[Rec:]

niedoczytania: Latest post
grafa: Łukasz Libiszewski

Słonie rulez, czyli notatki o Opowieści i Wyobraźni Mariusza Sieniewicza

1.
Na początek - zanim zaczniemy zbierać szkiełka Opowieści - odmówmy modlitwę za moje i Państwa powodzenie:

Tęczowa Wieloródko, która pociągasz za sobą zapomniane obrazy, widoki, pejzaże! Proszę, odnawiaj święty, magiczny kształt świata. Niech Twoja widzialność uwalnia ludzi. Niech ich oczy wypełniają się metaforami, ciężarnymi od sensów i głębszymi niż logika umysłu. Niech Twoja widzialność panuje po wszystkie czasy. Na wieki wieków. Amen.

2.
“Miasto Szklanych Słoni” Mariusza Sieniewicza jest powieścią, którą nie powinno się omawiać ani analizować. Nie powinno się pisać szkiców poświęconych tej książce. Albowiem każdy taki tekst, każde analiza i interpretacja będzie przypominać rozrywanie motyla za pomocą pociągowych koni; pozbawi powieść Sieniewicza całej, budowanej na ponad dwustu stronach magii; zedrze z niej wszystkie kolory i blaski; pozostawi gołą i we krwi na pustym placu w środku miasta. Z każdym więc słowem będę się tutaj czuł niby barbarzyńca, który wkracza do ogrodu z maczetą i przycina wszystko, począwszy od małych i niewinnych bratków.

Za wytrych do bram Miasta posłuży nam szkic “L’Usage des pronoms personels dans le roman”. W tekście tym Michel Butor formułuje takie oto twierdzenie:

W opowiadaniu powieściowym w grę wchodzą koniecznie trzy osoby; dwie postaci rzeczywiste: autor, który opowiada, w zwykłej rozmowie występujący jako ja, czytelnik, któremu się opowiada, to jest ty, oraz osoba fikcyjna, bohater, którego historię się opowiada, to jest on.

Założenie Butora w “Mieście Szklanych Słoni” Mariusza Sieniewicza zostaje wywrócone do góry nogami. Najwyższą instancją stają się tutaj Czytelnicy. To Czytelnicy potrzebują opowieści, to Oni potrzebują jej wysłuchać (przeczytać?), więc zatrudniają pielęgniarzy, kupują nyski i wynajmują weterynaryjną przychodnię - tam też zwożeni są ludzie. Czytelnik nie jest więc poza Opowieścią, jest jej częścią i może usłyszeć, “że nolens volens, jego sytuacja jest sensu stricto daleka od chapeau bas“. To Czytelnik stanowi, kogo będzie w tej chwili czytać (słuchać?), On zaczyna i On kończy - Czytelnik jest początkiem i końcem, organizatorem i wolontariuszem tej Opowieści. To Czytelnik informuje, że główny bohater “nazywa się Jan i jest okulistą z zawodu”, że “Przed laty był nawet cenionym fachowcem”, co jest “dość osobliwe, bo ostatnio nazywaliście go Kazimierzem, a jeszcze wcześniej - Władysławem, Bogdanem, Jerzym…”. To Czytelnik wręcza głównemu bohaterowi ołówek i zeszyt - narzędzia do tworzenia.

Jan zostaje zamknięty w pokoiku, ma zeszycik, dwa łóżka, jakieś krzesła i stół - czyli rzeczy tak zwane niezbędne. Z czasem przychodnia zaczyna rozbrzmiewać nowymi głosami, niedługo później pojawiają się współlokatorzy - oni też dostali zeszyty, oni też piszą opowieści. Ale oprócz nich istnieje także narrator: ma on wgląd w tekst pisany przez Jana, opisuje jego pobyt w przychodni, zdobiąc te opisy licznymi komentarzami. Takie rozpisanie konstrukcji powieści Sieniewicza jest bardzo przydatne, gdyż, choć bliskie barbarzyństwu, pozwala bezpiecznie zwiedzać najdalsze i najbardziej cieniste zakamarki Wyobraźni. Wyobraźni, na której stoją wszystkie budynki Miasta. Wyobraźni, po której jeżdżą mgliste samochody i przechadzają się powieściowi Romeo i Julia.

3.

“Miasto Szklanych Słoni” Mariusza Sieniewicza jest pomnikiem postawionym na cześć i chwałę Wyobraźni. Dlatego zanurzając się w jej głębie i labirynty, trzeba uzbroić się w odpowiednie gogle, trzeba odpowiednio nastroić wszystkie zmysły i przyzwyczaić się do fajerwerków językowych. Opowieść Sieniewicza może przypominać inne Opowieści - w tym sensie jest alegorycznym tekstem o istocie literatury. Dlatego też porównania do “Molloya” Bekcetta (zamknięcie w pokoju, motyw tworzenia w samotności), do Hrabala (ciepło i serdeczność), do Gombrowicza (np. “łydeczki” i “gmerania”), do “Lotu nad kukułczym gniazdem” Kesey’a (klimaty szpitalne), do Petera Esterházy’ego (metaforyka), Pilcha (”Tysiąc spokojnych miast” i postać Gomułki) czy opowiadań Cortazara (gwałtowne przeskoki między rzeczywistością a magią) będą tu jak najbardziej wskazane.

Mariusz Sieniewicz swoją powieścią ogłasza rzecz wcale nienową, otóż - Wyobraźnia to lekarstwo na rzeczywistość. I buduje na tym fundamencie całe “Miasto Szklanych Słoni”, gdyż:

Opowieść pozwala człowiekowi używać skończonego języka, by mógł okiełznać tęsknotę za nieskończonością. Opowieść stwarza niezbędne granice. One gwarantują poczucie bezpieczeństwa. Przecież chodzi o to, by przeżyć życie z minimum ryzyka.

Sieniewicz przypomina więc tego muzyka z jazzbandu anielskich trębaczy, “którzy obwieszczają zmartwychwstanie materii w jej lepszym, szlachetniejszym stanie”. A to jest właśnie literatura - w swojej słabości i niewystarczalności; w tym, że język nie nadąża za rzeczywistością kryje się moc literatury, moc tworzenia światów innych niż ten prawdziwy, innych niż ten istniejący poza Opowieścią.

Ale Opowieść też się kończy - i jest powrót do tutaj i teraz, pojawia się pokój i wychodzi z ciemności dzień, wdziera się gwałtem przez okno.

4.

W Mieście Szklanych Słoni wszyscy, jak stwierdza Jan Kwiecisty, są don kichotami starych światów, a źródłem ich “marzycielskości” jest Wieloródka, do której modliliśmy się na początku tego tekstu i której magiczne soki wraz z rozwojem akcji nieśpiesznie się wyczerpują. Cała powieść Sieniewicza jest bowiem jedną wielką konfabulacją, w dosłownym (fikcja powołana przez autora) i przenośnym (fikcja powołana przez Jana) słowa tego znaczeniu. Jest zmyśleniem zapełniającym pamięć, zapełniającym ją w sposób iście mistrzowski.

Wyobraźnię olsztyńskiego prozaika można określić mianem “przesadnej” lub - za Dariuszem Nowackim - “wyzwolonej”. Albowiem uwalniając Imaginację, Sieniewicz zmienia język w pijaczynę i “Zamiast powiedzieć, co pomyślała głowa, plącze się, plecie trzy po trzy i lgnie do ruskiego koniaczku jak starowierca do świętej ikony”. Dlatego też “Miasto Szklanych Słoni” może przypominać bezsensowny bełkot osoby niespełna rozumu, osoby, która postradała pamięć i zdolność myślenia. Jednakże Jan Kwiecisty raz po raz przypomina, że nie zwariował, że wyobraźnia staje się także lekarstwem na wszelkie schorzenia, np. jak w przypadku listonosza, który nie umie napisać ani wymówić literki “p”.

Kwiecisty radzi więc:

[...] na pana miejscu od razu oddałbym się w ręce policji. Proszę zauważyć, że “policja” też zaczyna się na “p”, tak jak “przeznaczenie”, “przesrane”, “prokurator” i “pierdel”. [...] Jeśli umie pan pisać, może pan w pierdlu przemienić się w pisarza. Piękne powieści powinien pan pisać. O polityce i potędze pogardy.

Wyobraźnia jest lekarstwem na smutek i pamięć. Imaginacja wywraca pamięć na nice, jak w przypadku seansów spirytystycznych, gdzie próbuje się przywołać ducha Gomułki. Wyobraźnia jest też rodzaju żeńskiego i wraz ze spaleniem Jadwigi przez jej męża, który nie poddał się leczeniu, Miasto Szklanych Słoni zaczyna pękać. Realność bierze górę i wraz z pierwszymi rysami na migotliwej powierzchni Miasta zjawia się wizytator - symbol rzeczywistości, która sprowadza Kwiecistego do “normalności” i przywraca ład sprzed Wielkiego Wybuchu Wyobraźni.

Wieloródka znika, ulice w Mieście zmieniają nazwy albo przenoszą się na drugą stronę planety. Na miejscu Wyobraźni zasiada “pospolitość”. Kwiecisty i reszta porzuconych przez kobiety mężczyzn (w scenach poszukiwań czy w tęsknych westchnieniach burmistrza Miasta można się li tylko rozpłynąć) stają się w nowym świecie kloszardami, wyrzuconymi poza obręb społeczeństwa, poszukującymi starego, imaginacyjnego porządku w szkiełkach po rozbitych jabolach. Jest jednak nadzieja - nadzieja, że Miasto Szklanych Słoni wróci i Opowieść zacznie się od nowa.

5.

“Miasto Szklanych Słoni” Mariusza Sieniewicza wbrew pozorom nie przeciwstawia się współczesnej polskiej prozie - prozie społecznej, zaangażowanej, obnoszącej po Stendhalowsku zwierciadło po gościńcu. Powieść olsztyńskiego prozaika jest bowiem popękanym, złożonym z malutkich kolorowych szkiełek zwierciadłem, a nie np. chłopcem, który śmiga na miotle w chmurach - jest, zaznaczam, zwierciadłem! Jest kalejdoskopem i przez jego kolorowe szkiełka ogląda świat przechadzający się po nierównych polskich chodnikach. Bierze więc rzeczywistość przez metaforę, zdając sobie równocześnie sprawę, że świat widziany faktograficznie też istnieje.

Pamięć i wyobraźnia łączą się więc w tej powieści, realizm i imaginacja walczą o swoje z równym uporem i koniec końców powodują cierpienie. Dlatego też niech nie dziwią Państwa liczne odwołania do bajek, dramatów czy poezji (np. dresiarz czytający Asnyka), niech nie dziwi różnorodność stylizacyjna i groteska w stylu Camusa, gdyż tylko - jak to mówi w jednym z wywiadów Mariusz Sieniewicz - z kawałków lusterek po Lyotardowskich metanarracjach możemy czytać nasz świat, szukać uzasadnienia dla swego żywota i tworzyć obce przemijaniu Opowieści nad Opowieściami.

Mariusz Sieniewicz, Miasto Szklanych Słoni, Znak 2010.

Tagi: ,

Podobne artykuły

Dyskusja

1 Komentarz do tekstu pt. “Słonie rulez, czyli notatki o Opowieści i Wyobraźni Mariusza Sieniewicza”

  1. zachecajaco napisane! W Miescie Szklanych Sloni chetnie pomieszkam;)

    K | 25 kwiecień, 2010, 15:58 | 84.246.161.127

Dodaj komentarz

Uwaga! Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy spamerskich, trollerskich, obraźliwych, niezwiązanych z tematyką artykułu oraz mądrych inaczej.


Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

  • Sonda

    • Plebiscyt cukierniany 2009

      • Tomasz Piątek "Morderstwo w La Scali" (18.0%, 105 Votes)
      • Janusz Rudnicki "Śmierć czeskiego psa" (17.0%, 99 Votes)
      • Juliusz Strachota "Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego" (14.0%, 82 Votes)
      • Andrzej Stasiuk "Taksim" (11.0%, 67 Votes)
      • Jacek Dukaj "Wroniec" (8.0%, 47 Votes)
      • Olga Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych" (7.0%, 44 Votes)
      • Jerzy Franczak "Nieludzka komedia" (5.0%, 30 Votes)
      • Michał Witkowski "Margot" (5.0%, 28 Votes)
      • Mirosław Nahacz "Niezwykłe przygody Roberta Robura" (4.0%, 21 Votes)
      • Piotr Paziński "Pensjonat" (3.0%, 15 Votes)
      • Łukasz Orbitowski "Święty Wrocław" (2.0%, 13 Votes)
      • Maciej Malicki "Ostatnia" (2.0%, 12 Votes)
      • Agnieszka Drotkiewicz "Teraz" (2.0%, 11 Votes)
      • Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Rzeczy pierwsze" (1.0%, 8 Votes)
      • Jerzy Sosnowski "Instalacja Idziego" (1.0%, 7 Votes)

      Głosowało: 589

      Loading ... Loading ...
  • Cytat dnia

    Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]

    O tym piszemy: