займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

23 lutego 2011 0:33

niedoczytania: Latest post
grafa: Łukasz Libiszewski

Jerzy Franczak – PAJAC

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią publikujemy, po raz pierwszy w internecie, utwór Jerzego Franczaka pt. „Pajac”. Zapraszamy do lektury!

Ucałowałam mamę w oba policzki, zapytałam, jak się czuje, a ona odpowiedziała, że „tak jak ta pogoda”, zdjęłam paltocik, buty, i już-już miałam witać się z tatą, kiedy zauważyłam, że stoi zmarszczony i patrzy na Filipa w osłupieniu: – Co jest? Odebrało ci głos?  Filip kucał koło szafki na buty, przed nim te rozczłapane sandały, co mu je kiedyś po prostu wyrzucę na śmieci, i nic nie odpowiedział, i nie poruszał się. Było w tym coś dziwnego, jakieś takie zawieszenie, że wcale się nie rozbiera ani nie wita, że w ogóle nic nie robi, tylko kuca. – Zamurowało cię? Niemowa? – Tata nie wiedział, co powiedzieć. Cofnął się o pół kroku i oparł o lustro, tak że było go jakby jeszcze więcej niż normalnie, dwa razy więcej. Pokręcił głową, a właściwie dwoma głowami, i podniósł do góry wszystkie swoje krzaczaste brwi, taki był zdumiony całą tą sytuacją: – Powiedziałem mu, żeby schował buty do szafki. – Wyjaśnił, rozkładając bezradnie ręce. – A on na mnie patrzy jak na wariata! – Na te słowa Filip wstał, ale to nic nie pomogło, bo teraz, zamiast kucać stał, po prostu stał, i nic tylko stał!

– Chłopcy – rzuciła mama jak zawsze, gdy wietrzy jakąś awanturę. Ale tym razem nikt się nie kłócił, Filip w ogóle nic nie mówił, tylko napięcie rosło, aż żarówka w żyrandolu zaczęła mrugać. To wszystko było tak zupełnie bez sensu! Wiadomo, że musi się przywitać, buty też trzeba schować, po co mają stać na widoku, a już zwłaszcza takie obszarpańce… I na co komu takie pajacowanie? Nic tego nie rozumiałam, więc po prosu wzięłam Filipa za rękę i pociągnęłam do przedpokoju, a kątem oka spostrzegłam jak mama szybciutko ładuje sandały do szafki. Nie opierał mi się – tego by jeszcze brakowało! – więc usadziłam go na tapczanie i kazałam mu siedzieć, i że zrobię herbaty i wszystko będzie, jak się należy. A on nic, tylko popatrzył na mnie, jakby mnie pierwszy raz na oczy widział, zupełnie jak wtedy, kiedy wróciłam od fryzjera, będzie z tydzień temu. Otworzył mi wtedy drzwi, bo zapomniałam kluczy, i mówi do mnie: – Słucham? – jak do kogoś obcego! Ale po chwili sobie myślę, że u „Virgoletta” robią na bóstwo, to i nic dziwnego, więc dopytuję się, już w domu, jak wyglądam, a on, że zwyczajnie… gdyby nie te włosy! Moje wspaniałe miedziano-złociste loki! Zawsze miałam proste włosy i szare, więc myślałam, że mu się spodoba taka odmiana! Jeszcze zaraz umyłam je specjalnym szamponem i nałożyłam superodżywkę, tak że zyskały olśniewający blask, a ich objętość zwiększyła się o osiemdziesiąt procent… A on ani nie pochwalił, ani nic nie powiedział. Nigdy za dużo nie mówił, ale od tej pory to już w ogóle zamilkł, i zaczęło się to jego zobojętnienie.

Gdy go usadziłam w salonie u rodziców, przyznaję, trochę się poddenerwowałam, ale mam cierpliwość, więc jeszcze raz go pytam, czy chce herbaty, czy może kawy woli, a on kręci głową, że nie – ale co „nie”? Bądź tu mądry! Zgłupiałam jeszcze bardziej, a Filip jak gdyby nigdy nic siedział i gapił się na telewizor, chociaż telewizor był wyłączony. Nie wiedziałam, co robić, więc mu włączyłam, akurat na „Humanity” leciał program o Indianach, i jeszcze pytam łajzę, czy może być, czy mu przełączyć – a ten się ode mnie ogania jak od natrętnej muchy! Zbulwersowałam się na całego, wyprostowałam się, bo mam swoją dumę i nie jestem niczyją służącą. I wyszłam. I poszłam do kuchni, a po drodze mówię tacie: – Niech tata się nim nie przejmuje, on taki nieswój od jakiegoś czasu, niech mu tam może co tata naleje, to mu się humor poprawi… Tak pomyślałam, że zawsze to ojciec, że z synem porozmawia jak mężczyzna z mężczyzną. Mogłam przypuszczać, że tacie też nie odpowie, że odezwała się w nim taka zawzięta natura… Ale czy mogłam przypuszczać, jak to się skończy?

Poszłam do kuchni, ale zboczyłam do łazienki poprawić włosy, a naprawdę to sprawdzić, co z odrostami. Zauważyłam je dopiero po miesiącu i zdałam sobie sprawę, że nie wiem, jakiej farby ten fryzjer używał. Zadzwoniłam, zapytałam, a on się wykręcił tajemnicą zawodową: autorska mieszanka! No i masz babo placek, a ja myślałam, że tylko raz jeden jedyny w życiu do niego pójdę, bo sakramencko drogi, że zaszaleję, a tu trzeba drugi raz zaszaleć, a potem pewnie trzeci i czwarty, i tak już przez całe życie będę do niego chodzić! Czysty obłęd! Ale tymczasem tylko myślałam, żeby zamaskować na głowie te prześwity, te szare i proste włosy pozakrywać, i nie wiedziałam, co tam się w pokoju działo, a tam mama wymyśliła, że Filipek wygląda niewyraźnie, i dalej podsuwać mu różne lekarstwa i witaminy. Jak to nic nie pomogło, postanowiła trafić mu prosto do serca i zdjęła z meblościanki stare zdjęcia, wyłuskała je z koperty, a one przemieszane były ze świętymi obrazkami z Janem Pawłem II, i pokazywała mu je, a pamiętasz to, a pamiętasz tamto…  Ale ten język obrazkowy też do niego nie przemawiał.

Ojciec cały już chodził po pokoju: – Nie zasłużyliśmy na twoje słowo? Co, takiś wielki? Gardzisz nami? Wielki mi pan magister, gówno byś miał, nie magistra, gdyby nie my! – I dalej, co wszyscy znamy już na pamięć, że jemu nikt nie pomagał i że na wszystko zapracował „tymi ręcami”. I kiedy tak machał swoimi grubymi łapami przed twarzą Filipa, ten siedział – i nic, tylko siedział! Gadał dziad do obrazu, a obraz ni razu! I tylko raz się poruszył, właśnie tak, jakby odpędzał muchę albo trzmiela… Tak samo mi zrobił dzień wcześniej, to nocną porą było, przy „Kropce nad i”, położyłam mu głowę na brzuchu, a potem, jakby od niechcenia, zaczęłam jeździć ręką po nodze, aż w końcu rozpięłam mu spodnie i wyciągnęłam… A on wtedy mnie ręką popchnął, lekko, ale tak, żebym poczuła! Odskoczyłam, on zrobił taki gest, jakby „wszystko ci wytłumaczę”, ale najwyraźniej poczuł jakąś niemoc, bo skrzywił się i zamilkł – a jego wacek sterczał głupio z rozpiętego rozporka, lekko przechylony, jakby wskazywał na mnie, wbrew niemu, jakby wbrew niemu świadczył.

U rodziców oczywiście rozporek miał zapięty i nic nie można było wyczytać z jego twarzy, patrzył głównie na telewizor, a tam puszczali ciągle ten film o Indianach, rekonstrukcję indiańskiej wioski. Co się z nim działo? Tyle lat jesteśmy razem, a zawsze do rodziców odnosił się przyzwoicie, nigdy złego słowa nie powiedział, dla mnie też idealny mąż, w pracy wzorowy pracownik, nieraz i dwa razy tyle telefonów sprzedał, ile miał sprzedać, jeszcze premię przyniósł… A tu nagle taki Kfazimodo – nic nie powie, a ty się domyślaj, człowieku, jaki w tym sens! Tata – tak mówię „tata”, a naprawdę to teść – wyraźnie nie miał zamiaru się domyślać i uznał, że jak nie odpowiada, znaczy, uważa nas za głupków i już miał łapać za pas, jak za starych dobrych czasów, ale mama uwiesiła się na nim, zostaw chłopaka, co ci zawinił, tyś nie lepszy! Tacie tylko tego było potrzeba, żeby ktoś się do niego odezwał, więc huzia na mamę, ty taka-owaka, jakżeś go wychowała! I zaczęły się wypominki, że jedna rodzina wsioki i chamy, co to ze świniami pospołu śpią, a druga niemce i bezbożniki, co szmuglują samochody z enerefu!

Słyszałam te śpiewki ze sto razy przez ostatnie lata, ale teraz zupełnie inaczej one brzmiały – darli się, jakby chcieli zakrzyczeć Filipa, i im bardziej on milczał, tym więcej oni się darli. Tak, te żale były jak refren, jak amen w pacierzu, zbierali, co tam mieli, co im się posypało, do jednego różańca i zadowoleni, i nareszcie mogli poczuć się jak w domu. Ja stałam w drzwiach i te oto refleksje mi przyszły do głowy, aż mi się żal zrobiło Filipka, może rzeczywiście chory, a może ma dość, a może mnie potrzebuje? Podeszłam i przytuliłam go, przycisnęłam do piersi… A on, jak myślicie, co zrobił? Nie zrobił nic, ani nie drgnął, patrzył dalej na Indian, puszczali archeologię o naczyniach i kolczykach… A mnie w jednej chwili krew uderzyła do głowy… Takiś mądry? Mnie też masz w dupie, która cię wspieram dobrym uczynkiem? To ja nie chcę cię znać, co ty sobie wyobrażasz! Dam ci szkołę, zobaczysz! Zanim się obejrzysz, będziesz chodził jak w zegarku! Nic z tego nie powiedziałam, broń Boże, tylko się cofnęłam, obrażona, ale postanowiłam, że zaraz jak wrócimy do domu zrobię swoje, a zacznę od wyrzucenia tych sandałów.

No, ale od tego przytulenia się zaczęło, bo rodzice nie wiedzieli, po czyjej ja jestem stronie i tata chyba poczuł, że sam tego nie załatwi, i postanowił wezwać policję. W sumie racja, mieliśmy prawo po swojej stronie, ale mama zaraz w lament, że tego tylko brakuje, żeby Dzień Sądu jej robić na klatce, co sąsiedzi powiedzą, i tak dalej. Niepotrzebnie tak się martwiła, ale człowiek jest mądry zawsze po szkodzie. Niepotrzebnie też doskoczyła do taty, słuchawkę mu wyrwać, bo od tego zaczęła się ta szarpanina…

A policja i tak przyjechała, tylko już po wszystkim, jak tata leżał na dywanie bez ruchu.

Krwi w ogóle nie było, chociaż każdy sobie wyobraża, że musi być „kałuża krwi”, a tu nic. Tata wyglądał, jakby odpoczywał, tylko oczy miał szkliste i gębę rozdziawioną, jakby ze zdziwienia, że to już i że w taki sposób.

Znaczy, żeby było jasne, to ja wezwałam policję, jak już doszło do tragedii. Przyjechali, stwierdzili zgon, dziwowali się, a ja tłumaczyłam, jak było. Że mama chciała tacie zabrać słuchawkę, a ten się zatoczył i tak nieszczęśliwie upadł, czyli że to było zrządzenie losu, przypadek. Filipek całkiem się załamał, popłakał się i wyznał policji swoją wersję wydarzeń, identyczną z moją. Widać było, że trup ojca nim wstrząsnął. Ale, co najważniejsze, zaczął gadać jak człowiek, zachowywał się normalnie, i było jasne, że mu się polepsza, pewnie po pogrzebie całkowicie dojdzie do siebie. Ja też postanowiłam odczekać do pogrzebu i zaraz potem zamówić tę autorską mieszankę, i ustalić termin na przystrzyżenie, farbowanie i zakręcenie, z myciem, bo wtedy uregulowanie brwi dostaje się w pakiecie. Nie ma się co zastanawiać, nie ma innego wyjścia, ktoś musi zrobić mi porządek na głowie.

Utwór pierwotnie publikowany w książce: Wolałbym nie. Antologia, red. G. Jankowicz, Kraków 2009.

Redakcja Niedoczytania.pl - Serwis niedoczytania.pl jest przekraczającym granice funkcjonujące w kulturze katalogiem kopii myśli i kopii kopii myśli, które od bycia w ciągłym ruchu utraciły cechę czytelności.

Podobne artykuły