займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

2 maja 2011 14:05

niedoczytania: Latest post
grafa: Łukasz Libiszewski

Grafomania: Rafał Gawin – odc. 13

Rafał Gawin odpowiada na sześć pytań Macieja Topolskiego. Zapraszamy do lektury.

1. Milan Kundera w Księdze śmiechu i zapomnienia podał ciekawe rozróżnienie dotyczące grafomanii: „Kobieta, która pisze do swego kochanka cztery listy w ciągu dnia, nie jest grafomanką, lecz zakochaną kobietą. Ale mój przyjaciel, który sporządza fotokopie swej miłosnej korespondencji, żeby kiedyś móc ją opublikować, jest grafomanem”. Grafomania w powieści Kundery przybiera (powszechną) formę pragnienia pisania książki, a więc również posiadania publiczności. Czeski prozaik i eseista dodaje jednak: „Pod tym względem namiętność taksówkarza i Goethego jest identyczna. To, co odróżnia Goethego od taksówkarza, nie jest inną namiętnością, lecz tylko innym skutkiem tej namiętności”. W jego wydaniu grafomania jest masową epidemią związaną z rozwojem społeczeństwa, tj.: 1. z wysokim stopniem upowszechnienia dobrobytu, który umożliwia ludziom zajmowanie się czynnościami bezużytecznymi; 2. z równie wysokim stopniem atomizacji życia społecznego i wynikającym z tego powszechnym osamotnieniem jednostek; 3. z radykalnym brakiem wielkich przemian społecznych w życiu narodu. Zgadza się to z opinią, która mówi, że istnieją różne, związane z rozwojem literatury formy grafomanii, a nie jedna, „ponadczasowa”. Czy możemy powiedzieć za autorem Niewiedzy, że to właśnie powszechna samotność „wywołuje grafomanię, ale jednocześnie powszechna grafomania utwierdza i powiększa ogólną samotność”, natomiast pisanie uzyskuje odwrotny sens (przykładem grafomana a rebours jest Paweł Dunin-Wąsowicz): „każdy jest otoczony swymi literami jak ścianą z luster, przez którą nie dochodzi żaden głos z zewnątrz”?

Tak, mogę powiedzieć, a nawet odpowiedzieć w ankiecie, że powszechna samotność wywołuje grafomanię (co rozpoczyna się na poziomie blogów), że to rodzaj choroby wynikającej z szeroko rozumianego rozwoju i dobrobytu (epidemia to chyba za dużo powiedziane, przynajmniej w Polsce, jeszcze). Ale czy ta teza działa również w drugą stronę? Sporo do powiedzenia ma tutaj psychika (podejście do bycia twórcą lub odbiorcą słowa pisanego, w każdej formie), osobna i indywidualna, więc takie „dwustronne” postawienie sprawy byłoby sporym uproszczeniem; wszyscy bylibyśmy grafomanami. Natomiast gdyby nie dochodził do nas żaden głos z zewnątrz, nie moglibyśmy być choćby i grafomanami. W moim przekonaniu naśladowanie i „czerpanie” z samego siebie wywołuje jakiś impuls z zewnątrz. Człowiek sam z siebie nie wie, że może pisać, musi się tego nauczyć od innych. Mam tutaj na myśli samą czynność pisania – później, co wytykał polskim pisarzom Jacek Dukaj w rozmowie, którą opublikował jeden z poprzednich numerów „Red.a”, można się już zamknąć w pustym pokoju i tworzyć literaturę „z siebie”, od początku do końca.

2. Jak dzisiaj przedstawiałaby się grafomania? Jak ją rozpoznać – „gołym okiem”? Czy możliwe jest opisanie współczesnej grafomanii? Czy wraz z przesunięciem się zjawiska grafomanii w stronę centrum kultury współczesnej, pojawieniem się internetu i powrotem do, jak pisał Stanisław Barańczak we wstępie do Książek najgorszych, „tradycyjnej grafomanii wolnorynkowej” wyodrębnienie dzieł tego typu stanie się problematyczne i/lub będzie pozbawione sensu „z braku sankcji i racji, przesłanek i fundamentu”?

Współczesną grafomanię można określić stosunkowo łatwo: to przede wszystkim blogi, przeważająca większość tekstów wklejanych na portale, z definicji mniej lub bardziej warsztatowe, a z druków – książki najczęściej wydawane własnym sumptem – indywidualnie lub w wydawnictwach, które umożliwiają takie praktyki – bądź w ramach regionalnych/środowiskowych serii wydawniczych (choćby i związków twórczych).

Na wszelki wypadek podkreślę – książka wartościowa również może się bardzo dobrze sprzedawać (i piszę tutaj o nakładach „komercyjnych”, nie sytuacji, w której np. poetyckie książki Justyny Bargielskiej i Adama Wiedemanna sprzedają się w ponad dwóch tysiącach egzemplarzy, co w kontekście wydawania poezji jest sukcesem).

3. Andrzej Stasiuk nazwał czynność pisania jako „bardziej lub mniej łagodną odmianę pierdolca”, Przemysław Czapliński stwierdził, że jest to coś „niezależne od pisarza”, „niepodlegające jego woli”, a Michel Foucault zaznaczał „bliźniaczą możliwość i niemożliwość pisania i istnienia”, podkreślając tym samym „związek pisania i szaleństwa”. Czy można więc mówić o odczuciu strachu wobec grafomanii – ryzyku, z którym liczyć musi się każdy, kto pisze i kto przekłada własne napięcia w formy komunikatywne i atrakcyjne dla odbiorcy?

Tak, można tutaj mówić o strachu, dlaczego nie? I to niezależnie od wspomnianego tutaj „czegoś, co jest niezależne od pisarza”. Pisarz może być skrajnym strukturalistą, „rzemieślnikiem” i redaktorem, wiecznie dopieszczającym swoje teksty, a i tak może się bać terminu „grafomania”; zresztą ma do tego pełne prawo. Problem w tym, na ile to działa na pisarza konstruktywnie. Wiele zależy od szeregu czynników: od opinii czytelników, krytyków, innych pisarzy i związanych z tym zysków lub strat, po cechy samego piszącego – na ile jest odporny na jakąkolwiek krytykę, na ile ma dystans do tego, co napisał, na ile umie się obronić lub przyznać do błędu itp.

Kliknij, by powiększyć
Kliknij, by powiększyć

4. Czy to prawda, że społeczność pisarska – pytam za Zmierzchem natchnienia Jalu Kurka – wstydzi się terminu „grafoman”, gdyż jest on zawodny, wstydliwie niewłaściwy i śliski, a poza tym: „w domu powieszonego nie wspomina się o stryczku”?

Tylko czy na pewno jest to wstyd, czy raczej chodzi o strach (o którym wcześniej)? Jeżeli już, to wstyd występowałby raczej w charakterze maski, mającej na celu wspomniany strach ukryć albo przynajmniej odwrócić od niego uwagę (czytelnika/ krytyka/ innego pisarza). „Grafoman” to w końcu najgorsze, merytoryczne (mimo wszystko) określenie pisarza.

Dyplomacja w kontekście używania terminu „grafoman” to już kwestia indywidualna, znajdująca się raczej poza zakresem tematycznym tej ankiety. Osobiście nie przesadzałbym z takową.

5. Czy w obręb literatury należy zaliczyć utwory grafomańskie, nie-dzieła? Czy na historię literatury musi składać się tylko „dobra literatura”? Czy historia grafomanii, jak pisał Gombrowicz, może powiedzieć nam więcej niż „historia Mickiewiczów i Prusów”?

To zależy od tego, co miałaby nam powiedzieć „historia grafomanii”. To zależy również od tego, co zaliczymy do „historii literatury”, czyli – czy „historia grafomanii” zawiera się w „historii literatury”, czy to odrębna opowieść. Problem według mnie jest właśnie „historyczny”, ponieważ nawet jeśli nie chcielibyśmy dopuścić do historii literatury utworów uznanych na podstawie jakichś (przyjmijmy, że możliwie najbardziej obiektywnych) kryteriów za grafomańskie, jak potraktowalibyśmy utwory w danych czasach, językach i miejscach pionierskie, jedyne w swoim rodzaju, więc nieporównywalne i z perspektywy czasu i ewolucji danego języka praktycznie niemożliwe do zweryfikowania i ocenienia (np. pierwsze utwory w językach narodów bałkańskich)?

6. Wyróżnia się dwa typy grafomanów: pierwszy jest zadowolony z siebie (jego książki najczęściej bardzo dobrze się sprzedają), drugi natomiast to typ sfrustrowany (sam bowiem wykłada pieniądze na publikacje swoich utworów). Czy istnieje inny rodzaj grafomana, tego, jak pisze Witkiewicz w dramacie W małym dworku, „człowieczka, co ciastka na podwieczorek” piecze, obgryza paznokcie i „Upaprany [jest] w cieście po łokcie”? Czy pewność siebie, narcyzm, wybujałe ego (przy jednoczesnym niedorozwoju superego) i brak krytycyzmu wobec własnych dokonań – wystarczająco opisują postać grafomana?

Niewystarczająco. W ogóle wydaje mi się, że typów grafomanii jest więcej niż dwa, zaprezentowany powyżej podział dotyczy jedynie samopoczucia „grafomana” i jego możliwości marketingowych. A co z grafomanem-ślepym naśladowcą, czy to pisarzy mu współczesnych, czy – co bardziej dla tego gatunku charakterystyczne – pisarzy z poprzednich epok, przy wykorzystaniu archaicznego języka w ogóle, a w szczególe: wyświechtanych fraz, gier językowych, metafor itp.? A co z grafomanem, który bardzo dużo pisze i nie potrafi/ nie chce selekcjonować tego, co stworzył? Wreszcie – co z grafomanem, który posiada wewnętrzny przymus pisania, silny impuls, który pozwala mu funkcjonować, który pisanie traktuje jako terapię, katharsis, nałóg itp.? To według mnie podstawowa cecha każdego grafomana. Ww. samopoczucie tylko ją uzupełnia, i to niekoniecznie, bo przecież możemy mieć do czynienia z grafomanem, który po prostu pisze, emocjonalnie jest stabilny, a wobec tego, co pisze jest obojętny.

Rafał Gawin -

(ur. 1984) poeta, współzałożyciel „mŁodzi Literackiej”, redaktor poezji w „Arteriach”. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Odrze”, „Tyglu Kultury”, „Opcjach”, „Kresach”, „Frazie”, „Redzie”, „Portrecie”, „Wyspie”, „Wakacie”, „Cegle” oraz w Na grani. Antologii wierszy łódzkich debiutantów (SPP, POS, Łódź 2008) i antologii „Połów. Poetyckie debiuty 2010” (Biuro Literackie, Wrocław 2010). Nagradzany i wyróżniany w konkursach poetyckich, m.in. im. J. Bierezina i T. Sułkowskiego. Mieszka w Justynowie i w Łodzi.

Podobne artykuły