncentrat”, który ukazał się nakładem wydawnictwa WBPiCAK

Redakcja Niedoczytania.pl -

Serwis niedoczytania.pl jest przekraczającym granice funkcjonujące w kulturze katalogiem kopii myśli i kopii kopii myśli, które od bycia w ciągłym ruchu utraciły cechę czytelności.

Podobne artykuły