займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

12 lipca 2011 19:24

niedoczytania: Latest post
grafa: Łukasz Libiszewski

Grafomania: Maciej Topolski – „O upadku” (cz.3)

„Wpadacie jak po ogień”,/ wytyka nam od lat/ z właściwym sobie chłodem/ ten niewłaściwy świat./ „Po ogień” to przesada,/ lecz wpadliśmy – to fakt. […]/ A wypaść – nie wypada:/ okazać trzeba takt.”

St. Barańczak, Wiersz do muzyki Franza Schuberta I

Utwór Agnieszki Wolny-Hamkało nie zdążył z tomu Nikon i Leica to typowy romans poetycki, który próbuje w konstytuującej ten utwór pretensjonalności zachować trochę „czarnej wełny”, tj. tajemnicy. Spójrzmy na pierwsze (na wskroś przejmujące) wersy:

Nie zdążył się do niej przywiązać
(bał się). Nie zdążył się przywiązać
do świata, języka. Bo kim mówi
kim myśli – tobą? Nie zdążył.
Wpadał jak po ogień […]

Wiersz Agnieszki Wolny-Hamkało jest anegdotą, przypominającą swoją konstrukcją serial telewizyjny. Sens takiego programu telewizyjnego, jak również omawianego tutaj utworu, ogranicza się do trzech podstawowych pytań: kto z kim, w jaki sposób i dlaczego? Formułowanie odpowiedzi na te pytania jest zawsze zajęciem ciekawym (przyznaję), jednakże możliwie jałowym, bowiem nieodmiennie prowadzi odbiorcę, mimo początkowych niejasności i przyjemności, do rozwiązania: niekoniecznie szczęśliwego, tak dla bohaterów, jak i, rzecz oczywista, samego wiersza.

Miłość w trybie esemes, jakby
się w tobie załatwił, a ciebie
załatwił – chochoł.

Bohaterowie przedstawiają się, czytelnicy oczekują odpowiedzi. A więc? Potrzebna jest fabuła! Wiersz pensjonarski Agnieszki Wolny-Hamkało to opowieść o mężczyźnie i kobiecie: On „wpadał jak po ogień”, a Ona była jak „Zimna błyskotka, klejnot z lodu”, błyszczała „w środku nocy,/ jak broszka w czarnej wełnie”. On nie wiedział jednak, że załatwił ją chochoł (sic!) i że Ona nie ma „tutaj nic”. W następnym odcinku dowiadujemy się, że On nie tyle „nie zdążył się” przywiązać, co bał się Jej „świata, języka” oraz „myśli” – parafrazując: do niczego niepodobnych. Potrafił jedynie zdrobnić Jej imię (jak mówi poetka/reżyserka: „to wszystko na co go stać”), tj. pomniejszyć Nic, podkreślić nierzeczywistość oraz nieokreśloność („jakby z daleka jakby/ nie przepadali za sobą”) i jednocześnie znaleźć dla siebie wytłumaczenie; choć i tutaj pojawiają się niejasności, gdyż poetka zakłada, że On mówi kimś innym, nie sobą. Ona nie musiała nic wyjaśniać: Jej nie ma (dlatego też On mógł się w Niej jedynie załatwiać), albo „istnieje” jedynie jako zjawa: widmo siebie, ułuda języka, rojenie miłości. Wszystko jakby.

Czytelnik zapyta: czy coś w tej poruszającej opowieści jest możliwe do urzeczywistnienia? „Co masz, dziewczynko? Pokaż,/ co masz. Nie mam tutaj nic.” – Nic. Ale w samym środku wiersza pojawia się jeszcze pytanie: „Skąd wróciłaś dziewczynko?” Opowieść w jednej chwili nam się odwraca: Ona stała się nikim, została przez Niego załatwiona. Ale dlaczego oddycha „powietrzem z piwnic”…?

Kliknij, by powiększyć
Kliknij, by powiększyć

Dalsze rozważania (dochodzenie – które jest równie jałowe i nużące i które zwraca się w stronę wilgotnych piwnic i zimnych lśnień psychoanalizy) pozostawiam czytelnikowi, który z pewnością zdążył już zauważyć, że wszystkie próby odpowiedzi skupiają się wokół lub też prowadzą do porażki. Nie udało się, nie zdążył, nie ma nic. Wiersz jednak istnieje, ba, jest całą serią fenomenów. Wiersz istnieje i, jeśli czytelnik podejmie się śledztwa i przyjrzy się innym „fasadom znaczeń”, będzie żyć dalej. Jest to możliwe, kiedy tytuł wiersza Agnieszki Wolny-Hamkało odczytamy jako: „nie zdążył czytelnik za sensem”, jeśli jednak powiemy, że zdążać nie ma za czym – trafimy na schemat, który zaprzecza swojemu istnieniu, ale go nie znosi, podkreślając tak porażkę związków (między kobietą i mężczyzną), jak również klęskę pytań i odpowiedzi. „nikt nie wiedział ile poezji mamy w życiu/ póki nie zaczęliśmy spieszyć się i kochać/ ludzi którzy tak szybko biegną siostro”. Tyle wystarczy za komentarz – pozostaje jednak pytanie (najważniejsze): gdzie w tym wszystkim miejsce na grafomanię?

Wiersz Agnieszki Wolny-Hamkało jest przykładem utworu, który usiłując przełamać konwencję romansu, jednocześnie do niej powraca. Operowanie „czarną wełną”, czyli niedomówieniem, niejasnością czy tajemnicą, okazuje się absurdalne (pomijam uczucie znużenia) już… w momencie mówienia o „operowaniu tajemnicą”; gdy jednak zobaczymy, że u podstaw wiersza grafomańskiego – a więc na samym początku – tkwi schemat pensjonarskiej opowieści czy też romantycznej przypowiastki dla gospodyń, której rozwikłanie (albo potwierdzenie jej „nierozwiązywalności”) powierza się czytelnikowi z adnotacją: „to wszystko na co go [wiersz] stać”. Wówczas okaże się, że jest w tym (wierszu, działaniu, odczytywaniu) coś oburzająco uwłaczającego: tak dla inteligencji czytelnika, jak i samego poety (poetki). Wiersz grafomański staje się tutaj ciągle podejmowanym ćwiczeniem, które mówi „Nie mam tutaj nic” oprócz konwencji – ćwiczeniem tym rozpaczliwszym im z większą troską podejmowanym. Wiersz grafomański jest upadkiem czytelnika, który skuszony przez poetę (poetkę), podjął się odczytania i natknął się nie tyle nawet na brak sensu, ile na – który już raz! – jałowość myśli. Wiersz grafomański byłby więc poetycką błyskotką, pensjonarskim produktem wierszo-podobnym, tanią „broszką” w wypłowiałej „czarnej wełnie”.

Maciej Topolski -

(1989) – prozaik, krytyk literacki. Publikował w „Odrze”, „Lampie”, „Korespondencji z Ojcem”, „Ricie Baum” i in. Współpracuje z Fundacją im. Tymoteusza Karpowicza i Biurem Literackim. Jeden z założycieli inicjatywy „Dworzec Wschodni”.

Podobne artykuły