Nieobca

niedoczytania: Latest post

“JEZUS NA PREZYDENTA” - produkt eksportowy

Relacja ze spotkania autorskiego Zbigniewa Masternaka w Lokatorze.

SŁAWOMIR SHUTY: Zebraliśmy się tutaj z okazji ukazania się nowej książki Zbigniewa Masternaka “Jezus na prezydenta!”. Zbyszek, w paru słowach, o czym jest ta książka.

ZBIGNIEW MASTERNAK: Chyba tytuł jasno mówi, o czym jest książka… Ginie prezydent w wypadku samochodowym…

SŁAWOMIR SHUTY: W wypadku samochodowym?

ZBIGNIEW MASTERNAK: W wypadku samochodowym. Zostają ogłoszone przedwczesne wybory prezydenckie. Zjawia się Jezus Chrystus, żeby w nich kandydować. Jest żebrakiem. Pewien facet, boss mafijny, Padlina, postanawia zainwestować w niego kasę - chce mieć marionetkowego prezydenta. W tej książce chciałem pokazać, co by było, gdyby Jezus przyszedł naprawdę. Jak zareagowaliby na takie przyjście ci, którzy rzekomo tego oczekują.

SŁAWOMIR SHUTY: Czy nie uważasz, że to jest zbyt mocne na polskie społeczeństwo? Po pierwsze, ta śmierć prezydenta w wypadku samochodowym, a po drugie - sam pomysł na tę książkę.

ZBIGNIEW MASTERNAK: Trzeba wiedzieć jedną rzecz, że tę historię wymyśliłem dawno temu. W 2004 roku opowiedziałem ją Davidowi Lynchowi podczas festiwalu Camerimage w Łodzi. Tekst został spisany w 2007 roku, w tydzień. Wtedy właśnie urodził mi się syn Wiktor i pisałem w szoku poporodowym. Mówię o tym w rozmowie z Piotrem Mareckim zamieszczonej w książce.

SŁAWOMIR SHUTY: Co na twój pomysł David Lynch?

ZBIGNIEW MASTERNAK: Historia wydała mu się nazbyt polska. Ja uważam ją właśnie za bardzo uniwersalną, chociaż osadzoną w polskich realiach. Szukałem pomysłu na rzecz oderwaną  od mojego cyklu autobiograficznego “Księstwo” i wymyśliłem właśnie “Jezusa na prezydenta!”

SŁAWOMIR SHUTY: Jesteś w trakcie tournée promującego tę książkę. Jakie są reakcje?

ZBIGNIEW MASTERNAK: W maju objechałem całą Polskę, miałem 24 spotkania autorskie. Ludzie na tak zwanej prowincji reagują na nią bardzo emocjonalnie. Po spotkaniu w jednej z bibliotek pani dyrektor musiała mnie wyprowadzić bocznym wyjściem, bo panie w moherowych beretach chciały mnie zlinczować. Wbrew pozorom cała Polska jest w głębi ducha prowincjonalna. Zarzucono mi, że mieszam porządki - boski i państwowy. “Jak pan mógł” i te sprawy. Niektórzy stwierdzili, że to dzieło szatana. Punktem wyjścia do tej książki było postawienie sobie pytania: “Co by było, gdyby Jezus przyszedł naprawdę i jak zareagowaliby na to ludzie?”. Z drugiej strony interesowała mnie sytuacja, gdy pojawia się ktoś znikąd i wygrywa wybory prezydenckie. Czy nie tak było w przypadku Stanisława Tymińskiego? Pojawił się z Peru czy Chile i prawie wygrał z liderem narodu, jakim wtedy był Lech Wałęsa. To właściwy punkt odniesienia dla mojej historii.

SŁAWOMIR SHUTY: Czyli w twojej książce Jezus jest kimś w rodzaju oszusta, który szantażuje wszystkich czarną teczką?

ZBIGNIEW MASTERNAK: To nie jest jasno w książce powiedziane - oszust czy wariat. A jak dwa tysiące lat temu oceniano Jezusa? Jak został przyjęty? Jedni uznali go za krętacza, inni za Syna Bożego. Ja sam nie wiem.

SŁAWOMIR SHUTY: Zastanawiałem się, dlaczego nie użyłeś cudów w książce?

ZBIGNIEW MASTERNAK: Widzę, że kolega nie przeczytał książki do końca?

SŁAWOMIR SHUTY: Jak to nie przeczytałem? To okropna potwarz! Przecież tam nie ma żadnych cudów!

ZBIGNIEW MASTERNAK: Właśnie chodzi o to, że to jest niejednoznaczne. Zdarzenia cudowne są zakamuflowane. Jest taka jedna sytuacja, że ktoś przygotowuje zamach na Jezusa podczas wesela jego ochroniarza. Zostaje postrzelona panna młoda. Dostaje postrzał w okolicy serca. Jezus się nad nią pochyla. Udziela jej pierwszej pomocy. Wydaje się, że dziewczyna jest martwa. Nagle zaczyna zdradzać przejawy życia. Trafia do szpitala i zostaje uratowana. Niektórzy twierdzą, że to był cud. Inni, że przypadek. Tak się przejawiają te niejednoznaczności.

SŁAWOMIR SHUTY: Widzę Zbyszek, że jesteś wywrotowcem do końca. To jest cud.

ZBIGNIEW MASTERNAK: Nie chciałem, żeby wszystko było jasno powiedziane. Chciałem, żeby przyszły reżyser, czy to będzie ktoś w rodzaju Grzegorza Królikiewicza, katolik, czy też ktoś, kto potraktuje tę historię komercyjnie, w stylu “Jesus Chrystus Super Star”, miał pole do interpretacji.

SŁAWOMIR SHUTY: Może ktoś z państwa ma pytanie do naszego autora?

GŁOS Z SALI: Po co ta książka?

ZBIGNIEW MASTERNAK: Właśnie, po co to książka? Wielu odebrało ją, jako reakcję na aktualne wydarzenia polityczne. Niektórzy zarzucili mi, że szydzę z narodowych wartości. Wydzwaniają do mnie skrajnie prawicowe i ultrakatolickie gazety z pytaniami, dlaczego napisałem coś takiego? Niedawno dzwonił jakiś ksiądz z katolickiej rozgłośni i zapytał, ile Ha!art mi zapłacił, żebym napisał “Jezusa na prezydenta!”, przecież do tej pory pisałem takie ładne książki o wsi. A teraz - coś takiego. Odpowiedziałem, że Ha!art zafundował mi wycieczkę na Majorkę i kupił pół mieszkania. No bo co mam powiedzieć? Polska to wolny kraj, chyba mogę pisać, co mi się podoba? Czy muszę się szufladkować jako pisarz chłopski? A jak w tym roku ukaże się moja powieść o emigracji zarobkowej, to będę postrzegany jako pisarz europejski? Książkę napisałem, bo właśnie taki pomysł przyszedł mi do głowy. Bliżej mi było do “Fausta” Goethego, do “Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa niż do aktualnej agitki przedwyborczej. Myślę, że dzieła Goethego i Bułhakowa to dobry punkt odniesienia. Dzięki Jezusowi, który jest uniwersalną ikoną, chcę sprzedać w Europie trochę Polski i polskości.

GŁOS Z SALI: Niektórzy uważają twój pomysł za niedorzeczny…

ZBIGNIEW MASTERNAK: Niedorzeczny? A pamiętacie państwo, jak prawicowi politycy chcieli koronować Jezusa na Króla Polski? Czy to nie jest niedorzeczność? Kto tutaj miesza porządki - państwowy i kościelny?

GŁOS Z SALI: Mówiłeś o Jezusie jako produkcie eksportowym. Rzeczywiście, te wszystkie koronowania, te marsze w intencji Matki Boskiej wydają się mi bardzo surrealistyczne. Jakim dla ciebie wyzwaniem było zmierzenie się z tym problemem, że to właśnie takie polskie, takie ograniczone do naszego polskiego podwórka. Czy to się nadaje na eksport?

ZBIGNIEW MASTERNAK: Jak wspomniałem, pisałem tę historię w szoku poporodowym. Miałem wtedy jakąś dziwną jasność umysłu, ta rzecz sama mi się napisała, nie musiałem w nią ingerować. Wydawało mi się, że jak połączę symbol uniwersalny z lokalną tematyką, to to będzie strawne dla Zachodu. Mamy ciekawą historię jako kraj, coś wyjątkowego w skali Europy. Zainteresujmy nią innych.

GŁOS Z SALI: Dlaczego zmierzyłeś się z tą tematyką? Przecież istnieją już takie dzieła jak “Raport Piłata” Głowackiego. Michał Zygmunt zastrzelił prezydenta w swojej prozie.

ZBIGNIEW MASTERNAK: Na Zachodzie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych zmierzono się z tą tematyką jeszcze lepiej. Weźmy musical “Jesus Chrystus Super Star” czy serial “South Park”, gdzie Jezus walczy w ringu z szatanem. W USA istniej cały ruch społeczny “Jezus na prezydenta!”. Polskie produkcje to wypociny w porównaniu z tymi dziełami. Ja chciałem zmierzyć się z tą tematyką na dobrym poziomie.

GŁOS Z SALI: Pojawiają się zarzuty, że “Jezus na prezydenta!” jest słaby literacko.

ZBIGNIEW MASTERNAK: No właśnie, literacko! Trzeba pamiętać, że to nowela filmowa a nie książka prozatorska! Krytycy w ogóle tego nie odróżniają. Ale to nie mój problem, tylko krytyków, ta ich ignorancja. Nowela filmowa to obszar bardziej filmu niż literatury. W noweli czy scenariuszu - jak na przykład piszesz, że ktoś się uśmiecha - nie możesz dodać “odsłaniając swoje perlistobiałe zęby, w których odbijają się promienie zachodzącego słońca”. To są ozdobniki, na które w scenariuszu czy noweli filmowej nie ma miejsca. To stąd to nieporozumienie, wydawałoby się, że zupełnie niepotrzebne - przecież w podtytule wszystko jest napisane. Nowela filmowa to zaczyn scenariusza - jego streszczenie, pomysł. Nie można jej absolutnie zestawiać z prozą. Jakoś w ogóle ten tekst nie przeszkadza filmowcom - jeden z nich zaproponował mi nakręcenie filmu na podstawie tej noweli.

GŁOS Z SALI: Lubi pan tę książkę?

ZBIGNIEW MASTERNAK: Tak. Zawsze mi się marzyło, że napisze moralitet albo powiastkę filozoficzną. Jak chociażby “Rok 1984″. “Jezus na prezydenta!” jest właśnie próbą napisania takiego tekstu.

GŁOS Z SALI: Żeby pisać moralitet, wierzyć w moralitet, trzeba być człowiekiem wierzącym. Czy pan jest człowiekiem wierzącym?

ZBIGNIEW MASTERNAK: Tak, jestem człowiekiem wierzącym.

Tagi: ,

Podobne artykuły

Dyskusja

2 Komentarze/y do tekstu pt. ““JEZUS NA PREZYDENTA” - produkt eksportowy”

  1. kpina w biały dzień, ale już sam nie bardzo wiem kto tu z kogo kpi

    wolo | 19 czerwiec, 2010, 12:52 | 92.239.217.91
  2. heh, świetna rozmowa, brawa dla dyskutantów!:)

    tajna | 23 czerwiec, 2010, 22:47 | 46.112.30.162

Dodaj komentarz

Uwaga! Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy spamerskich, trollerskich, obraźliwych, niezwiązanych z tematyką artykułu oraz mądrych inaczej.


Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

  • Sonda

    • Plebiscyt cukierniany 2009

      • Tomasz Piątek "Morderstwo w La Scali" (18.0%, 105 Votes)
      • Janusz Rudnicki "Śmierć czeskiego psa" (17.0%, 99 Votes)
      • Juliusz Strachota "Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego" (14.0%, 82 Votes)
      • Andrzej Stasiuk "Taksim" (11.0%, 67 Votes)
      • Jacek Dukaj "Wroniec" (8.0%, 47 Votes)
      • Olga Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych" (7.0%, 44 Votes)
      • Jerzy Franczak "Nieludzka komedia" (5.0%, 30 Votes)
      • Michał Witkowski "Margot" (5.0%, 28 Votes)
      • Mirosław Nahacz "Niezwykłe przygody Roberta Robura" (4.0%, 21 Votes)
      • Piotr Paziński "Pensjonat" (3.0%, 15 Votes)
      • Łukasz Orbitowski "Święty Wrocław" (2.0%, 13 Votes)
      • Maciej Malicki "Ostatnia" (2.0%, 12 Votes)
      • Agnieszka Drotkiewicz "Teraz" (2.0%, 11 Votes)
      • Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Rzeczy pierwsze" (1.0%, 8 Votes)
      • Jerzy Sosnowski "Instalacja Idziego" (1.0%, 7 Votes)

      Głosowało: 589

      Loading ... Loading ...
  • Cytat dnia

    Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]

    O tym piszemy: