I nie jest to jakiś “pseudoetnobotaniczny” syf w postaci pokarmu dla papug z którego korzysta wielu domorosłych, polskich dilerów, ani podrasowany chemią skun, ale zbiór wypielęgnowanych, świeżych i pachnących topów.
Szanowni Państwo, korzystając z sierpniowego słońca, które grzeje mi w banię, chciałbym Państwu szybciutko polecić dwie książki poetyckie, obie bynajmniej nie do opalania. Choć lektura pierwszej z nich ma w sobie wiele uroku podobnego do opalania czarnej, przesiąkniętej już żywicą, lufy. Mam na myśli “Stos gitar” Roberta Rybickiego, rybnickiego poety, happenera i animatora kultury. Po fantastycznych “Mottach robali”, które przeorały wewnątrzsłowne problemy systemów językowych, Rybicki postanowił zasiać. I nie jest to jakiś “pseudoetnobotaniczny” syf w postaci pokarmu dla papug z którego korzysta wielu domorosłych, polskich dilerów, ani podrasowany chemią skun, ale zbiór wypielęgnowanych, świeżych i pachnących topów. Rybicki zabiera nas w pełną przewrotnego humoru jazdę lśniącym kabrioletem swojej głowy i jest przy tym tak czarujący jak Nick Moran w “Lock, Stock (…)”. Państwo wybaczą, ale książka jest tak dobra, że mogę posiłkować się wyłącznie ogólnikami gloryfikującymi wyobraźnię autora “Epifanii i katatonii”, a już największe wrażenie zrobił na mnie projekt konstytuowania świata na płaszczyźnie wiersza jaki wykonuje Rybicki. Pozorna wyliczanka: “To jest stół. To jest tamto.” rozpięta na kilkaset rzeczowników robi niesamowity kocioł.
Jak naprawdę dobre wino, które decydujemy się otworzyć bez specjalnej okazji, a które pozwala spędzić nam bogaty wewnętrznie wieczór na balkonie, w towarzystwie zachodzącego słońca.
Drugą książeczką, do lektury której zachęcam są “Niepiosenki” Mariusza Grzebalskiego, który powinien zostać opatrzony jakimś znakiem jakości przyznawanym przez masońską klikę koneserów poezji. Naprawdę dawno nie miałem okazji czytać tak świetnie poprowadzonej książki poetyckiej; książki, która wzrusza nie korzystając z klocków “World Press Photo”, czy innych schematycznych recept na wywołanie dreszczy. Grzebalski napisał przejmujące i fantastycznie “zrobione” wiersze - to zresztą jego znak firmowy. Jak naprawdę dobre wino, które decydujemy się otworzyć bez specjalnej okazji, a które pozwala spędzić nam bogaty wewnętrznie wieczór na balkonie, w towarzystwie zachodzącego słońca. Zachęcam zresztą do skorzystania z tego obrazka na okazję lektury “Niepiosenek”.
Tagi: Mariusz Grzebalski, Niepiosenki, Robert Rybicki, Stos gitar
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Plebiscyt cukierniany 2009
Głosowało: 589
Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]
Jeżeli Stos gitar ma być już dłużej niedostępny na Forum Kultury, to proszę przekazać, żeby usunięto jeszcze kopię nieotwierającej się strony ze Stosem, która w dalszym ciągu, wraz z zawartością jest możliwa do otwarcia.
Ten kolo zniknął. Ten od strony.