Poznań żyje transferami. Lewandowski przeszedł do Dortmundu za 5 baniek. Peszko pewnie wyjedzie do Aten za pół bańki. Pasewicz wyjeżdża do Krakowa za chlebem, atmosferą i przyjaciółmi.
Najbardziej żal tego ostatniego. Piłkarzy w Poznaniu jak psów, poetów mało. Jeszcze w środę widziałem, jak się ściskał ze znajomymi na urodzinach, a w czwartek już czytałem wywiad, w którym mówi, że wyjeżdża, bo się tutaj artystycznie żyć nie da.
Smutny to przypadek, bo niestety kolejny. Co i rusz ktoś z osób bezpośrednio czy pośrednio mi znanych wyjeżdża tworzyć gdzie indziej. Ba, sam się kiedyś w ten nurt wpisałem, choć jeszcze wtedy nie tworzyłem nic specjalnie. Ale i tak wydawało mi się, że gdzie indziej spodoba mi się bardziej.
Teraz już jestem stary i zmęczony, więc dziesięć razy się zastanowię, nim znowu gdzieś pojadę. Pasewicz jest jeszcze młody, niech jeździ. Poza tym jest poetą, a poetom to w Krakowie dobrze się żyje. Sam widziałem, bo mieszkałem po sąsiedzku z panem Zagajewskim.
Często widziałem, jak wesoło wychodził z domu. Nawet płytki chodnika zdawały się zamieniać w poezję, gdy stąpał. Nawet sklepowe w okrutnym Kefirku na Karmelickiej na chwilę łagodniały, twarz wygładzały w anielskim uśmiechu i kroiły wenę na plastry dla pana literata.
Nawet brudna jak ściera flaga Japonii na konsulacie honorowym zaczynała łopotać jakoś tak raźniej i szczęśliwiej, a ekipa filmowa kręcąca ?Majkę? za zakrętem wyciszała klapsy, aby nie zakłócić przepływu natchnienia między magią miasta a umysłem geniusza.
Szczęściem moim było patrzeć w oniemiałym zachwycie na te cuda. Nie dziwiłem się wcale, że kto żyw za aparat, za pióro, za kamerę, za pędzel chwytał, aby uwiecznić tę ulotną, choć przecie trwałą aurę uniesienia.
Jak sądzę, poeta Pasewicz wychowanym w zimnym i wyrachowanym środowisku poznańskim szybko odżyje i odda krakowską magię w dwójnasób. Odda jak honorowy dawca krew oddaje. Bezinteresownie i spontanicznie.
Tylko co z moim biednym Poznaniem? Dlaczego go niewdzięczni artyści tak nie lubią, nie cenią i nie hołubią? Przecie on cały dla nich. Nigdzie tak jak tutaj nie przeszkadza im się w pracy. Nigdzie tak jak tutaj nie są zostawieni sami sobie. Nigdzie nie mają takiej swobody twórczej. Czemu z niej dobrowolnie rezygnują?
Nikt im tu złego słowa nie powie. Wszyscy, którzy na wernisaż przyjdą albo książkę czy płytę kupią, będą raczej zadowoleni. Może będzie ich niewielu, ale za to mniej wybrzydzać będą. Utwierdzą, poklepią, natchną, nie wzgardzą. Przecie sami wiedzą, jak trudno coś ręką i nogą zrobić dziś w sztuce.
Ci, którzy o twórczości artysty nic nie wiedzą, nie zająkną się ani słowem. Przecie im to zwisa, co te cudaki robią w swoich pracowniach. Warioty chleba z tego nie beda mioły, to niech se robio, co chco. Tak, atmosfera dla artysty jest tutaj wyjątkowo łaskawa. Wolność twórcza oraz poprzeczka oczekiwań zawieszona w transcendencji.
I są tacy, którzy wiedzą, jak to wykorzystać. Robią swoje po blokach, kamienicach i piwnicach. Robią dla siebie, a czasami dla fajnej dupy z naprzeciwka. Robią to na tyle często i zajmująco, że czasem ktoś się nimi zainteresuje. Do Trójki zaprosi albo do nawet Wyborczej.
Jak już się ma stempel z Warszawy, to można spokojnie emigrować do Krakowa. Kiedyś to nawet zżymałem się na to, że w Poznaniu ceni się bardziej byle chałturę spoza niż wartościowe próby stąd. Grzmiałem w lokalnej prasie i wyzywałem poznaniaków od Mamoniów, a środowisko pseudoartystyczne od Halabardników.
Dziś jednak wiem, że błądziłem. Że nie rozumiałem, iż postawa obojętna mieszczaństwa poznańskiego wobec artystów miejscowych wynika z troski o ich rozwój. Ciągła obojętność, zewsząd dobiegające politowania i wyśmiewiska wzmacniają młodego artystę i każą mu szukać coraz to lepszych rozwiązań.
W takim Krakowie już dawno spocząłby na laurach i poszedł pić z innymi artystami, a tutaj musi się starać. Musi zasuwać jak niegdyś robotnicy w Ceglorzu, a dziś karierowicze w korporacjach. Nie ma taryfy ulgowej. Albo faktycznie jesteś geniuszem i dasz se rade, albo gówno twoja sztuka warta i się weź za normalną robotę.
To jest uczciwe podejście. I skuteczne. Dzięki temu mamy wysyp doskonale rockujących zespołów. Mamy bardzo ciekawe takie rzeczy, co je robią Bąkowski, Zamojski albo inny nomen omen Smoleński. Słowa i obrazy, które na razie zapadają tylko w niektóre głowy. Penerstwo, Niwea, Miły młody człowiek, no.
Za chwilę oni będą jednak jeszcze bardziej znani i pewnie sobie też pojadą. Ale przyjdą inni, może jeszcze lepsi. Przecież Poznań chce być europejską stolicą kultury 2016. Przecież jak chce, to będzie. Choćby jeszcze milion Pasewiczów wyjechało. Grunt, że jest sprawdzony system wychowywania młodych talentów.
Jak kiedyś holenderski Ajax słynął ze szlifowania piłkarskich diamentów, tak teraz Poznań szkoli zaprawionych w bojach o lepszą sztukę twórców. Kto będzie Litmanenem polskiej poezji? Kto Kanu światowych multimediów? Kto Kluivertem prozy? A może znajdzie się nawet Van der Vaart filozofii? Poszczekamy, zobaczymy.
Tagi: Relacja z Końca Świata
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Plebiscyt cukierniany 2009
Głosowało: 589
Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]
jedyny komentarz do tego to pfffffffffffff.
Toż to wszystko teraz jasne. Bo miałem podobne wrażenie, ale to się wiązało z bardziej prozaicznymi spostrzeżeniami. Bo że Poznań małomieszczański, bo że Poznań skurczony. Bo że skurczony do skoku na wielkomiejskość to dopiero teraz zauważyłem. Póki co jednak zdrowo dusi.
właściwie lubię miasto Poznań. zżymać się można wszędzie, na każde miasto.
oczywiście, Kraków i Poznań to końce tego samego kija, albo strony tego samego medalu. dobrze, że w ogóle są.
konrad smoleński od lat w wawie
no tak, ale w Arsenale go widziałem. chyba że mi się pomylił z kim innym. to chyba można zaliczyć, a nazwisko mi do rytmu pasowało. powiedzmy, że za zasługi dla miasta go wpisałem. honorowo.