займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

30 stycznia 2010 12:41

niedoczytania: Latest post

Przedsmak: Krzysztof Varga – „Aleja Niepodległości” – Czarne – marzec 2010

Prezentujemy fragment książki Krzysztofa Vargi „Aleja Niepodległości” (wyd. Czarne).

Pojedź, proszę, do centrum handlowego i kup mi świeży szpinak, prosiła grzecznie ciotka, zmieniając ton z rozkazującego na błagalny, tam jest ten sklep ekologiczny, w którym mają świeży polski szpinak, bo wszędzie indziej jest zagraniczny szpinak mrożony, a ja go nie chcę, nienawidzę zagranicznego szpinaku, i kup truskawki, tylko sprawdź, czy nie chińskie, nie kupuję chińskiego jedzenia, oni nawożą uprawy ludzkimi odchodami, więc bądź tak dobry, gdybyś mógł oczywiście, jeśli akurat masz dziś trochę czasu i nie masz żadnych innych zajęć, zresztą nie zejdzie ci długo, poza tym, jakie ty możesz mieć zajęcia, potrzebuję tylko szpinaku i truskawek, dam ich ci potem trochę, żebyś sobie zrobił koktajl owocowy, a jak już będziesz sklepie, to też sobie przy okazji możesz zrobić zakupy, tylko pamiętaj, kupuj polskie, bo przynajmniej wiadomo, że hodowane na krowim gnoju i niemutowane genetycznie, wybieraj te najbrzydsze, bo wtedy wiadomo, że prawdziwe, a nie sztuczne, z owocami jest jak z kobietami – piękne nie znaczy smaczne.

Zatem Krystian wsiadał w samochód i jechał, przyznając w duchu, że gdyby ciotka poprosiła go, żeby pojechał po ten szpinak do Katowic albo do Szczecina, to też by to zrobił, zaciskając zęby i obrzucając inwektywami raczej siebie niż ciotkę. Jechał więc do odległego centrum handlowego, bo w niedalekim centrum handlowym nie było odpowiedniego szpinaku i truskawek, tamtejszy sklep ekologiczny w opinii ciotki był fałszywym sklepem ekologicznym, jechał więc, przeskakując z jednej stacji radiowej na drugą, z drugiej na trzecią, wyłączając radio i włączając je ponownie, i mieląc w ustach przekleństwa pod swoim adresem, a kiedy je już zmielił na proch, zastanowił się, dlaczego gdyby to na przykład Kasia Kabotyn poprosiła go, by pojechał po szpinak do Katowic, odmówiłby jej oburzony. Nie chodziło przecież tylko o to, że dzięki tej absurdalnej wyprawie może zbliżyć się do upragnionego dziedzictwa. Czy wróż Rasputin pojechałby po szpinak dla ciotki? Zapewne nie, tu w grę wchodził stan podporządkowania, Krystian był podporządkowany ciotce, a ciotka wróżowi, to wszystko było trochę tak, jakby to wróż Rasputin zażyczył sobie polskiego szpinaku, a Krystian wykonywał jego polecenia. Wróż Rasputin z pewnością jadał ezoterycznie, a przede wszystkim ekologicznie, raczej pewnie wegetariańsko niż mięsnie, jeśli mięso, to pewnie tylko białe, drób, bo na ryby raczej nie było go stać, jaka to jest straszna niesprawiedliwość, że takiemu wartościowemu człowiekowi ledwie wystarcza na życie, załamywała ręce ciotka.

Kasia Kabotyn, czy jakakolwiek inna kobieta, mogła Krystianowi zaoferować dużo więcej niż te kilkadziesiąt metrów na ostatnim piętrze przy Racławickiej, mogłaby mu zaoferować dozgonną miłość, dośmiertne przywiązanie, dogrobną czułość, za te rzeczy warto jeździć po szpinak jeszcze dalej niż do najdalszego centrum handlowego, za te uczucia opłaca się szukać najlepszego szpinaku we wszystkich sklepach ekologicznych, a mimo to Krystian, gdyby Kasia Kabotyn go o to poprosiła, nie pojechałby dla niej po szpinak. Jednak jestem ciocinsynkiem, ze smutkiem skonstatował Krystian, i jak każdy ciocinsynek w pewnym momencie obudzę się zupełnie sam i nie będzie już przy mnie nikogo. Dlaczego wciąż jesteśmy w szponach ciotek-Polek, czemu wciąż bieżymy na każde ich zawołanie, wysłuchujemy tych bzdur, którymi karmią nas od małego, i jeszcze mówimy, że to smaczne?

Dojechał do centrum handlowego, wjechał do podziemnego garażu, zaparkował, wysiadł i spróbowawszy zapamiętać numer stanowiska postojowego i poziom, na którym zostawia samochód, ruszył w odyseję po zielone runo. Z głośników sączyła się muzyka relaksacyjna w postaci uwspółcześnionych przez dodanie elektronicznego rytmu chorałów gregoriańskich, i Krystian pomyślał o tym banalnym porównaniu centrów handlowych do gotyckich katedr i o sobie jako ponowoczesnym pątniku przybyłym po odpust. Wkroczył na ruchome schody i tu zaczął się prawdziwy mitologiczny labirynt, z tym że na jego końcu miał czekać nie jakiś facet z głową byka, tylko opakowanie polskiego szpinaku. Krystian jechał schodami w górę, potem chodził, wchodził, wychodził, schodził, płynął przez bezmiar tłumu, a wszędzie wokół pięknie śpiewały syreny, kusząc go, by wszystkie pieniądze zamienił na chwilową namiastkę spełnienia. Nie, to nie jest wątek antykonsumpcyjny ani antyzakupowy, to nie jest modny wątek o tym, że jesteśmy w szponach mody, że zakupizmem zabijamy egzystencjalną pustkę, że ludzie uprawiają nieustanny shopping jak stado oszalałych szopów praczy, które nie mogą przestać myć kawałka jedzenia, że nie można się od tego uwolnić nawet w dobie wielkiego światowego kryzysu gospodarczego, kiedy trzeba ciąć wydatki – to wątek o tym, że marnujemy czas na pierdoły, ale bez tych pierdół nie moglibyśmy żyć. W takich chwilach Krystian zawsze czuł bolesną stratę czasu, wszystkie te godziny spędzone w drodze do sklepu, potem szukanie wolnego miejsca, jeżdżenie schodami, peregrynacje po sklepowych alejkach, które przypominają raczej alejki cmentarne, powrót na parking, powrót do domu, to wszystko wpędzało go w niepokój, a w katedrach szuka się przecież ukojenia, więc z dupy to porównanie, pomyślał Krystian, centrum handlowe to jakiś wielki zderzacz hadronów produkujący antymaterię, która pewnego dnia wessie cały ten świat ze wszystkimi jego szpinakami i chińskimi truskawkami, taki będzie prawdziwy koniec świata, tego Majowie w swoich proroctwach nie przewidzieli.

Krystian doszedł właśnie do sklepu spożywczego z polską żywnością, czyli brzydką, ale zdrową, kostropatą, ale smaczną, wyrosłą na skropionej krwią pokoleń polskiej ziemi nawożonej krowim łajnem i już miał wkraczać w odrzwia, gdy wtem zatrzymał go kulturalnie ochroniarz w garniturze-mundurze, z obowiązkowym walkie-talkie w prawej ręce i słuchawką w lewym uchu. Niestety, nie ma wejścia, powiedział i z tą kurewską subtelną stanowczością kulturalnych ochroniarzy zatrzymał swoją rozczapierzoną lewą dłoń na wysokości klatki piersiowej Krystiana. Krystian miał dziwne szczęście do ochroniarzy, zawsze go gdzieś nie dopuszczali, skądś wypraszali, dokądś przesuwali; czasami wydawało mu się, że w Polsce jest więcej ochroniarzy niż zwykłych obywateli, a każdy warzywniak musi mieć własną agencję ochrony. Najbardziej zapyziałe parkingi osiedlowe ochraniane były przez przerażonych dziadków barykadujących się w swych stróżówkach przypominających sławojki. Każdy narożny kiosk z przemycanymi papierosami i pisemkami pornograficznymi pysznił się nalepką „obiekt chroniony”, chronione były zdewastowane przystanki autobusowe, ochroniarze strzegli budek z chińskimi tiszertami, przyczep z przypalonymi zapiekankami, wietnamskich jadłodajni z glutaminianem sodu. Agencje ochrony strzegły agencji towarzyskich, agencji reklamowych i agencji nieruchomości, każdy kogoś chronił, cały kraj był jedną wielką stróżówką, wszędzie pałętali się mężczyźni w czarnych kombinezonach i stojąc na szeroko rozstawionych nogach, nadrabialijąc srogimi minami swoją nieważność. Wciąż trwało jakieś nieustające wielkie narodowe powstanie ochroniarskie.

Gdziekolwiek się Krystian ruszył, wszędzie obserwowali go ochroniarze, w sklepach podążający za nim często w sposób umiarkowanie dyskretny. Kiedy Krystian wkraczał między półki i przystawał przed regałem, kątem oka zauważał, że ochroniarz, który stał dotąd bezczynnie przy szamponach i lekceważył zagrożenie ze strony klientów, teraz lekko się napręża, porzuca głupawy flirt z dziewczyną wykładającą towar na półki i całą swoją mozolną uwagę skupia na Krystianie, z wolna się do niego zbliżając, a potem sunąc za nim przez cały sklep w odległości gwarantującej wnikliwą obserwację ruchów jego rąk. Najprawdopodobniej wyglądam jak złodziej, muszę mieć w sobie coś podejrzanego, skoro zawsze za mną chodzą, zwłaszcza w drogeriach, jakby podejrzewali, że chcę ukraść mydło albo patyczki do uszu, zapewne mam rozbiegany wzrok i nerwowe ruchy.

Ochroniarz przed ekskluzywnym warzywniakiem nie musiał nawet za nim chodzić, stał w drzwiach i rozczapierzoną łapą chciał ograniczyć jego i tak byle jaką wolność.

Ale o co chodzi?, zdziwił się Krystian, bo w takich momentach należy się dziwić, o co chodzi, przecież sklep jest otwarty, Krystian wiedział, że nie zostanie wpuszczony, ale jako przedstawiciel społeczeństwa obywatelskiego uznawał za swój obowiązek dociekanie prawdy i ponowił pytanie: dlaczego nie mogę wejść do otwartego sklepu w godzinach jego pracy i kupić odpowiednich warzyw? Bo kręcą w środku program, powiedział od niechcenia ochroniarz, że niby co go to, że on już nie takie rzeczy widział, że niby żadna sprawa, ale rozkaz jest rozkaz. No ale jaki program, o warzywach, o szpinaku kręcą, cykl wywiadów z polskimi burakami i kartoflami nagrywają? Jakub Fidelis robi zakupy, konfidencjonalnie, ni z gruchy, ni z pietruchy (wszak to sklep owocowo-warzywny) powiedział ochroniarz, zbliżając usta do ucha Krystiana. Jak to – Jakub Fidelis robi zakupy? Ano tak to, ten Jakub Fidelis z telewizji, co to tańczy, pan go nie zna? Ależ oczywiście że znam, przecież wszyscy go znają, pospieszył z uspokajaniem ochroniarza Krystian, ja bym musiał chyba mieszkać w innym kraju, żeby nie znać Fidelisa. Czy zatem jest to program o tym, że Jakub Fidelis kupuje włoszczyznę?, dopytywał się Krystian, czy to jest powód zamknięcia sklepu? Nie, pan Fidelis opowiada o tym, co lubi kupować, i pokazuje warzywa do kamery, rzekł ochroniarz, ale nic więcej nie wiem, musi pan poczekać, to się już chyba niedługo skończy. Więc Krystian poczekał i zamiast plwać na ten sklep i Fidelisa, zamiast czniać polski szpinak, miast chromolić ochroniarza, usiadł na ławeczce przed wejściem i czekał, niczym petent przed urzędem, wierząc, że już za chwilę otworzą się drzwi i miła pani powie: prosimy serdecznie, teraz pan Apostata, słynny artysta konceptualny, będzie robił zakupy w świetle kamer, bardzo nam miło, że zechciał nas pan odwiedzić. I rzeczywiście po półtorej godziny drzwi się otwarły i wypłynął z nich w otoczeniu drobiącej wokół świty sam niebiański Jakub Fidelis. Smukły jak por, z brzoskwiniową cerą, z niedbałą grzywką przywodzącą na myśl karby i fale sałaty lodowej, z unoszącym się wokół aromatem świeżo wyciśniętych cytrusów, otoczony przez pęczek redaktorek telewizyjnych, czerwonych z emocji jak rzodkiewki, radosnych jak szczypiorki i młodych jak cebulka dymka. Jakub, zawołał Krystian, zrywając się z ławki i usiłując podbiec do przyjaciela, ale ochroniarz znów zagrodził mu drogę, szeroko rozpościerając ręce, a inny strażnik, stojący dotąd kilkanaście metrów dalej, ruszył szybko w ich stronę, poprawiając sobie kabelek w uchu i raportując coś krótko do kołnierza marynarki. Redaktorki pisnęły strachliwie i zbiły się wokół Jakuba w ciasny krąg, aby w razie czego bronić go swoimi świeżymi ciałkami. Jakub, to ja, Krystian, zawołał, ale ochroniarz wziął go w ramiona mocno, tak jak dawno nie brała go żadna kobieta, i nie puszczał.

Jakub spojrzał w kierunku Krystiana i podniósł rękę, ale nie zatrzymał się nawet na krok. Będę miał swój program kulinarny, śledź dodatki telewizyjne, pierwszy już w przyszłym tygodniu, rzucił i odpłynął w asyście redaktorek w stronę wyjścia z centrum. Za nimi drobili, uginając się pod ciężarem sprzętu, kamerzysta, nagłośnieniowiec i oświetleniowiec. Kiedy zniknęli z pola widzenia, ochroniarz zwolnił uścisk i upewniwszy się, że jego podopieczny nie usiłuje gonić słynnego tancerza, pozwolił wejść Krystianowi do sklepu.

Czy udało ci się kupić szpinak?, chwilę potem zapytała ciotka przez telefon, co się znowu dzieje, że cię tyle nie ma, denerwowała się, gdy Krystian, zrobiwszy zakupy, manewrował wózkiem między samochodami na poziomie motylka, sektor D. Nie wiem, co się dzieje, nie wiem, gdzie mam samochód, gdzieś tu powinien być, zostawiłem go chyba tutaj, ale nie mogę znaleźć, odpowiadał Krystian, nie mogłem wcześniej, bo kręcili w sklepie program telewizyjny i było zamknięte. Półtorej godziny czekałem, aż otworzą, co ja na to poradzę? Tobie zawsze musi się coś przydarzyć, odpowiedziała ciotka, albo korki, bo jakiś wypadek, albo program kręcą, albo sklep zamknięty, jak ja chodzę po zakupy, to nic się nigdy nie dzieje, nigdy nie kręcą żadnego programu, dodała z pewnym żalem.

Wydaje mi się, że powinien być na poziomie motylka, ale może to był delfinek, czekaj, idę szukać, zaraz będę, mam świeży szpinak, polski, oryginalny.

Ale poziom delfinka zmieniał się nagle w poziom żabki, na żabce na pewno nie zostawiłem samochodu, mruczał do siebie Krystian, ale jakim cudem znalazłem się na żabce, skoro nie zjeżdżałem w dół z poziomu delfinka ani nie wjeżdżałem na górę z poziomu motylka. Krystian wracał, nawigując wózkiem z zakupami, ruszał ku migoczącym na dalekich horyzontach parkingu czerwieniom, które kojarzyły mu się z poziomem motylka, ale gdy do nich docierał, okazywało się, że jest na poziomie rybki, choć poziom rybki nie powinien być czerwony, myślał, dzięki Bogu, że nie chciała mrożonego szpinaku tylko świeży, i teraz nic mi się nie rozmraża, no i dzięki Bogu, że w porę zauważyłem, że szpinak jest, owszem, polskiego producenta, ale zebrany za granicą, zdążyłem przynajmniej przekleić sporą naklejkę z kodem kreskowym w miejsce, gdzie znajdował się napis „Kraj pochodzenia: Ukraina”, dzięki Bogu po raz trzeci, amen.

Pomóc panu?, zapytał kolejny ochroniarz, tym razem pilnujący samochodów i obserwujący od dawna, jak Krystian kręci się slalomem między zaparkowanymi pojazdami, ma pan jakiś problem? Nie wiem, gdzie zostawiłem samochód, powiedział Apostata, zgubiłem się, muszę przejść na inny poziom.

Redakcja Niedoczytania.pl - Serwis niedoczytania.pl jest przekraczającym granice funkcjonujące w kulturze katalogiem kopii myśli i kopii kopii myśli, które od bycia w ciągłym ruchu utraciły cechę czytelności.

Podobne artykuły