Jakież było moje zaskoczenie, kiedy pewnego ranka siadłem przed komputerem z kawą i świeżo upieczoną bagietką, i przeglądając Internet, wpadłem na felieton Tomasz Pułki na stronie ha!artu. Popatrzyłem, kto jeszcze pisze dla tego serwisu (lub wydawnictwa), skrzywiłem się i wróciłem do Pułki, bo to jednak człowiek z rodzaju młodych i dobrze się zapowiadających. Składając te słowa autor “Mixtape” i laureata Dżonki za rok 2007 ma już za sobą publikację drugiego felietonu - i w tych to właśnie dwóch tekstach (tytuły kolejno: “Porządkowanie magazynu” oraz “Porządkowanie odpoczynku”) skupiają się moje zaskoczenie i ostatecznie - moje serdeczne gratulacje.
Po lekturze felietonów Pułki pierwsze, co rzuca się w oczy to fakt, że początkowe zdania ma Pułka bardzo dobre, co zapowiada równie ciekawy ciąg dalszy, czyli tak zwane rozwinięcie i zakończenie. Dalej jednak następuje zaskoczenie, gdyż “ciąg dalszy” okazuje się być bardzo zły. Moim skromnym zdaniem problem ten zasadza się na tym, że Pułka “urozmaica sobie pracę przyjebaniem lufy”. Ale czy w tej chwili mogę określić to słowem “tendencja”? Oczywiście, że nie, jest na to za wcześnie, w dziwny jednak sposób łączy mi się ten fakt z poezją Tomasz Pułki, którego - na ten przykład - udział w zbiorze “Kryzys” Paweł Kozioł podsumował słowami: “najbardziej chyba w całym biuletynie nierówny”. Tak, Pułka jest również “nierówny” w swoich felietonach. Wynikać to może z braków warsztatowych, wynikać może z wielu innych rzeczy, które nie są przedmiotem tego krótkiego tekstu, nie ulega jednak wątpliwości, że wiąże się to z “soczystym skrętem” czy “przyjebaniem lufy”.
Oba sformułowania wraz z pojawieniem się w felietonie Pułki okazują się mieć magiczną moc - “bardzo dobre” zmieniają w “bardzo złe”. Pułka próbuje się bronić: “językowe niedomagania pozwalają na nagięcie terminu <<porządek>>, co może nas poprowadzić do beztroskiego opierdalactwa i rzewnych podróży”, tyle tylko, że nie chodzi tu tylko i wyłącznie o “językowe niedomagania”, które z pewnością doszlifuje serwis (lub wydawnictwo), albo i nie, czego przykładów nie będę podawał, gdyż każdy znajdzie je bez problemu. Gorzej jednak jeśli chodzi o treść lub brak takowej treści. Ale tu też Pułka próbuje się bronić. Kończy bowiem pierwszy ze swoich felietonów w taki oto sposób: “Ale nie o tym. A o czym?”. I choć w drugim kontynuuje podjęty wątek, to po skończeniu lektury pytanie “a o czym” pozostaje aktualne. Ktoś wykrzyknie: “Przecież to cykl jest, poza tym w <<Porządkowaniu odpoczynku>> Pułka stawia kolejne pytania!”. Ba, Pułka stawia tych pytań ho-ho i jeszcze trochę, dlatego i ja (który podejmuję się krytyki) jestem bardzo ciekawy, czy choćby na jedno z nich znajdzie się odpowiedź.
Aż nazbyt widoczną wadą felietonów Tomasza Pułki jest totalny brak pomysłu albo raczej tylko jeden pomysł, który w nich dominuje i który obawiam się dominuje w prywatnym życiu autora, gdzie z buciorami wkraczać nie chcę i nie mam najmniejszej ochoty.
Okazuje się bowiem, że “gotowość do pisania felietonów” nie wystarcza, trzeba jeszcze O CZYMŚ pisać. A pisze Pułka na pewno o pracy (co autora tych słów nie dziwi) w supermarketach i o “montażu metalowych paneli na pustostanach”, a więc (no przecież!) o odpoczynku od pracy w postaci “soczystego skręta podanego do ust przez kochającą partnerkę tuż po przekroczeniu progu”. Zaraz jednak Pułka łączy oba pojęcia, twierdząc: “praca w hipermarkecie została stworzona przede wszystkim ku krzewieniu kultury jarania - już po dwóch buchach jesteśmy w stanie opracować sobie film fabularny oparty na kanwie robotniczej klasyki”. Śmiem twierdzić, że tak też wygląda praca nad felietonami dla ha!artu. Otóż Pułka zaczyna jednym buchem i pisze w miarę jasno i logicznie, a kończy na trzech, czterech i pisze tak, że konia z rzędem temu, co ten młody człowiek chciał nam przekazać. Na drugi dzień oczywiście lekkie poprawki, bo wczoraj się to już nie udało, i tekst dostaje redaktor serwisu. Po kilku minutach tekst trafia do Internetu, czytelnik czyta i się bardzo mocno zastanawia, co poecie po głowie w trakcie pisania chodziło. Czytelnik tak długo się zastanawia, że w końcu sięga do szuflady i wyjmuje “soczysty skręt”, pali, po czym z nowymi siłami wraca do tekstu Pułki - i zaczyna rozumieć, zaczyna mu się w głowie wszystko porządkować jak, nie przymierzając, w magazynie hipermarketu Tesco.
Nie ulega wątpliwości, że dwa pierwsze felietony Tomasza Pułki próbują krzewić “kulturę jarania”. Czas pokaże, czy robią to z dobrym skutkiem. W tym jednak momencie chciałbym serdecznie pogratulować marketom Tesco, Carrefour, Leroy Merlin oraz innym pracodawcom tak rewelacyjnego pracownika, jakim jest Tomasz Pułka. Gratulacje!
Tagi: Tomasz Pułka
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Plebiscyt cukierniany 2009
Głosowało: 589
Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]
Ktoś się znowu odważył krytykować Pułusia? W MORDĘ MU!!!!
Trochę przesadzasz. Autor po prostu wplata w felietony swoje klasowe upodobania i pisze o swojej pracy. Dla Ciebie może kokietuje czymś tam, ale on po prostu zaznacza swoją sytuację i nie boi się pisać o jaraniu jak o papierosie, czy alkoholu. Sytuacja ta jest dość powszechna, ale jej wyraz nie. Swoją drogą opisy codziennej walki o byt (czy też milczenie o nich) to jedna z najciekawszych działek poza samymi dziełami twórców i w nich. I po ósme nigdy nie wiesz, co będzie w felietonie, ale zaglądasz tam dla nazwiska felietonisty (bądź nie zaglądasz właśnie), a póki tam zaglądasz funkcja felietonu zostaje spełniona (przeczytany).
Trochę przy okazji polecam lekturę dyskusji
http://forum.gazeta.pl/forum/w,904,108389910,,Boomerang_kids_potrzebuja_pomocy_rodzicow.html?v=2
sZ, zdaję sobie sprawę, że sytuacja tak zwanego jarania jest powszechna, ale z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że gdyby Pułka napisał nawet o siedzeniu na kiblu z perspektywy muchy, która przycupnęła na podłodze, zaraz obok jego stopy, to to też byłoby “zaznaczeniem swojej sytuacji” - siedzę na kiblu i się wypróżniam. I to też byłoby COŚ! Natomiast “opisy codziennej walki o byt” to jest oczywiście “jedna z najciekawszych działek poza samymi dziełami twórców”, zgadzam się - tyle tylko, że Pułka tego nie ciągnie dalej, rozmywa się w dymie “soczystego skręta”. Poza tym równie dobrze mógłby pisać dziennik - niebieskim długopisem w zeszycie w kratkę. I też byś go pochwalił. sZ, radzę jeszcze raz przeczytać to, co napisałeś w komentarzu, bo jeśli słyszę, że funkcją (na pewno podstawową), a może i nawet jego zaletą, felietonu jest przeczytać go, to na mojej twarzy pojawia się jedynie uśmiech politowania.
Wiem, że ciężko dostrzec u mnie ironię (stąd Twój uśmiech), ale nie wiem, dlaczego tak łatwo jest przewidzieć moje inne kroki (”też byś go p o c h w a l i ł (sic!)” - pokaż gdzie chwalę Pułkę?). Zwykle zanim wklejam - czytam. Pułka pisze o pracy fizycznej i nawiązuje tu do tego co w literaturze funkcjonuje jako praca wyobcowana (praca wyobcowuje na wiele sposobów u Marksa, ale zwykle ma się na myśli tępą powtarzalną mechanikę). Tak się składa, że pracowałem kiedyś na magazynie hurtowni przez wakacje i często tylko ja wychodziłem z roboty trzeźwy (koledzy woleli alkohol, pracowali tam długo). Jeśli napisze o musze patrzącej na kibel, to przeczytamy i zobaczymy. Na razie rzeczywiście gdzieś to się rozmywa, ale branie tego wszystkiego tak serio a zwłaszcza sugerowanie jakiegoś cugu jarania u felietonisty to jak dla mnie nieporozumienie (tylko nieporozumieniem, nie “skandal”).
czy to wszystko nie jest po prostu żałosne?