займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

27 marca 2009 11:00

niedoczytania: Latest post

Kostia Berezin – „Buty Mesjasza.Traktat o podniesieniu rzeczy zdegradowanej” – fragment

Fragment rozdziału „Wielka Inflacja” w tłumaczeniu i opracowaniu Pawła Laufra.

[122] Jakże daleką drogę musi przejść zdarzenie, nim obleczone w panierkę historycznych kontekstów, dialektycznych uwikłań rozświetlających kolejne jego aspekty i wszechświatowe wymiary, nim za sprawą pomyślnej koniunktury wypłynie na powierzchnię z uświęconą, rewoltującą mocą odkrycia. Jak długą drogę musi pokonać zdarzenie zanim, przy wtórze gromkich okrzyków i ekstatycznych salw bezwarunkowej aprobaty orzekamy, iż prawda jest inna od tego cośmy dotąd o nim sądzili! Że pozostało jeszcze wielkie złoże pochopnie porzuconej, nie wyeksploatowanej jego treści.

[123] Jakże długa włóczęga przypada w udziale zdarzeniom, które brną cichą marszrutą serpentynami i rozmokłymi wertepami historii, grząskimi duktami na przestrzał krzaczastych spekulacji. Błądzą polnymi gościńcami, daleko od powszechnych mniemań, by wreszcie po rozlicznych koniugacjach, odmienione przez wszystkie kolorowe stronice dziejów i przypadki ludzkie, stanąć w gardle spiczastym wykrzyknieniem i rozkwitnąć pełnią symbolu.

[124] Szczęśliwe o wy! zdarzenia bagatelne, trywialne i blade. Wonności zwietrzałe z rozbitych flakonów, rozlewające się dziko po wilgotnych rowach. Mętne aromaty niepoliczalnej progenitury wybujałych lebiod, kąkoli i pokrzyw. O wy! kulawe, nieopierzone sikory ubogie! Wróble krzaczaste, perlistookie. O! perły waszych oczu w ziemi obtoczone! Rudziki spłowiałe! Szarobrązowe, ochrypłe skowronki polne zawisłe w powietrzu na niewidzialnej pajęczynie lata. Świergotki trywialne, które puszczacie z wiatrem swą pieśń terytorialną, by przędła się poprzez gwiazdozbiory i księżyce w muślinowy nieboskłon, co sfruwa potem na łąki poszarpanym, mglistym zmierzchem! Szczęśliwe o wy! zdarzenia!, które nie musicie przebywać wszystkich tych rajz z głębi nieznanego. Wy, które macie miłujących wizjonerów ciągnących was za zagryzione języki po bruku. Że widziane twarzą w twarz ze wstydliwości jesteście wyjęte. Szczęśliwe wy! zdarzenia! mające swoich miłośników, którzy widzą tę waszą niedokończoną opowieść.

[125] A cóż wy! słowa mówione, które wcale nie mówicie, co chcecie powiedzieć. Obrazy, które wcale nie ukazujecie tego, co chcecie pokazać i chwile, które wciąż pozorujecie koniec i nasycenie wszystkiego w sobie.

[126] Oto tajona awantura i tuszowany na grandę skandal.

[127] – Policja! – krzyczałem na cały gabinet. – Gdzie podziewa się policja, gdy prawdziwa ranga i wymiar spraw zostają sfabrykowane przez doraźność i wzrastający czynsz?! Gdzie wsparcie, gdy odkrywamy z przerażeniem i drżeniem rąk, że rzecz, której doświadczamy, niespodziewanie zwielokrotnia swe wymiary, my zaś nie mamy sposobu, by się w niej zanurzyć czując, gdy usta otwieramy w niemym krzyku, bolesny niedosyt egzystencji? Jak to możliwe, by wszechogarniająca nas prowizorka ekspediowała nam bezkarnie w kusym fartuszku podając na złotej tacy cuchnącą, zimną flądrę?! Wysoki sądzie! Panowie i panie! Wetknijmy obstrukcyjnej powszedniości ten oto serdeczny palec, by ulżyć szlachetnie w jej wielkiej niemocy! Podnieśmy z kucek wstydliwe zdarzenia i wyciągnijmy z nich daleko idące konsekwencje. Ośmielmy je i zachęćmy, choćby fałszywą pochwałą. Niechaj zdarzają się po wielokroć. Do końca. Niech słowa brzmią tak długo i natrętnie, aż nas zadziwią i przelękną, i dalej, jeszcze dalej w swej niekończącej się re66 translacji, aż świat stanie się własną karykaturą, wypełni się absurdem, a rzecz do końca się wyjawi i przyzna się do wszystkiego.

[128] Niech więc chaber będzie chabrem, niechaj chaber będzie chabrem, niechże chabrem będzie chaber, chaber chabrem chaber… O! słodka żądzo tandetnej sensacji! Jakże wielbimy twoje naciągane, urojone fabuły wysnute z nieistniejących alegorii i tajemniczych powiązań pomiędzy pogodą, a zwycięskim numerkiem loterii. Jakże smakujemy w tej jarmarcznej podniecie nieustannego wynajdywania iskrzących spięć w przytępionej tkance codzienności i tracimy zdolność odkrywania trybu symbolicznego tam, gdzie jest on naprawdę. Jakże daleka jest wtedy radość z odkrywania dosłowności rzeczy i jak daleko jest wtedy zdumienie, które rodzi się, gdy z ust naszych rozwartych sypią się bez końca łąki rozgrzanych, lipcowych kwiatów, rozsiewających naokoło zapach nieskończoności razem z tysiącem swoich znaczeń.

[129] Cóż byłoby z sensem rzeczy, gdyby jej znaczenie miało się wyczerpać w doraźnej i bezpośredniej funkcji, w której się przejawia? Gdyby rzeczy, choćby na chwilę, nie sięgały w świat ponadzmysłowy? Och że… przeczucie, które docierasz w sposób niejasny jak szelest dzieciństwa, jak echo wieczornych rozmów w ogrodzie sąsiadów, w które wsłuchujemy się z obawą i rosnącą podnietą, aż nie uderzą w umysł ożywczym haustem ultramaryny i każą zapaść się w sobie, i skulić się bezradnie na bezbrzeżnej polanie.

[130] Godzino ciszy przynosząca tę ewangelię wraz ze szmerem deszczu, który uderza w leszczynowe liście, wraz z zapachem wilgotnej ziemi. Godzino ciszy pełna obsesji, w której na wszystkich rzeczach zaciąża groźne znaczenie osobistej sprawy i przejmujący smak tajemnicy, którą chciałoby się poznać, lecz poznać jej nie można. Godzino ciszy, która mnie osaczasz i gardło moje soczystą kępą mchu uciszasz, a potem upajasz pewnością, że wpleciony w tajemniczy sens świata mogę zasnąć miarowo obok ręki matki.

[131] Chwilo banalna i nie zmiarkowana, nie odnotowana na kartkach terminarza przy odpowiedniej dacie. Chwilo niebyła, gdy w złudnej przezorności pozostawiamy twoje miejsca wolne dla spraw wyższej rangi, dla jakichś grande jette, Big Bang, prywatnych vicisti Galilaee i salto mortale, w których prorokujemy swój niechybny udział. Potem zaś, kolejnej zimy, poniewczasie, wkładamy do szuflady pusty kalendarz i przepełnieni uczuciem nieodżałowanej straty ciężko wzdychamy gasząc nocną lampkę.

[132] Godzino ciszy. Jakże wielkim nietaktem byłoby, gdyby po przebudzeniu miało się okazać, że tak naprawdę nic nie znaczysz. Że żadna z tych rzeczy, które przed nami roisz, nie czepia się wieczność choćby jednym wąsem.

Kostia Berezin, Buty Mesjasza. Traktat o podniesieniu rzeczy zdegradowanej, przełożył i opracował Paweł Laufer.
Książka zostanie wydana nakładem wydawnictwa „Forma”.

Kostia Berezin (urodzony w Babajewie między Sankt-Petersburgiem a Wołogdą na początku XX w. – zmarł 16 kwietnia 1943 r. w Sanatorium Przeciwgruźliczym w Kowanówku [Wielkopolska]). Począwszy od dokładnej daty urodzenia, nie wiele jest informacji na temat twórczości i życia Kostii Berezina. Na obecną chwilę jedynym (oprócz traktatu „Buty Mesjasza”) źródłem wiedzy o Berezinie są wzmianki o nim i jego twórczości zawarte w „Stu dniach Proroka” autorstwa barona Gotfryda von Wandelbauma (poznański bibliofil, antykwariusz). Ojciec Berezina był Rosjaninem, matka z pochodzenia była Polką. Nie znamy imion rodziców. Wiemy, że Berezin był jedynakiem. Jako nastolatek wstąpił do prawosławnego klasztoru Aleksandra Newskiego w Sankt-Petersburgu. Po roku rezygnuje. Z nie datowanego listu, będącego w posiadaniu barona Wandelbauma, a adresowanego prawdopodobnie do ukochanej, wiemy, że Berezin przebywał w Papignon w południowej Francji. Było to przed okresem lubelskim, a więc przed 1938 rokiem. Po adnotacji umieszczonej w zakończeniu „Butów Mesjasza” datującej ukończenie dzieła na wrzesień 1942 roku w Lublinie wiemy, że przebywał tam do tego czasu. Jak można wnosić po datowanym na 20. IV. 1938 r. bilecie do lubelskiego teatru Panteon, Berezin prawdopodobnie przebywał w Lublinie w tym właśnie okresie – od 20. IV. 1938 r. do IX. 1942 r. Tutaj w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 59, na rok przed śmiercią, kończy swoje dzieło, jedyne, o którego istnieniu wiadomo – „Buty Mesjasza. Traktat o podniesieniu rzeczy zdegradowanej”. Z notatki Berezina na jego karcie choroby, będącej w posiadaniu Wandelbauma wiemy, że w 1943 roku przebywał w podpoznańskim sanatorium przeciwgruźliczym w Kowanówku. Tutaj doszło do spotkania Wandelbauma z Berezinem. Tutaj też Berezin przekazuje rękopis Wandelbaumowi, który zaproponował druk. Berezin umiera na gruźlicę 16 kwietnia 1943 roku. Do druku nigdy nie doszło. W tym samym roku, w maju, rękopis ginie wraz z częścią dobytku podczas ewakuacji Wandelbauma z Poznania do Niemiec. W 2007 roku, po sześćdziesięciu latach, rękopis został odnaleziony w archiwach Biblioteki Petersburskiej.

Redakcja Niedoczytania.pl - Serwis niedoczytania.pl jest przekraczającym granice funkcjonujące w kulturze katalogiem kopii myśli i kopii kopii myśli, które od bycia w ciągłym ruchu utraciły cechę czytelności.

Podobne artykuły