займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

1 sierpnia 2011 15:30

niedoczytania: Latest post
grafa: Łukasz Libiszewski

Grafomania: Maciej Topolski – „O lustrze” (cz.6)

„Wzywamy społeczeństwo do zorganizowanego bojkotu podobnych jednostek.”

B. Jasieński, Manifest. W sprawie poezji futurystycznej

Poezja Grzegorza Kwiatkowskiego (którego wierszami z cyklu urodzić z tomu Osłabić chcę się tutaj zająć) była i będzie nagradzana, nominowana i wyróżniania (zainteresowani znajdą odpowiednie źródła informacji), fakt ten nie stanowi dla niżej podpisanego sprawy drugorzędnej: wprawił go w stan podejrzliwości i zmusił do postawienia pytania, które – proszę o cierpliwość – wybrzmi w pełni dopiero w ostatnich zdaniach tego tekstu. Zajmijmy się pierwszym wierszem z cyklu:

chcieli być jak najdalej od płacenia podatków
powtórnego wyrabiania paszportów i dowodów
i odszraniania okien na mrozie

i byli od tego możliwie jak najdalej

ale coś im umknęło

Ci „oni” – niewymówieni wprost, wydani na świat i od tego świata świadomie się odcinający. Oddalenie sprawiło, że nie wiedzą, „co jest dla innych ważne”, mimo to jeden z nich „opisał kiedyś szyderczo i ironicznie radość kobiety/ wypłacającej […] lekko twardawy banknot”, dlatego też – jak gdyby dobywając z siebie głos współodczuwania, a jednocześnie dając stanowczą odpowiedź, ba, formułując wyrok – Kwiatkowski pisze: „powinni się nie urodzić”. Na tym jednak nie koniec, cała sytuacja ma swoje konsekwencje i zawikłania.

urodzić II rozpoczyna się w ten oto sposób – głos podejmuje podmiot; możemy go wyróżnić, możemy oddalić:

zawsze zastanawiało mnie:
czemu są tacy wyblakli i ospali
aż zrozumiałem że odebrano im miłość

Jakże blisko tutaj Kwiatkowskiemu do Ryszarda Krynickiego (znamienne są również wczesne wiersze: „Kto wybiera samotność” czy „ty, która wiesz, że to nie czas…„), który „załatwia” omawiany cykl autora Osłabić możliwie najkrótszym trójwersem z tomu Niewiele więcej z roku 1981:

Świat woli prostsze kalectwa:
niewiarę, bezduszność,
brak serca.

Wiersze Kwiatkowskiego mówią o kalectwie człowieka w ogóle (o braku „fundamentalnym” – jakież okropne to słowo!), a zwłaszcza o kalectwie tego, który w wierszu mówi: „nie/ nie godzę się/ nie godzę”. Niezgoda, zanegowanie przypisanego ludzkości braku i biernego uczestnictwa w świecie czy też oddalenia od niego, jak również pozycja wyprostowana, godna, nieznająca lęku – wszystko to (świetliste, słoneczne, jasne, pełne, a więc przeciwstawione cierpiętniczej postawie znanej wyznawcom Chrystusa) zostaje u Kwiatkowskiego przekreślone jedną strofą, jednym zdarzeniem w urodzić III:

„chwila słabości
jedna chwila słabości
powinien się nie urodzić
powinniśmy się nie urodzić”

Z tej właśnie perspektywy, z „poziomu” człowieka kalekiego, który nie godzi się na życie poddane przypadkowi, dochodzi głos Kwiatkowskiego – powtarza w trzech wierszach odważne wyznanie o narodzeniu i jego skutkach, o bolesnych mękach toczonej mimo wszystko egzystencji. Wyznanie to jest jednak na tyle odważne, że aż ślepe, nieautentyczne, bowiem w tej pozycji żadna powinność, żaden sens, żaden punkt oparcia (w przeciwieństwie do Herberta, do którego jawnie nawiązuje się w tych wierszach, a który stawiał na poszukiwanie sensu, na jego poczucie) nie zostaje wymówiony, wyznaczony na mapie ludzkiego istnienia.

U autora Osłabić postawa niezgody – niech już będzie, że „postawa wyprostowana”, poszukująca harmonii i porządku – zostaje zrównana z ziemią. Ludzka godność nie ma prawa bytu wobec losu, wobec przypadku. Tak więc jeżeli dochodzi tutaj do osłabienia czegoś, to jest to przede wszystkim osłabienie wiary w wartość ludzkiego życia.

Niejako zdumiewa mnie i przeraża łatwość powtórzenia tych czterech słów – „powinniśmy się nie urodzić” – wobec którego czytelnik staje w próżni, gładszej i bardziej czystej niż sama śmierć… Dlaczego więc odczuwać zaczynam to powtórzenie jako gest, który zaledwie wydarzył się Kwiatkowskiemu, został zapisany, pojawił się przypadkowo, ze strony najmniej spodziewanej?

Kliknij, by powiększyć
Kliknij, by powiększyć

Aby wytchnąć odrobinę i odsunąć w czasie odpowiedź na to pytanie, oddaję na moment głos Małgorzacie Pieczarze, która recenzowała w „Twórczości” poprzedni tom Kwiatkowskiego Eine Kleine Todesmusik. „Poezja ta podejmuje wciąż te same motywy przewodnie, stawia wciąż te same – podstawowe i esencjonalne, dodajmy – pytania, skupiając się na przemijaniu i jego (bez)sensie, oscylując między problematyką miłości i nienawiści […], krążąc wokół makabry istnienia, przyglądając się patologiom, zdecydowanym tonem wypowiada światu posłuszeństwo i po raz kolejny zadaje mu wiele niewygodnych pytań, za nic mając wszelką polityczną poprawność.” Z jaką przerażającą łatwością czyta się te słowa: makabra, przemijanie, bezsens – tak twarde, tak niezgrabne, tak patetyczne, że aż nieważne, zupełnie nie na miejscu, wyrugowane ze swoich znaczeń. Ale co ma zrobić czytelnik, który odnajduje w wierszach Kwiatkowskiego absurdalnie wyznaczoną względność? Czy powinien napisać zgrabną recenzję (proszę, jest ich mnóstwo), nagrodzić (już to zrobili i zrobią jeszcze nieraz), a może odwzajemnić „niewiarę, bezradność,/ brak serca”?

W tym osłabieniu, które kieruje Kwiatkowski w moją stronę, w stronę każdego czytelnika, jest siła, gdyż ten osłabiający człowieka atak poety zmusza do zlekceważenia. I nie potrafię powiedzieć, czy Kwiatkowski to przewidział, czy jego strofy miały na celu obudzić – nie znajduję innych słów – mój brak sumienia wobec tej poezji (zaznaczam, że nie wobec człowieka i jego wartości, nie wobec wartości aktów poszukiwania sensu). Dlatego też naprzeciw tych trzech wierszy, których celność oraz dosadność spełnia się do szczętu i nie wymaga z mojej strony już żadnych pochwał, jestem zmuszony postawić lustro… I co robi poezja? Ukazuje swoją nieautentyczność: w ten sposób widzimy jedynie świetnie skonstruowane wiersze, podważające swoje poetyckie istnienie – istnienie, które mnożąc litery, a więc popadając w grafomanię, samo siebie osłabia.

Maciej Topolski -

(1989) – prozaik, krytyk literacki. Publikował w „Odrze”, „Lampie”, „Korespondencji z Ojcem”, „Ricie Baum” i in. Współpracuje z Fundacją im. Tymoteusza Karpowicza i Biurem Literackim. Jeden z założycieli inicjatywy „Dworzec Wschodni”.

Podobne artykuły