W niedzielne popołudnie, zamiast wypadów na spacer do lasu, proponujemy poczytać sny o autorkach niedawno wydanej antologii “Solistki”.
310803
Jest 04:00 nad ranem. Budzi mnie sms. Sięgam po telefon. Odczytuję wiadomość. Jest od Agnieszki Wolny: “Sorka, ale odebrałam Twoje zaproszenie dopiero przed chwilą, a właśnie dojechałam do Inowrocławia, więc się nie zobaczymy. Zresztą tylu facetów i babek teraz za mną się ugania, że jesteś na szarym końcu”.
110304
“Śniła mi się poetka Fiedorczuk, jedliśmy obiad, Fiedorczuk, ja, przeAgatka i jeszcze jakiś chłopak, co nie pamiętam kim był, więc jedliśmy ten obiad w takiej dużej sali, hangar to był chyba, nawet nie chyba, tylko na pewno, taki ogromny hangar na samoloty, tyle, Że był pusty. Biorąc pod uwagę, że nigdy poetki Fiedorczuk nie poznałem, musiało to się dziać na Porcie Wrocław. Jemy ten obiad we czwórkę i jemy, dosyć długo, w wielkim skupieniu i ciszy. Aż w końcu Fiedorczuk mówi:
- Byleby tylko nie przyszła tym razem ta poetka nawiedzona, no wiesz, ta ta tamta. Na co ja zgodnie z prawdą odpowiadam jej, że nie wiem. Ale ona dalej, że ta poetka, ta żona poety Okocimia, tyle, że Fiedorczuk nie pamiętała, jak ta żona miała nazwisko. I przez dalszą część wymyślaliśmy nazwisko tej poetce, żony poety Okocima.” [Tobiasz Melanowski, cytat z bloga]
230704
Razem z Markiem Prussem, Romanem Bromboszczem i Dagmarą Sumarą byłem nad jeziorem w Mieleszynie. Leżeliśmy na kocach w szkocką kratę, każde z nas coś czytało. Jakieś kolorowe pisemko. Marek “Vivę”, Roman “Cosmo”, Dagmara “Galę”, a ja “Twój Styl”. Mieliśmy ze sobą Dżejmsa, był na smyczy, którą trzymał Roman. Ale gdy zaczęliśmy grać w piłkę nożną, to całkiem o nim zapomniał i Dżejms zaczął bawić się w wodzie. Wbiegał do niej i wybiegał. Po drugiej stronie jeziora dwaj faceci łowili ryby. Tak daleko zarzucili spławik, że Dżejms wbiegł do wody i się złapał na haczyk jak ryba. Roman jak to zobaczył, to się bardzo wkurwił, złapał jednego z tych facetów i zaczął topić w wodzie. Facet zemdlał. Dagmara wyciągnęła go na brzeg, a ja robiłem mu sztuczne oddychanie. Tak mocno w niego dmuchałem, że wzdęły mu się nogi, Marek się potem śmiał, że wyglądały jak grube salami.
150804
Starożytna Grecja. Razem z Aleksandrą Zbierską, przebraną za mężczyznę, jeździmy po mieście w takim niby to powozie, bryczce, która z tyłu jest odkryta. Ja powożę, ale nie ma żadnego zwierzęcia ciągnącego ten pojazd, po prostu jedzie sam. W wiklinowych koszach mamy bardzo długie bagietki. Zajeżdżamy od domu do domu i je rozdajemy. Właśnie przyjechaliśmy do szwalni/pralni. Ludzie witają nas bardzo życzliwie, uśmiechają się. Pytają kiedy znów przyjedziemy. Aleks męskim głosem mówi, że w święto zgubionych piór.
100505
Magda Gałkowska dzwoni do mnie. Akurat siedzę w kiblu i czytam Miłosza, ale odbieram. Ona płaczliwym głosem mówi, że jest właśnie u klienta w Luboniu i on chce jej dać beczkę oznaczoną nalepkami ADR. Ona odmawia przyjęcia, ale facet się upiera i dlatego dzwoni do mnie. “Już jadę”, mówię do niej. Stoję przed domem, otwieram furtkę, wchodzę, idę żwirowanym podjazdem, obchodzę dom z prawej strony. Ogród. Piękna, zielona trawa. Na niej stoją niebieskie beczki, które świecą. Otwieram jedną. Wewnątrz siedzi Marta Podgórnik i bawi się zapalniczką.
310505
Ktoś, nie wiem kto, może Krzyś Gryko, może Grześ Wysocki, może Romek Honet, przywiózł mi do Poznania trzy egzemplarze najnowszego numeru “Studium”. Okładka w kolorze jasnozielonej trawy. Do jednego z numerów w środku, jako wkładka, dołączony został nowy tomik Klary Nowakowskiej pt.: “Profile”. Książkę musiałem wyrwać z gazety i sam ułożyć, a potem skleić. Nie były to wiersze tylko krótkie prozy, nie przekraczały pół strony. Klara przysłała mi sms: “Wiem, że już ją masz. Napisz mi”. W Sandomierzu siedzę pod samotnym drzewem na rynku, czytam. Kartki latają. Jedna właśnie odleciała, ale życzliwa starsza pani złapała ją i odniosła mi. Pod kartką święty obrazek z wizerunkiem św. Cecylii i modlitwą wstawienniczą. W hotelu. Przychodzi listonosz i przynosi mi ryzę papieru od Marty Grundwald. Wyrywam mu ją z ręki. Od razu zapisuję połowę. Odpisuję Marcie: “Słucham Purcella”.
220606
Razem z Aśką Obuchowicz przekraczaliśmy francuską granicę. To było jakieś małe miasteczko, prowincjonalny punkt graniczny, dojechaliśmy do niego omijając Niemcy, bo Aśka bardzo nie lubi jeździć przez ten kraj. Na granicy zdecydowaliśmy się, że będziemy przechodzić osobno. Tzn. ja się przejdę, a Aśka przejedzie swoi małym samochodem, który nagle zamienił się w C5. Kontrola, o dziwo, była bardzo dokładna, nie pomogły nasze ogólnoeuropejskie paszporty. Musieliśmy wyrzucić wszystko z kieszeni i toreb. Ja nic nielegalnego nie miałem. Ale Aśka w kostce masła przemycała jakąś rurkę narkotyku. Bała się strasznie, że ją nakryją. Potwornie pociło jej się czoło. Masło prawie pływało jej w dłoni, tak było miękkie. Na szczęście trochę już cuchnęło, więc żandarm jak to zobaczył, poczuł, to machnął jej szybko ręką, że ma przechodzić i zmykać.
011106
Uciekałem przez miasto na rowerze, była noc, ktoś mnie ścigał, a ja pędziłem za miasto, podjeżdżam pod górkę, po lewej oświetlone wystawy sklepowe, zatrzymuję się by zabrać jakiegoś manekina na bagażnik, manekin zachowuje się jak żywy, oślepia mnie reflektor straży granicznej, czuję się przyszpilony, jakby postrzelony, za miastem wjeżdżam w mała kotlinkę, która ze wszystkich stron obrośnięta jest lasem, krzakami, otoczona płotem, przeciskam się przez dziurę, w dole stoi kamienica, wąska a wysoka, podchodzę bliżej, jakieś resztki starcy samochodów, inny złom, wchodzę do środka, od razu do kuchni, siedzą tam same babcie i starsze panie, pytam o Joannę Roszak, podobno jest w domu, ale na górnym piętrze, wchodzę po schodach, coś spada obok, przetacza się w dół po schodach, chyba pies, leżę w łóżku, czuję że puchnie mi stopa, odkrywam kołdrę i widzę swoją lewą stopę wyglądającą jak jakiś balon, po chwili wychodzi z niej jakiś robal, który zamienia się w pisklę wróbla.
Tagi: Sny z nazwiskami, Solistki
Pojechaliśmy do sklepu na stacji benzynowej, gdzie sprzedawał Polak z grupy work and travel i powiedział nam, że możemy wszystko sobie brać, co chcemy, bo on nienawidzi swojego szefa i że możemy go bez wyrzutów sumienia okraść. - Ale jak to? - No tak, bierzcie, co chcecie. No tak dość nieśmiało wzięłyśmy sobie album z tego Lake Powell [...]
Dyskusja
1 Komentarz do tekstu pt. “Sny z nazwiskami - odcinek 18 - Solistki, niektóre, część 1”
Trackbacks
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.