Zgodnie ze wcześniejszą obietnicą i z faktem wydania przez p. Julię Hartwig kolejnego tomiku - może ktoś wie który to? - wierszy “Jasne niejasne“…
120404
Impreza techno w ogromnym klubie. Przyszedłem sam, było jeszcze na tyle wcześnie, że prawie nikogo nie było. Dlatego usiadłem na wysokim stołku przy barze. Za barem stała Julia Hartwig, tylko nie miała swego nieśmiertelnego koka na głowie, a długie, kręcone i czarne włosy - jakby zdjęte z Magdy Jarońskiej. Zamówiłem drinka o nazwie “Trzech na trzy”. Potem drugiego, zaczynało się robić coraz głośniej, ale też zaczęli schodzić się ludzie. Zachciało mi się lać. Poszedłem do damskiej toalety. Staję przed dużym lustrem, a tu zonk: jestem kobietą, która poprawia sobie makijaż. Widząc siebie w tym lustrze, nie jestem wcale zdziwiony tym, że jestem kobietą. Z półeczki na ścianie po prawej stronie lustra zbieram puder, który mi się rozsypał, zajmuje mi to ogromnie dużo czasu. Wracam na salę, a tam już jest tyle ludzi, że nie mam nawet gdzie usiąść, stanąć. Podchodzę do baru i siadam na blacie. Co chwilę podchodzą jacyś faceci, chcą ze mną tańczyć, stawiają kolorowe alkohole. Odmawiam, odmawiam. Gdy Julia ma tylko chwilę spokoju, to podchodzi do mnie i zagaduje, musimy krzyczeć, by się słyszeć. Za barem stoi teraz Joanna Obuchowicz razem z Agnieszką. Zmienia się muzyka, nadal jakieś techno, ale cicho i wolno. Przede mną staje Klara Nowakowska. Stawiam jej piwo. Zaczynamy rozmawiać, rozmowa idzie dobrze, wręcz rewelacyjnie, jakbyśmy się znali wieki całe. Gdy ona już jest lekko pijana, pyta, czy nie pójdę z nią do toalety, ledwo udaje mi się zejść z tego blatu, zsuwam się, staję przed nią, blisko, ona łapie mnie za rękę i prowadzi. Jestem bardzo pijana.
090604
Jadę do pracy, otwieram gazetę i czytam - na pierwszej stronie! - o śmierci Julii Hartwig. Po prawej stronie jest mała notka napisana przez Adama Michnika, obok zdjęcie poetki na marach. Zdjęcie jest przewiązane czarną wstążką. Obok zdjęcia jest wciśnięty w szpaltę jej wiersz. Kartkuję gazetę, prawie na każdej stronie jest jakaś notatka, tekst o niej, wspomnienia, listy. Jest nawet kolorowy dodatek w całości poświęcony tajemniczym okolicznościom jej śmierci. Na ostatniej stronie interaktywne zdjęcie Adama Wiedemanna opowiada o tym, jaka z niej była świetna poetka i głośno zastanawia się nad tym, jak to się stało, że miała za męża tak kiepskiego poetę.
091206
W piwnicy w “Dragonie” tańczę z Maciejem Krychem w jednej parze. Opowiada mi, szeptem, o tym jak Julii się ciało wypisało i pyta czy nie mógłbym coś na to poradzić, “Może jakbyś o niej napisał, to by wszystko wróciło do normy, co?”.
- - - - - - - - -
Julia Hartwig śni się także innym:
220591
(…)
stoję z matką w kościele -
na placu, może na ulicy Mazowieckiej w Skierniewicach -
dużo ludzi koło nas -
przechodzą pary ludzi znanych -
podchodzą jak do ołtarza Julia Hartwig i Artur Międzyrzecki -
mówię matce, to są Międzyrzeccy -
matka na to, daj spokój -
przechodzi starsza kobieta -
rozpoznaję w niej Zosię Liszewską -
przed maturą wmawiano mi, że z nią romansuję -
oczy w niej jeszcze żywe -
mam świadomość -
że matka różni się od towarzystwa -
matka mówi -
chciałabym z tobą być, pobyć trochę, ale ty taki ważny -
mówię, ja już nie jestem ważny - (…)
[Henryk Bereza, cytat z książki "Oniriada"]
060403
[we śnie] Julia była jeszcze ładniejsza niż dwa lata temu. Czy teraz zacznę ją oglądać w snach z tą nową linią brwi, z tymi nowymi, długimi włosami? Jak szybko sny nadążają za modą? Czy najbliższy sen okaże się wierny jej fryzurze na japońską lalkę?
[Vladimir Nabokov, cytat z książki "Przezroczyste przedmioty"]
231107
Wiedemann dał kiedyś taki obrazek: Julia Hartwig drepcze ulicą z ciężkimi torbami, taszczy je z trudem, męczy się i sapie (opowiadania Adama są ciężarem zaprzeczonym - pianką, która imituje marmur… co nie znaczy, że cierpnę na myśl o nich, ale boję się do nich zaglądać, bo zawsze jak zacznę czytać, to nie mogę przestać). Mnie śni się często, że zgubiłem moją torbę - że zostawiłem ją gdzieś, nie wiadomo gdzie - i szukam jej, błądzę ulicami obcego miasta. Wiem, że muszę ją znaleźć, bo bez niej nigdy się nie obudzę; wiem, że bez tego zgubionego balastu nie znajdę wyjścia z labiryntowych przestrzeni. I ostatecznie, rzecz jasna, nie znajduję jej - i budzę się, aby stwierdzić, że dalej śpię - i postanawiam czuwać do rana…
[Jerzy Franczak, cytat z książki "Grawitacje"]
110609
Idę przez gęsty, ciemny las. Zmierzcha się, las jest wielki jak w Antychryście von Triera i chciałabym raczej już z niego wyjść. Nie wiem dlaczego jestem bez butów, w czarnych skarpetkach w absurdalne białe króliczki z wielkimi oczami. Oczy króliczków poruszają się bardzo szybko we wszystkie strony, co przywodzi na myśl pośpiech rodem z Alicji w Krainie Czarów. Słyszę przytłumione głosy, jeden z nich rozpoznaję: to głos Wojtka Bonowicza. Podążam w ich kierunku i dochodzę do potężnego, rozłożystego drzewa o ciemnogranatowej zamszowej korze. Pod drzewem stoi Bonowicz (Bono) we włochatym stroju niedźwiedzia bez głowy. Wygląda jak bohater książek Janoscha, które wydaje Znak. Na gałęzi siedzi Julia Hartwig, która od szyi w dół ma ciało sowy. Na mój widok Bono szczerzy się wręcz nieprzyzwoicie, rzuca w moim kierunku i niemal miażdży misiowym uściskiem. Julia Hartwig przygląda się nam z wysoka przekrzywiając głowę o 180 stopni i pyta znacząco: “Czy to właśnie ona?” Bono potakuje. I wtedy Julia przekrzywiając głowę o 180 stopni w drugą stronę rozkłada skrzydła, spod których wypadają setki maleńkich, krótkich błysków wygląda, jakby trzymała w sobie intensywną burzę. Cała iskrzy. W moim mózgu zaczyna coś strzelać. Czuję, że stoję po kostki w wodzie, której zaczyna być coraz więcej. Bono i Julia spokojnie się temu przyglądają. Bono mówi z nieukrywaną radością: “Zalewa nas morze”, a Julia Hartwig na to: “I błyska się”. Pobliskie jagodziny i krzewy są już pod wodą, która szumi jak morze i jak morze pachnie i wygląda. Z zarośli wybiega zdyszany Maciek Gierszewski krzycząc: “Hermana, musisz to zapisać i przesłać do mnie, bo nikt nie uwierzy!”. Słyszę dźwięk esemesa, budzę się, na ekranie wiadomość od Bono: “Uspokój się, Jo.”.
[Joanna Herman, cytat z maila]
Tagi: Julia Hartwig, Sny z nazwiskami
Pojechaliśmy do sklepu na stacji benzynowej, gdzie sprzedawał Polak z grupy work and travel i powiedział nam, że możemy wszystko sobie brać, co chcemy, bo on nienawidzi swojego szefa i że możemy go bez wyrzutów sumienia okraść. - Ale jak to? - No tak, bierzcie, co chcecie. No tak dość nieśmiało wzięłyśmy sobie album z tego Lake Powell [...]
Dyskusja
1 Komentarz do tekstu pt. “Sny z nazwiskami - odcinek 6 - Julia Hartwig”
Trackbacks
Dodaj komentarz
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.