займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

21 kwietnia 2011 14:47

niedoczytania: Latest post
grafa: Łukasz Libiszewski

Grafomania: Urszula Pawlicka – odc. 11

Urszula Pawlicka odpowiada na sześć pytań Macieja Topolskiego. Zapraszamy do lektury.

1. Milan Kundera w Księdze śmiechu i zapomnienia podał ciekawe rozróżnienie dotyczące grafomanii: „Kobieta, która pisze do swego kochanka cztery listy w ciągu dnia, nie jest grafomanką, lecz zakochaną kobietą. Ale mój przyjaciel, który sporządza fotokopie swej miłosnej korespondencji, żeby kiedyś móc ją opublikować, jest grafomanem”. Grafomania w powieści Kundery przybiera (powszechną) formę pragnienia pisania książki, a więc również posiadania publiczności. Czeski prozaik i eseista dodaje jednak: „Pod tym względem namiętność taksówkarza i Goethego jest identyczna. To, co odróżnia Goethego od taksówkarza, nie jest inną namiętnością, lecz tylko innym skutkiem tej namiętności”. W jego wydaniu grafomania jest masową epidemią związaną z rozwojem społeczeństwa, tj.: 1. z wysokim stopniem upowszechnienia dobrobytu, który umożliwia ludziom zajmowanie się czynnościami bezużytecznymi; 2. z równie wysokim stopniem atomizacji życia społecznego i wynikającym z tego powszechnym osamotnieniem jednostek; 3. z radykalnym brakiem wielkich przemian społecznych w życiu narodu. Zgadza się to z opinią, która mówi, że istnieją różne, związane z rozwojem literatury formy grafomanii, a nie jedna, „ponadczasowa”. Czy możemy powiedzieć za autorem Niewiedzy, że to właśnie powszechna samotność „wywołuje grafomanię, ale jednocześnie powszechna grafomania utwierdza i powiększa ogólną samotność”, natomiast pisanie uzyskuje odwrotny sens (przykładem grafomana a rebours jest Paweł Dunin-Wąsowicz): „każdy jest otoczony swymi literami jak ścianą z luster, przez którą nie dochodzi żaden głos z zewnątrz”?

W pytaniu padły co najmniej trzy kategorie, które odnosisz do grafomanii lub za pomocą których chcesz ją opisać. Postaram się pokrótce omówić poszczególne aspekty.

Etymologicznie grafomania wiąże się z drukiem, jednak to dzięki internetowi odniosła sukces. Sieć, mająca charakter demokratyczny, umożliwiła wszystkim na równych prawach publikowanie własnej twórczości na portalach literackich czy blogach. Internet rozplenił grafomanów, którym bycie wyłącznie on-line już nie wystarcza. Jeśli czytają oni komentarz pod własnym tekstem typu: super, fajnie, rewelacja, tak dalej itp., to zaczynają wierzyć we własny talent – może inaczej – utwierdzają się w przekonaniu, że ów talent posiadają, gdyż o własnym geniuszu mają świadomość już od początku. Grafoman nie przyjmie krytyki, gdyż uzna, że nikt go nie rozumie – to też sprawia, że czuje się artystą niezrozumiałym i wykluczonym. Grafoman zatem za wszelką cenę chce publikować – nie ważne co, byle by ujrzało światło dzienne. Jak stwierdza Jaś Kapela w książce Janusz Hrystus: „Dzisiaj piszę książkę o czymś innym, choć nie wiem, co to takiego. Kiepski temat na książkę, ale innego nie mam. Trochę mi przykro, ale nie bardzo. Ostatecznie każdy temat jest dobry i mamy wolność słowa”. Skoro nie wystarcza grafomanowi już internet – wyda on drukiem, choćby sam dzięki usłudze self-publishing. Można zatem powiedzieć, że masowa epidemia ma miejsce poprzez rozwój mediów.

Wydanie książki wiąże się oczywiście z pragnieniem posiadania publiczności, a zgodnie ze sprzężeniem zwrotnym – to czytelnicy narzucają konwencję. Stąd grafoman podda się zasadom rynku komercyjnego i nie będzie wysilał się w tworzeniu dzieła literackiego, lecz wystarczy, że wyda jakieś tkliwe romansidło a la Grochola, ewentualnie wysili się na pseudofilozoficzne dywagacje rodem z Paula Coehlo. Masowość rodzi niestety miałkość.

Anegdota o kobiecie piszącej cztery listy w ciągu dnia do kochanka i o mężczyźnie, który sporządza fotokopie swej miłosnej korespondencji, żeby potem ją wydać – zmusza do zastanowienia się nad intencjonalnością pisania i świadomością bycia grafomanem.

Grafoman kieruje się manią tworzenia zawsze i wszędzie, obojętnie, czy napisze fragmenty „pisadła” w autobusie, czy w supermarkecie – uzna to za niezwykłe zesłanie natchnienia. Sporządzony wiersz ma formę skończoną, nie podlegającą już zmianie. Grafoman musi napisać, bo musi opublikować. Ironicznie przedstawiła proces produkowania utworów Agnieszka Mirahina w wierszu Ruchoma czcionka: „Odkąd odkryłam/ że ruchomą czcionkę/ można też/ zatrzymać/ już nie piszę/ od razu drukuję”. Pisarz świadomy i autokrytyczny będzie pracował nad tekstem i „dopieszczał go”, aby uzyskać efekt satysfakcjonujący, choć zapewne nigdy nie będzie czuł się spełniony. Rafał Muszer, w jednym z wierszy, zawarł słowa: „Łatwo można wypaść z krwiobiegu./ Powoli, ale wracam do klawiatury,/ bezpiecznego obłędu” – ostatnie, oksymoroniczne, wyrażenie „bezpieczny obłęd” – odnieść można właśnie do nie-grafomanów, którzy choć też cierpią na manię pisania, to jednak panują nad własnym tekstem, kontrolują ów obłęd tworzenia, dzięki czemu powstaje utwór intencjonalny i dopracowany. Choć borykają się z  niemożnością wyrażenia myśli, przez co pisanie staje się katorgą – jak wyraził Grzegorz Olszański: „[…] Chciałbym przestać myśleć słowami./ Chciałbym już skończyć ten wiersz./ Chciałbym już wiedzieć, jaka będzie jego ostatnia linijka” – to jednak toczą ciągłą walkę z językiem, są świadomi batalii – nim zapiszą, najpierw poszukują.

Mężczyzna, który sporządza fotokopie swej miłosnej korespondencji, jest grafomanem, gdyż chce je później wydać w niezmienionej postaci, nie byłby nim – gdyby listy stały się wyłącznie punktem wyjścia, inspiracją dla stworzenia utworu literackiego.

Ostatnią kategorią, najbardziej niestałą, jest samotność. Każde pisanie ma charakter alienacyjny, żeby coś stworzyć trzeba „otoczyć się literami jak ścianą z luster”. Należy jednak odróżnić bycie samotnym od samotnego procesu pisania, gdyż są to dwie odmienne kwestie. Zgadzam się z tezą, że samotność może wywołać grafomanię, przykładem są emocjonalne blogi pełniące funkcje dzienników. Grafomania powiększa ogólną samotność, gdyż jak wskazałam – akt tworzenia wymaga momentalnego wyobcowania. Jeśli traktujemy pojęcie grafomanii pejoratywnie, to jednak uważam, że z tej lawiny tekstów w końcu można wyłowić ten warty uwagi.

2. Jak dzisiaj przedstawiałaby się grafomania? Jak ją rozpoznać – „gołym okiem”? Czy możliwe jest opisanie współczesnej grafomanii? Czy wraz z przesunięciem się zjawiska grafomanii w stronę centrum kultury współczesnej, pojawieniem się internetu i powrotem do, jak pisał Stanisław Barańczak we wstępie do Książek najgorszych, „tradycyjnej grafomanii wolnorynkowej” wyodrębnienie dzieł tego typu stanie się problematyczne i/lub będzie pozbawione sensu „z braku sankcji i racji, przesłanek i fundamentu”?

Obawiam się, że nie da się opisać i zamknąć współczesnej grafomanii w pewnych ramach, gdyż każde kryterium jest płynne. Pewne jest to, że obecnie grafomania ma wydźwięk negatywny – nazwać kogoś „grafomanem” jest niczym innym jak obelgą, akcentuje się bowiem brak umiejętności pisania i masowość publikowania tychże marnych tekstów. Jednak ponownie wkrada się nieścisłość – określenie debiutanta grafomanem ma charakter pejoratywny, z kolei nazwanie tak pisarza poczytnego – redukuje się wówczas owe nacechowanie negatywne. Nie da się jednak zaprzeczyć, że grafomaństwo jest dolegliwością początkującego twórcy – „napiętnowanie” go grafomanem jest równoznaczne z dyskredytacją go jako pisarza. Niemniej jednak grafoman istnieć musi, by nie-grafoman grafomanem się nie czuł. Zdaje się tym samym, że owy termin staje się wygodnym pojęciem-workiem, do którego wrzucić można wszystkie określenia ujemne.

3. Andrzej Stasiuk nazwał czynność pisania jako „bardziej lub mniej łagodną odmianę pierdolca”, Przemysław Czapliński stwierdził, że jest to coś „niezależne od pisarza”, „niepodlegające jego woli”, a Michel Foucault zaznaczał „bliźniaczą możliwość i niemożliwość pisania i istnienia”, podkreślając tym samym „związek pisania i szaleństwa”. Czy można więc mówić o odczuciu strachu wobec grafomanii – ryzyku, z którym liczyć musi się każdy, kto pisze i kto przekłada własne napięcia w formy komunikatywne i atrakcyjne dla odbiorcy?

Pytanie wiąże się ze wspomnianą już świadomością pisania. Grafoman tworzy, bo musi – ma nakaz z zewnątrz, nie-grafoman tworzy, bo odczuwa potrzebę z wewnątrz. Drugi przypadek odzwierciedlają słowa Czaplińskiego – pisanie jest silniejsze od pisarza. Przykładem pierwszej sytuacji jest Zbigniew Masternak, który tłumaczy wydanie Jezusa na prezydenta następująco: „Wydałem książkę, bo potrzebowałem pieniędzy. To cyniczne, ale prawdziwe. Zaliczka była wystarczająca wysoka, żeby mnie skusić. Za mała jednak, żebym rzucił wszystkie inne projekty i zajął się jej dopracowywaniem” – książka jest dowodem na owe niedopracowanie i musowe wydanie, a żeby dobrze się sprzedała trzeba było dorobić jakąś ideologię; najlepiej kontrowersyjną, sformułować dodatkowo prowokacyjny tytuł i w efekcie powstaje produkt marketingowy.

Czy grafomanii należy się bać? Na pewno istnieje obawa, że w pewnym momencie przekroczy się granicę, za którą pisanie stanie się produkowaniem – a to już jest grafomania. Grafomanii nie należy się bać, bardziej wypalenia pasji, a wtedy należy jak najszybciej odłożyć klawiaturę.

Kliknij, by powiększyć
Kliknij, by powiększyć

4. Czy to prawda, że społeczność pisarska – pytam za Zmierzchem natchnienia Jalu Kurka – wstydzi się terminu „grafoman”, gdyż jest on zawodny, wstydliwie niewłaściwy i śliski, a poza tym: „w domu powieszonego nie wspomina się o stryczku”?

[patrz odpowiedź na pytanie nr 2]

5. Czy w obręb literatury należy zaliczyć utwory grafomańskie, nie-dzieła? Czy na historię literatury musi składać się tylko „dobra literatura”? Czy historia grafomanii, jak pisał Gombrowicz, może powiedzieć nam więcej niż „historia Mickiewiczów i Prusów”?

W obrębie historii literatury znaleźć można wiele tekstów grafomańskich, które są marginalizowane, gdyż nie są tą „dobrą literaturą”. Przykładowo renesans roi się od utworów pochwalnych z okazji narodzin dzieci królewskich, ślubu czy śmierci – rzadko się o nich mówi, gdyż wszystkie bazują na jednym schemacie kompozycyjnym. Oświecenie z kolei to czas poezji rewolucyjnej i patriotycznej pisanej często przez przeciętnych konspiratorów, którzy tylko powielali wzorce pisarskie. W utworach korzystano z utartych metafor i porównań, gdyż nie liczyła się jakość, ale ilość wierszy ulotnych. Dowodem są także teksty epigońskie twórców przełomu romantyzmu i pozytywizmu, którzy nieudolnie naśladowali Goethego czy Mickiewicza. Lawina utworów o Werterach, Gustawach czy Kordianach jest dokumentem mody literackiej, jaka ówcześnie panowała. Grafomańska literatura, zgodnie z wypowiedzią Gombrowicza, jest w pewnym stopniu świadectwem czasów, w których powstaje. Odzwierciedla bowiem „trendy” w literaturze, rutynowe tematy, stały styl czy utartą formę.

Odzwierciedleniem współczesności jest bez wątpienia poezja, która w sieci powstaje co minutę. Przytaczając słowa Umberto Eco: „Poeci to zdecydowanie najgroźniejszy gatunek”. Najbardziej są narażeni na grafomanię ze względu na założenia poezji, które – oczywiście pozornie – wydają się łatwiejsze do zrealizowania niż zasady prozy. Przepis na wiersz wydaje się banalny: w krótkiej formie zawrzyj jak najwięcej emocji ujętych w wybujałe przenośnie, epitety i ewentualnie kontrasty. Wersy ułóż niekonwencjonalnie, aby tylko był jakiś rytm, najlepiej opuść jedną linijkę, aby imitować przemilczenie. Stąd grafomańskie utwory są schematyczne, oparte na utartych sloganach, przez co nieznośnie przewidywalne. Skoro powstają pod wpływem chwili, są doskonałym odbiciem wydarzeń społecznych – przykładem jest poezja tybetańska czy polityczna.

Pierwszy raz w historii mamy tak ogromny dorobek literatury, który obejmuje nie tylko druk, ale i internet. Od krytyków literackich zależy czy teksty w sieci zostaną udokumentowane, czy też przeminą bez echa. Nie jest celem ich nobilitacja poprzez uwiecznienie, ale oddanie atmosfery współczesności, aktywności użytkowników na portalach literackich i mody na pisanie wierszy. Powiedziałabym nawet, że to w sieci toczy się prawdziwe życie literackie.

6. Wyróżnia się dwa typy grafomanów: pierwszy jest zadowolony z siebie (jego książki najczęściej bardzo dobrze się sprzedają), drugi natomiast to typ sfrustrowany (sam bowiem wykłada pieniądze na publikacje swoich utworów). Czy istnieje inny rodzaj grafomana, tego, jak pisze Witkiewicz w dramacie W małym dworku, „człowieczka, co ciastka na podwieczorek” piecze, obgryza paznokcie i „Upaprany [jest] w cieście po łokcie”? Czy pewność siebie, narcyzm, wybujałe ego (przy jednoczesnym niedorozwoju superego) i brak krytycyzmu wobec własnych dokonań – wystarczająco opisują postać grafomana?

Typ grafomana pozbawionego krytycyzmu i przekonanego o własnym geniuszu jest jasny i niewymagający szerszej analizy. Warto zwrócić uwagę na inny model grafomana czy też pisarza stylizującego się na ową postać.

Pisarz słabą twórczość może zredukować poprzez wystylizowanie własnej osoby, zwracając tym samym uwagę na siebie, a nie na teksty. Przykładem jest Jaś Kapela, który kreuje siebie na grafomana – przy jednoczesnym dyskredytowaniu siebie, broni własnych publikacji. W jednym z wierszy celowo przyznaje się do pisania tandety: „[…] dlatego słucham co mówią/ staram się pojąć co mają na myśli/ gdy twierdzą że już się skończyłem/ że owszem to może i śmieszne/ ale mógłbym w końcu zacząć pisać dobre wiersze”, z kolei w Januszu Hrystusie prowokacyjnie stwierdza, że książka i tak nie znajdzie odbiorców: „Teraz gdy czuję się przydatny, mogę podzielić się z wami moimi wątpliwościami. Prawie nikt tego nie przeczyta. A z tych, którzy przeczytają, prawie nikogo to nie obejdzie. I będą mieli rację. To literatura. Wszystko, co może im zapewnić, to chwila rozrywki”. Autokreacja pojawia się także w poezji Dawida Kotei, który w jednym utworze stwierdza: „W związku z tym, Dawid Koteja postanawia porzucić płytką poezję/ i zostać Wisławą Szymborską. Bo właśnie zwolniło się miejsce,/ trzeba wykorzystać taką okazję” – ironicznie wywyższa siebie, przy celowym podkreśleniu płytkości własnej poezji. Zdaje się, że jedynym wyjściem na pogodzenie się z niemożnością stworzenia dzieła jest właśnie stosowanie zabiegów ironii oraz autoironii, które ostatnio modnie znajdują swoje odbicie w literaturze.

Urszula Pawlicka - (ur. 1987 r.) Studentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie na kierunkach dziennikarstwo i komunikacja społeczna oraz filologia polska. Publikowała w "Portrecie", "artPapierze", "Pograniczach" i "Perspektywach Kulturoznawczych". Fascynuje się związkiem pomiędzy literaturą, a mediami elektronicznymi (szczególnie wpływem nowych mediów). Interesuje się również zagadnieniem hiperrealności i popliteratury.

Podobne artykuły