займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

3 stycznia 2011 0:14

niedoczytania: Latest post

KPN#8: Zinelibrary.pl – wywiad z Michałem Schneck, twórcą wirtualnej biblioteki zinów

Zinelibrary.pl jest według mnie jednym z najciekawszych startupów literackich 2010 roku. Wypływa z potrzeby – nie ma takiego serwisu w sieci, założycielem jest człowiek, który orientuje się w temacie, a strona ma dużą wartość dla dziedzictwa kulturalnego, gdyż archiwizuje i wyciąga z niebytu ziny, które za kilka lat mogą zaginąć w czeluściach domowych biblioteczek.

1. Skąd pomysł na stworzenie wirtualnej biblioteki zinów?

Michał Schneck: Idea stworzenia biblioteki kształtowała się stopniowo. Właściwie jest pochodną mojej pracy magisterskiej. Przyszedł taki czas, jak u każdego studenta, że w końcu trzeba stworzyć swoje „opus magnum”, mające przypieczętować uniwersyteckie wykształcenie. Miałem niemałe kłopoty z wybraniem odpowiedniego zagadnienia, ale promotor poradził mi, abym zajrzał w głąb siebie i odszukał swoją pasję;). Jedną ze specjalizacji, które kończyłem, była wiedza o kulturze, a poza tym w moim okresie Sturm und Drang trochę punkowałem. Temat był więc pochodną tych dwóch rzeczy, a że tak fajnie się złożyło i mój promotor jest otwarty na nowe pomysły, więc nie było problemu z jego zaakceptowaniem, a trzeba wiedzieć, że z tym różnie bywa, tak więc można mówić o szczęściu.

Stanęło na tym, że zacząłem pisać na temat fanzina „Qqryq”, a właściwie jego wartości źródłowej dla historyka. W toku researchu do pracy zorientowałem się, że temat trzeciego obiegu w dyskursie akademickim niemalże nie istnieje. Co więcej, biblioteki nie gromadzą, przynajmniej w systematyczny sposób, pism trzecioobiegowych, a jeżeli już jakikolwiek zin znajdzie się w bibliotece, jest to przeważnie splot szczęśliwych przypadków. Nie ma się więc co dziwić, że do tej pory nie powstała żadna kompletna praca, która rejestrowałaby fascynujące zjawisko, jakim niewątpliwie jest trzeci obieg. Oczywiście były próby. Można tu wymienić katalog OBP ” Polska prasa alternatywna 1990-1995″ Włodzimierza Chorązkiego, który jednak z barku funduszy nie został wydany, czy zbiór Instytutu Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, który przez lata gromadził, lecz w rezultacie nie wydał takiego opracowana. Jedynymi przedsięwzięciami, które są mi znane i ujrzały światło dzienne, są: „Xeroferria” Pawła Dunina-Wąsowicza, będąca subiektywnym opracowaniem polskich artiznów, oraz wydana niedawno (w roku 2001) przez Dariusza Ciosmaka „Antologia polskich zinów 1989-2001”, choć to raczej bibliografia, jak do tej pory najbardziej reprezentatywna, lecz oczywiście niepełna (podobno w planach jest powstanie polskiej encyklopedii zinów). Trzeba zaznaczyć, że biblioteka nie powstałaby, gdybym nie zgromadził potrzebnych do niej materiałów, a w tym dużą rolę odegrał krakowski badacz zajmujący się zinami – Wojciech Kajtoch. To właśnie dzięki jego życzliwości stałem się posiadaczem większości mojego archiwum. Stwierdziłem, że żal zaprzepaścić taką okazję i warto zrobić , co poprawiłoby obecny stan rzeczy i zapełniło lukę informacyjną związaną z tematem zinów. Mówiąc słowami ewangelicznymi, nie zmarnować powierzonych talentów…

Stało się to możliwe dzięki technologii – tak jak wielu ludziom w wydawaniu książek pomógł tani druk cyfrowy, tak mi powszechny dostęp do Internetu oraz w miarę łatwy możliwość tworzenia strony www. Silną stroną tego projektu są niskie koszty, powszechność i ogólnodostępność dzięki Internetowi, co daje realne szanse rozwoju. Jeśli efektem wcześniejszych inicjatyw była książka, to i tak wychodziła w niskim nakładzie, więc mało kto o niej wiedział. Dziś, dzięki technologii internetowej, możemy rozwijać takie projekty w łatwy sposób. Wystarczy tylko zeskanować zina i umieścić go na stronie. Nie ma pośredników, nakładów pieniężnych, które często stanowią zaporę dla rozwoju polskiej nauki. Ta inicjatywa jest również po to, aby pokazać, że ziny mogą być ciekawym obiektem badań, lecz zapomnianym, jak stare meble na strychu, które dla jednych są tylko gratami, a dla innych, znających ich wartość, cennym odkryciem.

2. Zadam zatem fundamentalne i podstawowe pytanie, które powinno nam rozjaśnić sytuację. Czym jest zin?

Zin często też nazywany fanzinem jest skrótem od dwóch angielskich słów fan oraz magazine, czyli gazetą fanów. Istotne jest to, że to fani tworzą dla fanów. Fanziny były czasopismami wydawanymi amatorsko już w połowie lat siedemdziesiątych przez kolekcjonerów komiksów, kinomanów, wielbicieli rock`n`rolla i muzyki country oraz fankluby różnych gwiazd. Mało kto wie, że początki fanzinów związane są ze środowiskiem fanów science fiction, to właśnie oni „wymyślili” fanzina – za pierwszy uznawany jest „The Comet” z 1930 roku, na długo przed narodzeniem subkultury punk, z którą na ogół kojarzą się te pisma. Jednak prawdziwą eksplozję „magazynów domowej roboty”, przyniosła dopiero subkultura punk, która korzystała z nowych możliwości taniego fotokopiowania. Fanziny, czyli nieoficjalne pisma subkultur, młodych artystów, literatów czy radykalnych środowisk politycznych, które były wydawane i dystrybuowane poza cenzurą, pojawiły się w Polsce z początkiem lat osiemdziesiątych, zbiegło się w czasie z rozwojem podziemnej prasy opozycyjnej i solidarnościowej na przełomie lat 70. i 80., przez co uzyskało etykietę prasy „trzeciego obiegu”.

Tu warto wyjaśnić, czym był sam trzeci obieg. Zacznijmy od tego, że w PRL-u istniały trzy obiegi prasy: pierwszy oficjalny z takimi hitami prasowymi jak np. „Głos ludu”, czy „Trybuna ludu”; drugi obieg związany był z opozycją, czyli Solidarnością oraz obieg trzeci, który był w opozycji wobec pierwszego oraz drugiego obiegu. Myślę, że warto przytoczyć wypowiedź Jana Waluszki, jednego z pierwszych polskich zinesterów, który wyłożył swoją „filozofię zina”. „Kiedy tworzę – tworzę dla siebie, czasem dla przyjaciół – współpracowników, towarzyszy w poszukiwaniu źródeł… i nie dbam, o to, czy to się komuś spodoba, czy ktoś to kupi… Ważne, że podczas tworzenia czuje to >>coś<<(...) Skoro już o powielaniu mowa - wyznaję koncepcję sztuki lokalnej, środowiskowej, której twórcy są jednocześnie jej odbiorcami i nie istnieją bierni płacący pieniędzmi za możność >>poczytania sobie<<". 3. Powiedz mi, czy założyłeś sobie jakieś ramy tematyczne (przytoczony przez Ciebie „Qqryq” ma charakter punkowego fanzina, czy w bibliotece chcesz zbierać pisma tylko o tematyce np. muzycznej, czy nie chcesz się ograniczać?) i ramy czasowe (zbierasz „makulaturę” tylko z okresu PRLu czy też po ’89?).

W bibliotece mam zamiar gromadzić ziny o przeróżnej tematyce. Nie będą to tylko punkowe fanziny, czy też ogólnie mówiąc, pisma muzyczne, chcę gromadzić także pisma niemuzyczne, których głównymi tematami są anarchizm, prawa zwierząt, ekologia. Na stronie zamierzam umieszczać pisma antyfaszystowskie, poruszające prawa mniejszości seksualnych, pisma feministyczne oraz artziny, ziny komiksowe, a może nawet ziny fanów piłki nożnej. Jeżeli chodzi o zakres chronologiczny, to oczywiście nie będą to ziny tylko występujące w trzecim obiegu, który traci na znaczeniu po ’89 roku, ale także ziny z początku lat 90., kiedy niezależny obieg zinów rozkwita. Oczywiście, z biegiem lat zinów jest coraz mniej, właściwie można powiedzieć, że obecnie prawe nie ma zinów. Z pismami o tematyce faszystowskiej nie jest mi po drodze, więc ich archiwizować nie zamierzam, tym bardziej, że jest to niezgodne z prawem. Warto zaznaczyć, że prócz archiwizowania zinów, będę umieszczał artykuły i opracowania związane z trzecim obiegiem, ponieważ myślę, że da to kompleksowy obraz zjawiska.

4. Z tego, co się orientuję, to niewiele zinów ma podany adres redakcji – czy udało Ci się dotrzeć do ich twórców?

Rzeczywiście, w wielu zinach nie znajdziemy danych adresowych. Myślę, że mogło to wynikać z faktu, że tak naprawdę redakcji najczęściej nie było, ziny robione były w domu. Podawanie informacji, że redakcja mieści się w bloku nr 5/2, w mieszkaniu państwa Kowalskich, w pokoju Jasia raczej mijała się z celem. Spójrzmy na przykład zina „Qqryq” – jednego z najważniejszych zinów hc/punk o zasięgu ogólnopolskim. Dopiero po 5 latach wydawania pisma w nr 15 pojawia się adres redakcji, w poprzednich numerach pojawiały się informacje typu: „Jeżeli interesują was kasety, fanziny, naszywki wydawane w Polsce, to zgłaszajcie się do mnie [podpisane] Pietia.” Podpisywanie się ksywami w tym środowisku było bardzo popularne, każdy ze środowiska wiedział, o kogo chodzi, i nazwiska, adresy nie były istotne. Paradoksalnie nie przeszkadzało to w kolportażu zinów, ponieważ cała dystrybucja odbywała się wewnątrz trzeciego obiegu. Zaznaczyć należy, że więzi środowiskowe były dość silne i uczestnicy sceny znali się nawzajem dobrze, o czym może świadczyć poniższy cytat: „Jak zwykle nie podajemy adresu, i to nie ze strachu przed SB, a ze strachu przed utonięciem w stercie listów, których i tak dostajemy multum. Kto naprawdę chce to i tak do nas trafi.” Problem pojawiał się w sytuacji, kiedy było się poza obiegiem, wtedy trudno było dotrzeć do twórcy. Dlatego dla mnie jako osoby spoza środowiska, jest to zadanie bardzo trudne, a dodatkowo utrudnione przez fakt, że ten obieg jest już martwy. Oczywiście dotarłem do kilku ważniejszych wydawców zinów: Piotra Wierzbickiego, Pawła Dunina-Wąsowicza czy Marka Karcerowicza. Jednakże jest do znikomy ułamek – na razie to tylko kilku wydawców, w stosunku do zeskanowanych kilkudziesięciu różnych tytułów zinów. Inną kwestią jest to, że relatywnie łatwo dotrzeć do wydawców takich tytułów jak: „Pasażer”, „Garaż”, „Lampa” etc., które albo nadal istnieją w formie czasopisma (nie są już zinami), albo były zinami o zasięgu ogólnopolskim i liczyły się na scenie. Gorsza sytuacja jest z pismami, które rozchodziły się tylko w małym kręgu znajomych, wydawane były w maksymalnie kilkudziesięciu egzemplarzach. Wydawcom zinów zależało na rozpowszechnianiu pisma, o czym może świadczyć cytat: „Mamy nadzieję, że nie zamkniesz go [zina – M.S] w szafie pancernej, ale dasz przeczytać swoim koleżankom i kolegom, tak jak ty spragnionym wiedzy”. Czyli opierał się na zasadzie „przeczytaj i podaj dalej” lub, jeżeli masz dostęp do taniego ksera, „skseruj i rozprowadź dalej”, tak jak dzisiejszy Creative commons.

Dodam, że do upowszechnia zinów, zachęcili mnie ich wydawcy – przynajmniej Ci, z którymi już się skontaktowałem. Niektórzy nawet podesłali zeskanowane numery swoich pism. Ten wywiad jest przede wszystkim po to, aby osoby posiadające ziny nie pozwoliły im blaknąć w starym kartonie, ale zeskanowały je i podzieliły się nimi za pośrednictwem zinelibrary.pl (kontakt@zinelibrary.pl). To samo dotyczy artykułów na temat ruchu zinowego, opracowań. Stworzymy razem bibliotekę trzeciego obiegu i niezależnych pism alternatywnych. Mam nadzieję, że zarówno autorzy zinów, które zostały umieszczone na stronie, jak i inni, tworzący w przeszłości tego typu pisma, wezmą aktywny udział w tym przedsięwzięciu i skontaktują się ze mną, ponieważ nie chciałbym robić niczego wbrew ich woli.

Zinelibrary.pl

Zinelibrary.pl

5. Ile zinów jest udostepnionych w serwisie? Czy miałeś trudności z ich zdobyciem? (Wspominałeś, że otrzymałeś je od pracownika naukowego z Krakowa.) Jak myślisz, jaki procent szacowanej przez ciebie całości posiadasz?

Jest to stosunkowo niewielka ilość. W tej chwili umieściłem na stronie trzydzieści kilka tytułów. Na umieszczenie czeka jeszcze kilkadziesiąt innych, które będę się starał systematycznie umieszczać (mam ich ok. 150, są rozsiane na dyskach, więc trudno policzyć). Niestety jest to niewielki procent całości wszystkich zinów. Przywołajmy liczby: Robert Tekieli szacował, że w PRL-u poza zasięgiem jakiejkolwiek cenzury ukazywało się ok. 200 różnych zinopodobnych tworów. Z kolei Dariusz Ciosmak w swojej antologii, która przypomnę opisuje lata 1989-2001, wymienia i opisuje ponad 900 zinów (sic!) – dokładnie nie liczyłem. Łącznie daje to ponad 1000 przeróżnych pism, więc, jak widać, skala zjawiska jest ogromna. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że choć kolekcja zinelibrary.pl na tle ogólnym wydaje się być skromna, to i tak będzie to największa liczba tego rodzaju pism zgromadzona w jednym miejscu, no i co najważniejsze będzie dostępna dla każdego zainteresowanego. Oczywiście liczę na to, że zbiory będą się stale powiększać dzięki zaangażowaniu czytelników. Jeżeli chodzi o zdobycie materiałów, to właściwie nie napotkałem na razie trudności. Jak wspomniałem wcześniej, największą część mojego zbioru otrzymałem w toku konsultacji podczas pisania mojej pracy magisterskiej. Inne ziny, jak np. archiwalne numery artiznów „Lampa” oraz „Linii” otrzymałem bezpośrednio od Pawła Dunina-Wąsowicza. Do tej pory spotykam się z dużą życzliwością i pomocą od różnych osób w stosunku do projektu zinelibrary.pl. Ponadto pomoc zadeklarowało już kilku internautów, którzy mają w swoich zasobach sporą liczbę zinów i są gotowi się nimi podzielić. Dlatego jestem pełen optymizmu i wierzę, że zinelibrary.pl będzie miejscem, które spełni swoje zadanie.

6. Gdyby teraz powstał papierowy zin, czy znalazłbyś dla niego miejsce na stronie? I czy przewidujesz umieszczanie na serwerze netzinów (e-zinów), których w ostatnich 20 latach trochę powstało, czy raczej w orbicie Twoich zainteresowań są tylko treści zawarte na papierze?

Czemu nie? Choć głównym profilem działalności zinelibrary.pl jest archiwizacja trzeciego obiegu oraz innych papierowych zinów po ’89, to nie widziałbym przeszkód w umieszczeniu takiego pisma. Zastanawiałem się nawet nad propozycją stworzenia oddzielnej kategorii dla e-zinów, choć nie ukrywam, że myślę o tym dopiero w drugiej kolejności. Zresztą zobaczymy, co czas przyniesie i co ostatecznie z tego projektu się wykluje.

7. Jaki zin zrobił na Tobie największe wrażenie? Który jest twoim ulubionym?

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, który zin zrobił na mnie największe wrażenie… Chyba „Qqryq”, ponieważ rozłożyłem go na czynniki pierwsze;) Jeżeli chodzi o ulubione pismo, to też nie ma takiego, bo każdy zin jest na swój sposób ciekawy, z tym że zupełnie nie interesują mnie ziny metalowe, gdyż nie przepadam za tym rodzajem muzyki. W zinach zajmuje mnie głównie nietypowa treść, język oraz forma, które są istotnymi składowymi tych pism. Im jest ona bardziej absurdalna, zaskakująca, innowacyjna, kontestująca, tym zin jest ciekawszy.

8. Oprócz kryterium czasowego i tematycznego, w jaki inny sposób podzieliłbyś te pisma?

Ziny można podzielić ze względu na sposób wykonania. Tony Thorne (ang. lingwista, specjalizujący się w historii kultury) dokonał podziału na model amerykański i brytyjski. Model amerykański był drukowany techniką światłodruku lub litografii offsetowej, natomiast wzorcowy model typu brytyjskiego to spięte spinaczem kartki z odręcznie wypisanymi tytułami, kakofonią czcionek, szokujących napisów zestawionych z wyciętych liter i fragmentów tytułów oraz czarno-białymi fotomontażami i kolażami. Osobiście wolę model brytyjski, który wg Anny Mikołejko bardziej przypominał graffiti niż typową gazetę. Amerykańskie ziny podobają mi się mniej ze wzglądu na „ugrzecznienie”, które sprawiało, że wyglądały podobnie do normalnych magazynów. Świetne przejście z typu brytyjskiego na amerykański widać właśnie w „Qqryq”, które według mnie było zinem typu brytyjskiego aż do numeru 14, kiedy to Pietia (Piotr Wierzbicki) uzyskał dostęp do składu komputerowego, przez co stało się zinem typu amerykańskiego, tracąc przy tym swój „punkowy pazur”. Technika, która przyczyniała się do profesjonalizacji i uławiała wydawanie zina w wysokich nakładach (i stosunkowo tanim kosztem), jednocześnie zabiła niegrzeczną formę zina, zestandaryzowała go, odbierając mu jedną z jego istotnych cech. Od tej chwili od normalnych gazet odróżniała go tylko treść. Zresztą podobny proces spotkał większość polskich zinów, które w końcu albo umarły, albo przemieniły się w profesjonalne pisma. Oczywiście ziny można podzielić po prostu banalnie, na dobre, czyli takie, które oferowały coś nowego, interesującego, oraz na te złe – wtórne, które były niczym innym jak kopiami i zbiorem tych samych rzeczy.

9. Czy rozmawiałeś z twórcami, któregoś z tych zinów? Jaki mają stosunek do swojej przeszłości?

Tak jak wspominałem wyżej, większość ustosunkowana jest życzliwie do projektu i nie ma nic przeciwko umieszczeniu swoich zinów na stronie. Uważają, że jest to słuszna inicjatywa i godna propagowania. Jeżeli chodzi o treść zinów, jest różnie. Po latach nie ze wszystkim się zgadzają i mają mieszane uczucia. Ludzie się zmieniają i to, co kiedyś ich zajmowało, niekoniecznie musi ich absorbować teraz. Twórcy zinów zazwyczaj mają mniejszy lub większy dystans do tego, co robili w przeszłości.

10. Nie sądzisz, że Internet na początku swojego istnienia był właśnie takim trzecim obiegiem, nieschierarchizowanym, niezależnym. Teraz mam wrażenie, że powoli przeistacza się w drugi obieg, a duża jego część jest już pierwszym?

Ciekawa analogia, choć wydaje mi się, że Internet od samego początku był pierwszym obiegiem – przynajmniej tak był pomyślany. Nie wyklucza to oczywiście tego, że na jego peryferiach był lub raczej były niezależne światy – podobnie jak w PRL-u trzeci obieg istniał w odniesieniu do pozostałych obiegów. Oczywiście Internetu nie można całkowicie kontrolować, ponieważ jest to twór/idea, którego rozrastania nie można przewidzieć.

W Internecie było i jest miejsce na różne niezależne inicjatywy. Choć, jak zauważyłeś, ten początkowy chaos, wynikał z tego, że było to novum. W ciągu lat to medium stało się bardziej uporządkowane i sprofesjonalizowane. Użytkownikom, którzy są jego trzewiami, daje się coraz więcej narzędzi do jego kreowania. To paradoksalnie prowadzi jednak do ograniczenia pola manewru internetowych twórców. Niewątpliwie sfera Interentu profesjonalizuje się – tak jak kiedyś działo się to z zinami. Oczywiście nie chcę głosić tutaj, że stanie się podobnie jak z zinami, które zabił nadmiar technologii, ale jeśli nawet tak się stanie, to czy to źle?

Wejdź na Zinelibrary.pl.

Leszek Onak - ur. 1981, didżej i programista kultury Leszek Onak

Podobne artykuły