займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

14 marca 2011 0:09

niedoczytania: Latest post

Byłem jak pijany facet na parkiecie – wywiad z Jakubem Małeckim wokół książki „Dżozef”

Jakub Małecki (ur. 1982) – z zawodu ekonomista, pracuje w branży finansowej, mieszka w Poznaniu. Do tej pory związany z nurtem fantastyki naukowej: debiutował w 2007 roku opowiadaniem Dłonie w magazynie „Science Fiction, Fantasy i Horror”, publikował również w „Nowej Fantastyce”, „Magazynie Fantastycznym” i kilku antologiach. Wydał cztery książki: Błędy (2008), Przemytnik cudu (2008), Zaksięgowani (2009) i Dżozef (2011) Był nominowany do nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2009.

Mocno jesteś związany z twórczością Josepha Conrada, że postanowiłeś poświęcić mu swoją najnowszą książkę? Dżozef przypomina hołd oddany jego twórczości – nieobojętnej, intensywnej, silnie oddziałującej na odbiorców…

Nie jestem z prozą Conrada jakoś szczególnie związany. Wybór tego pisarza wypłynął nie z serca, a z rozsądku – Conrad doskonale pasował mi do historii, którą chciałem opowiedzieć, nic więcej.

W Dżozefie nawiązujesz do krytyki etycznej, zakładającej wpływ lektury na życie i osobowość człowieka. Wierzysz w taką magiczną moc książki?

Miałem na myśli to, że czytanie książek zmienia ludzi – dajmy komuś do przeczytania wszystkie dzieła Jana Pawła II i po lekturze ten ktoś będzie trochę innym człowiekiem, niż gdybyśmy mu dali do czytania Nietzschego. Poza tym, tak, wierzę w magiczną moc książki.

Podążasz jeszcze dalej – książki Conrada nie tylko zmieniają życie Czwartego, lecz co najważniejsze chronią go przed złem, tylko one wymazywały Drewniaka z rzeczywistości. To już chyba wizja utopijna…

Niekoniecznie – jeśli przez całe życie bolałoby mnie kolano tak bardzo, że nie mógłbym wytrzymać, a jedynym ratunkiem byłoby czytanie Conrada, to pewnie i zachwycałbym się nad tym fenomenem, ale bardziej by mnie obchodziło, czemu, u diabła, tak mnie rwie to kolano. Stachu Baryłczak miał dużo gorzej – zamiast kolana, dokuczała mu okropna i całkowita samotność oraz przekonanie, że nigdy nie zazna przyjaźni ani miłości. To raczej ponura wizja.

Zawarłeś wiele twierdzeń dotyczących książkofilów, min. „Jeśli czytelnik, który wsiąka w lekturę, zapomina o wszystkim, co znajduje się wokół niego, wokół jego fotela i pokoju, to nas dotykało to w sensie dosłownym: wszystko poza naszą salą zniknęło całkowicie” – w momencie zanurzenia się w powieść Czwartego, w wątku szpitalnym zaczynają dziać się rzeczy niezwykłe. Czy szczególnie przesuwające się ściany są wizualizacją owego procesu czytania – klaustrofobiczne zamykanie się w świecie książki i odcinanie się od realności?

Tak, uwięzienie bohaterów miało na celu właśnie dosłowne przedstawienie fenomenu człowieka wciągniętego przez opowieść.

„Ludzi zafascynowanych jakąś książką, psycholi, którzy nie mogą oderwać się od napisanej przez kogoś historii. Czytają jakiś badziew i nie śpią przez to, nie jedzą, nie chodzą do kibla, słowem – zapominają o świecie”, albo „Ugrzązł między okładkami i trwa tam, odczepiony od świata, zafascynowany. On także nie widział świata wokół siebie, nie myślał o jedzeniu, piciu, spaniu” – to pochwała książkofilów czy ich krytyka i rada, aby w końcu odłożyli te książki?

Ani krytyka, ani rada. Bohaterem książki jest Grzesio, który nie potrafił zrozumieć, jak ludzie mogą czytać tyle książek. I tyle. Mnie na przykład zdumiewają ludzie, którzy słuchają bardzo dużo muzyki, bo sam aż tyle nie słucham – Grzesio dziwił się książkowym molom, ponieważ pochodził z nieco innego niż oni świata. Nic poza tym.

„Najbardziej egzotyczną dżunglą na świecie jest psychika ludzka”- czy poprzez motto Conrada chcesz powiedzieć, że historia z Drewniakiem była wymysłem bohatera, że jest dowodem na to, co może dziać się w psychice ludzkiej?

Dokładnie tak. Stachu przez całe życie był pod wpływem swojego demona, ale demonów przecież nie ma w świecie realnym – one zamieszkują nasze głowy, siedzą w psychice, w tej egzotycznej i niebezpiecznej dżungli.

Kliknij, by powiększyć
fot. archiwum autora

Motyw ręki odnaleźć można choćby w Malone Marcina Bałczewskiego, w której zawarta jest historia lewej dłoni Pana Kostki. U Ciebie z kolei pojawia się wątek prawej ręki: „Prawa ręka, pragnąca zadawać ciosy na wszystkie strony. Prawa ręka, gotowa podrzynać gardła przyjaciół. Prawa ręka, która nie zadrżałaby przed wypatroszeniem nagiej dziewczyny, wtulającej się w jego klatkę piersiową”. Czy motyw kawałkowania ludzkiego ciała na poszczególne części, żyjące własnym życiem, jest dowodem na niemożność zapanowania nad własnym ciałem i psychiką?

Ciekawe, bo ja z tą prawą ręką Stasia większych planów nie wiązałem – ot, opisałem tylko sytuację, w której Drewniak straszy chłopca, że zawładnie jego ramieniem. Skoro dostrzegasz w tym większy zamysł, to znaczy, że ręka rzeczywiście wymknęła się komuś spod kontroli – nie tyle Stasiowi, co w ogóle autorowi książki. Ale w związku z tym nie mogę odpowiedzieć na to pytanie – nie panuję już nad tą ręką :-)

Wprowadzasz bohatera pseudo-dresiarza, który mówi o sobie: „Jestem z Pragi-Północ, a tam albo latami wystajesz pod blokiem, zamieniając się w zmęczonego życiem menela, albo próbujesz coś w tym życiu zrobić. Ta druga droga kończy się rozwidleniem: jedno to pierdol, dymanie w dupę i koniec wszystkiego; drugie oznacza, że ci się, szczęściarzu, gówniarzu jeden, udało” oraz „Więc niby z Pragi, ale tak jakoś nie całkiem. Wstydziłem się tego czytania przez całe życie i musiałem pod blokiem uważać, bo się, chcąc nie chcąc, nauczyłem wielu mądrych słów, za które by mnie tam wyśmiano” – to próba przełamania stereotypu dresiarza?

Tak, ja znam wielu dresiarzy, którzy nie mają z wizerunkiem „dresa” nic wspólnego. To tak, jakby powiedzieć, że każdy policjant pożera masę pączków, a bankowiec nie potrafi zrobić więcej niż trzech pompek. Grzesio powiedziałby: ste-re-o-typ.

Za inną próbę można by uznać poderwanie Anię Klementowską na książkę, a nie choćby – stereotypowo – na „furę”…

Grzesio nie miał fury, więc chwytał się innych opcji :-) A tak poważnie, po pierwsze, on się w szpitalu zmienił, a po drugie, książkę kupił już po tym, jak Anię właściwie poderwał (choć może mu ten zakup pomógł postawić kropkę nad i).

Pojawienie się wątku o postaci Grzesia Bednara i jego kumpli z Pragi jest niewystarczające, aby mówić o Dżozefie w kontekście powieści dresiarskiej – jest to raczej nadużycie i potrzeba zaszufladkowania książki…

Też tak uważam i nie lubię, kiedy ktoś o Dżozefie w ten sposób pisze. Gdyby głównym bohaterem tej samej powieści był gej to nazywałoby ją od razu powieścią gejowską? Określenia „powieść dresiarska” można używać dla opisania książki dresiarskiej, a nie książki, której bohaterem jest chłopak z paskami na spodniach.

W Dżozefie mieszasz style mówienia, obok potocznego i literackiego pojawia się – powiedziałabym – filozoficzno-refleksyjny rodem Paula Coehlo. Czy wkładane w usta dresiarza-Bednara słowa: „Więc ważne jest to, co każdego dnia, a nie to, co wyjątkowo” i „Nie dać się temu stworkowi i walczyć z nim, starać się być jednak szczęśliwym” – nie brzmią pompatycznie i pretensjonalnie?

To są zdania wypowiedziane podczas przemiany bohatera, w zamknięciu i w towarzystwie szepczącej do ucha śmierci. Ludzie w takich chwilach nieczęsto zachowują zimną krew. Trzeba mu zatem wybaczyć, że się chłopak rozrzewnił i filozofował.

Bohater, który opowiada swoją historię z Drewniakiem ma na imię Staś – jest to imię przypadkowe? Staś pojawia się m.in. w twórczości Bolesława Prusa w Placówce czy Przygodach Stasia, jako dziecko uduchowione i emocjonalne…

Tutaj niestety pudło. Nie miałem najmniejszego zamiaru nawiązywać do twórczości Bolesława Prusa.

Jeśli już miałbyś zakwalifikować swoją książkę, to jak byś ją określił – jako balladę, fantastykę, powieść oniryczną, realizm magiczny, gawędę czy jeszcze inaczej…

Naprawdę nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Czy pijany facet machający kończynami na parkiecie zastanawia się, czy wykonuje break-dance, czy może jest to już elektro-boogie? Mnie wciągnęła ta opowieść i też się nad gatunkowymi podziałami nie głowiłem – liczyło się samo opowiadanie historii. Byłem jak pijany facet na parkiecie.

Urszula Pawlicka - (ur. 1987 r.) Studentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie na kierunkach dziennikarstwo i komunikacja społeczna oraz filologia polska. Publikowała w "Portrecie", "artPapierze", "Pograniczach" i "Perspektywach Kulturoznawczych". Fascynuje się związkiem pomiędzy literaturą, a mediami elektronicznymi (szczególnie wpływem nowych mediów). Interesuje się również zagadnieniem hiperrealności i popliteratury.

Podobne artykuły