Prezentujemy wybrane wiersze z tomiku Roberta Króla - “Czternastki” - WBPiCAK.
Dziewiąte
Jesteś czułość filmu i przestronna klatka,
zdolna pomieścić największe lenistwo
perspektyw, dalekie i rozwiązłe horyzonty,
kontynenty pól, cięcia miedz, przedmioty
splądrowane przez porywiste monsuny,
stoczone przez rdzę, tracące krawędzie
pod wiatami. Jesteś czułość, bezpieczna
osnowa, krucha ścianka, ciało, zdolne objąć
bogaty katalog póz. Właśnie się naświetlasz.
Światło przysiada ci na włosach jak czapka
kurzu. Pstryk, pstryk. Strzelam z palców
i pojawiasz się jako struga, antyczny zarys.
Powiększalnik uwalnia nawałnicę piegów.
Tak mozolnie wychodzisz z chemii na świat.
Szesnaste
Spieszmy się witać przyjaciół, tak rzadko
przychodzą. Zostanie po nich kilkanaście
odłamków błota, które odpadnie od butów
podczas przemarszu przez rozległe hole,
w trakcie zwiedzania bawialni lub toalet.
Zostanie garść rekordów, wprowadzanych
masowo we wnętrza naszych komórek,
w zamierzchłą pamięć i przestrzenie ciał.
A potem najważniejsze za życia ustanie.
Zaopatrzeni w dawkę humoru zamkniemy
drzwi za tym, który jako ostatni odszuka
nakrycie. Wypadnie kolejno gasić światła,
zmywać i kłaść się do łóżek, dotykać pilota.
Echa kroków na klatce jak bicie chorągwi.
Trzydzieste trzecie
Kiedy umyślnie wypaczałem, a wypaczałem
głównie prawdę, nie odnosiłem wrażenia,
że stanę przy tym łóżku, że zrobię to tylko
dlatego, że nie potrafię wyobrazić sobie nas
i życia ponad stan, wędrowania cudzymi
ścieżkami, transmisji z dni innych niż te,
o których mowa. Nikt, doprawdy nikt poza
mną, nie potrafi powiedzieć jak pachniesz
przed północą i jak dobrze jest pochylać się
nad twoim czołem, żeby poznawać miary
oddechów, wsłuchiwać się w przyspieszone
nabieranie powietrza. Wypuszczanie tego,
co z niego zostaje. A tego za żaden pieniądz.
Za śmierć, choćby najbardziej fałszywą i złą.
Sześćdziesiąte
Kraju, którego zabrakło, nigdy sam nie zechcę.
Za śmierć, choćby najbardziej fałszywą i złą.
Moje życie jak wielka stołówka bez krzeseł.
Ucisk w sercu, siła narastająca w skroniach.
Dużo miłości i kurzu w zakamarkach, w sieni.
W dymie, który idzie znad miasta jak po szynie.
Właściwie mógłbym ilustrować jakiś proces.
Może też to ty nie chcesz już dłużej udawać.
Z pewnością umarły ten, który tego nie czyni.
Nie bądź jak ruch echa po warkoczu wody.
Nikt nie wie, ile czasu lub w czyich granicach.
Dłonie pożółkłe od łupin, twarz płaska i widna.
Wygasły kolor oczu, elementarne rysy, dom.
Mam puste ciało i pomysł jak je zamieszkać.
Tagi: Przedsmak, Robert Król
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
oj
WBPiCAK :D