Niepolska

niedoczytania: Latest post

Obawa przestrzeni, o Zbigniewie Masternaku pisze i ze Zbigniewem Masternakiem rozmawia Leszek Onak

0.
Grał nieźle w piłkę, ale nie należy do żadnego klubu piłkarskiego. Był studentem prawa, filologii polskiej, myślał o zdawaniu na AWF, ale nie skończył żadnego kierunku. Studiował w sumie z osiem lat a zaliczył z tego trzy lata.
Sprzedawał podrabiane karty telefoniczne, handlował ikonami na Ukrainie, dostarczał wschodni bimber spragnionym, przemierzył Francję prosząc o jałmużnę w mniszym habicie, prowadził lewe interesy, był poszukiwany przez policję, uciekał przed wojskiem. Teraz osiadł i opisuje co przeżył. Ma 28 lat i młodą żonę. Pragnie napisać swoje życie na nowo. Wydał Niech żyje wolność oraz Chmurołapa. Proszę, poznajcie Zbigniewa Masternaka.

1.
W Lublinie na dworcu PKS wchodzę do busa, na którym napisane jest ?Nałęczów?. Na moje pytanie kierowca odpowiada, że na miejscu będziemy za pół godziny. Czekamy aż wszyscy pasażerowie wejdą do pojazdu. Obok mnie siada starszy człowiek z gazetą Nasz Dziennik pod pachą. Przed nami znajduje się jego dwudziestopięcioletni umysłowo chory syn.
Wyruszamy punktualnie o 13:00. Wyjeżdżamy z Lublina wąską ulicą przykrytą dachem drzew. Po nocnej ulewie pozostały jeszcze na liściach krople, które pod wpływem wiatru opadają na jezdnie i samochód. Kiedy pojawiamy się na równinie, wtedy pomarańczowe słońce odbija się w mokrej szybie i świeci nam w oczy. Za szybami blaszane sklepy spożywcze, oszpecone budynki hurtowni oraz zardzewiałe znaki. Od czasu do czasu mijamy kogoś, kto idzie skulony skrajem ulicy. Stare chałupy, jak i te wybudowane z czerwonej cegły, tworzą krajobraz zapomnianego świata, w który siłą wkroczyła asfaltowa jezdnia.
Pół godziny, 30 kilometrów, a ma się wrażenie jakby przekraczało się jakąś niewidzialną granicę, za którą nie spotka się już tych samych ludzi, nie zobaczy tego samego świata, tutaj ludzie mówią innym językiem, tutaj oddają się innym obyczajom.
W końcu bus dojeżdża do miasta. Wychodzę z niego wraz z grupą pasażerów. Na okładce Niech żyje wolność widziałem zdjęcie Zbigniewa Masternaka więc wiem jak on wygląda. Rozprostowuję kości po jeździe. Rozglądam się w poszukiwaniu jego twarzy. Miał czekać na mnie razem z żoną koło przystanku. Zatem patrzę na stojących ludzi i porównuję ich twarze z twarzą z okładki, aż w końcu dostrzegam go. Stoi po drugiej stronie ulicy wraz z żoną, jak biznesmen, jak menedżer niewielkiej fabryki, który wraca z małżonką z kościoła. Ma na sobie skórzaną katanę, białe spodnie oraz brązowe półbuty. Nie wygląda na człowieka, który wydał książkę, czeka na publikację dwóch kolejnych, a prawa do sfilmowania jego dwóch tekstów kupiła TVP. Wygląda jak przedsiębiorca, jak młody trener drużyny piłkarskiej. Renata ? jego żona ? ładna blondynka odziana jest w pokaźne futro. Pasują do siebie. Podchodzą do nich i się przedstawiam. Są zaskoczeni, że to ja będę z nimi rozmawiał. To pewnie przez mój ubiór. Kilka dni byłem w podróży i nie wyglądałem jak redaktor a jak żul spod supermarketu.
Najpierw idziemy do parku ? chcą mi pokazać gdzie się poznali. To tutaj Zbigniew sprzedawał książki, które wydał za własne pieniądze. To tutaj znajduje się ławka, na której mieli pierwszą randkę. Potem idziemy do knajpy znajdującej się nieopodal parku. Renata zamawia koka-kolę, ja ze Zbigniewem piwo. Włączam dyktafon. Pisarz ostrzega mnie, że lubi dużo gadać i czasami od rzeczy. Nie muszę mu zadawać pytań, sam sobie je zadaje i mówi. Mówi.

2.

Gdybyś mógł wybrać, kim chciałbyś być: piłkarzem, prawnikiem czy pisarzem?
Dla mnie bardzo ważna jest etapowość. Życie nie jest ciągłe, tylko składa się z części. I to jest w nim najciekawsze, że niekoniecznie musisz być przez całe życie jedną osobą. Literatura jest na tyle wygodna, że daje ci możliwość sumowania tych doświadczeń. Bardzo sobie cenię, że przez jakiś czas byłem prawnikiem, że przez jakiś czas grałem w piłkę, czy nawet byłem polonistą. Dużo w życiu przeżyłem, dużo podróżowałem więc teraz nie muszę wymyślać historii. Dzięki mojemu bujnemu życiu mam co opisywać. Poznałem wielu znanych gangsterów, którzy teraz siedzą w pace i cieszę się, że w porę skończyłem z nimi interesy. Poznałem również wielu ludzi piłki nożnej czy literatury. Tak naprawdę to nie wiem kim jeszcze będę w życiu. Może będę grał na giełdzie, może zajmę się znów lewymi interesami

W Twoich tekstach da się zauważyć pewne wątki biograficzne, np. to, że zarówno Ty jak i Twój bohater pochodzicie z Gór Świętokrzyskich, studiowaliście to samo, bywaliście w tych samych miejscach. Na ile Diego Armando Goethe, bohater Niech żyje wolność to jesteś Ty?
Do tego stopnia, że wywiad, który najbardziej sobie cenię, udzieliłem dla Tempa, dodatku Przeglądu Sportowego i miał tytuł ?Diego Armando literatury?, na zdjęciu trzymam piłkę w koszulce argentyńskiej. Wiesz, grałem w piłkę dosyć długo i ciągle śledzę wydarzenia piłkarskie, kibicuję reprezentacji, znam wyniki meczów do poziomu trzeciej, czwartej ligi. Jestem cały czas w temacie. Kiedyś nawet chcę sobie kupić trzecioligowy klub piłkarski.

Czy tak samo jak bohater powieści odniosłeś kontuzję, która uniemożliwiła Ci dalsze uprawianie sportu?
Miałem kontuzję kolana i ciągle mam problemy ze ścięgnami. W maju nawet dostałem propozycje występowania w redakcji ?Przeglądu Sportowego? z Dariuszem Dziekanowskim. Miałem grać w ataku, ale moje problemy zdrowotne mi to uniemożliwiły. Mam 28 lat a kontuzji ciągle przybywa, ale już od roku nie gram nawet amatorsko. Sport wyczynowy nie jest zajęciem bezpiecznym.

Czyli Twoja twórczość jest czymś w rodzaju życiopisania?
Tak, ale wszystko nie jest takie dosłowne. W przeciwieństwie do książki mój ojciec żyje i ma się znakomicie, natomiast moja mama umarła, niestety. Mam brata i siostrę, którzy dobrze się mają. Nie do końca zatem książka jest moją biografią, ale generalnie wiele rzeczy jest wspólnych.
W części drugiej Księstwa jest taka scena, kiedy moja mama leży na łóżku zmęczona, wygląda jakby umarła, a ja jej wyznaję, że wyrzucili mnie z prawa, a czwarta część Księstwa kończy się właśnie pogrzebem mojej mamy. Mama leży tak samo jak wtedy. Ja przyjeżdżam do domu rodzinnego z dziewczyną, która nie jest już moją dziewczyną i samochodem, który nie jest moim samochodem, w garniturze, który jest pożyczony od kolegi. Wszystko, z czym przyjeżdżam jest moim jakby pozornym sukcesem. A ci ludzie myślą, że ja skończyłem prawo, jestem adwokatem czy kimś tam, kto sobie poradził w życiu. Moja matka leży tak samo jak kiedyś, gdy mówiłem jej, że rezygnuję z prawa i po prostu okazuje się, że przewidziałem przyszłość, w pewnym sensie. Koniec czwartej części - ?Scyzoryka? dopowiada koniec drugiej. Powstaje struktura, której nie przewidziałem, to życie je przewidziało, to życie to napisało. Tak, zatem mogę powiedzieć, że moja twórczość to życiopisanie.

Byłeś klasyfikowany jako reprezentant literatury wiejskiej, a Ty gdzie siebie widzisz?
Widzę, że z nikim nie jest mi po drodze, nie o oto chodzi, że w części pierwszej i drugiej używam gwary, bo w kolejnych częściach w ogóle jej nie będzie, ale ja nie lubię poetyki fragmentu. Lubię cykl, coś, co jest ciągłością. I chcę zrobić coś co będzie dużą rozbudowaną strukturą. Najłatwiej mi się pisze opowiadania i w tym się czuję pewnie. Małogrzata Szlachetka w ?Nowych Książkach? napisała, że mógłbym być mistrzem krótkiej formy, gdybym wydał Niech żyje wolność jako zbiór opowiadań, a nie jako powieść. Ale dla mnie ważniejsza jest większa struktura. Opowiadania tworzą powieści, a powieści tworzą podcykle np. ?Pięcioksiąg młodzieńczy?
Jeżeli uda mi się skończyć te cykle, które sobie zaplanowałem to będą one czymś czego w polskiej literaturze jeszcze nie było. Nikt dotychczas nie wpadł na taki prosty pomysł, żeby na żywo dokumentować ten czas, który ci ucieka. Bardzo bliski mi jest Gombrowicz oraz Herling-Grudziński, a to dlatego, gdyż byli oni autorami niesamowitych dzienników. A to, co piszę to jest dziennik. Każde z tych opowiadań jest po prostu notą w dzienniku.

3.

Dyktafon powoli nagrywa ściany, w których się znajdujemy, rejestruje kształt podłogi i mówienie. Tak mówienie. To mówienie jest niezwykle interesujące w prozie Masternaka. Czyta się ją tak jakby słuchało się opowiadanej na głos opowieści. Przypomina się rosyjska tradycja narracji.
Masternak mówi obrazem, mówi filmem. Gada scenami. Większą uwagę zwraca na losy niż na strukturę, chociaż ona też występuje, ale tak jakby przypadkiem. Jest w jego prozie potencjał filmowy i dlatego pewnie wzbudza takie zainteresowanie reżyserów. Andrzej Barański porównuje losy bohatera Niech żyje wolność do losów postaci Stefana Żeromskiego. Chodzi mu o tragizm młodego człowieka ze wsi, który próbuje odnaleźć swoje miejsce w mieście. Postacie, które pojawiają się w książce nie przypominają jednak Janko Muzykanta, są inteligentne, rzucają żartami. U Masternaka nie ma tak dużo naturalizmu, u niego jest ironia, jest sarkazm, jest żart pogrobowy… Ale jest też dosłowność, brak dystansu narratora do bohatera. Jest były piłkarz z kontuzją, który naczytał się Goethego i jeździ w dresie na różne warsztaty literackie, żeby nauczyć się pisać.

4.

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z literaturą?
Zaczęło się od tego, że jako siedmiolatek połknąłem dziesięć złotych z Sienkiewiczem i niestety nie udało mi się go pozbyć do dzisiaj. Cały czas czuję, że Sienkiewicz jest we mnie. Po prostu połknąłem dziesięciozłotówkę i ona tam jest w żołądku dalej. To był pierwszy znak, że muszę zająć się literaturą.
A prawda jest taka, że pierwsze opowiadanie napisałem w wieku właśnie siedmiu lat, a debiutowałem jako trzynastolatek. I od trzynastego roku życia literaturę traktuję poważnie, a mam teraz dwadzieścia osiem lat, zatem większa częśc mojego życia jest związana z literaturą. Wiele rzeczy mi ona rozwaliła i czasami myślę o tym, że chciałbym prowadzić unormowane życie, pracować od ósmej do szesnastej, a potem mieć wolne. W tym czasie, co pisałem, mogłem zarobić niezłą kasę, gdybym się tak naprawdę zajął interesami, jednak, jak się okazało, dla mnie nie ma ucieczki od literatury, jestem na nią skazany.

Ale nie jest tak, że jakbyś jednak został sławnym piłkarzem to byś nie został pisarzem? Czy kontuzja tak samo jak u Alberta Camusa poskutkowała w taki sposób, że zmusiła cię do pisania?
Albo się literatem jest, albo się nim nie jest. Nie bywa się. Nie można chyba wybierać. Coś cię zmusza do pisania i już. Po prostu robisz to. Nawet, jeżeli próbujesz nie pisać, to i tak to kiedyś do ciebie powróci. Ja pisałem od małego, nawet wtedy, kiedy grałem w piłkę. W ósmej klasie podstawówki napisałem czterotomową powieść o wojowniku indiańskim Złamana Strzała. W drugiej klasie liceum stworzyłem monografię Indian północnoamerykańskich.
Wszystko oczywiście trafiło do kosza. Żałuję nawet, bo z miłą chęcią przeczytałbym teraz tą powieść indiańską. Miałbym także materiał do książki o wojowniku wiślańskim. To siedzi w człowieku i tego nie da się pozbyć. Nie da się tego wypracować, o czym przekonuje się wielu polonistów. Na polonistyce da się nauczyć warsztatu, rzemiosła, ale bez tej dziwnej iskry niczego nie zdziałasz.

5

Zatem kim jest Zbigniew Masternak? Jest człowiekiem w trakcie pisania cyklu Księstwo. Czym jest Księstwo? Jest podróżą ?współczesnego herosa?. Może się to wydać dość ekstrawaganckie, ale chce on stworzyć współczesną epopeję chłopaka z Gór Świętokrzyskich. Historię życia Odyseusza rozwalającego się po różnych miastach Polski i Europy. Czego poszukuje? Odpowiedź jasna ? domu, Itaki. I chociaż wielu próbowało zrobić to wcześniej, z różnym skutkiem, to jemu może się udać.
Pomimo, że Masternak nie jest herosem, nie wygląda jak typowy pisarz, ma ogromne szanse stworzyć może nie Odyseję współczesną, ale własną, własną podróż do Itaki. I pomimo, że może to nie będzie Pani, Pana życie, to znaczy społeczeństwa życie to nie będzie, to społeczeństwo może go polubić, bo jest niestereotypowy. Rzadko pojawia się w literaturze postać dresiarza, który interesuje się literaturą! Ma też szansę dlatego, bo jest na tyle uparty i nie ma zbyt wiele do stracenia, to znaczy, jest na tyle bezczelny, że może powalić wszystkie tradycje i spróbować na nowo napisać księgę o stworzeniu świata wedle własnego pomysłu. Jest w nim pilchowska polaryzacja pomiędzy piłką a literaturą.

6.

Jak wyglądało Twoje życie? Urodziłeś się w Górach Świętokrzyskich, a potem wyjechałeś na studia do Lublina…
W czwartej klasie liceum miałem średnią 5,7. Poszedłem na studia prawnicze, gdyż uważałem je za najbardziej odpowiednie dla mnie. Wydawało mi się, że nie przykładając się do nauki skończę je na czwórkach. Nie udało się jednak. Czułem się przyparty do muru. Strasznie się mordowałem. Przez ostatni rok w ogóle nie chodziłem na uczelnie. Całkowicie mi odbiło. Byłem prymusem w liceum, a potem postanowiłem robić to, co lubię i powaliłem wszystkie te studia. To było szalone, ale nie upijałem się tylko pisałem. Mam poprawkę i profesor mi mówi, że znowu się nie nauczyłem to ja do niego: ?wpisz pan szybko tą dwóję, bo wpadł mi pomysł na nowe opowiadanie?. Nie mówiłem tego, żeby sobie zrobić jaja, po prostu mi już nie zależało. Wtedy napisałem opowiadanie Niech żyje wolność, które dało tytuł całej książce. Po skreśleniu mnie z listy studentów ścigało mnie wojsko, wyjechałem zatem na Ukrainę na dziewięć miesięcy. Miałem w tym kraju wielu znajomych, których poznałem przy zrywaniu jabłek pod Sandomierzem. Zaprosili mnie do siebie. Byli to kolesie, którzy mieli własne zespoły muzyczne, a do Polski przyjeżdżali, żeby zarobić na lepsze wiosło. Pojechałem zatem tam całkiem przypadkiem i zaangażowałem się w handel ikonami na bardzo dużą skalę do Grecji, do Rumunii. Dzięki temu jestem obecnie wybitnym znawcą malarstwa… Zajęcie to traktowałem z przymrużeniem oka, chociaż było to niebezpieczne i często ryzykowałem życiem.
Potem powróciłem do Polski i doszedłem do wniosku, że musze iść tam gdzie dyktuje mi serce i wybrałem polonistykę we Wrocławiu. Wkuwanie kodeksów to była nauka na pamięć, zero inwencji twórczej, więc doszedłem do wniosku skoro tam nie, to może na polonistyce mi się uda. Okazało się jednak, że tam też trzeba było wkuwać gramatykę historyczną czy opisową. W jeden rok trzeba było przeczytać 180 lektur i zapamiętać takie szczegóły jakie ktoś nosił rękawiczki i jakiego koloru. Wykładowców interesowały rzeczy, które dla mnie nie miały żadnego znaczenia.
We Wrocławiu utrzymywałem się handlując lewymi kartami telefonicznymi. Spędziłem na uczelni cztery lata, a zaliczyłem tylko półtora roku. Łącznie razem z prawem, zaliczyłem może z trzy lata studiów. Zrezygnowany myślałem sobie, że pozostaje mi tylko AWF, ale i tam dowiedziałem się, że trzeba się uczyć biologii i medycyny, struktury kości i mięśni. Mimo potencjału, który miałem, nie utrzymałem się na żadnej uczelni, gdyż wszystkie, na których miałem przyjemność studiować nie dały mi tego czego pragnąłem.
Tylko literaturę, i teraz rodzinę, traktuję poważnie, no i jeszcze piłkę nożną. W Polsce jest dość trudno robić to co się lubi i jeszcze na tym zarabiać. Jakoś mi się to udaje, ale najgorsze jest to, że muszę używać do tego, praktycznie zdolności niemalże menedżerskich, które nabyłem w jakiś lewych interesach.

Opowiedz coś o cyklu Księstwo?
Księstwo powstaje nie chronologicznie. Najpierw napisałem część drugą, czyli Niech żyje wolność, którą niektórzy porównują do Konopielki Redlińskiego. Potem była część czwarta -  ?Scyzoryk?, opowiada o moich przygodach we Wrocławiu. Jest powieścią wielkomiejską. Ja tam kpię ze znanego twórcy kryminałów Marka Krajewskiego. Robię z niego zwykłego kelnera. I w momencie kiedy z kolegą siedzę w restauracji i wymieniam się towarem ? przekazuje mu pod stołem plecak z pieniędzmi a on mi torbę z lipnymi kartami telefonicznymi ? w tym momencie podsłuchuje nas właśnie Krajewski. Potem była cześć pierwsza Chmurołap, która jest stworzona w stylu realizmu magicznego. Jest to pół-baśń, pomieszanie realizmu z legendami tłumaczącymi rzeczywistość. Część piąta jest to książka drogi ? dzieje się we Francji, po której podróżuje i pracuje w domu opiekuńczym dla starszych ludzi. Cześć trzecia jest zamierzona jako kryminał. Jest tutaj gra z konwencją.
I te pięć części tworzą ?Pięcioksiąg młodzieńczy?, który opisze moje życie do trzydziestki. Potem powstanie cykl charakteryzujący moje życie dorosłe, następnie życie jako starszego człowieka
Początkiem całości będzie książka mitologiczna o domniemanych moich przodkach wiślańskich. Napiszę książkę taką mitologiczną odwołującą się do przeszłości sprzed tysiąca lat. A całość cyklu zamknie się książką proroczą. Książką ukazującą moją wizję przyszłości. To czego jeszcze nie przeżyłem, a co kiedyś nastanie, jak będą wyglądały następne pokolenia, jak będą żyli moi potomkowie.

7.

Nałęczów jest to miejscowość uzdrowiskowa w województwie lubelskim. Swój obecny wygląd zawdzięcza nie tylko źródłom wodnym, ale i po części bratankowi Stanisława Witkiewicza ? Janowi Koszyc Witkiewiczowi, który przyjechał do miejscowości w 1905, żeby zaprojektować i wybudować pracownię Stefanowi Żeromskiemu.
Bolesław Prus w liście z dnia 5 lipca 1882 roku do Stanisława Kronnenberga napisał: ?Panie Prezesie! Chłop strzela a Pan Bóg kule nosi! Rok cały pieściłem się nadzieją wyjazdu do Zakopanego na odpoczynek - tymczasem w ciągu kwadransa zdecydowałem się jechać do Nałęczowa na kurację. Stało się tak, że onegdaj wziął nas kilku doktor Benni ?Pod Raka? na Pragę. Trzeba było przejechać nowy Zjazd i most, na którym dostałem lekkiego nerwowego ataku. Okazało się, że mam wcale piękny początek fenomenalnej choroby zwanej obawą przestrzeni. Nim zjedliśmy półmisek raków, Benni wytłumaczył mi, że za sześć tygodni będę zdrów, ale muszę jechać na wodnistą kurację do Nałęczowa. Więc pojadę. Oto na co mi się przydał bilet wolnej jazdy?.
Twórcy z terenów Lubelszczyzny, i pewnie nie tylko oni, wszyscy ci, którzy piszą na prowincji, to znaczy z dala od wielkich festiwali, konkursów i środowisk, mają w sobie rodzaj uporu i determinizmu. Tylko najbardziej zawzięci przeżywają. Boją się przestrzeni. Nie znają za wiele nazwisk ze światka i tylko literatura jest ich wizytówką. Tworzą w zamkniętym słoiku, a kiedy po jakimś czasie się takie naczynie odkryje ? otwiera się sfermentowane konfitury. Przetwory, które rzadko można spotkać gdzie indziej. Nie dopada ich globalizacja, nie dopadają ich mody i inne wpływy. Są wieśniakami, którzy z dala obserwują pański dwór plewiąc ziemniaki. Bo literatura jest dla nich kwestią przeżycia lub nie. Tak jest w przypadku Kajetana Herdyńskiego, Bartosza Konstrata i może się tak stać w przypadku Zbigniewa Masternaka. W Niech żyje wolność widzimy fragmenty, widzimy koncepcję, widzimy człowieka, który w następnych częściach może się rozwinąć, może rozszerzyć swoje wpływy. Masternak może stać się jeszcze bardziej Masternakiem.

8.

Opowiedz mi o swoim debiucie.
Debiutowałem w ?Twórczości? Henryk Bereza przez wiele lat mnie odrzucał, stwierdził nawet kiedyś, żebym dał sobie spokój i żebym wracał na boisko. Potem wysłałem mu opowiadanie Niech żyje wolność i mi odpowiedział, że wydrukują ten tekst. Od tego opowiadania wszystko się zaczęło i wziąłem to na poważnie.

Potem wydałeś część drugą Księstwa za swoje pieniądze?
Tak, za pieniądze z lewych interesów wydałem własnym sumptem część drugą ?Księstwa?. Nakład wynosił 3 500 egzemplarzy ? wszystkie sam rozprowadziłem. Za zarobioną kasę spłaciłem dużą część Stacji Mirsk, filmu, który powstał na podstawie mojego opowiadania. We Wrocławiu zrobiłem ogromną kampanię reklamową więc pierwszego dnia poszło mi 500 egzemplarzy. Całe miasto wyplakatowałem za 100 zł. Wszystko zrobione było na wpół darmo. W weekendy jeździłem do Nałęczowa i Kazimierza Dolnego nad Wisłą i tam ją sprzedawałem z ławki. Czasami dziennie schodziło mi z 30-40 sztuk. Stałem i zaczepiałem. Oczywiście wiele ludzi odmawiało, ale miałem też takie sytuacje, że przyjechała wycieczka Polaków pracujących we Włoszech i każdy sobie kupił jeden egzemplarz. Wiesz tacy pracownicy ogórkowi chcieli mieć pamiątkę z Polski…

Miałeś wtedy 27 lat?
Tak. Denerwowało mnie, że jeszcze nie debiutowałem, że mam już tyle lat a wciąż nie opublikowałem książki w jakimś poważnym wydawnictwie. Czułem, że powinienem już debiutować. Zrobili to przede mną pisarze, których twórczość nie była dużo lepsza od mojej.
Kiedy sprzedałem cały nakład mojej książki i oddałem wszystkie długi, to postanowiłem wyjechać z kraju. Był czerwiec, byłem czysty i chciałem rozpocząć nowe życie we Francji, tak jak to wcześniej robiłem w Lublinie, na Ukrainie oraz we Wrocławiu, jeszcze raz miałem zaczynać wszystko od początku. Jechałem tam z myślą, że będę pracował jako robotnik na budowie. Jednak jakiś Polak mnie rozpoznał i powiedział, że widział moje zdjęcie w ?Przekroju?. Poszedłem do kiosku z polską prasą i kupiłem tę gazetę i znalazłem recenzję mojej książki. Po tym incydencie postanowiłem, że już nie będę pracował normalnie. Teraz widzę, że to oczekiwanie na sukces miało sens. Nie spotkałbym Renaty, mojej żony, gdyby nie książka. Poznałem ją właśnie w Nałęczowie podczas handlowania Księstwem. Wiem, że gdybym nie wydał tej książki nie zostałbym zauważony przez Zysk i S-kę. Książka, która nie została oficjalnie wydana i nie była dostępna w żadnej księgarni miała ponad dwadzieścia recenzji w dużych pismach.

9.
?Warszawa za lat kilkadziesiąt, jako stolica wielkiego mocarstwa, rozrośnie się do rozmiarów potwornych i kto wie czy nie prześcignie w swem rozwoju stolic zachodnio-europejskich. Warszawa będzie wielka, ekonomicznie silna, ale jak każde wielkie miasto niezdrowa i droga. Ci, co nie będą zmuszeni do mieszkania w Warszawie, oraz ci, których interesy będą ciążyły ku wschodowi powinni w Lublinie znaleźć warunki życia tak dogodne i higjeniczne, by Lublin za swoją siedzibę obrali?(Jan Turczynowicz, ?Przegląd Lubelsko-Kresowy?1924, nr 1, str. 4).
Po skończonej rozmowie płacimy rachunek i udajemy się do sklepu spożywczego kupić coś do jedzenia. Wsuwam drożdżówkę, natomiast Zbigniew z Renatą zajadają się mandarynkami. Wchodzimy następnie do busa jadącego do Lublina. Dzisiaj wieczorem w Centrum Kultury na Peowiaków odbędzie projekcja filmu Stacja Mirsk, który został nakręcony na podstawie opowiadania Zbigniewa.  Sala jest pełna ludzi. Reżyser Robert Wrzosek przedstawia film i ukazuje kulisy jego powstania. Po projekcji Masternak wraz z reżyserem opowiadają na pytania zgromadzonych. Wyrywają sobie mikrofon…

10.

Na podstawie jednego Twojego opowiadania powstał film Stacja Mirsk…
Stacja Mirsk jest rozdziałem części czwartej, dotyczy fragmentu mojego życia, kiedy przemycałem spiritus z Czech. Film zaczęliśmy w 2004 a skończyliśmy w 2005. Było z nim wiele problemów, których nie chce tutaj przypominać. Jestem jego współproducentem, napisałem scenariusz oraz zagrałem tam role ?człowieka na drabinie?, który w stroju roboczym zdzierał napis ?Mirsk?. Wyprodukowanie samodzielne tego filmu przerosło moje możliwości finansowe. Budżet początkowo miał wynosić 10 tys. złotych ? to i tak jest duża kwota jak na studenta polonistyki, zacząłem robić lewe interesy, żeby zebrać taką sumę ? potem okazało się, że 45 tys. nie wystarczy.

Film nie był kręcony w miejscowości Mirsk?
Nie, nie… wynajęliśmy dworce w dwóch różnych miejscowościach w Brochocimiu Trzebnickim oraz w Łagiewnikach pod Wrocławem. Aktorzy byli profesjonalni z Teatru Polskiego. Najśmieszniejsze jest to, że ja ryzykowałem za ten film nie tylko pieniędzmi, ale i głową, za lewe interesy zbierałem pieniądze na zdrowie matki, bo matka umierała na raka oraz na ten film, z tego zostawiałem dla siebie nie wiele. Chodziłem w jednych spodniach i jednej kurtce mimo, że zarabiałem bardzo dużo pieniędzy. Dla mnie najlepszy miesiąc to było 10 200 zł. Cały czas ryzykując, że mogę nie wrócić na stancję. Szukała mnie policja. Przez dwa tygodnie ukrywałem się, a potem znowu wróciłem i prowadziłem interesy, a reżyser przywłaszczył sobie całą zasługę za stworzenie tego filmu. W reklamówce mówił, że to on wpadł na pomysł, żeby nakręcić film, gdzie ja napisałem scenariusz na podstawie własnego opowiadania.

Ale to nie był pierwszy film, który nakręciłeś?
To prawda. Pierwszy to była Wiązanka właśnie stąd się wzięły wszystkie znajomości filmowe. Jest to fabuła na podstawie Nocy świętojańskiej, opowiadania z Niech żyje wolność. Niektórym bardziej się on podoba od Stacji Mirsk.  Nie chcę prać teraz jakiś brudów, ale jest mi o tyle smutno, bo jednak w literaturze jest w miarę sprawiedliwie, natomiast w filmie to jest bardzo trudno, są większe pieniądze i ludzie się wygryzają bezpodstawnie

TVP ma w planach nakręcenie filmu na podstawie Twojej prozy…
Tak, telewizja będzie kręciła film na podstawie Niech żyje wolność i księgi czwartej. Jego reżyserem będzie Andrzej Barański. Jest on w trakcie pisania scenariusza do filmu, w marcu powinny rozpocząć się zdjęcia

Jesteś zadowolony z tego jak toczy się Twoja kariera literacka?
Jak na debiutanta to nie mogę narzekać. W 2006 roku ukazały się dwie moje książki, moje opowiadanie zostało zamieszczone w antologii Nasze polskie wigilie. Podpisałem umowę na sflimowanie dwóch książek z telewizją.

11.
Po prawie roku od napisania tego tekstu (wywiad przeprowadziłem w listopadzie 2006 roku) spotkałem się z Masternakiem w Krakowie Był w tym mieście na stypendium Willi Decjusza. Uczestniczył w spotkaniach literackich. Zadałem mu kilka dodatkowych pytań.

Od ostatniej naszej rozmowy minął prawie rok, co się zmieniło w Twoim życiu od tego czasu?
To był bardzo intensywny czas, zarówno w życiu prywatnym, jak i ?zawodowym?. Przede wszsytkim w lutym 2007 urodził się mój syn ? Wiktor, który będzie następcą tronu ? odziedziczy po mnie umiejętności pisarskie albo piłkarskie. Jego narodziny otworzyły w moim życiu nowy etap ? życie dojrzałe. Jeżeli chodzi o moją działalnośc literacko-filmową, także sporo się wydarzyło. W grudniu 2006 ukazała się księga pierwsza mojego cyklu - ?Chmurołap?, oraz antologia ?Nasze polskie wigilie?, w której znalazł się mój tekst ?Wigilia pana Wiktora?(fragment księgi piątej ?Księstwa?). Doszlifowałem księgę trzecią - ?Scyzoryka? oraz sprzedałem księgę piątą - ?Nowe niebo, nowa ziemia?(napisaną wspólnie z żoną Renatą) do Wydawnictwa Zysk i S-ka, z którym współpracuję. Mój film ?Stacja Mirsk? był pod koniec ubiegłego roku wyświetlany w Telewizji Kino Polska, a w tym roku prawo do jej emisji nabył Canal +. W czerwcu tego roku Andrzej Barański skończył wreszcie scenariusz do filmu ?Księstwo?, napisany na podstawie mojej powieści ?Niech żyje wolność?. Scenariusz został zatwierdzony przez PISF, wiosną przyszłego roku pierwszy klaps. Wszystko się przedłuża, ale zmierza w dobrym kierunku. Sporo napisałem ? poszerzyłem swoją działalnośc pisarską o dramaturgię. Napisałem zbiór trzech dramatów ? pod roboczym tytułem - ?Polska w trzech aktach?. Wziąłem tutaj na warsztat trzy ważne dla Polaków hasła ? Religia, Historia, Rodzina. Zrobię z tego również scenariusz filmowy i będę szukał producenta.

Przez trzy miesiące byłeś na stypendium w Willi Decjusza. Zapoznałeś się z krakowskim środowiskiem literackim?
Muszę przyznac, że miasto ma swój artystyczny klimat. Tylu literatów i tych, którzy się za literatów uważają, nie spotkałem nigdzie indziej, chociaż sporo się kręciłem po różnych miejscach. Pobyt w Willi Decjusza to bardzo przyjemne doświadczenie ? przez trzy miesiące żyliśmy w świetnych warunkach, o nic się nie martwiąc, w ekskluzywnej dzielinicy Krakowa. Willa jest położona w malowniczym parku, niedaleko ciągnie sie rezerwat przyrody Skały Panieńskie, ZOO, lotnisko w Balicach. Bez przerwy włóczyliśmy sie po okolicy, zrobiliśmy mnóstwo fotografii, które pozwalają zatrzymac czas. Wiele tam napisałem i wymyśliłem, to międzynarodowe stypendium (byli obecni pisarze z Ukrainy, Białorusi, Niemiec, a także tłumacze z Wietnamu, Węgier, Serbii i Chorawacji) skierowało moje oczy ku Europie. Przygotowuję obecnie dwie antologie ? młodej poezji i młodej prozy środkowoeuropejskiej.

Jesteś wszędzie obecny. Twoje książki są recenzowane w wielu pismach. Spotkałem się z takim zarzutem pod Twoim adresem, że jesteś przereklamowany, że jesteś bardzo dobrym biznesmenem i marketingowcem. Wyśmienicie zarządzasz swoim działem PR. Dużo wysiłku wkładasz w działania pozaliterackie, a które mogłyby wpłynąc na Twoją popularność?
Rzeczywiście, trochę tych recenzji i wywiadów się ukazało, za mało jednak, by zyskac popularnośc poziomu Masłowskiej czy Witkowskiego. Zdecydowanie nie uprawiam prymitywnej lanserki, chociaż wiedziałbym, jak to zrobic, jak wywołac skandal, żeby zwrócic na siebie uwagę. Pytanie tylko, czy coś takiego ma sens? Nie jestem Dodą polskiej literatury. Nie zamierzam byc gwiazdą jednego sezonu. Postawiłem sobie bardzo ambitne założenia ? nie jest to zdobycie Paszportu Polityki, Nike, czy naawet Nobla. Chcę wejśc w kod cywilizacji, jak Homer, to dla mnie właściwe wyzwanie. W nagrodach interesuje mnie tylko ich wymiar ekonomiczny, prestiż z tego żaden. Wydaje mi się, że mógłbym znacznie bardziej udzielac się towarzysko, kadzic ludziom z branży, zabiegac o recenzje i nagrody. Staram się przede wszystkim robic swoje. Żyję tylko i wyłącznie z pisania, i żyje mi się bardzo dobrze ? mimo że mam żonę i syna na utrzymaniu. Tyle tylko, że muszę sporo pracowac ? mam kilka zasadniczych źródeł finansowania ? są to zaliczki za książki, pieniądze za sfilmowanie ?Niech żyje wolnośc?, stypendia literackie, scenariusze filmowe, dramaty, nagrody w konkursach literackich (prozatorskie, dramaturgiczne, scenariuszowe), ponadto drobne honoraria za publikacje w prasie literackiej, spotkania autorskie. Może dlatego mam czas, żeby sporo pisac? Bo nie chodzę do pracy na ósmą i nie wracam o szesnastej. Chociaż wydaje mi się, że mógłbym pisac znacznie więcej. Jak się ma małe dziecko, nie ma zbyt dużo czasu na pisanie. Moja wydajnośc poprawiła się, kiedy kupiłem w kwietniu laptopa. Dotąd pisałem tylko na maszynie. Zaczęła mi już siadac prawa ręka ? pisałem tylko nią ? od trzynastego roku życia. Przepisanie 5-6 razy, bo tyle robiłem wersji, dwustustronicowej powieści zabierało mi parę lat. Pierwsza, druga, trzecia wersja były konieczne ? bardzo różniły się pomiędzy sobą. Ale czwarta i piąta to były zmiany kosmetyczne ? po kilka zdań na stronie, czasem jakiś wyraz. Nie było sensu jeszcze raz tłuc tekstu od nowa dla kilku zdań. Na laptopie to kilka godzin roboty. Ale nadal nie jestem porzekonany do tego narzędzia ? wydaje mi się, że oszukuję. Kiedyś, żeby przpisac dziesięc stron, tłukłem to cały dzień. Obecnie pracuję dwie-trzy godziny dziennie, a i tak robię to szybciej i lepiej. Mimo gaworzacego dziecka w pobliżu.

Co wydajesz w najbliższym czasie?
Na początktu grudnia 2007 roku powinien ukazac się ?Scyzoryk?, czyli księga trzecia mojego cyklu. Opowiadam tam o życiu w Wielkim Mieście Wrocławiu. To kryminał. Mój bohater, znany z ?Niech żyje wolnośc? i ?Chmurołap? trafia do półświatka ? handluje na dużą skalę podrabianymi karatmi telefonicznymi, żeby ratowac chorą na raka matkę oraz zrealizowac swoje marzenie ? sfilmowac ?Stację Mirsk?, film oparty na moim opowiadaniu.

Krytyka poszukuje w Tobie eksploratora przestrzeni niedocenionych. Takich, o których inni chcą zapomniec…
Staram się przede wszystkim robic swoje, a krytycy niech kombinują, do jakiej to wrzucic szufladki. To, o czym piszę, zależy od miejsca, w którym żyję i od sytuacji, w jakiej się znajduję. Czy to przestrzenie niedocenione? Chyba tak, skoro ja w nich żyje ? uważam się za człowieka niedocenionego (śmiech)

Cały czas w drodze?
Tak, w ciągu roku, od września ubiegłego roku mieszkaliśmy w Lublinie, Nałęczowie, Puławach i Krakowie, teraz znów w Puławach, przy czym zmieniliśmy mieszkanie z kawalerki na dwupokojowe. Lubię takie życie, ono sprawia, że nie popada się w rutynę. Nasz syn wyrośnie na włóczęgę.

12.
Masternak jest nierówny. Jego teksty są nierówne i on sam nie jest równy. Ma dobre fragmenty, które czasami są przywalone zbyt dosłowną puentą czy schematyczną fabułą. Jednak jest coś dziwnego jak się z nim rozmawia. Odczuwa się potencjał, który może nagle eksplodować. Oczekuję na taką książkę Masternaka, która w pełni ukaże jego osobę. Bo dotychczasowe książki tylko się o niego zahaczały. Nainwość pisarską Masternaka porównalbym do pisarstwa Sienkiewicza. Zależy mu na fabule i pięknej akcji. Tylko zamiast trylogii pisze pięcioksiąg.

Tekst ukazał w piśmie “Ha!art” 26 (2007)

Tagi:

Podobne artykuły

Dyskusja

Brak komentarzy do tekstu pt. “Obawa przestrzeni, o Zbigniewie Masternaku pisze i ze Zbigniewem Masternakiem rozmawia Leszek Onak”

Dodaj komentarz

Uwaga! Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy spamerskich, trollerskich, obraźliwych, niezwiązanych z tematyką artykułu oraz mądrych inaczej.


Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

  • Sonda

    • Plebiscyt cukierniany 2009

      • Tomasz Piątek "Morderstwo w La Scali" (18.0%, 105 Votes)
      • Janusz Rudnicki "Śmierć czeskiego psa" (17.0%, 99 Votes)
      • Juliusz Strachota "Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego" (14.0%, 82 Votes)
      • Andrzej Stasiuk "Taksim" (11.0%, 67 Votes)
      • Jacek Dukaj "Wroniec" (8.0%, 47 Votes)
      • Olga Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych" (7.0%, 44 Votes)
      • Jerzy Franczak "Nieludzka komedia" (5.0%, 30 Votes)
      • Michał Witkowski "Margot" (5.0%, 28 Votes)
      • Mirosław Nahacz "Niezwykłe przygody Roberta Robura" (4.0%, 21 Votes)
      • Piotr Paziński "Pensjonat" (3.0%, 15 Votes)
      • Łukasz Orbitowski "Święty Wrocław" (2.0%, 13 Votes)
      • Maciej Malicki "Ostatnia" (2.0%, 12 Votes)
      • Agnieszka Drotkiewicz "Teraz" (2.0%, 11 Votes)
      • Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Rzeczy pierwsze" (1.0%, 8 Votes)
      • Jerzy Sosnowski "Instalacja Idziego" (1.0%, 7 Votes)

      Głosowało: 589

      Loading ... Loading ...
  • Cytat dnia

    Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]

    O tym piszemy: