Niepraktycznie

niedoczytania: Latest post

Morela

Droga do sklepu prowadzi obok drzewa moreli. Oczywiście ulica ma dwie strony i mogłabym je ominąć. Z powodu moreli niemożliwością jest tak po prostu pójść do sklepu. Poprzez wybór strony ulicy muszę się zdecydować, czy odwiedzę drzewo, czy też je ominę. Decyzja ta nie wiąże się z wielkimi emocjami. Mówię sobie: zobaczymy, jak dziś wygląda, albo: niech zostawi mnie dzisiaj w spokoju. To nie ojciec zmusza mnie do tych odwiedzin, nie wieś, nie kraj - żadna tęsknota za ziemią rodzinna. Drzewo nie jest ani obciążeniem, ani ulgą. Stoi sobie tutaj tylko jako posmak czasu. To, co zgrzyta mi w głowie, gdy zbliżam się do niego, to pół na pół cukier z pisakiem. Słowo “morela” brzmi dla mnie pieszczotliwie. [Müller, Król kłania się i zabija]

Herta Müller opowiadała o intuicyjnej różnicy jaką “widzi” jej ucho, gdy wypowiada wyraz morela [...] Rumuńskie caisa jest ciasne, twarde, zwarte, obnażone i nagie. [...] Za to niemieckie Aprikose jest miękkie, subtelne, delikatne, pokryte jasnymi włoskami.
1. Kilka lat temu na spotkaniu autorskim w Poznaniu Herta Müller opowiadała o intuicyjnej różnicy jaką “widzi” jej ucho, gdy wypowiada wyraz morela w języku rumuńskim, a następnie w języku niemieckim. Rumuńskie caisa jest ciasne, twarde, zwarte, obnażone i nagie. Nie zostawia miękkiej przestrzeni (po)między. Bardziej “widzi” męskie, ściśnięte pośladki, niż kobiece, pulchne piersi. Za to niemieckie Aprikose jest miękkie, subtelne, delikatne, pokryte jasnymi włoskami. Puszyste, ale nie pulchne. Jakby się to słowo wzięło do ręki i mocniej ścisnęło, to pewnie po palcach pociekłby słodki i lepki sok. Dziewczyna, która tłumaczyła, zaczerwieniła się po ostatnim zdaniu. Krew napłynęła jej do twarzy. Rumieniec dla niej samej był zaskoczeniem, był bezwiedny, był przypadkowy. Mimo swych około dwudziestu sześciu lat spuściła głowę i uciekła wzrokiem, chociaż chciałem spojrzeć jej w oczy.

2. Nazwy nie przylegają szczelnie do rzeczy. Język pozostawia lukę, przez którą “można zajrzeć między słowo a przedmiot i tak długo wpatrywać się w nicość, aż wypadnie się z własnej skóry w pustkę”. Takie spoglądanie i szukanie “luk”, szczelin jest pewnie bardzo niebezpieczne dla głowy, gdyż zamiast zajmować ją czymś konstruktywnym, naprowadzamy ją na wolną przestrzeń, która w ostatecznie okazuje się gładką taflą lodu, a my jesteśmy bez łyżew i nogi nam się rozjeżdżają. Mamy “język, który nie pokrywa”, czyli: język, za którym nie można się ani schować, ani ukryć. Język, jest tym, co ukrywa, tym co chowa, bo za nim (pod nim?) leży drgające ciało tekstu. Język w swym wężowym rozszczepieniu delikatnie drażni ciało, jedynie dotyka powierzchni, pozostaje na zewnątrz; w końcu przecież sam jest jedynie ciałem jak palce, uszy, włosy, sutki. Jest ograniczony, jest uwiązany. Uwiązany na wędzidełku języka [frenulum linguae], będącym fałdem błony śluzowej dolnej powierzchni języka, przez co nie może wniknąć głęboko w szczelinę. Polizać językiem skórę, zostawiając cienki, mokry ślad śliny, zostawiając swój ślad na ciele.

3. Przyjemność polega na znalezieniu szczeliny. Prześwitu, przerwy między dwoma brzegami ubrania, w którym, choć na chwilę, zjawia się połyskująca skóra ciała. Między spodniami a bluzką. Przyjemność polega na znalezieniu szczeliny. [...] Podniecający staje się moment, w którym wyobraźnia podpowiada, co jest dalej, co jest głębiej, co jest pod, co jest za. Jest to przyjemność porównywalna do odkrywania tekstu, do czytania aż po ostatnią stronę [...] Między nogawką a skarpetką. Między włosami a kołnierzykiem. Podwinięty za wysoko rękaw i nagle widać zgięcie łokcia. Odrzucenie włosów i widać muszelkę prawego ucha. Niedopięta bluzka i jest pionowa ścieżka między piersiami. Opada ramiączko i kościsty obojczyk zjawia się jak na dłoni. Nie ma pornograficznego rozdarcia, natarcia, potarcia, ocierania, jest stopniowe odsłanianie. Podniecający staje się moment, w którym wyobraźnia podpowiada, co jest dalej, co jest głębiej, co jest pod, co jest za. Jest to przyjemność porównywalna do odkrywania tekstu, do czytania aż po ostatnią stronę, ze stopką redakcyjną włącznie - “na życzenie wysyłamy bezpłatny katalog”. Pornografia nie jest nieunikniona. Tekst przyjemności nigdy nie opowiada o rozkoszy. Szpara między słowami, żywe ogniki wędrujące po tekście, gdy ciało nie ma tych samych myśli, co ja. Gdy nie mam już palców, którymi mógłbym przewracać kartki. Gdy brak mi języka. Gdy mam już tylko język w ustach, który muska.

4. Pewnego dnia szperając w necie, znalazłem na jakimś fotoblogu zdjęcie. Ciemna bluzka. Mocno pomarszczona. Głębokie bruzdy. Podwinięta powyżej brzucha. Z prawej strony jednak bardziej. Z tej strony przychodzi też dłoń. Jasna. Niewyraźna, biała plama wąskiego nadgarstka. Dłoń jest w ruchu, zamazana. Jeszcze leci. Jeszcze nie opadła. Jeszcze nie dotyka podbrzusza. Jeszcze pod nią cień. Kciuk, docelowo pewnie ma być schowany do wewnątrz, teraz jest właśnie chowany. Zniknął opuszek. Część paznokcia. Pozostałe palce, wydłużone przez opadanie, są ze sobą złączone. Jedynie wskazujący został odłączony, odstaje od pozostałych. Tworzy się szczelina. Szczelina, przez którą widać dziurkę pępka. Szpara między palcami ustawiona została dokładnie nad nim. Jest niewyraźny. Jest ciemny. Jest zakryty przez cień. Jest okrągły. Jest wilgotny. Rant dłoni dotknął brzucha.

5. Nie zapisałem sobie na dysku komputera tego zdjęcia, trudno. Następnego dnia próbowałem je odnaleźć. Przeszedłem po tych samych stronach www, po linkach od jednej strony do następnej. Kluczyłem. Zataczałem koła. Wracałem do już raz otwartych. Zdjęcia nigdzie nie było. Przecież mi się nie przyśniło. Gdy znajdowałem się, ku swojemu zaskoczeniu, w miejscu, z którego wychodziłem, mówiłem sobie: “To niemożliwe, ono musi gdzieś tam być”. I raz jeszcze wkraczałem w labirynt - stron, pod-stron - pajęczej sieci. Po kilku godzinach szukania, błądzenia, szperania poczułem rozgoryczenie do siebie samego, do siebie wczorajszego, który był niefrasobliwy. W końcu napisałem do Asi z prośbą, by mi takie właśnie zdjęcie zrobiła. Ma zrobić. Obiecała, że się postara. Ciekawe czym będą się różnić od siebie te dwa zdjęcia, jedno zobaczone, drugie przeczytane.

Tagi:

Podobne artykuły

Dyskusja

4 Komentarze/y do tekstu pt. “Morela”

  1. Raz: pięknie napisane.
    Dwa: o bardzo ważnych rzeczach dla piszących.
    Wyjątkowy przykład logicznej spójności tematu i dużych umiejętności wasztatowych. Żadnego rozedrgania, tylko spokojna precyzja a jednocześnie łagodna emocjonalność. No, bo jak już pisać o języku, to przecież tylko tak, jakby się go dobrze znało. Nie tylko sam język, ale i jego rolę, wagę, możliwości itede.
    Szacunek.

    Nunjo | 11 październik, 2009, 11:37 | 83.6.72.172
  2. Jakbym czytala Jolante Brach-Czaine. “Szczeliny istnienia” i “Blony umyslu”.

    Matylda | 13 październik, 2009, 22:01 | 83.4.202.113
  3. bardzo ciekawe, super artykuł

    Łukasz | 16 październik, 2009, 12:53 | 80.50.132.50

Trackbacks

  1. Morela [fragm.] « Hajfa

Dodaj komentarz

Uważaj! Komentarze obraźliwe lub uwłaczające godności innych osób, mogą zostać skasowane!


Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

  • Sonda

    • Plebiscyt cukierniany 2009

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...
  • Cytat dnia

    Pojechaliśmy do sklepu na stacji benzynowej, gdzie sprzedawał Polak z grupy work and travel i powiedział nam, że możemy wszystko sobie brać, co chcemy, bo on nienawidzi swojego szefa i że możemy go bez wyrzutów sumienia okraść. - Ale jak to? - No tak, bierzcie, co chcecie. No tak dość nieśmiało wzięłyśmy sobie album z tego Lake Powell [...]

    O tym piszemy: