#1
Budzik nie budzi. Mimo że dzwoni bardzo głośno. Czasem budzi. Z niesłychanym wysiłkiem wstaję. Plączę się w pół-snach. Siadam na łóżku. Okazuje się, że mi się śniło, że siadam na łóżku, bo śpię. Ten sen ze snu usuwa się na dalszy plan, tak jak twarz widziana w dwóch lustrach. Następuje druga, trzecia, x-sta próba wstania i twarz się robi coraz mniejsza i dalsza. Wreszcie naprawdę budzę się i siadam na łóżku? Czy to jest naprawdę?
Łudzenie się. [Leo Lipski]
#2
Mój sen z zegarkami [Wojciech Bonowicz]
Jedliśmy zegarki z blaszanych misek.
Zegarki były z oczami jak wszystko w gułagu:
z każdej szpary patrzyło na nas zamarznięte oko.
Zmarli szli spać w bruzdach albo na dnie rzeki. Nikt nie miał
zegarka na ręce. To było nasze jedyne pożywienie.
Poza tym lód którego nie dało się poruszyć
ściana lodu na której o świcie kołysał się mój oddech.
#3
Ja w mieszkaniu Artura (szczęśliwy, bo Artur właśnie wyszedł), w którym jest pełno zegarów. I telewizor. W telewizorze wywiad z Kathleen Battle, która siedzi i najwyraźniej czeka na moje przyjście. Rozmawia z nią facet (przez tłumacza), zadaje jej długie pytania, ona odpowiada półsłówkami, jest rozchichotana i raczej głupawa. Oglądamy ten wywiad z mamą, której się nie podoba, bo się tak mało z niego dowiaduje. To dlatego, że pytania zaczynają się od słówka czy - stwierdzam. [Adam Wiedemann]
#4
Śniło mi się, że gdy szedłem na spotkanie Pięknym Lolem, z którym miałem iść do kina, to na Półwiejskiej w okolicach CK Zamek, podeszła do mnie starsza kobieta, bardzo szczupła, wychudzona, wyższa ode mnie, ubrana w długi płaszcz, który ciągnęła za sobą. Wyglądała jak szary, długi patyk. Stanęła przede mną i zapytała, czy nie wiem czasem, która jest godzina. Odpowiedziałem, że nie wiem. “Ale przecież ma zegarek”, nie dawała za wygraną. “Tak, mam, ale nie wiem, która jest godzina”, upierałem się. “Niech pokaże”. Wyciągnąłem do przodu obie ręce. Obie, ponieważ miałem dwa zegarki. Ten na prawym nadgarstku był na żółtym, gumowym pasku. A ten na lewym na metalowej bransolecie. Każdy z zegarków wskazywał inną godzinę. “Widzi Pani, nie wiem, która jest godzina”, powiedziałem i rozpłakałem się. Ona ściągnęła mi ten z lewej ręki i założyła sobie. “Teraz oboje będziemy wiedzieć, która jest godzina”. Odwróciła się i odeszła w stronę dworca PKS.
#5
Miałem sen: trzymam w ręku zegarek. Nagle z jego tarcz znikają cyfry, znikają wskazówki. Tarcza wydłuża się, robi się biała. Z wnętrza zegarka wysypują mi się na dłoń kółka, sprężyny, blaszki.
Stoję bezradny, w zupełnej pustce. [Ryszard Kapuściński]
#6
Cieszyn. Chatka na Śrutarskiej szesnaście. Wracam, gdy wszyscy już śpią. Wewnątrz jest czarno, jedynie cyferblat ściennego zegara świeci zielonkawożółtym światłem. Staram się być cicho. Słyszę jak dom oddycha, płytko, astmatycznie, zwężają się ściany w przedpokoju. Przeciskam się między nimi. Obchodzę wnętrze na około, by trafić do pokoju, w którym mam spać. Gdy już jestem w nim, w ciszy, słyszę spod podłogi szum, szuranie, szepty. Podnoszę dywan, ale jest tak ciemno, że nic i tak nie widzę. Dlatego ściągam ze ściany zegar i świecę nim do szpary. W niej kłębi się od szczurów. Wyglądają jak jeden organizm, tylko szybko poruszający się. Patrzę uważniej i widzę, jak stare szczury wynoszą z gniazd małe, łyse szczurki.
#7
Podobnie jak wielu polskich intelektualistów, zostałem zesłany w głąb Rosji za poparcie abordażu kobiet. Pracuję z postawnym mężczyzną i wydaje mi się, że to Waldemar Dąbrowski; wynosimy z szopy ciężkie, zardzewiałe metalowe elementy i wrzucamy je do jamy w ziemi. Wydaje się, że będzie tak bez końca, bo nie mamy żadnego kontaktu z krajem, telefony nam odebrano, a Maria Pastyrczyk, która zjawia się jako roznosicielka listów, też twierdzi, że nic stąd nie można wysłać. W pewnym momencie pod zwałem żelastwa znajduję zegarek - staromodny, na łańcuszku, ale elektroniczny. Chowam go do kieszeni, choć “Dąbrowski” ostrzega, że grożą za to kary. Potem nagle jesteśmy na jakimś dworcu, widzę tam budkę telefoniczną i próbuję z niej zadzwonić, ale natychmiast zjawiają się tajniacy - podsłuchali, że ktoś rozmawia po polsku. [Adam Wiedemann]
#8
na polanach… na stepach… poszukiwałem czegoś… znajdywałem tylko masy okrągłych metalowych zegarków… które nie działały… trafiłem do jakiegoś domu… w którym poszukiwałem czegoś… ale znajdywałem tylko te zegarki… schodząc z ostatniego piętra tego opuszczonego domu… schodziłem razem z Kubą i Koniem… na końcu korytarza obdrapanej rudery siedział bezdomny… ale taki bezdomny typu pustelnik, szaman… Rzuciłem mu jeden z zegarków, których wszędzie pełno było… i jakby oczekiwałem czegoś w zamian… jakby był handlarzem… on wyciągnął obręcz… większą od zegarka… która otwierała się w środku… i jakby tam wcisnąć palec, to przy zamykaniu by go obcięło… takie ostre miał kolce w środku(…). [Dariusz Kanabus]
#9
Przez wiele lat pragnąłem napisać opowiadanie o człowieku, który na zawsze ginął we własnych snach. Śnił, że śpi w sypialni - takiej samej jak ta, w której śpi naprawdę - i także w tym drugim śnie śni mu się, że śpi i śni mu się ten sam sen w trzeciej sypialni, identycznej z dwiema poprzednimi. W pewnej chwili na rzeczywistym, nieśnionym nocnym stoliku dzwoni budzik i śpiący człowiek zaczyna się budzić. Musi jednak obudzić się z trzeciego snu do drugiego, co zajmuje mu tyle czasu, że gdy się budzi w prawdziwej sypialni, budzik już nie dzwoni. I wtedy, rozbudzony, nie wie, gdzie się naprawdę znajduje: sypialnia jest podobna do tych ze snów, nakładających się na siebie, że nie ma żadnej pewności, czy to również nieśniony sen. Na własne nieszczęście ofiara popełnia błąd: zasypia ponownie, pragnąc obejrzeć sypialnię z drugiego snu i sprawdzić, czy nie ma tam jakichś pewniejszych oznak rzeczywistości, a gdy ich nie znajduje, zasypia w drugim śnie, by szukać śladów rzeczywistości w trzeciej, potem w czwartej i w piątej. Tu - jakkolwiek już dręczony niepokojem - człowiek zaczyna się budzić i ponownie cofa się z piątego snu w czwarty, z czwartego w trzeci, z trzeciego w drugie, aż w pewnej chwili traci orientację w tej sekwencji snów i w ogóle omija rzeczywistość. Mój bohater budził się kolejno ze snu w sen, w śnionych pokojach, które już nie wyprzedzają rzeczywistości, tylko pozostają za nią. Zagubiony w tej niekończącej się amfiladzie identycznych pomieszczeń trwa w uśpieniu, błądząc w niezliczonych snach od jednej skrajności do drugiej i nie mogąc odnaleźć drzwi do prawdziwego życia, aż w końcu wybawia go śmierć w sypialni, której kolejnego, niepojętego numeru nie daje się z całą pewnością ustalić. [Gabriel García Márquez]
Tagi: Sny (prawie) bez nazwisk
Plebiscyt cukierniany 2009
Głosowało: 589
Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]
Dyskusja
1 Komentarz do tekstu pt. “Sny (prawie) bez nazwisk - odcinek 10 - zegarki & budziki”
Trackbacks
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.