Napiętrze

niedoczytania: Latest post
Autorka rysunku: Joanna Pyra

Napiętrze - odcinek 6 - Rewolucji nie będzie, czyli o śmieciach na plastikowej plaży

(Odcinek dedykujemy Gilowi Scott-Heronowi, bo “revolution will not be televised” i Snoop Dogowi, bo “revolution will be televised”).

Józef Kerlat:
- Tak jeszcze nie gadaliśmy.

Maciej Topolski:
- No, że przez komunikator?

Józef Kerlat:
- No, że przez komunikator… poza tym sprawa, o której mówić tu będziemy, pasuje do komunikatora, bo, jak Gorillaz śpiewają w tytułowym utworze:

It’s a Casio on a plastic beach
It’s a styrofoam deepsea landfill
It’s sort of made a computer speech

Grzesiek Jędrek:
- Mi nie pasuje, bo zaczynam wątpić w waszą realność. Wszystko przez Gorillaz. A gdzie jest Kott?

Józef Kerlat:
- Och, ten Kott!

Maciej Topolski:
- Kott się okrutnie obraził, jak mu powiedzieliśmy, że mamy dla niego dziewczynę, a kiedy on spytał jaką, odpowiedzieliśmy nie jaką, tylko tam, na dachu, zobacz - ma ogon, a i pupcię marcową, i chętną.

Grzesiek Jędrek:
- No trudno. Maciek, a możesz włączyć kamerę?
Słuchajcie, myślicie, że wszyscy poeci na facebooku mogą być podstawieni i sterowani przez jedną osobę? Myślicie, że dałoby się stworzyć pisarza tak, żeby ludzie chcieli w niego uwierzyć?

Maciej Topolski:
- Nie, Grzesiu, nie włączę kamery, ja nie lubię, jak mi się ktoś przygląda, jak patrzy na mnie krojącego bułkę i popijającego kawę, a to właśnie teraz robię, to jest jem swój obiad. A pisarza można by stworzyć, jak najbardziej - zobacz na Thomasa Pynchona.

Józef Kerlat:
- A co do poetów na facebooku - nie sądzę. Ja nie wiem, co to musiałaby być za machina, jeśli Lem takiej nie stworzył, to się moim zdaniem nie da, i oni (to znaczy poeci) są żywi i jak najbardziej wredni.

Grzesiek Jędrek:
- Wiecie, chłopaki, cały dzień dzisiaj przeleżałem w łóżku, jedząc cukierki i czytając o Gorillaz. I im więcej wiem o nierealnym życiu tego zespołu, o całej jego legendzie, tym mniej są to moje pieszczochy, a coraz bardziej jestem ciekaw, jakim człowiekiem jest Damon Albarn.

Józef Kerlat:
- Na stronie Rolling Stone?a przypomnieli, że za czasów Blur, gdy śpiewał sobie britpop, nazywano go “sławną męską dziwką”. Patrząc na jego zdjęcia, rozumiem, czemu tak podobał się kobietom, ale nigdy nie myślałem, że ktoś z taką do znudzenia dobrą twarzą może kiedykolwiek stworzyć najprawdziwszy concept album. Według mnie od czasów Beatlesów i Jaggera wszyscy dobrzy muzycy powinni być brzydcy.

Maciej Topolski:
- Masz rację, Kerlat, dawno nie spotkałem się z tak dobrze zrealizowanym, a jednocześnie z tak bardzo różnorodnym projektem muzycznym, jaki nagrali Gorillaz (albo nagrał Damon Albarn, ten ładny chłoptaś, ten nieprzystawalny). Dla mnie “Plastic Beach” to jest mała opera… Nie, to jest opera w pełnym słowa tego znaczeniu!

Józef Kerlat:
- Nie, nie nazwałbym tego operą, nawet nie operetką. To po prostu dobry, ułożony w logiczną całość album popowy.

Grzesiek Jędrek:
- A ja… waham się, czy specjalnie dla Gorillaz nie stworzyć (przez dodanie popularnego w naszych czasach przedimka) nazwy nowego gatunku. “Plastic Beach” to postpop, który korzysta ze swoich korzeni, bawi się konwencją, jest intertekstualny. Na dodatek myślę, że ten postpop jest bardzo niebezpieczny, bo trafia w samą strukturę naszych marzeń.

Który z nas, tak jak nierzeczywiści Gorillaz, nie chciałby zamieszkać na: “wyspie zbudowanej wyłącznie z wszelkich kulturowych i społecznych odpadków”? Odciąć się i pozostać w łączności ze światem. Dziś mamy wyspę, gdy nie tak dawno jeszcze mieliśmy mur.

Maciej Topolski:
- Po pierwsze “Plastic Beach” to muzyka pozornie tylko lekka i przyjemna. Po drugie na “Plastic Beach” Gorillaz są - w porównaniu z poprzednimi płytami - prawdziwi i poważni, bo jokes are over. Więc operetką nie, ale operą jak najbardziej, operą postpopową, jeśli już się bawimy w nowe gatunki, to znaczy w tworzenie nowych gatunków powstałych z tego, co już było, co morze wyrzuca na naszą plastikową (idealną?) wyspę. Ale myślisz, Grzesiu, że w tym tylko zasadza się niebezpieczeństwo, o którym mówisz, że tylko o wyspę chodzi, o wyspę, która jest jednocześnie odcięta od świata i do niego przez port USB podpięta? Czy że nowa płyta Gorillaz to tak naprawdę nic oryginalnego? Że “Plastic Beach” to kotlet sojowy, który rozmrażamy w mikrofalówce?

Grzesiek Jędrek:
- Nie sądzę, że to tylko kotlet. Ja na taki album czekałem już od dawna. W latach zimnej wojny “The Wall” Floydów wyrażał stan ducha człowieka tamtych czasów, zagrożenie atomowe, kiepskie finanse Wielkiej Brytanii, chory system kształcenia, to wszystko tworzyło niepokojące obrazy i nastroje wyrażone przez Floydów muzyką, słowem, a później także animacjami. Dziś Gorillaz mówi nam o świecie łatwym, w którym ciężko nam żyć, o czekaniu na nową Wiosnę Ludów, na rewolucję, na powstanie Christianii. W czarnych oczach 2D widzę swoich rówieśników i siebie: uładzonych, trochę ogłupiałych, znudzonych i pozbawionych oczekiwań. W “White Flag” pojawiają się słowa: No war, no guns, no corps, just life. Pojawił się nowy wróg - korporacja, a just life znaczy dla mnie “tylko moje życie”.

Józef Kerlat:
- A nie wydaje ci się ryzykowne porównywanie Gorillaz do Pink Floydów?

Grzesiek Jędrek:
- Nie, bo jedyna różnica jest taka, że przesłanie Pink Floydów powstało w czasach, gdy jeszcze możliwe były wielkie zespoły, których słuchają wszyscy. Dziś kultura się personalizuje i dla mnie siedem milionów sprzedanych egzemplarzy “Demon Days” świadczy, że to głos ważny, głos intuicyjny.

Maciej Topolski:
- Porównanie do Pink Floydów jest jak najbardziej na miejscu. “The Wall” też była operą, tyle że rock-operą. Tutaj się zgadzam. Miałbym jednak zastrzeżenia, co do oczekiwań, o których Grześ powiedziałeś/napisałeś. Bo świat, jak to stwierdziła jedna recenzentka, na nowej płycie Gorillaz jest groovy, yes, but lonely too, ale czy w tym świecie, na tym świecie na pewno czekamy na rewolucję, skoro większość z nas prawdopodobnie wcale na nią nie czeka, tylko zadaje pytania, a zadaje je najczęściej z nudów: te, a ty byś poszedł, poszedłbyś z karabinem w ręku, rzuciłbyś koktajlem, leżałbyś w gównie przez dwa dni?

Bo - tak szczerze - czy naprawdę jesteśmy zdolni, czy jesteśmy gotowi do nowej Wiosny Ludów i czy o tym właśnie śpiewają Gorillaz ze Snoop Dogiem, Mos Defem, Little Dragon i Lou Reedem? Czy w czasach, kiedy revolution can be televised, kiedy możemy obejrzeć nowy program na TVN-ie pt. “Big Powstanie 2010″ z sms-owym głosowaniem włącznie, ta Wiosna Ludów jest możliwa? I przede wszystkim - powtórzę się - czy Gorillaz właśnie o tym śpiewają?

Grzesiek Jędrek:
- Być może w moich oczekiwaniach jest dużo przesady, ale Gorillaz nie śpiewa o rewolucji, śpiewa o człowieku, który myśli, że jest zdolny do rewolucji, który myśli o niej tak samo, jak o podróży w gwiazdy, bo przecież i takie motywy pojawiają się na płycie. I tak, jak bohater “The Wall” nie oczekuje spełnienia swoich marzeń. Nie oczekuje w ogóle. Wydaje mu się, że jest zdolny do miłości, do zamknięcia się na własnej wyspie z grupką przyjaciół, że może zagrzebać się w kulturowym śmietnisku i stworzyć z niego chroniącą go powłokę.

Józef Kerlat:
- I teraz się z tobą mogę zgodzić, tak, ten człowiek myśli, że jest zdolny, ale czy na pewno jest zdolny - o tym kiedy indziej i w innym miejscu, przy piwie (lub szampanie) i przy okazji.

Maciej Topolski:
- Ostatnie twoje zdanie, Grześ, jest niezwykle celne i idealnie podsumowuje całą nową płytę Gorillaz. Pytanie tylko, ile można czekać, aż się coś zdarzy? Tak jest na przykład w jednym z moich ulubionych utworów “To Binge”, utworze nagranym z Little Dragon. Tekst piosenki mówi: I’ll wait to be forgiven/ Maybe I never will/ My star has left me/ To take the bitter pill/ That shattered feeling/ Well the cause of it’s a lesson learned, ale melodia jest zupełnie inna, przypomina niedawny pobyt na Wyspach Bahama. Słowem: miłosna sielanka. Tylko co dalej, ile można wytrzymać na takiej wyspie, na wyspie, gdzie tylko śmieci i śmieci po horyzont?

Józef Kerlat:
- Może właśnie o to właśnie chodzi. Slavoj Žižek, który jako “skromny marksista” dawno przestał wierzyć w rewolucję społeczną, opisuje nas tak: “Nasze społeczeństwa to płonące przedmieścia z ludzką twarzą: chaos minus element przemocy.” Może świat wielkich miast stał się nie do zniesienia…

Grzesiek Jędrek:
- A takimi wyspami jest sztuczny świat, także internetowy, w którym Nasz sztuczny zespół, głosami naszych prawdziwych gwiazd miesza Nam w głowach, bo jeszcze ten przyjemny szum w głowie, to odurzenie jest nas w stanie uratować, albo choć pomóc nam przeczekać nasze życie.

Komunikator sprawia jednak, że odpływamy od płyty, choć przyznam się, że dla mnie muzycznie jest ona po prostu piękna i nie czuję się na siłach, żeby pisać o jej plusach i minusach inaczej, niż w ten sposób.

Maciej Topolski:
- W pewnej chwili chciałem napisać, że tylko ty odpływasz, ale koniec końców ja i Kerlat też daliśmy się wciągnąć. A to z tego względu, że jeśli ktoś nie zrozumie, o czym ta płyta jest, o jakich sprawach mówi, przed czym próbuje nas bronić i na co nas jednocześnie odsłania, nie doceni jej i będzie gadać, że “Plastic Beach” it?s the first Gorillaz album to play like a soundtrack to a cartoon i że ta płyta złożona jest z dźwiękowych śmieci, miniatur i kolaży w jedną popową, bardzo przyjemną całość. Ja się z tym zgodzę, ale ta płyta to nie tylko kreskówka i nie tylko pop. I to trzeba pamiętać.

Grzesiek Jędrek:
- Na koniec chciałbym was jeszcze zapytać, co sądzicie o doborze gości na płycie. Jest Lou Reed, ale i Little Dragon, jest Snoop Dog, Bobby Womack, Libańska Orkiestra Narodowa, Gruff Rhys i z podobnie brzmiących: Super Furry Animals, Hypnotic Brass Ensemble i Mick Jones z The Clash. To zachcianki Albarna, a może chęć pokazania siły Gorillaz, prawdziwej sławy nierzeczywistego zespołu?

Józef Kerlat:
- Ja się już do tego przyzwyczaiłem, na każdej płycie Gorillaz było mnóstwo featuringów. Tym razem nie jest inaczej i wydaje mi się, że to chyba najlepiej dobrani “artyści towarzyszący” spośród całej dyskografii Gorillaz. Więc siła. I jeszcze raz siła!

Maciej Topolski:
- To nie są zachcianki Albarna, wcześniej (na “Demon Days” czy na debiutanckiej płycie) mogło to wyglądać na zachciankę, teraz udział tych gości składa się na wymowę tego dzieła. Zobacz, Grzesiu, jak bardzo różnorodni są muzycy, których Gorillaz zaprosili. Brzydko to zabrzmi, ale Snoop Dog, Mick Jones czy Hypnotic Brass Ensemble przypominają te śmieci, z których składa się ten album. Są to śmieci, owszem, ale Albarn zrobił zadziwiający recykling, przemielił, pokleił gdzie trzeba i wyszedł wyśmienity materiał.

Grzesiek Jędrek:
- No dobra… Ale teraz muszę kończyć chłopaki, bo dziewczyna dzwoni. Umówmy się kiedyś na wspólne słuchanie płyty z szampanem za 5.50. Może wymyślimy sobie jakąś zgrabną rewolucję.

Józef Kerlat:
- Pewnie. Do zobaczyska!

(Chłopaki są offline)

Autorka rysunku: Joanna Pyra

Autorka rysunku: Joanna Pyra

Tagi: ,

Podobne artykuły

Dyskusja

3 Komentarze/y do tekstu pt. “Napiętrze - odcinek 6 - Rewolucji nie będzie, czyli o śmieciach na plastikowej plaży”

  1. nie no, powagi panowie, co to ma być.

    Abstrahując od biednego niveau odniesień (bo przecież każdy album da się odnieść do the wall, na dobrą sprawę to album tak dziejowy, że każda płyta po nim powinna być choć po cześci jego antytezą) to doszukujecie się w tym albumie wartości, które nie istnieją. Jeśli obserwowalibyście dokładnie wydawnictwa Gorillaz to zauważylibyście, że większość kawałków została już wydana wcześniej, w większości na dvd “slowboat to hades” z 2006. Pada więc Wasza teza, jakoby był to koncept album. Chyba, że uważa się wrzucenie wszystkich odrzutów i b-side’ów, remixów nieudanych bitów za koncept, ale ja, przykładowo, takie odgrzewanie kotletów pirdole. nie będziemy tego żreć stare prukwy. Dawać nam szybko coś nowego.

    Appealu tekstów nie nie rozumiem, aczkolwiek to kwestia gustu, jak sądzę. Polecam przetłumaczyć sobie to na polski i przeczytać głośno. Z resztą po angielsku też brzmi dość irksome.

    “do zobaczyska” - :>

    podsumowując, ja rozumiem, że jak ktoś zaczyna z albarnem to może mu się wydawać, że plastik bitsch to OK płyta jest. Rozumiem, że na piczforku dostało z 8 z hakiem. Rozumiem cały hajp, bo to nasz ulubiony Daemon jest. No ale drodzy, na Grahama Coxona, posłuchajcie sobie The Blur, albo demon days a później najnowszego krążka gorillaz i ogarnijcie przepaść w jakości tkance muzycznej. brak magii w eksperymentach. Miałkość melodii. odgrzewanie starych patentów. Nie ta liga, prawda?

    No, także do dupy z takim pisaniem o muzyce.

    P.S. już widzę jak wpisujecie takie długie zdania w okienko na

    Michał | 3 maj, 2010, 21:24 | 89.77.154.224
  2. Michale, na początek odsyłam do wikipedii i do hasła concept album - http://en.wikipedia.org/wiki/Concept_album.

    O SLOWBOAT TO HADES przyznam szczerze nie słyszałem, ale fakt, że utwory z PLASTIC BEACH pojawiły się na tym DVD, łączy się z główną ideą albumu (b-side?y to przecież śmieci, recykling polegałby więc tutaj na ponownym ich opublikowaniu tyle że pod zmienioną nazwą).

    Maciej Topolski | 4 maj, 2010, 20:13 | 91.193.196.71
  3. Maciek, Maćku?

    chyba jednak miałem zły dzień i pisałem na spinie, strasznie agresywnie, bez sensu, precz z internteowymi spinaczami

    niech będzie, że to śmieciowisko to jest jakiś concept album. Chodziło mi bardziej o Twoją semantykę mówienia o Plastic Beach jako o “rockowej operze,” co bardziej kojarzy mi się z klasycznymi przedstawicielami concept albumów. Zestawienie conceptu sierżanta pieprza a plastikowej plaży unaocznia różnicę, której tak bronię. Ale who cares, w ogóle mówienie o muzyce wydaje mi się coraz bardziej nonsensowne, chyba, że w celach towarzyskich.

    tym-nie-mniej gdzie te niegdysiejsze gorillaz, gdzież albarni kraśni coxoni z bluru prawdziwi. Kiedyś gorillaz byli fajniejsi, a nowy beach jest dla mnie dużo mniej poruszający niż wcześniejsze albumy, ach. :’(

    Pozostaje nam czekać na nowy album blur, miejmy nadzieję, że się chłopcy dogadają.

    Michał | 4 maj, 2010, 23:18 | 94.75.121.145

Dodaj komentarz

Uwaga! Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy spamerskich, trollerskich, obraźliwych, niezwiązanych z tematyką artykułu oraz mądrych inaczej.


Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

  • Sonda

    • Plebiscyt cukierniany 2009

      • Tomasz Piątek "Morderstwo w La Scali" (18.0%, 105 Votes)
      • Janusz Rudnicki "Śmierć czeskiego psa" (17.0%, 99 Votes)
      • Juliusz Strachota "Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego" (14.0%, 82 Votes)
      • Andrzej Stasiuk "Taksim" (11.0%, 67 Votes)
      • Jacek Dukaj "Wroniec" (8.0%, 47 Votes)
      • Olga Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych" (7.0%, 44 Votes)
      • Jerzy Franczak "Nieludzka komedia" (5.0%, 30 Votes)
      • Michał Witkowski "Margot" (5.0%, 28 Votes)
      • Mirosław Nahacz "Niezwykłe przygody Roberta Robura" (4.0%, 21 Votes)
      • Piotr Paziński "Pensjonat" (3.0%, 15 Votes)
      • Łukasz Orbitowski "Święty Wrocław" (2.0%, 13 Votes)
      • Maciej Malicki "Ostatnia" (2.0%, 12 Votes)
      • Agnieszka Drotkiewicz "Teraz" (2.0%, 11 Votes)
      • Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Rzeczy pierwsze" (1.0%, 8 Votes)
      • Jerzy Sosnowski "Instalacja Idziego" (1.0%, 7 Votes)

      Głosowało: 589

      Loading ... Loading ...
  • Cytat dnia

    Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]

    O tym piszemy: