Kiedy na arenie polskiej prozy współczesnej brylują zawodnicy drugiej kategorii, bardzo trudno jest dostrzec pisarzy, którzy chcą wprowadzić do literatury nową jakość. Ostatnie lata udowadniają, że o wiele bardziej liczy się dobra promocja, mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy okładka niż wartości artystyczne utworu. Warto przypomnieć zupełnie niezauważony debiut Ewy Berent. Jej “Rdza”, odwołująca się do tradycji powieści naturalistycznej, przepadła w gąszczu świetnie wypromowanych książek, które ukazały się nakładem lepiej prosperujących oficyn niż niszowy Portret. Obawiam się, że podobny los może spotkać “Cudowną karierę Magdy M.” pióra Magdaleny Miecznickiej - bezlitosnej recenzentki gazety codziennej.
Tytułowa Magda M. w pierwszych latach nastoletniości kroczy przez życie po omacku. Szuka orientacyjnych punktów, które pomogłyby jej w zachowaniu życiowej równowagi. Początkowo Miecznicka kreuje postać młodziutkiej inteligentki, która percypuje świat przez pryzmat przeczytanych książek (”jeszcze dwa miesiące temu mieszkała tu pewna samotna staruszka, której parę razy, pod wpływem lektury powieści Pollyana, przyniosłaś zakupy”), starannie odrabia lekcje, przygotowuje się do kolejnych zajęć. W miarę rozwoju akcji uwidacznia się pewna cecha Magdy, która - po gombrowiczowsku - stara się wyjść z narzuconej formy. Jeśli rodzina, przyjaciele zauważą jej poprawność, ona, trochę na przekór wszystkim, stara się przyjąć buntowniczą postawę . Opór pojawia się podczas obserwacji pięknych, szczęśliwych, ale wyjątkowo próżnych “koleżanek z humana”. Dowodzi temu wypowiedź: ” Myślisz: tak sobie chodzić, pić kawę, wyglądać ładnie, a czasem mniej ładnie, coś tam może przeczytać, ale głównie stać i rozmawiać na przerwach o imprezie i samochodach i nie mieć żadnej zasady, która by nam organizowała życie…”.
Bohaterka wykazuje inklinację do młodzieńczych romansów, fascynują ją starsi i bogatsi, mężczyźni. Nie bez powodu wikła się w romans z osiedlowym celebrytą, który jeździ wypasioną furą, nosi markowe ubrania, podejmuje w swoim domu persony z rozkładówek najbardziej poczytnych gazet. I już na typ etapie lektury ujawnia się jej najważniejsze założenie - wykpienie kultury konsumpcyjnej, która pozostała jedynie dokuczliwą czkawką po fascynacji Europą Zachodnią z początku lat 90. ubiegłego stulecia. Świetnie obrazuje to związek bohaterki z doktorem filozofii, który w nieudolny sposób stara się zaaklimatyzować w nowym świecie. Jego poczynania są bardzo komicznie, ale karykaturalność rysunku postaci jest celowo zaakcentowana przez autorkę. Magda jest nienasycona, łapczywie chwyta całe dobrodziejstwa, które podsuwa jej postęp. Podobnie - jak wielu rówieśników - robi zawrotną karierę w konsultingu, pnie się po szczeblach kariery, pragnie wyrwać się z umajonej szarzyzną Polski, co w konsekwencji się jej udaje. Chęć emigracji wyrosła na gruncie ówczesnych tendencji. Ludzie wkraczający na ścieżki swojej kariery nie dostrzegali w naszym kraju szans na rozwój (”Dlatego już się szykowałaś na dzień, w którym również wszystko rzucisz i wyjedziesz. I nie będziesz spędzać życia ani na pielęgnowaniu znajomości, ani w zakurzonym instytucie [tutaj aluzja do sytuacji matki bohaterki] - ale tam, w jakimś pięknym i błyszczącym biurze, gdzie wszystko zależeć będzie od Ciebie.”).
Urodzeni w “heroicznej epoce” trzydziestolatkowie, od dziecka chcieli żyć wyjątkowo. Pełną realizacją ich potrzeb są mieszkania na Powiślu, sobotnie imprezy, ciepła posadka w światowej klasy korporacji, sofy art deco. Substytutem prawdziwej przyjaźni pozostają pieniądze, przelotne miłostki zastępują szczere rozmowy, a najlepszym sposobem spędzania wolnego czasu jest włóczenie się po galeriach handlowych i kupowanie markowych ubrań. Wyemancypowana i wolna od syndromu niższości bohaterka, zdaje sobie sprawę z tego, jak wielka iluzją było jej życie. Miecznicka pokazuje tragedię pokolenia, które za sprawą swojej buty, do której predestynowały ich okoliczności, w jakich przyszło im dorastać, przeżyło bolesny upadek.
“Cudowna kariera Magdy M.” to powieść współczesna z wypieszczonym tłem społeczno- obyczajowym. Autorce udało się sportretować w bardzo przekonujący sposób Polskę na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Miecznicka jawi się tutaj jako bystra obserwatorka codzienności - z estymą pisze o przeżutej do granic możliwości gumie balonowej, srebrnych butach sportowych, które dla wielu koleżanek bohaterki pozostawały jedynie w sferze marzeń, handlu chińskimi kurtkami na bazarze. Te drobne, pozornie nieznaczące szczegóły budują barwny obraz lat 90. Nie bez kozery jest tutaj porównanie z ostatnią książką Michała Witkowskiego - “Barbarą Radziwiłłówną z Jaworzna - Szczakowej”. Pisarze - najwidoczniej znudzeni eksploatowanym do granic możliwości mitem upiornej komuny - postanowili przenieść akcję swojej powieści do okresu, który przez wielu twórców uznawany jest za nieliteracki. Autor “Fototapety” siłą swojej prozy uczynił język - konglomerat znamiennych dla tego czasów cinkciarskich powiedzonek, natomiast Miecznicka zwraca się ku mentalności, zmyślnie oddaje ducha, nastrój tamtego okresu.
Wydawać by się mogło, że odejście od schematu pisarstwa popularnego nie jest proste. Nic bardziej mylnego. Miecznicka podaje strudzonym literatkom receptę na to, jak pisać prosto, ale z pomysłem, nie uciekając się do sztampowych rozwiązań. “Cudowna kariera Magdy M.” chce zerwać z programowym wizerunkiem opowieści, pisanych ku pokrzepieniu kobiecych serc. Na długo przed publikacją książki pojawiły się głosy, że dziennikarka zamierza wydać powieść będącą trawestacją losów serialowej Magdy. Po lekturze kilkunastu stron taki klucz okazuje się nieuzasadniony.
Zasiadając do pisania, autorka zdawała sobie sprawę o czym chce opowiedzieć i tę przemyślaną strategię się wyczuwa. Powieść wolna jest od chaosu i narracyjnych potknięć. Ciekawym rozwiązaniem jest nielinearny sposób poprowadzenia akcji, wypowiedzi narratora w drugiej osobie oraz wolna od pretensjonalności metaforyka. Miecznicka wyłapuje szczegóły, odkurza swoją pamięć, część spostrzeżeń czerpie z własnego doświadczenia, ale częściowy autobiografizm jest nieunikniony w przypadku pierwszej powieści.
Magdalena Miecznicka, Cudowna kariera Magdy M. Powieść współczesna, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009.
Tagi: Cudowna kariera Magdy M., Magdalena Miecznicka
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Plebiscyt cukierniany 2009
Głosowało: 589
Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]
“Zasiadając do pisania, autorka zdawała sobie sprawę o czym chce opowiedzieć i tę przemyślaną strategię się wyczuwa”. O, łał, szapo ba, w takim razie to rzeczywiście musi być arcydzieło.
Bardzo cenię autorkę, ale z tą ?tragedią pokolenia? to bym nie przesadzał. Ludzie podejmują różne wybory życiowe i ponoszą ich konsekwencje, nikt nikogo do niczego nie zmusza.
Ja mam wrażenie, że recenzja jest lepiej napisana niż książka.:-)))) Sięgnę, bo nadchodzi burza spowodowana tą publikacją…
1 z nudniejszych i mało ambitnych książek napisanych przez nadambitnych ludzi mediów; dla koleżanko masochistki albo kolegi dewianta chcącego debiutować w prozie tylko!
nic nowatorskiego. refleksja po lekturze: zapomnieć… przykre, ale promocja wzięła górę nad treścią.
@ Maciej Froński
Oczywiście każdy podejmuje wybory życiowe i ponosi konsekwencje. To jednak truizm.
Tematyka książki dotyczy wspólnego dla wielu osób doświadczenia generacyjnego. Doświadczenie to było również moim udziałem. I dlatego książkę dobrze mi się czytało. Miałem wrażenie że autorka porusza wrażliwe nuty.
Do portalu: nazwę miesiąca w języku polskim w dacie umieszcza się w dopełniaczy chyba, nie w mianowniku.
Osłabia mnie, kiedy chłoptaś urodzony po 1989 pisze “mit upiornej komuny”
Nie wiem, jak książka, ale artykuł sugeruje, że istnieje jakaś niewidzialna siła, która zmusza młodych ludzi do mozolnego pięcia się po szczeblach kariery po to, by mogli sobie pozwolić na mieszkania na Powiślu wyposażone w sofy art deco. Jest to ewidentna bzdura.
Doprawdy nie rozumiem, dlaczego kolejne pitolenie z wypieszczonym tłem społecznym miałoby być ciekawe. Mało mamy Pilchów i Masłowskich, podobnego kalibru zjawisk medialnych obdarzonych lichym talentem? Żenujące jest, że recenzenci i prozaicy zachwycają się dobrą historią i snycerką socjalno-obyczajową. Czy polska proza nie doczeka się niczego więcej nad dziewiętnastowieczny realizm i naturalizm z koślawymi dialogami? Matuś, Boziu, panie konduktorze, toć już w wieku dziewiętnastym pojawił się Brand i Peer Gynt Ibsena (to wprawdzie dramaty, ale jakże wielopoziomowo pokazana egzystencja pomiędzy geniuszem i apostołem), w chwilę potem Gide, Proust, niewiele później Aimee i Vian zrewolucjonizowali prozę (mija lat sześćdziesiąt!) - a w wierzbolandzie nadal tęsknica za “dobrą historią” i wycackanym tłem społecznym? Obudźcie się grafomani! Ci w wydawnictwach i ci piszący. Naprawdę - tak dłużej nie wypada, to niegodne twórcy myślącego.
Nie, nie będę się zachwycać pierdami obyczajowymi, dobrą, ale wciąż daleką od znakomitości, unikalności prozą Witkowskiego. To wciąż druga liga światowego pisania, nie o to w prawdziwym pisaniu chodzi. To literacczenie nie pisarstwo.
Recenzja ledwie poprawna, akademicka. “Percypuje” - to jakieś żarty, jakieś pańskie noska zadzieranie, strzelanie cholewką? Walnij to chłopie raz na dysce albo błyśnij przed dziewczyną - w rozmowie o pisarstwie takie cyndolenie to jakby na ślubie majtki spod fraka słoniną wylazły. Żal czytać tę składnię, te fumy i foszęta, serio, żal.