займы онлайн на банковскую карту займ на карту онлайн займы онлайн на карту микрокредит онлайн займ на карту займы онлайн займ на карту быстро микрозаймы на банковскую карту экспресс займ на карту микрозайм онлайн на карту срочно круглосуточно займ онлайн на карту займы на карту онлайн взять займ срочно на карту микрозаймы в интернете займ онлайн

21 kwietnia 2009 21:09

niedoczytania: Latest post

„Automatyka, mięso i poezja” – archiwalny wywiad z Bartoszem Konstratem

Wiosną 2006 roku przeprowadziłem wywiad z Bartoszem Konstratem. Mieszkał wówczas w Lublinie, pisał magisterkę i chodził ze swoim pierwszym wydanym tomikiem poetyckim: „thanatos jeans”. Podobno Wydawnictwo Ha!art ma zamiar opublikować niedługo jego drugi tomik „Samochody i krew” (jego trzeci tomik „traktaty konstrata” niedawno był dodany, bodajże, do „Opcji”), dlatego przypominam relację z tego spotkania.

Bartosz mieszka przy ulicy Staszica w Lublinie. Na drugie piętro idzie się starymi, zjedzonymi przez korniki, schodami, które pewnie pamiętają jeszcze dwudziestolecie międzywojenne. Dwupokojowe mieszkanie wynajmuje, wraz z kumplem, od trzech lat. Nie płacą drogo. Właścicielka na czas zimy zmniejsza im czynsz o sto złotych, bo ogrzewanie jest elektryczne i nabija liczniki. Drzwi otwiera Bartosz, podaje kapcie i zagaduje na temat pogody. Jest ubrany w dżinsy, bluzę, a na głowie ma czapkę, którą w połowie rozmowy ściąga odsłaniając bujną czuprynę. Wchodzimy do pokoju. Zajmuję miejsce w fotelu przy stoliku, natomiast on siada po turecku, na łóżku. To jest nasze drugie spotkanie.

Zaczynamy rozmowę od literatury. Mówi szybko, ale składnie. Pytam czy mu nie wstyd, że jest poetą? Bartosz stwierdza: „podoba mi się takie podejście egalitarystyczne, że równie fascynujące może być pisanie jak robienie butów. I wcale nie uważam, żeby to był jakiś niezdrowy idealizm. Myślę, że to daje pewną siłę temu, co robię. Jak jesteś wewnętrznie uczciwy to czytelnik to dostrzeże. Poza tym czyż nie są śmieszni wszyscy ci młodzi poeci, którzy mówią: ja jestem poetą i czuć w tym taką egzaltację? Gdyby im powiedzieć, że pisanie to rzemiosło, to już by ich nie było, bo ich nie interesuje pisanie, tylko promowanie siebie. Straszne.

Jednym z tematów jego pierwszego tomiku jest dzieciństwo spędzone na prowincji. Z jednej strony autor przedstawia je idealistycznie, a z drugiej – zdziera z niego wszystkie mity. Bartosz urodził się w Lublinie. Mieszkał w nim przez trzy lata, potem razem z rodziną przeprowadził się na wieś, do Wólki Bieleckiej, czterdzieści kilometrów od Lublina. Jeden z krytyków – Karol Maliszewski napisał: „Zmęczenie, dużo zmęczenia – pomyślałem. – Tak jakby dzieciństwo było dla niego czymś męczącym.” Bartosz jednak stwierdza, że nie należy utożsamiać wydarzeń z tomiku z jego biografią: „Przede wszystkim nie mam wrażenia, że ta książka jest o moim dzieciństwie. Jest ona po prostu pewną opowieścią, do której mam dystans. Nie ma tam bezpośrednich odniesień do mojego dzieciństwa. To jest po prostu opowiedziana pewna historia. Oczywiście każda historia, którą opowiada autor, ma jakiś tam związek z nim samym, ale nie można traktować tego, co napisał, na równi z tym, co przeżył. Czuję w sobie bardzo duży dystans do tego, co się naprawdę zdarzyło w moim życiu. Dla mnie jest to po prostu taki film.”

Tomik „thanatos jeans” został zauważony przez krytykę. Bardzo dobre recenzje ukazały się w „Nowych Książkach”, „Studium”, „Lampie” oraz w portalu „nieszuflada.pl”. Przeglądając Internet można natrafić na kilka wypowiedzi na temat jego twórczości. Jednak, jeżeli będziemy chcieli się dowiedzieć czegoś więcej o samym Bartoszu, zawiedziemy się, bo nie znajdziemy zbyt wiele. Nawet na jego wizytówce w portalu literackie.pl, można dostrzec tylko skromną informacje: „ur. 1977. Z wykształcenia animator i menedżer kultury. W 2005 roku zadebiutował książką >>thanatos jeans<<" Bartosz tłumaczy, że jest to celowe działanie, gdyż nie chce dzielić się z innymi swoim prywatnymi doświadczeniami. Oddziela pisanie od życia osobistego. Nie chce czynić ze swojej egzystencji tematu sztuki. Jest człowiekiem o spokojnym usposobieniu. Daleko mu do prowokowania poprzez kontrowersyjne wystąpienia, czy wyciągania na światło dzienne pikantnych szczegółów z życia prywatnego. "Bardzo ważne jest dla mnie, żeby nie istnieć publicznie przez moją osobę, tylko poprzez poezję. Teraz jest tak, że ci, którzy piszą poezję i ci, którzy piszą o poezji, to są dwa kręgi, które się wzajemnie przenikają. Jak popatrzysz sobie na to, kto pisze recenzję i komu pisze recenzje, zobaczysz ile jest ich napisanych, dla kolegów. Nie chcę w tym uczestniczyć, w tym procederze, dlatego nie staram się trzymać ze środowiskiem." Kiedy mówi o kontaktach poetów z krytykami daje się wyczuć, że jest nieznacznie zdenerwowany. Widać, że ten problem dotyka go osobiście. "Recenzenci i poeci nie powinni w ogóle się znać - stwierdza idealistycznie. - Dla literatury byłoby najlepiej, gdyby poeci i krytycy to były dwa wrogie sobie plemiona" - dodaje. Wyraża również opinie, o kontaktach między samymi literatami: "Nie ma takiej potrzeby, żeby posiadać duże znajomości w tzw. środowisku" Bartosz ma swoich kumpli, z którymi spędza wolny czas, chodzi na piwo. Organizowanie cotygodniowych spotkań poetyckich śmieszy go; jeżeli coś robić - to większego, jakąś imprezę. Wystarczy mu pisanie; nie musi być w centrum wydarzeń kulturalnych, należeć do grupy literackiej, bądź być członkiem jakiegoś natchnionego środowiska. Wyraźnie stawia się w opozycji do środowiska: "Dostałem ileś tam nagród w jakiś tam konkursach, miałem jakieś tam publikacje w czasopismach, wygrałem tego Bierezina i wydałem ten tomik. Dla mnie ma wartość, że wszystko to osiągnąłem dzięki poezji, a nie kontaktom." Mieszka cały czas w Lublinie. Studiuje w Krakowie, do którego czasami dojeżdża na zajęcia. W Lublinie jest mu dobrze, nie chce mieszkać w Krakowie. Tutaj pisze, tutaj czyta, chodzi ulicami. Podoba mu się prowincjonalność tego miejsca. Kiedyś organizował konfrontacje poetyckie. Chciał rozruszać miasto i je rozreklamować. Ogłosił konkurs w mediach i zaprosił najlepszych poetów do Lublina. Twórcy sami między sobą wybierali laureata. Odbyły się dwie edycje konfrontacji. Pytam, dlaczego konfrontacje nie są już organizowane? Odpowiada, że ma pomysł na interesującą literacką imprezę w Lublinie, ale sam na pewno jej nie zrealizuje, gdyż organizowanie dwóch konfrontacji poetyckich kosztowało go dużo nerwów i pracy. Ktoś musiałby mu pomóc. "Robienie jednego z dwustu konkursu w Polsce nie ma sensu." Po drugie, żeby stworzyć dobrą imprezę, potrzeba znacznych środków pieniężnych, którymi nie dysponuje. Przecież nie studiuje w Lublinie, a w Krakowie nie może się ubiegać o pieniądze na promowanie poezji lubelskiej. Po trzecie doszedł do wniosku, że równocześnie pisanie i organizowanie imprez koliduje ze sobą. Swój debiut poetycki miał w "Kresach". Chodził na warsztaty literackie w Centrum Kultury prowadzone przez Arkadiusza Bagłajewskiego. Zapytał go, czy byłaby możliwość wydrukowania jego tekstów. Otrzymał pozytywną odpowiedź. To było ze trzy, albo cztery lata temu. Potem otrzymał jedną z najważniejszych nagród dla debiutujących poetów, ale w mieście, w którym żyje, nie jest zauważany. "Pisma literackie, które są tutaj wydawane nie należą do tych z czołówki. Dla młodej poezji dużo ważniejsze jest teraz >>Studium<< czy (może przede wszystkim) >>Ha!art<<. Także wszystkie większe imprezy czy festiwale poetyckie omijają Lublin" - mówi. Karol Maliszewski, w recenzji tomu "thanatos jeans", stwierdził: "[...] czytam te wiersze fabularnie. Dla mnie tworzą opowieść o człowieku rozpisaną na gesty, scenki, sytuacje." Historie przedstawione w tomiku są fabularyzowane, akcja powoli się rozwija, słowo za słowem, zdanie za zdaniem. Pytam, czy cały czas tworzył w taki sposób? Zaprzecza: kiedyś pisał bardzo krótkie teksty o zdyscyplinowanej frazie i rytmice. "Jednak pewnego dnia napisałem wiersz, który potem zgubiłem, a nazywał się >>Żywopłoty<<. I od niego zacząłem już pisać długie wiersze, bardziej złożone, z jakąś historią w tle, z fabułą, które złożyły się na drugą część tomiku >>thanatos jeans<<. Tak mi to przyszło, ale gdy skończyłem >>thanatos jeans<<, to doszedłem do wniosku, że już nie będę tak tworzył. I drugi tomik będzie wyglądał całkiem inaczej." Drugi tomik ma już właściwie ukończony. Zastanawia się, gdzie go wydać. Wspomina, że musi to być miejsce, które sobie ceni, nieprzypadkowe. "Od wydania pierwszego tomiku napisałem czterdzieści pięć tekstów, a chciałbym pozostawić może z trzydzieści pięć, może mniej. Są to wiersze pisane w różny sposób: niektóre regularnym trzynastozgłoskowcem, a inne mają zajebiście rozbudowaną strukturę: zaczynają się od prawej strony, a kończą na lewej, inne, które zaczynają się w połowie wersu, takie strukturalne szaleństwo. Mają także różną tematykę. Jedyna moja obawa jest taka, że to, co złożyłem jako całość, może nie być całością spójną. Tomik podzieliłem na dwie części: >>Samochody<< i >>Krew<<. Pierwsza część jest absurdalna, druga jest bardziej krwista, prawdziwa. Poszczególne części, w przeciwieństwie do >>thanatos jeans<<, nie różnią się one od siebie formą, lecz ujęciem tematu, w obu można znaleźć wiersze pisane tradycyjnie i nowatorsko." Zapytany o przyszłość Bartosz mówi, że na razie musi się obronić, kończy właśnie pisać magisterkę na temat polskiej sztuki politycznej. Potem pewnie wyjedzie z Polski. "Podczas ostatnich wakacji byłem dwa i pół miesiąca w Londynie i zarąbiście się tam odnalazłem. Co tydzień chodziłem sobie do teatru, kupowałem książki. Pod względem wydarzeń kulturalnych, to miasto jest miejscem, gdzie najwięcej się dzieje takich rzeczy. Światowa awangarda, szczególnie jeśli chodzi o teatr. No i zawsze mogę zostać poetą emigracyjnym, w Polsce to profesja z tradycją" - kończy żartem. W wywiadzie przeprowadzonym przez Marcina Kamolę dla "szpinacz.blog.pl" stwierdza, że chciałby, żeby pisanie poezji było zawodem. Nie boi się zmiany języka, kraju. Nie jest przywiązany emocjonalnie do Polski. "Może się okazać, że mentalnie ja należę bardziej tam niż tutaj, że tutaj jakbym był adoptowanym dzieckiem, ale moja ojczyzna to Londyn. Nie wiem, ale jestem gotowy na takie rozwiązanie. Świat się zmienił i trochę inaczej przebiegają dzisiaj granice. Tym bardziej, że samolotem to w sumie godzinę drogi." Pierwodruk: „Ofensywa” nr 3, maj 2008.

Leszek Onak - ur. 1981, didżej i programista kultury. Strona autorska: http404.org

Podobne artykuły