Napiętrze

niedoczytania: Latest post
Autorka rysunku: Joanna Pyra

Napiętrze - odcinek 1 - Adaś w Krainie Dukaizmu

Józef Kerlat:
- W trakcie lektury “Wrońca”, jak sobie tak leżałem i czytałem, zachciało mi się mieć dziecko. Takie małe, w piżamce, z dużymi oczami.
Maciej Topolski:
- Zachciało ci się? W piżamce? Z dużymi oczami… To mi się, Józek, podejrzane wydaje.
Józef Kerlat:
- Och, po prostu widziałem siebie i swojego synka (koniecznie synka), jak leżymy sobie w łóżku, pod kołdrą i zamiast oglądania dobranocki w telewizji czytamy “historię, która się nie zdarzyła naprawdę”.
Maciej Topolski:
- Serio mówisz?
Józef Kerlat:
- Serio. A to z tego powodu, że jestem najzwyczajniej w świece ciekaw reakcji dzieci na “Wrońca”.
Maciej Topolski:
- To nie lepiej ukraść komuś z rodziny dzieciaka i na nim zrobić eksperyment? Po co ci od razu dziecko? Swoje, własne?
Józef Kerlat:
- Bo to jednak swoje, prawda? To nie jest pożyczone, nie obce. Zapytaj pierwszego lepszego rodzica. Albo swoich rodziców zapytaj, czy lepiej jest mieć pożyczone, czy własne… Ale co ja ci tu będę mówił - to jak z zegarkiem albo rowerem.
Maciej Topolski:
- Wolałbym nie.
Józef Kerlat:
- Jak u Melville’a normalnie - wolałbyś nie.
Maciej Topolski:
- …wolałbym nie, bo się jeszcze okaże, że sam jestem wypożyczony. Zawali mi się świat i nigdy nie założę podstawowej jednostki społeczeństwa, tak zwanej rodziny. A na koniec zamienię się w zegarek. Ale czekaj, czekaj. Miałem powiedzieć, że “Wroniec” to nie jest żadna tam dla dzieci czytanka do poduszki, to jest książka, kurczę, przerażająca.
Józef Kerlat:
- Ale trzeba by napisać, określić, dla jakich to dzieci nie jest książka. Nieprawdaż?
Maciej Topolski:
- Prawdaż. No, ale chyba nie zamierzasz tutaj, w tym momencie narzekać na brutalne bajki animowane i wspominać, jak to ty, mały Józek, oglądałeś “Misia Uszatka” i jaki to byłeś grzeczny chłopczyk, że tylko siedziałeś w domciu, i nikomu, naprawdę, nikomu nóżki nigdy nie podstawiłeś. Dobry, Józuś był, dobry, tak? I czytał dużo książek.
Józef Kerlat:
- Nie byłem zbyt grzeczny i nie chcę narzekać. Ale do rzeczy…
Marcin Kott:
- Wreszcie was znalazłem.
Maciej Topolski:
- Przecież ci mówiłem, że będziemy czekać pod domem Kerlata. Nie mówiłem?
Marcin Kott:
- Oj, mówiłeś, mówiłeś… Chodźcie gdzieś, poczłapmy trochę. O czym gadamy?
Maciej Topolski:
- O tym, że Kerlat nie powinien czytać na leżąco, bo za pół roku będzie Stevie Wonder’em i że trzeba będzie zorganizować zrzutkę na jakiś instrument klawiszowy dla niego. A tak naprawdę to mówił, że wartowałoby…
Marcin Kott:
- Wartowałoby - tak się nie mówi, Maciek…

Film promujący akcję społeczną “Pamiętaj o 13 grudnia” (akcja prowadzona przez Narodowe Centrum Kultury, Instytut Pamięci Narodowej i Wydawnictwo Literackie):


Józef Kerlat:
- Mówiłem o tym, że “Wroniec” idealnie trafia w gusta tak młodych, jak i starszych czytelników. Z jednej strony zarąbista opowieść dla małego chłopczyka, który tak jak główny bohater, czyli Adaś, lubi siadywać na parapecie i czytać “o agentach i partyzantach”. Bo jest krew, są walki, są superbohaterowie. Czyli, wiadomo, Cartoon Network. Z drugiej strony jest także coś dla pokolenia starszego, czyli masa tak zwanych stanowojennych smaczków. Bo to przecież książka o stanie wojennym, jakby nie było. Nie wiem więc, czy zdjęcie: uśmiechnięty od ucha do ucha Kuba i egzemplarz “Wrońca”, data: Listopad 2009 - będzie tym, co chciałbym zobaczyć i co miałoby świadczyć o wartości książki Dukaja?
Maciej Topolski:
- Zamiast recenzji, zamiast eseju, zamiast naszych chodzonych dzisiaj zachwytów?
Józef Kerlat:
- Też… Tyle tylko, że obok Kuby chciałbym zobaczyć jego uśmiechniętego Tatusia, który wie, co się stało grudniowej nocy roku 1981 i co to za pan w zaparowanych okularach siedział w telewizorze. A może Tatuś był jednym z Panów Opornych. Jeśli był, to tym lepiej.
Maciej Topolski:
- Słowem: książka dla Adasiów i dla Adamów, czyli dla wszystkich.
Marcin Kott:
- Jestem za. A co mi powiecie o rysunkach Jakuba Jabłońskiego?
Maciej Topolski:
- A co ty nam powiesz o kolesiu z ekipy Bagińskiego?
Marcin Kott:
- Ja powiem, że mi przypominają ilustracje do opowiadań Marqueza. Była taka książka “Bardzo stary pan z olbrzymimi skrzydłami i inne opowiadania” i tam robiła rysunki Carme Sole Vendrell. Hiszpanka urodzona w Barcelonie.
- A dlaczego o niej wspominam? A dlatego, że Jabłoński i Vendrell bardzo dobrze wpisują się w świat obu prozaików. Vendrell jest jednak oszczędniejsza w kolorach. Częściej też szkicuje. Ale w porównaniu z Jabłońskim Vendrell jest mało odważna - przynajmniej w tym zbiorze opowiadań - i mało wykręcona. Ale to już chyba zależy od charakteru prozy, którą się ilustruje.
Maciej Topolski:
- “Przekrój” też jest za Jabłońskim. Świetną okładkę im zrobił. Uwielbiam te kwadratowe szczęki. Są takie superbohaterowskie.
Józef Kerlat:
- Ilustracje Jabłońskiego każdemu muszą przypaść do gustu. Bez dwóch zdań. W ogóle pomysł, żeby zilustrować “Wrońca”, to strzał w dziesiątkę. Dostać taką książkę pod choinkę lub na urodziny…  jeśli nie macie pomysłu, śmigać do księgarni i sprawa załatwiona.
Marcin Kott:
- Tylko.
Maciej Topolski:
- Co już nie pasuje?
Marcin Kott:
- A, nie pasuje, nie pasuje. Mimo “świetności”, ochów i achów, rysunki Jabłońskiego zawężają odczytanie powieści Dukaja. To mi właśnie nie pasuje, to zawężenie.
- Czy powiedziane jest, że “Wroniec” dzieje się w Warszawie? Nie jest powiedziane. A recenzenci zgodnym głosem mówią, że w Warszawie. A dlaczego? Bo wieża na rysunkach, ta wieża, wokół której krążą kruki i wrony, i w której mieszka Wroniec, przypomina Pałac Kultury. I jeszcze pan Najnajnajoporniejszy, który, jak dodaje Dukaj w nawiasie, mógł być tylko Elektrykiem. No, a kto mógł być Elektrykiem? No, Wałęsa mógł być, nikt inny. Ale ja bym sobie to wolał dopowiedzieć sam. A nie widzieć na rysunku: Wąsiska i Fajkę W Ustach Tego Największego. I jeszcze napis Solidarność. Wybaczcie, ale o Solidarności nie ma nawet wzmianki w tekście. Więc ja się nie zgadzam na takie ilustracyjne “dopowiadanie”.
Józef Kerlat:
- Zwyczajnie marudzisz.
Maciej Topolski:
- To tak samo, jakbyś powiedział, że, o, ty inaczej, w swojej wyobraźni widziałeś ZŁOMOTA lub Pangłowców. Jabłoński jest ilustrator, nie ty, i sobie to zapamiętaj.
Marcin Kott:
- De gustibus est non disputandum… Kurcze.
Józef Kerlat:
- Oj, jak ty nam kursywą i po łacinie pojechałeś. Marcin, nie rób nam tego więcej.
Marcin Kott:
- Dobra, dobra. A wiecie, kto jest najważniejszy na tych ilustracjach?
Józef Kerlat:
- No kto?
Marcin Kott:
- No… KOT! Nie zwróciłeś uwagi? Taki czarny. Przewija się w tle. Tyle że na późniejszych ilustracjach znika i już nie wraca. A szkoda.
Maciej Topolski:
- Szkoda, nie szkoda, idziemy gdzieś coś wypić. Mgła się zrobiła, że oko wykol.
Józef Kerlat:
- Jak we “Wrońcu”… Mleko się wylało czy co.
Maciej Topolski:
- Bierzemy po jakiejś dobrej herbacie, tak? Trzy herbaty poprosimy i, i… bierzemy się za językowe eksperymenta Dukajowskie.
Marcin Kott:
- Oj, tak, tak, to jest najlepsze. Bo oprócz Teleranka i PEWEX’u wszystko jest do góry nogami, poprzemieniane. Słowem: jedno wielkie mruganie okiem do czytelnika.
Józef Kerlat:
- Ale nie będziemy przecież pozbawiać Czytelników całej przyjemności. A ta przyjemność, pozwolicie, nazywa się przyjemnością wchodzenia w epokę Dukaizmu.
Maciej Topolski:
- Racja, nie będziemy. Dukaizm każdy musi przeżyć.
Marcin Kott:
- Mimo to warto wspomnieć o jednej rzeczy. To znaczy… Tylko napomknę… Dukaj nie daje nam “obywatela”, tylko “bywatela”, który, jak widać i słychać, bardziej bywa niż jest. Poza tym zamiast “Społem” jest “Spałem”. I tu może cytata jakaś, co? No, to tak:
- Proszę pani, proszę pani, a co tu sprzedają?
- Przecież widzisz, że Sklep jest zamknięty.

To prawda. Sklep przyznawał już na szyldzie: SPAŁEM.
Maciej Topolski:
- Tak, plus wszystkie te szumiące telewizory, ci ludzie przekradający się pod ścianami, Maszyna-Szarzyna i GAZ, który przetacza się przez ulice i wyszarza ludzi na biało.
Józef Kerlat:
- Kilka słów o stylu “Wrońca”. W kilku słowach, Maciej.
Maciej Topolski:
- Fenomenalnie prosty, zdumiewająco barwny (mimo szarości), niepodrabialnie obrazowy.
Marcin Kott:
- A wiecie, co jest najlepsze, czego we “Wrońcu” jest najwięcej?
Józef Kerlat:
- Kota?
Maciej Topolski:
- Nie, nie kota. Wiem, o co Marcinowi chodzi. Najwięcej jest we “Wrońcu” wyrażeń dźwiękonaśladowczych. I powiem ci, że śmiało można temu poświęcić jakąś większą pracę krytyczną. Jeśli ktoś nie ma pomysłu, oczywiście.
Józef Kerlat:
- Jak nie prezent pod choinkę, to praca licencjacka. Żyć, nie umierać - “Wrońca” kupować.
Marcin Kott:
- Tyle dobrze, że Jabłoński nie dodał dymków komiksowych w swoich rysunkach, bo to już by było za dużo. A może zarzucić jakąś cytatą?
Józef Kerlat:
- Dawaj, bo kelnerki tu nie za ładne i nie za obfite.
Marcin Kott:
- Już szukam, o, jest. Sam początek:
Najpierw poszedł klatką wiatr. Trzasnęły okiennice, futryny. Zaszurały wycieraczki. Huknęły drzwi klatki na dole. Potem rozległ się tupot wielu par ciężkich butów. TUP-ŁUP, TUP-ŁUP. [...] I cisza.
To jest tylko przykład. Ale prawie na każdej stronie znajdziemy jakieś szury, bęcy, furkotania, poszeptywania. Na przykład Mleczarz (”dzyń-tryń”), siostra Adasia (”Gulgul”), Wroniec (”KRAKRA”), telewizory (”SZSZSZ”). Wymieniać i wymieniać. I czytać dziecku. Z całą gamą pobocznych efektów. Za przeproszeniem dźwiękowych.
Józef Kerlat:
- Żeby się przeraziło? Żeby nie mogło spać? Żeby się śnił Wroniec, który wbija swój olbrzymi dziób w serce twego dziecka najdroższego? Żeby twoje dziecko koszmary nękały? Żeby się moczyło do łóżka? Oooo, po moim trupie!
Maciej Topolski:
- Mam rozumieć, że nie chcesz już mieć synka?
Józef Kerlat:
- Przemyślałem całą sprawę i nie chcę. Chyba że sobie dziecko samo kupi książkę Dukaja i będzie czytać w ukryciu. Pod kołdrą i z latarką. Ja nie pozwalam, ja się nie zgadzam.
Marcin Kott:
- Ale jeszcze… Co do stylu - zapomnieliśmy o grach językowych.
Józef Kerlat:
- Oj, tak, z tym to tłumacze będą mieli problemy, oj, będą. Jeśli w ogóle znajdzie się ktoś na tyle odważny, żeby “Wrońca” przełożyć.
Marcin Kott:
- Tak, bo tu już nie chodzi nawet o to, że Pan Podwójny mówi i robi wszystko podwójnie… Na przykład? Na przykład tak: Jak wypiję, wypiję herbatę, to zapalę, zapalę papierosa. Ale o to, że w innym języku zniknie większość skojarzeń i symboli, którymi wypełniona jest proza Dukaja. Zobaczcie ten fragment. Gdzie jak pałują, to do zera:
Pan Oporny zajął Pozycję. Była to Pozycja do Pałowania. Milipanci dopadli go i otoczyli i Spałowali zielonego pana na biało.
Czternaście razy powtarza się samogłoska “o”. Zapisałem sobie… I jak to oddać? Jak oddać ZŁOMOTA? Jak oddać “szpic Szpicla”? Jak oddać Sukę ze ślepiami od Fiata 126P? Jak oddać takiego Milipanta, który wcale taki miły nie jest?
Maciej Topolski:
- Podczas czytania…
Józef Kerlat:
- Tylko nie mów, że czytałeś na leżąco.

Autorka rysunku: Joanna Pyra

Autorka rysunku: Joanna Pyra

Maciej Topolski:
- Nie, na siedząco czytałem i na siedząco też wpadłem na dwa “pomysły”. Słuchajcie.
- Pomysł numer jeden: Nagromadzenie obrazów i dźwięków we “Wrońcu” przytłacza Czytelnika. Ale dlaczego, ale po co? A dlatego, żeby oddać atmosferę, jaka panowała podczas stanu wojennego. Z każdej strony zagrożenie. Każdy cię może podsłuchać, podszeptać o tobie na ucho. Za każdym rogiem Milipant. Na każdej ulicy Szpicel. Nad miastem wisi chmura wron.
- A pomysł numer dwa idzie tak: Dukaj używa we “Wrońcu” wielu słów lepkich, ciężkich, mokrych, błotnistych. Podczas lektury ma się więc wrażenie, jakby chodziło się w przemoczonych skarpetach. Niechętnie, ciężko, z przekleństwem na ustach, aby prędzej do ciepłego domu, do grzejnika. Śnieg pada, pojawiają się śnieżki (np. pan Oporny rzuca we wrony czy Adaś lepi i układa je na masce samochodu), ale nie jest to zima słoneczna, zima zabawy, zima sanek. Jest to zima mglista, brejowata, szara i nieprzyjemna. Taka - lepiej nie wychodzić z domu.
Józef Kerlat:
- Ale z czym to się wiąże? Pierwszy pomysł rozumiem, drugiego nie bardzo.
Marcin Kott:
- A nie masz wrażenia, że przygoda Adasia dzieje się obok niewzruszonych bloków, obok wpatrzonych w kineskopy oczu, obok zwykłego świata? Że Adaś jest ze swoją historią wyjątkowy, jest z boku? Przypomnij sobie scenę, kiedy opowiada historie w sklepie SAM. A pani wywiesza na drzwiach kartkę z napisem: RELAMENT. W jego słowa wsłuchują się wszyscy, mali i duzi, i zamiast szarzeć nabierają kolorów. Co prawda Adasiowi jest zimno jak każdemu innemu, boi się o swoją rodzinę, a w każdej chwili może nadlecieć Wroniec i rozerwać cię na strzępy. Ale lepsze to chyba niż siedzieć przed telewizorem z całą NORMALNĄ rodziną.
Józef Kerlat:
- Wiesz, tylko że jemu porwali całą rodzinę.
Marcin Kott:
- Tak, porwali. Ale nie bez powodu. Jego Tato przecież Pisał. Pisał na Wrońca, przeciw Wrońcowi. Poza tym Adaś to chłopiec niepospolity. On wierzy w bajki.
Maciej Topolski:
- Bajki… dobrze, że o tym wspomniałeś. Bo tu też pojawiają się dwie płaszczyzny, które na siebie nachodzą, zlewają się ze sobą.
- Ale powiedzcie mi, kto pomaga Adasiowi?
Józef Kerlat:
- Pan Beton.
Maciej Topolski:
- Tak.
Marcin Kott:
- Ksiądz i całe Podziemie jeszcze mu pomaga.
Maciej Topolski:
- Racja. No i wszyscy oni mają swoje bajki. Spójrzcie… Adaś swoje z książek, Ksiądz swoje, a Podziemie z Panem Betonem włącznie mają swoje.
- I teraz cytaty. Pierwszy odnosi się do słów Księdza. Aha, to jest chyba najbardziej odważne, co Dukaj w tej książce napisał:
Adaś bardzo chciał mu uwierzyć. Ale wiedział, że księża opowiadają o różnych dziwnych rzeczach, których naprawdę nie ma, tylko że nie można mówić, że ich nie ma.
To myśli dziecko, zaznaczam i podkreślam. Kolejny cytat, zaledwie kilka stron dalej, idzie tak:
- Czy ten pan jest podwójny? - Adaś spytał na ucho pana Jana.
- To pan Najoporniejszy - odparł mu szeptem pan Jan. Nigdy na nic nie powiedział “tak”. Nie może. Widzisz, mały: wtedy nie byłby Najoporniejszy.
- Aha.

Józef Kerlat:
- To “Aha”, jeśli dobrze pamiętam, pojawia się kilka razy w powieści.
Maciej Topolski:
- Tak, kilka razy, zgadzam się. Ale dlaczego Adaś tak odpowiada? Bo on próbuje pojąć “bajkę”, w jaką bawią się, jaką żyją i z jaką walczą dorośli. Próbuje zrozumieć zasady tej zabawy. I jako dziecko nie może odpowiedzieć inaczej jak “Aha”. Bo dla niego stan wojenny to kolejna bajka. Bo on tego nie rozumie do końca. On chce tylko odzyskać swoją rodzinę. A jedyną bronią w walce z “Wrońcem” jest jego naiwność (wyrażona tym “Aha”), jego wyobraźnia, a więc i “bajki”.
Marcin Kott:
- To dlatego on ich tyle opowiada…
Maciej Topolski:
- Tak, dlatego. Co prawda są to tylko fragmenty bajek, w dodatku przedstawione tak je zapamiętał.
Józef Kerlat:
- A trzeba powiedzieć, że dość specyficznie je zapamiętał - przecież Jaś, brat Małgosi, nie miał odkurzacza.
Marcin Kott:
- Ani broni pantomowej nie miał.
Maciej Topolski:
- Racja, ale idźmy dalej.
- Adaś słucha dorosłych, ale czy ich “bajki” przyjmuje, zapamiętuje, przetwarza - w to wątpię. Ale dorośli słuchają i przyjmują wersję Adasia, że wystarczy podpisać się na kartce i już ma się dowód osobisty, że na U-Lotce można latać, że Ameryką można zamienić Miłegopana w badylarza albo Szpicla w Radio Luxemburg. Ale czy wykorzystują to? Nie, nie i jeszcze raz nie.
Marcin Kott:
- Aaaa, tak, tak, to chyba najlepsze sceny we “Wrońcu”. Jak to czytałem, po prostu miałem przed oczami moment, kiedy Milipant odchodzi kolorowym krokiem i podśpiewuje sobie coś pod nosem. Ja to widziałem, jak w kreskówce, jak w “Pięknej i Bestii”.
Józef Kerlat:
- Normalnie fucking amazing. Jak dla mnie przynajmniej.
Maciej Topolski:
- Dlatego też dorośli w tej powieści powtarzają, że dzieciom jest łatwiej, że:
- Tak to jest z dziećmi. Zawsze mają swoje zaczarowane królestwa i wyspy piratów.
Dzięki bajkom (np. czapka Niewidka) udaje się Adasiowi dostać do Wrońca, ale…
Józef Kerlat:
- Ja wiem, o co ci chodzi.
Marcin Kott:
- Tak, dla tej choćby sceny warto kupić książkę Dukaja. A jeśli nie kupić, to chociaż pożyczyć. Serio mówię.
Maciej Topolski:
- Ale… Wroniec podważa wiarę Adasia w bajki, mówi mu, że nie ma bajek o ładnych zakończeniach, że wszystkie kończą się SMUTNO. I tutaj, tak, tutaj zaczyna się kręcenie nosem.
Józef Kerlat:
- Zakończenie może nastręczyć problemów. Może sprawiać wrażenie wyjętego z dupy. Można mieć wrażenie, że Dukaj nie miał pomysłu. Można myśleć, że Adaś zapadł w sen i cała jego przygoda to koszmar. A to by było takie, no, nijakie.
Maciej Topolski:
- Tak może być. A jak wy odczytaliście zakończenie “Wrońca”?
Józef Kerlat:
- Mieliśmy nie psuć Czytelnikowi przyjemności.
Maciej Topolski:
- Przepadło.
Marcin Kott:
- Zakończenie czytam tak: cała historia się zdarzyła, to nie był koszmar, to nie była gorączka i majaki. Bo skąd by się znalazł na czole Adasia ten znak?
Józef Kerlat:
- Od Bubeka i stąd, że Adaś to chłopiec niepospolity. Wybraniec, można powiedzieć.
Maciej Topolski:
- Tyle tylko, że poprzez tą całą historię stracił wiarę w bajki. I stąd też wołanie wujka, żeby Adaś się nie poddawał Wrońcowi. Zobaczcie też, że Adaś w ostatnim “rozdziale” niechętnie przewraca strony książki. Ba, on jej wcale nie czyta.
- Ważne jest tu także to, że nie ma tylko jednego Wrońca, są ich miliony. I tu śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że Adaś był jak Solidarność, jak Wałęsa, że poruszył jedną kostkę, stracił na tym, bo stracił, ale miało to jakiś skutek - Tato i Wujek pogodzili się.
Józef Kerlat:
- Wiktoria… Nobla Adasiowi. Nobla i wąsy.
Marcin Kott:
- To dość odważne, Maciek. Ja się pod tym nie podpisuję.
Maciej Topolski:
- Twoja sprawa, twoja wola.
Józef Kerlat:
- A jakie wrażenia po zamknięciu książki? Jakie myśli?
Maciej Topolski:
- Smutno, szczególnie kiedy pan Beton ginie.
Józef Kerlat:
- I weź tu z takim gadaj. Wszystko wyszczeka, wszystko zdradzi.
Marcin Kott:
- Ale dobrze, że o nim wspomniał. Dobrze. Przecież to najważniejsza postać zaraz po Adasiu.
Józef Kerlat:
- Pan Jan Stanisław Wieńczysław Beton.
Maciej Topolski:
- Pan Betoniarka. I pan pirat.
Marcin Kott:
- Pan superbohater.
Maciej Topolski:
- Który zwija beton i podłogi jak dywaniki w przedpokoju. Który niszczy w dwie sekundy ZŁOMOTA. Który przebija ściany jednym palcem.
Marcin Kott:
- Który stracił rodzinę: żonę i syna Krzysztofa.
Maciej Topolski:
- I z tego powodu walczy przeciwko Wrońcowi. A pamiętacie te zdjęcia, którym przygląda się Adaś?
Józef Kerlat:
- Te z rodziną i cegłami, i napisem: “10.000% normy”?
Maciej Topolski:
- Tak, tak, te. A myślicie, że dlaczego z jednej strony wyrabiał 10.000% normy i jak to mówił, że temi ręcami:
- Domy! Ulice! Fabryki budowaliśmy! Miasta!
A z drugiej walczy z zastępami Milipantów. No dlaczego? Bo mu, kurna, syna przekabacili! Bo mu Krzysia Wroniec zamienił w Krzysztofa! I coś mi się widzi, że Krzyś też wierzył w bajki, wierzył tak samo jak Adaś. I dlatego podczas ostatecznego pojedynku pan Beton krzyczy: Bambilion procent normy! Następuje więc odwrócenie. Moment zemsty.
Józef Kerlat:
- I rozdziobują go kruki, wrony…
Maciej Topolski:
- Rozdziobują…
Marcin Kott:
- Ale mieliśmy o wrażeniach po lekturze mówić, o tych zaraz po zamknięciu książki.
Józef Kerlat:
- No to mów - herbata dawno się skończyła.
Marcin Kott:
- Wiem, że zabrzmi to, jakbym brał przyjemność brania wciry, ale czytając “Wrońca”, nie raz czułem się, jakby mi kto pałą milicyjną po plecach przejechał. Ni to zdziwiony, ni to przestraszony, ni to… nie wiem jaki. Tak jakby mi wleźli do pokoju i wszystkie rzeczy: porozbijali, porozdzierali, powywracali, porozlewali, potłukli, porozsypywali, podziurawili, powyrywali [...] poniszczyli, zniszczyli.
Józef Kerlat:
- I jeszcze te piosenki. One wcale nie są przyjemne… Wiesz, mnie się wydaje, że za sprawą lektury “Wrońca” uczestniczy się w czymś, czego inni doświadczyć nie mogą. Bo jesteś ty, ta książka, a za oknem zimno, godzina policyjna i Szpicle ze szpicami na głowach.
Maciej Topolski:
- A historia nie kończy się ani dobrze, ani źle. Ona kończy się SMUTNO. I ty też się tak czujesz. Zamykasz książkę i uświadamiasz sobie: Adaś stracił wiarę w bajki, stał się Adamem.
Marcin Kott:
- I ty razem z nim
Józef Kerlat:
- Nasz Drogi Czytelniku.

Tagi: , ,

Podobne artykuły

Dyskusja

1 Komentarz do tekstu pt. “Napiętrze - odcinek 1 - Adaś w Krainie Dukaizmu”

  1. super niedoczytania :)

    go_t | 13 grudzień, 2009, 17:40 | 81.219.244.13

Dodaj komentarz

Uwaga! Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy spamerskich, trollerskich, obraźliwych, niezwiązanych z tematyką artykułu oraz mądrych inaczej.


Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

  • Sonda

    • Plebiscyt cukierniany 2009

      • Tomasz Piątek "Morderstwo w La Scali" (18.0%, 105 Votes)
      • Janusz Rudnicki "Śmierć czeskiego psa" (17.0%, 99 Votes)
      • Juliusz Strachota "Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego" (14.0%, 82 Votes)
      • Andrzej Stasiuk "Taksim" (11.0%, 67 Votes)
      • Jacek Dukaj "Wroniec" (8.0%, 47 Votes)
      • Olga Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych" (7.0%, 44 Votes)
      • Jerzy Franczak "Nieludzka komedia" (5.0%, 30 Votes)
      • Michał Witkowski "Margot" (5.0%, 28 Votes)
      • Mirosław Nahacz "Niezwykłe przygody Roberta Robura" (4.0%, 21 Votes)
      • Piotr Paziński "Pensjonat" (3.0%, 15 Votes)
      • Łukasz Orbitowski "Święty Wrocław" (2.0%, 13 Votes)
      • Maciej Malicki "Ostatnia" (2.0%, 12 Votes)
      • Agnieszka Drotkiewicz "Teraz" (2.0%, 11 Votes)
      • Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Rzeczy pierwsze" (1.0%, 8 Votes)
      • Jerzy Sosnowski "Instalacja Idziego" (1.0%, 7 Votes)

      Głosowało: 589

      Loading ... Loading ...
  • Cytat dnia

    Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]

    O tym piszemy: