(Ten odcinek dedykujemy Ilonie, Michałowi i siostrze Przemka)
Marcin Kott:
- Jest burdel, czyli nieporządek totalny, są kabanosy, pomidor i chleb słowiański, i jeszcze herbaty. No i poznaliśmy się z Grześkiem.
Grzesiek Jędrek:
- Tak, poznaliśmy się i jeszcze ci nie powiedziałem, że masz, Kott, ładną koszulkę. W ciuchu kupiłeś czy w markowym sklepie? A Maciek jak zwykle taki porządny, siedzi na łóżku z książką, wyraźnie chce nam coś powiedzieć.
Marcin Kott:
- Z ciuchu, raczej z ciuchu. A ty Maciek, to co tam?
Grzesiek Jędrek:
- Mam znajomego, który sprzedaje towary z H&M-u za pół ceny, jak chcesz to cię, Marcin, poznam. Maciek, jeśli możesz, to nie chowaj do torby mojego Miłosza.
Maciej Topolski:
- Oj, nie chowam, ja nic nie chowam, nic. A powiedzieć wam chciałem, że dobrze się tutaj siedzi i że z balkonu ładny widok masz, Grześ. A co do H&M-u to przecież zbiór wierszy Witkowskiego jest jednym wielkim sklepem z wieszakami i tylko z wieszakami.
Grzesiek Jędrek:
- Ja bym powiedział, że to nie sklep, a cała marka ciuchów. Już sobie wyobrażam, jak przy każdych spodniach i na każdej kurtce mamy metkę “Preparaty”. I ja bym chętnie ukradł coś tej marki, poodrywał czujniki i rozprowadził wśród znajomych. Kott, tobie oddałbym za jedną trzecią ceny, Maćkowi za ćwierć. Tyle że kradłbym na sztuki, za nic nie chciałbym całej kolekcji.
Maciej Topolski:
- Ale po co rozdawać, Grzegorz? Po co? Kradniesz i jest twoje. Mi Witkowski do szczęścia nie jest wcale potrzebny.
Marcin Kott:
- Ot taka przelotna znajomość.
Grzesiek Jędrek:
- Wiecie, książka jest ładnie wydana i właściwie tylko z tego względu przejrzałem ją całą. Nina Łupińska dobrze dobrała kolaże, ale zadanie nie było trudne, bo Witkowski wierszami prowokuje do noszenia ubrań ze stylizowaną Matką Boską (jak w tym fragmencie: w razie niepogody szata maryi zmieni kolor/ na sinoniebieski) albo z popularnymi teraz twarzami z amerykańskich reklam.
Marcin Kott:
- Co tam mówisz, Maciej?
Maciej Topolski:
(z balkonu)
- Mówię, że jest pewna granica, za którą poezja staje się ładna jak koszulki z Croppa czy innego H&M-u, ale wiecie, że nie zawsze, albo bardzo rzadko te koszulki są dobre jakościowo, że lepiej jednak kupić koszulkę od Ruskich za dziesięć złotych, ale z prawdziwej bawełny.
Marcin Kott:
- Tak, bo Witkowski w swoich “Preparatach” przekroczył już tę granicę, ale ja (i wiem, że Maciek też) jednak wolę Ruskich niż te całe metki i te Matki Boskie. Nie bardzo mnie ta poezja rusza i nie chce mi się z powodu tych wierszy komponować jakichś pieśni radości.
Maciej Topolski:
(j.w.)
- Poza tym tylu już Witkowskich mamy w tej literaturze. Za dużo ich, za dużo. Jak w Grzesiowym ogrodzie kotów.
Grzesiek Jędrek:
- Witkowski ma w sobie jednak jakąś świeżość, polot. W tych wierszach treść jest mniej ważna niż sama konstrukcja, widać, że to już coś więcej niż same chwyty, każdy z preparatów-obrazów i preparatów-myśli jest skomponowany bardzo poprawnie, wydaje się być na swoim miejscu, tworzyć coś w rodzaju ekspozycji. Tyle, że nie mogę jakoś sobie tego ułożyć w spójne sensy. Widać rozwarstwienia, zamiast otworzyć usta, tyle przydawek,/ przecinków. Witkowski nie ma pomysłów, raczej zbiory wrażeń, refleksji, spostrzeżeń i tę konstrukcyjność, wieszakowatość. Przypominają mi się tutaj wiersze Honeta. Maciek, chcesz jeszcze herbaty?
Maciej Topolski:
- Proszę.
Marcin Kott:
- Ja też poproszę.
Grzesiek Jędrek:
(już w korytarzu, z trzema kubkami w ręce)
- Bo świat Honeta jest czytelny pomimo, a może właśnie dzięki jego labiryntom gramatycznym. I to się sprawdza, u Witkowskiego znowu zamiast labiryntu mamy…
Maciej Topolski:
- Zamiast labiryntu mamy projekcję pojedynczych zdjęć, a więc wspomnień…
Gabrysia:
(otwiera drzwi, je serek waniliowy)
- A mówiłam ci, Grześ… O, cześć! A to twoje, Grześ, skarpety tam leżą w łazience?
Grzesiek Jędrek:
- No chyba moje.
Maciej Topolski:
- … wspomnień, bo prawie każdy wiersz opiera się na jeszcze nie i już, na tym, co było i na tym, co zostało, jak na przykład w tym fragmencie: czas w probówkach i owady w bursztynie,/ zatopione w alkoholach ślady słońca. A kolejne wiersze Witkowskiego, jak to powiedział chyba Wiedemann, są jak film, który wyświetla się na kolejnych stronach książki. Problem w tym, że kiedy już się ten film obejrzy, kiedy taśma celuloidowa się urywa, nie zostaje nic, nawet nostalgia.
Marcin Kott:
- Mimo że o nostalgię Witkowskiemu się jak najbardziej w “Preparatach” rozchodzi. O to, że siada się na kolanach wujka i dotyka jego tatuaży, o pestki w kieszeniach na okres przekwitania i pamięć, jak tutaj: zgubienie w obłoku, który czasem rzednie.
Maciej Topolski:
- Tyle tylko, że - jeśli już jesteśmy przy ostatnim wierszu pt. “pełny obrót, zamknięcie koła” - brak w tych wierszach reakcji, powiązań jak z laboratorium, gdzie nie tylko potrzebne są preparaty, ale także reakcje, głównie reakcje chemiczne w/na czytelniku. A takie reakcje, wiązania preparatów zachodzą tylko w jednym wierszu, najkrótszym z całego zbioru, w “[czy mam na ciebie alergię, szczepiono mnie tobą?]”
Grzesiek Jędrek:
- Myślę, że Witkowski przestraszył się tego wiersza, wydał się sobie naiwny, bo wzbudził reakcję. Wpada w liryczność, konstrukcja schodzi na drugi plan, nagle dotyka istoty tego, co w relacji z kobietą było najważniejsze. Boi się usprawiedliwień i nie chce się więcej w ten sposób tłumaczyć, bo to jest teraz passé, démodé. Widać, że mógłby pisać tak dalej, ale to nie byłyby już preparaty, a przygotowane mikstury. Mógłby wykorzystać potencjał frazy z ostatniego wiersza (chodzi o nostalgię/ jest w tym królestwie proso i kadzidło). Niestety nie robi tego. Fotografie w sepii, afisze, reklamy wykorzystuje jak wycinanki, to artpop, bardzo niedoskonały, układany niby-geometrycznie, nieprzyciągający oka. Witkowski chcąc stonować swoją poetykę, uczynić ją modną, jednocześnie ją zabił.
Marcin Kott:
- Nie, nie, ja się nie zgadzam! Wycinanki Witkowskiego przyciągają oko, muszą przyciągać, bo to są wiersze na koszulkę, na ulicę, do centrum handlowego, to są wiersze reklamówki, teledyski, a zarazem fotografie w sepii.
Maciej Topolski:
- Tak i to jest zadziwiające, że poetyka Witkowskiego jest jak najbardziej modna, współczesna, a mówi o rzeczach przeszłych, o ciotkach i starcach z sepii, którzy zdjęli nam smycz i otworzyli furtki. Zerknijcie na wiersz “w seriach, wydaniach kolekcjonerskich”, gdzie to staruszka protestuje, kseruje petycje, pisze/ youtube z błędem. Schodzą się tutaj dwa jak gdyby światy, który w całość łączy poeta (w domyśle Witkowski). Ale nie wie, dlaczego się rozpłakał - po prostu. Dopuszcza do siebie uczucie, ale dłużej się nad nim nie zastanawia, jest obraz i obraz - zdaniem Witkowskiego - wystarczy.
Marcin Kott:
- I tutaj pojawia się pytanie: jak długo można stosować poetykę (nazwijmy ją “obrazową” albo może “kliszową”) Witkowskiego, jak długo on sam w niej pochodzi i czy jego poetyka nie rozleci się po pierwszym praniu?
Maciej Topolski:
- Racja, no bo ile można absorbować, a potem to, co zaabsorbowane skraplać w wiersze? Oczywiście można bardzo długo, ale nie w sposób, w jaki to robi Witkowski. Dlatego jestem ciekaw, ile konstrukcja “Preparatów” wytrzyma i nie sądzę, żeby już teraz Witkowski popełniał samobójstwo, nie, poczekajmy do kolejnego zbioru, jeśli w ogóle takowy się na rynku pojawi. Dajmy szansę, Grzesiu, dajmy poecie szansę.
Grzesiek Jędrek:
- Wiecie, denatom wciąż rosną włosy i paznokcie. On nie zabija siebie, a własne wiersze. Prezentuje je już jako trupy. I do znudzenia będę powtarzał, że brak im oddechu, funkcji życiowych. Witkowski tworzy raczej umiejętne golemy. A co może zrobić czytelnik? Pochwalić ten mechaniczny talent i przejść obok.
Marcin Kott:
- Przejść obok, ale żeby poecie nie było przykro, walnąć sobie podobiznę tego poety na t-shircie.
Przemysław Witkowski, Preparaty, Wrocław 2010.

Autorka rysunku: Joanna Pyra
Tagi: Napiętrze, Przemysław Witkowski
Plebiscyt cukierniany 2009
Głosowało: 589
Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]
Dyskusja
Brak komentarzy do tekstu pt. “Napiętrze - odcinek 5 - Wieszaki z metką, czyli o “Preparatach” Przemysława Witkowskiego”
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.