Finis Poloniae

niedoczytania: Latest post

Lena nie istnieje

Niedoczytania wita serdecznie na pokładzie nowego autora, Ziemowita Szczerka, który będzie nam opowiadał, jak smakują europejskie potrawy przyprawione polskim sosem albo polskie potrawy przyprawione europejskim sosem.

- A skąd jesteś z Ukrainy?
- Z Kołomyi.
- A co robisz w Krakowie?
- A, bo słyszałam, że u was jest moda na Ukraińców, że się czyta ukraińskich autorów, słucha ukraińskiej muzyki, więc przyjechałam postudiować, zanim znowu nas zaczniecie nienawidzić.

Taką rozmowę odbyłem w jednej z mniej modnych krakowskich knajp z dziewczyną o imieniu Lena.

A że Kraków, jak słusznie ktoś zauważył, przypomina “Dzień świstaka” i trudno robić tu coś, co nie zostało już wielokrotnie zrobione wcześniej - popijaliśmy po prostu. Próbowaliśmy jednak trochę w systemie tego świstaka majstrować i żeby nie było jak teraz i zawsze, i na wieki wieków amen, że tylko browar, szoty i wiśniówka na lodzie, kombinowaliśmy trochę przy barze. Tyle tylko, że jeśli udało nam się oszukać świstaka co do formy, to nie udało się co do treści, więc zwyczajnie upiliśmy się i zaczęliśmy mówić językami ludzi i aniołów i w tych językach głosić mądrości.

Polacy interesują się Ukrainą - twierdziła Lena - bo Ukraińcy (głównie ci z zachodu Ukrainy) są jedynym bezpośrednio z nami politycznie i kulturowo sąsiadującym krajem, który nas jako tako podziwia i jako tako nas szanuje.

Bo Zachód (rozszerzony również o Europę Środkową i państwa bałtyckie) postrzega nas mniej więcej tak, jak my widzimy stereotypowych Ruskich: ciemno tu, miasta z blachy falistej, budy z brudnych pustaków, błocko z piachu, gorzały i deszczu. Białoruś ma swoją bajkę, Rosja swoją, w świadomościach Rumunii, Serbii i Albanii istniejemy mało intensywnie. Tylko Ukraina patrzy na nas jak na kuzyna, który w gruncie rzeczy jest podobny, ale któremu bardziej się udało.

- No, na przykład - mówiłem Lenie, oszukując świstaka - kupiłem sobie kiedyś we Lwowie “Wysoki zamek”, a tam felieton Tarasa Prochaśki pod tytułem: “Lubię Polskę”. Chciałem zobaczyć, za co też ten Prochaśko Polskę lubi, czytam więc te wasze krzaczki i wychodzi na to, że lubi dlatego, że mu Polska w gruncie rzeczy Ukrainę przypomina, tylko mniej rzeczy go tutaj denerwuje.

- A Kuczma - mówiła Lena - kiedy w 2000 roku robił swoją kampanię prezydencką, to ogłosił hasło: “Chcesz, żeby na Ukrainie było jak w Polsce? Głosuj na mnie”. Już wtedy jeździłam trochę do Polski i Polacy o tym częściej mówili niż Ukraińcy. To był chyba pierwszy raz, gdy ktokolwiek stawiał was za wzór.

Tak było, polskie media zwariowały ze szczęścia. W necie pisali, w gazetach piali, w radiu, telewizji wspominali: jaka satysfakcja w końcu po wiekach wyrabiania sobie grubej skóry przeciw polisz dżołkom, polniszwitrszaftom i stereotypowi rozmodlonego, zalanego wódą kołka. Jesteśmy dla kogoś wzorem! Alleluja!

Podczas I Rzeczpospolitej, podczas idealizowanego (w obu Galicjach zresztą) okresu Cekanii, podczas II RP; rodziła się ta ukraińska do Polski hassliebe. I choć z jednej strony Wołyń, “Wisła”, mordy, nacjonalizm, wynarodowianie i nienawiść, to z drugiej - zachód Ukrainy nasiąkał Polską, tak jak wschód - Rosją.

W “Anathanielu” Natalii Śniadanko przeczytać można, że prawdziwy galicyjski inteligent powinien znać, poza ukraińskim, kilka zachodnich języków  “i oczywiście rosyjski i polski”. Andruchowycz i wspomniany Prochaśko po polsku mówią i czytają. Interesują się tym, co tutaj się dzieje. Andruchowycz pisał, że gdyby musiał gdziekolwiek się z Ukrainy na stałe wyprowadzać, “Polska by mu wystarczyła”. A Polacy, wygłodzeni na swój temat pochlebstw, cieszą się jak dzieci.

- I dlatego - mówiła mi Lena, a ja się w gruncie rzeczy do pewnego stopnia z nią zgadzałem - możecie przy nas podnosić trochę w górę wasze polskie noski, możecie poczuć się mentorami, możecie być nieco protekcjonalni, tak jak protekcjonalni wobec was bywają Niemcy.

- No i ciągnie was tam, gdzie można być tym o wyższej cywilizacji, o wyższej kulturze, stąd te wasze “polityki jagiellońskie”, stąd te wszystkie hordy studentów ukrainistyki, rusycystyki i kulturoznawstwa z plecakami jeżdżące po naszych wsiach i fotografujące drewniane chałupy, rozpieprzone zaporożce i babuszki złotozębne.

- No i co z tego - powiedziałem Lenie i wyszedłem z niemodnej krakowskiej knajpy i poszedłem przez siebie, starając się nie dostrzegać, że tak zwany krajobraz kulturowy nie odstaje jakoś bardzo istotnie od tego na zachodniej Ukrainie.

Nadal będę jeździł na wschód.

Tagi:

Podobne artykuły

Dyskusja

24 Komentarze/y do tekstu pt. “Lena nie istnieje”

  1. Odstaje kolego, odstaje. Wystarczy wejść do pierwszego publicznego kibla.

    KczK | 30 marzec, 2010, 15:15 | 80.53.135.100
  2. W szczególe wiadomo, że odstaje, bo kasy jest więcej i poloru coraz więcej też. ale jeśli chodzi o nieumiejętność radzenia sobie z miejską przestrzenią (i przestrzenią w ogóle) to jednak jesteśmy b. podobni.

    Ziemek | 30 marzec, 2010, 15:47 | 213.134.160.232
  3. Do wyczyszczenia kibli nie potrzeba dużo kasy, do załatania dziur drogach też. Tym bardziej że w każdej wiosze wyjebana w kosmos jedna albo nawet dwie - cerkiew ze złotym dachem stoi. Żenada.

    KczK | 30 marzec, 2010, 16:15 | 80.53.135.100
  4. :) co w niczym nie przeczy temu, co napisalem: ze nie mamy ręki do miejskiej przestrzeni, zupelnie, jak oni. no i u nas tez w rozjebanych wiochach paralichenie stoją.

    Ziemek | 30 marzec, 2010, 16:25 | 213.134.160.232
  5. Ale drogi są równe. Tam bywa tak że drogą o klasie powiatowej nawet terenówką trudno przejechać!!!

    KczK | 30 marzec, 2010, 17:02 | 80.53.135.100
  6. bum bum parara bum:)

    Ziemek | 30 marzec, 2010, 17:15 | 213.134.160.232
  7. gdzie te drogi równe? :) w warszawie może

    luizka | 30 marzec, 2010, 23:10 | 89.74.141.217
  8. Jedź do tych pierdolonych kacapów. Jak wrócisz będziesz warszawskie drogi C A Ł O W A Ł A jak papież.

    KczK > luzka | 31 marzec, 2010, 0:42 | 188.146.247.165
  9. Mam wrażenie, że pisząc o “krajobrazie kulturowym” autorowi nie do końca chodziło o kible (jak ktoś to subtelnie ujął) i drogi. Ale może się mylę.
    Co do naszej prawdziwej czy rzekomej wyższości kulturowej, osobiście takiego przekonania w sobie nie hoduję. Taki punkt widzenia pozwala bez wywyższania się podróżować na wschód i bez skrępowania czy wstydu spoglądać na zachód.
    Ale czy taki punkt widzenia podzielają rodacy? Wątpię.

    Pozdrowienia!
    Mateusz

    nawschod | 31 marzec, 2010, 9:04 | 213.17.204.114
  10. Ja też w sobie wyższości kulturowej nie hoduję. Niby z jakiej racji. Ani nie jesteśmy lepsi, ani gorsi od siebie. Jeździłam na Ukrainę przez 10 lat dość często, odwiedziłam dużo domów, i jednak “kible” to coś, co bardzo odróżnia w moich oczach Polskę od Ukrainy. Nie mówię, że u nas jest nie-wiadomo-jak-czysto-i-porządnie. Ani nie oceniam tego w żadną stronę ;) po prostu często trzeba było włożyć w najprostszą toaletę bardzo dużo wysiłku, starań, tłumaczeń, że chciałabym się umyć po podróży, bo jechałam 17 godzin - a i tak to było często postrzegane jako fanaberia, szczególnie zimą, bo przecież zimą nie trzeba się tak myć… No i często było w tych “kiblach” bardzo brudno. I domowych, i publicznych. U nas to też jest, ale jednak mniej.

    Asia | 31 marzec, 2010, 10:59 | 119.160.27.27
  11. Dyskusja zeszła na temat, kto ma lepsze sracze - to jest dopiero wyższość kulturowa :)

    Mr. G. | 31 marzec, 2010, 11:39 | 213.238.119.47
  12. Mateusz - nie mylisz się:)

    Ziemek | 31 marzec, 2010, 11:39 | 213.134.160.232
  13. A koledze K. udało się sprowadzenie tematu na poziom kibli - niestety:)

    Ziemek | 31 marzec, 2010, 11:40 | 213.134.160.232
  14. Rozumiem, że dobrze wychowani ludzie o “tym” nie rozmawiają, i “to” do kultury nie należy.
    No to dodam jeszcze, że zgadzam się z koleżanką Leną. I że często było mi wstyd za Polaków, mówię np. o wycieczkach do Lwowa. Bo z nimi zdarzało mi się jechać tym samym autobusem, słuchać, jak rozmawiają. Tak, jakby Ukraina to było miejsce, gdzie niektórzy mogą się odegrać za wszystkie swoje kompleksy, pokazać nareszcie swoją wyższość. Przykro mi było. I za polskich celników też często było mi wstyd. Nie wiem, może teraz to się zmienia, bo już dobry rok tam nie byłam.

    Asia | 31 marzec, 2010, 13:36 | 119.160.27.27
  15. Bo to jest odpowiedni poziom dla tego kraju.

    KczK >Z | 31 marzec, 2010, 14:41 | 80.53.135.100
  16. Z>K: A my jesteśmy do “tego kraju” - wbrew panaKaowym pobożnym życzeniom - DOSYĆ podobni, a przez zachód postrzegani jako coś wręcz identycznego, bo takie niuanse jak kłótnia o ilość dziur na metr kwadratowy bywają dość śmieszne - innymi słowy, jeśli kolega raczy przyznawać sobie prawo do tego typu zżymanek pod adresem Ukrainy, musiałby przyznawać prawo do sprowadzania przez np. Niemców i Czechów naszej błogosławionej RP do poziomu kibla (co też robią, ale to inna sprawa - o to właśnie chodzi, Ukrain to jedyny kraj, w którym nie traktują nas tak, jak ludzie pokroju pana Kaczki traktują Ukrainców). jeśli chodzi o sprawę Polska - Ukraina zachodnia, to, jak to mawiało Lemisko - tam jest jak w Polsce, tylko bardziej. Czyli odwrócenie tezy Prochaśki: rzeczy, które wkurwiają nas w Polsce występują tam w większym natężeniu.

    Rany.

    Ziemek | 31 marzec, 2010, 15:34 | 217.74.64.220
  17. Nie Prohaśko, a Prochaśko - w komentarzu napisałeś poprawnie. I moje podstawowe pytanie: czy Prochaśko też napisał o “Wysokim Zamku” Lema, bo ja znam tylko felieton Andruchowycza pt. “Chłopiec z Wysokiego Zamku”?

    Maciej Topolski | 31 marzec, 2010, 18:03 | 91.193.196.71
  18. No właśnie, jak to jest z transkrypcją nazwisk ukraińskich na polski. Kiedy X to ch a kiedy h? W sumie na okładkach ma przez “ch”..

    A co do tekstu Pro(c)haśki, to nie pisał o “Wysokim zamku” a w felietonie do “Wysokiego zamku”,lwowskiej gazety, bodaj w 2006 roku jeszcze, , który kiedyś wpadł mi w ręce.

    Ziemek | 31 marzec, 2010, 18:22 | 217.74.64.220
  19. Ich x to nasze ch. Tam gdzie my mamy h oni zwykle mają ?

    KczK | 31 marzec, 2010, 18:54 | 188.146.158.216
  20. A co ja widzę, super-hiper portal z wodotryskami i onanizatorami, podobno literacki, a cyrylicy nie czyta!

    KczK > redakcja | 31 marzec, 2010, 18:55 | 188.146.158.216
  21. aha, no tak, ich nibyruskie gie to ha.

    Ziemek | 31 marzec, 2010, 18:59 | 217.74.64.220
  22. Po ukraińsku “ruskie gie” to de facto h tylnojęzykowe :) Głoska wyjątkowo wrogo brzmiąca w polskich uszach. Coś jak (c)harczenie ofiary, której podrzyna się gardło!

    KczK | 31 marzec, 2010, 19:02 | 188.146.158.216
  23. ku mojemu potwornemu żalowi ukrański w praktyce nie brzmi tak, jak brzmiałby stereotypowy upowiec czy sienkiewiczowski kozak, mówiący twardo, nie miękko: “ja tebe lachu budu ghhhhołowu rezaty”.

    jednak raczej śpiewają-ćwierkają po wschodniemu. szkoda, co zrobić. szczo zrobyty.

    Ziemek | 31 marzec, 2010, 19:17 | 217.74.64.220
  24. Ja się z taką chamską, prymitywną nienawiścią spotkałem wielokrotnie. Wystarczy podjechać gdziekolwiek samochodem na polskich numerach. Naród prymitywnych, durnych zakompleksionych jołopów. U nas nawet za najgorszej komuny takiego syfu nie było. A naiwnym studentkom humany wydaje się że tam same Andruchowycze i Prochaśki żyją.

    KczK | 31 marzec, 2010, 19:58 | 188.146.158.216

Dodaj komentarz

Uwaga! Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy spamerskich, trollerskich, obraźliwych, niezwiązanych z tematyką artykułu oraz mądrych inaczej.


Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

  • Sonda

    • Plebiscyt cukierniany 2009

      • Tomasz Piątek "Morderstwo w La Scali" (18.0%, 105 Votes)
      • Janusz Rudnicki "Śmierć czeskiego psa" (17.0%, 99 Votes)
      • Juliusz Strachota "Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego" (14.0%, 82 Votes)
      • Andrzej Stasiuk "Taksim" (11.0%, 67 Votes)
      • Jacek Dukaj "Wroniec" (8.0%, 47 Votes)
      • Olga Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych" (7.0%, 44 Votes)
      • Jerzy Franczak "Nieludzka komedia" (5.0%, 30 Votes)
      • Michał Witkowski "Margot" (5.0%, 28 Votes)
      • Mirosław Nahacz "Niezwykłe przygody Roberta Robura" (4.0%, 21 Votes)
      • Piotr Paziński "Pensjonat" (3.0%, 15 Votes)
      • Łukasz Orbitowski "Święty Wrocław" (2.0%, 13 Votes)
      • Maciej Malicki "Ostatnia" (2.0%, 12 Votes)
      • Agnieszka Drotkiewicz "Teraz" (2.0%, 11 Votes)
      • Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Rzeczy pierwsze" (1.0%, 8 Votes)
      • Jerzy Sosnowski "Instalacja Idziego" (1.0%, 7 Votes)

      Głosowało: 589

      Loading ... Loading ...
  • Cytat dnia

    Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]

    O tym piszemy: