No to zaczynamy. Wypichciłem podsumowanie. Składa się ono z dwóch części. W pierwszej opisałem tendencje i zjawiska, które wydały mi się pozytywne i te, które okazały się negatywne. W drugiej części zebrałem w porządku chronologicznym, wydarzenia, które miały związek z literaturą w internecie.
TENEDENCJE I ZJAWISKA LITERNETU 2008

5xTAK
“5 razy na tak” to jest pięć tendencji i zjawisk, które moim zdaniem zasługują na wyróżnienie i opisanie. W roku 2008 nie pojawiło się wiele nowych projektów, które w zaskakujący sposób mogły zmienić nasze podejście do liternetu. Raczej, można powiedzieć, że ubiegły rok był kontynuacją przedsiewzięc, które zostały rozpoczęte w poprzednich latach.
Rozwój wideo w internecie
W poprzednim roku dość ciekawie rozwinęło się wideo w internecie. Można wyróżnić kilka pól, w których znacząco wzrosło zainteresowanie multimediami. Wydawnictwa rozpoczęły promować swoje książki za pomocą trailerów. Biuro Literackie zorganizowało konkurs pt. “Nakręć wiersz”, w którym osoby miały za zadanie nagranie teledysku do wybranego przez siebie wiersza. Dzienniki ogólnopolskie, na szerszą skalę, zaczęły umieszczać w swoich artykułach filmiki z Youtube’a i z innych serwisów wideo-społecznościowych. Coraz częściej niezależne serwisy i organizatorzy festiwali (magazyn-cegla.net, niedoczytania.pl, slowawuchu.pl) publikują wideo-relacje ze spotkań literackich. Biuro Literackie wraz z TVP Kultura stworzyło program o literaturze “Poezjem”, którego fragmenty publikuje na swojej stronie. Należy też wspomnieć o serwisie ksiazki.tv, który przez cały rok zbiera trailery książek i udostępnia je internautom. Poeci, pisarze, dziennikarze nie tylko odzyskali twarz, głos, ale i ruch.
Wzrasta ranga blogowania i blogerów
Wzrasta społeczna i literacka wartość blogów. Nie są one już tylko brudnopisami, czy intymnymi dziennikami, do których wrzuca się notkę jak coś człowieka boli czy jak chce sie opublikować wierszyk, który nie jest dostatecznie poważny na papier. Proszę Państwa chciałbym wszem i wobec oznajmić, że skończył się okres dyskredytowania blogów! One stają się medium, których wartość opiniotwórcza zaczyna równać się uznanym pismom papierowym. O istotności takiej formy wypowiedzi świadczy to, że coraz więcej osób zaczyna blogować i nie są to wyłącznie osoby, które rozpoczynają swoją przygodę z literaturą. Swoje blogi zakładają uznani krytycy, poeci i prozaicy. Zobrazowaniem tej tezy, jest jedno z ważniejszych wydarzeń polskiej blogosfery literackiej. Wydarzenie, które zostało całkowicie przemilczanie przez oficjalne media. Otóż chodzi o opublikowanie przez “Lampę” i “Rzeczpospolitą” dwóch tekstów z bloga Jarosława Klejnockiego. Najpierw “Lampa” zamieściła na swoich ramach tekst pt. “Pochwała <<Przesłania Pana Cogito>>”, potem “Rzeczpospolita” zamieściła tekst pt. “Skandaloholizm Rymkiewicza”. Wydarzenie to świadczy o tym, że powoli przesuwają się akcenty: to nie internet prosi papier, a papier prosi internet. Miejmy nadzieję, że w 2009 roku coraz więcej będziemy mieli takich przypadków. Internet dlatego jest powabny, gdyż przede wszystkim pozwala na niezależność. Krytycy zauważyli, że na blogach mogą publikować teksty, których nigdy nie mogliby opublikować w prasie (bynajmniej nie ze względów jakościowych). Pisarze odnaleźli miejsce kontaktu z czytelnikami.
Rozwój blogów czytelniczych
Powiedziałem już o wzroście rangi blogów w ogólności, a teraz opowiem o rozwoju jednego ich typu blogów czytelniczych. Niczym ruch szafiarek w blogosferze rozpowszechniły się blogi czytelnicze, których autorzy opisują swoje wrażenia z przeczytanych książek. Jak grzyby po deszczu pojawiają się chętni by upublicznić swoje recenzje. Poziom tekstów na tych stronach pozytywnie zaskakuje. Blogi te nie są samotnymi wyspami w internecie a archipelagami komunikacyjnymi, w których poszczególne wyspy nawiązują między sobą kontakt i razem podejmują inicjatywy. Tworzy się dość potężna grupa wydawnicza, niezależna grupa, która może w przyszłości mieć pokaźną poczytność, a poprzez to, być opiniotwórcza. Blogerzy do siebie linkują, organizują zabawo-wywiady i a ich relacje nie są podyktowane względami finansowymi. Wszelka ich działalność wynika z pragnienia podzielenia się z innymi swoimi czytelniczymi refleksjami. Jesteśmy świadkami tworzenia się nowego rodzaju usera w blogosferze: blogowego recenzenta książek.
Niezależne serwisy internetowe
Cieszę się, że niezależne serwisy internetowe, które istnieją non-profitowo i bardzo często bez sformalizowanych struktur działają tak konsekwentnie i utrzymują wysoki poziom publikacji. Są internetowymi zinami, które zwykle badają/opisują/relacjonują literaturę w jakimś aspekcie lub skupiają się na literaturze danego regionu/miasta. Jako niezależne od pieniędzy i środowisk mogą krytycznie opisywać wydarzenia literackie. Chciałbym wspomnieć serwis cycgada.art.pl, w którym redakcja co kilka dni umieszcza wiersze młodych twórców. Wysoki poziom tych utworów nadaje nowe znaczenie publikacji w internecie. Drugim miejscem jest serwis techsty.art.pl, który nieprzerwanie od kilku lat bada hipertekst i nowe media. Przede wszystkim dziękuję Techstom za przybliżanie sporów i aktualności hipertekstowych z zagranicy. W 2008 zostały opublikowane dwa numery “Magazynu Techstów”, w którym zostały zaprezentowane przykłady polskiej poezji cybernetycznej, hiperteksty oraz artykuły teoretyczne. Nie możemy zapomnieć o jeszcze jednym serwisie artPapier.com, który niemalże staje się już instytucją. W tym roku wzbogacił się on o dział idee i poezja. ArtPapier jest tutaj wyjątkiem, gdyż posiada on osobowość prawną i pozyskuje środki na swoją działalność, ale za sprawą jakości tekstów i ich niezależności postanowiłem go tutaj umieścić.
Nowe formy wyrazu
Internet daje nowe możliwości realizowania treści. Znaczenie nie tylko posiada wyraz i obraz, ale i ruch, dźwięk i interakcja między tymi elementami. Ważności też nabiera odbiorca, który może mieć wpływ na strukturę tekstu. W 2008 roku pojawiło się kilka ciekawych przedsięwzięć, które w nowatorskiej formie realizowało swoje treści.
Warte odnotowania są “Mnemotechniki” Jarosława Lipszyca, które są swoistym miksem haseł z wikipedii. Lipszyc zakwestionował w nich pojęcie autorstwa (jest on tylko redaktorem tekstów autorów haseł wikipedii), pojęcie tekstu skończonego (”Mnemotechniki” są ciągle dostępne na wikiźródłach i użytkownicy mogą je modyfikować), pojęcie książki (tekst Lipszyca opublikowany w formie książki jest folderem reklamowym tekstu na wikiźródłach), pojęcie prawa autorskiego (utwór został udostepniony na wolnej licencji).
Poza tym pojawiły się dwa ciekawe reprezentacje tekstów recenzencko-redakcyjnych. Marek Trojanowski na swoim blogu historiamoichniedoli.pl pisze recenzje-impresje, w których jego “ja” toczy nieustanną walkę z książkami przez niego czytanymi. Wyraźnie dająca się odczuć pierwszosobowość, oryginalny język i obrazowość powodują, że powstają wpisy, które zaskakują swoją świeżością. Tak się nie pisało o literaturze. Ktoś mógłby powiedzieć, że są to zwyczajne teksty blogowe. O nie! To nie są tylko i wyłącznie zwyczajne teksty blogowe. Mam wrażenie, ze Trojanowski idzie bardzo dobrą drogą w kierunku odkrycia czegoś co kiedyś będziemy mogli nazwać pełnoprawną recenzją internetową. Drugim ciekawym projektem jest dział “SłowoNaNie” w serwisie niedoczytania.pl, w którym dwóch poetów Łukasz Podgórni i Tomasz Pułka prezentują twórczość młodych poetów w formie netblematu krytycznego. Podobnie jak tradycyjne emblematy, netblematy składają się z trzech części, w tym przypadku: tekstu poetyckiego, filmiku z youtube’a i ggadania, czyli rozmowy dotyczącej prezentowanego wiersza. Te trzy części wzajemnie ze sobą współgrają tworząc tekst poetycki połączony z jego swoistą recenzją. Jest to nowa postać prezentowana wierszy, miejmy nadzieję, że kiedyś rozwinie się i będzie ją można spotkać nie tylko na niedoczytania. Dziwi mnie, ze dotychczas krytycy/recenzenci nie korzystają z możliwości wypowiedzi, które umożliwia internet. Cały czas mamy do czynienia z formą przetransponowaną z papieru: tekstem. Natomiast mają oni do dyspozycji przecież obraz, dźwięk, ruch itd. Ciekawe czy rok 2009 przyniesie w tej kwestii zmianę?
5xNIE
“Pięć razy na nie” to pięć zjawisk/tendencji, które uważam za negatywne w 2008 roku.
Casus Nieszuflada.pl
Jednym z negatywnych zjawisk 2008 roku jest wciąż postępujące obniżenie poziomu dyskusji na nieszuflada.pl. Jeden z ciekawszych serwisów społecznościowych do publikacji tekstów literackich zjeżdża po równi pochyłej w dno bez końca. Na palcach dwóch dłoni mógłbym wyliczyć ciekawe dyskusje, które odbyły się w tym serwisie. Serwis sam siebie pożera. Najbardziej ożywione dyskusje pojawiają się w wątkach, które dotyczą samego serwisu, czyli cenzury, zachowania poszczególnych użytkowników, obelg (kto kogo jak nazwał i dlaczego nie przeprosił) i publicznego dochodzenia kto złamał regulamin a kto prawo. Do tego dochodzi podatny na sugestie userów (które czasami mają podłoże subiektywne, emocjonalne i wypływają z osobistych niechęci) administrator, który kasuje wątki, wypowiedzi, banuje użytkowników i wtrąca się w dyskusje stając po jednej ze stron. Gdy w końcu dochodzi do rozmów o literaturze, wtedy wszyscy czekają aż głos zabierze papież Jacek Dehnel, którego wypowiedź stanie się punktem orientacyjnym, do którego będą się wszyscy odnosić, z którą będą polemizowali, czy dawali za wzór. Do tego czasu, to znaczy do czasu, aż nie zabierze głosu, polemiki toczą się dość mętnie i bez żarliwości, tak jakby wszyscy oczekiwali na nadejście, na pobłogosławienie Dehnela. Jakby bali się odezwać, by nie powiedzieć jakiegoś głupstwa, z którym nie zgodzi się ich mentor. Obecność tego pisarza w tym serwisie jest dla nieszuflady zarówno plusem jak i minusem. Pozytywem dlatego, bo dla ludzi, którzy lubią ten typ literatury, który stosuje i który preferje autor “Lali” jest magnesem, natomiast negatywem jest to, że poeta ten zawłaszczył dla siebie ten serwis. Brakuje równej mu wygadaniem osobowości, która potrafiłaby polemizować tak wytrwale i tak zaciekle bronić swojego stanowiska. Nie jest to wina samego Dehnela, on jako pisarz i czytelnik ma prawo bronić swojego zdania i konfrontować je z innymi. Wydaje mi się, że wina, jeśli można mówić o kogokolwiek winie, leży po stronie twórców serwisu, że nie zaangażowali równie mocnego głosu, który byłby w kontrze do wypowiedzi Dehnela (nie będę opisywał o jaką kontrę tutaj chodzi, gdyż osoby, które mają doświadczenie z tym serwisem wiedzą doskonale). Kogoś kto wprowadziłby świeżość i komu zależałoby na bronieniu swojego zdania.
Z takich to powodów nieszuflada.pl nie jest różnorodna. Paradoksalnie, pomimo swojego społecznościowego charakteru ma się wrażenie, że jest serwisem redakcyjnym, w którym linia redakcji jest linią wiądącą. Co mogłoby oczyścić nieszufladę? Po pierwsze - odsunięcie się w cień administratora, po drugie - zorganizowanie się grupy osób, która olewając trollowe zaczępki wypowiadałaby się tylko i wyłącznie ad meritum, po trzecie - odsunięcie się w cień Jacka Dehnela, które pozwoliłoby “wypłynąć” nowym osobom.
Brak nowych zjawisk trollowych i załamanie się inteligentnego brudu w internecie
W 2008 roku cierpieliśmy na brak nowych międzyserwisowych trollów internetowych, czyli takich, którzy nie siedzą w jednym serwisie, tylko uprawiają swoją działalność w wielu miejscach w sieci. Publikują swoje teksty na portalach społecznośćiowych, komentują utwory innych, dyskutują w serwisach informacyjnych i dodają komentarze na blogach. Z dotychczasowych trolli na przód wysuneli się Maciej Kaczka i Tajna-Polska (która pod koniec roku dość znacznie osłabła). Ci dwaj użytkownicy internetu nieprzerwanie od kilku lat serwują nam nieprzeciętną dawkę trollingu. Poznaliśmy ich zachowania już dogłębnie i teraz czekamy na kogoś nowego. Żeby być dobrym trollem trzeba być konsekwentnym w atakowaniu i prezentowaniu swoich bujnej osobowości. Ubiegły rok nie ofiarował nam żadnych nowych nicków, które moglibyśmy zapamiętać. Ktoś mógłby powiedzieć, że to dobrze, po co nam chamstwo? Po co nam nieracjonalność. Pozwolę się nie zgodzić z taką opiną. W umiarkowanej ilości trolle mogą być elementem oczyszczającym serwis i mogą wypowiadać treści, które podświadomie przez wszystkich użytkowników są odczuwalne. Ponadto trolle ofiarują nam pokaźną dawkę humoru. Trolle gdzie byliście w ubiegłym roku?
Dodatkowo w tym temacie dało się zauważyć załamanie się serwisów plotkarsko-brukowych, które kontemplują i wyśmiewają okołoliterackie zjawiska (mam tutaj na myśli dwa serwisy: kumple.blog.pl i lo-li-ta.bloog.pl). W ubiegłym roku były bardzo rzadko aktualizowane i z dostarczycieli mięsistych i zakulisowych plotek stały się agregatorami oficjalnych informacji, swoistymi internetowymi tablicami ogłoszeniowymi.
Kumple, którzy w 2008 roku obchodzili pięciolecie, podtrzymywani są przy życiu dzięki dość znacznej grupie stałych komentatorów. To oni napędzają ten serwis. Z okazji pięciolecia blogu w “Lampie” pojawił się wywiad z kojarzonymi z tą stroną osobami. Wypowiedzi tych użytkowników raczej podsumowywały to pięciolecie, niż snuły plany na przyszłość. Kumple już dawno przestali publikować plotki z prawdziwego zdarzenia. Lo-li-ta, która jest śląskim odpowiednikiem kumpli, nieznacznie dogorywa. Nie posiada ona tak dużej grupy orędowników, którzy stale wrzucaliby swoje opinie pod tekstami. A same artykuły pojawiają się z mniejszą częstotliwością niz na blogu prowadzonym przez Mareckiego, Lipszyca i Dunina-Wąsowicza.
Najgłośniejsze odejścia liternetu 2008
Najgłosniejszym odejściem liternetu 2008 roku było zamknięcie swojego serwisu przez gil gillinga. Strona gilling.info była galerią zdjęć, która portretowała i nadawała twarzy polskiemu życiu literackiemu. Jej autor chadzał na spotkania literackie i robił zdjęcia występującym na nich ludziom. Strona bez dłuższych przerw działała od 2004 roku i z dniem 24 listopada 2008 roku została zamrożona. Witryna Gillinga była często odwiedzana przez tych, którzy chcieli zobaczyć jak wyglądała jakaś impreza i biorący w niej udział osoby związane z literaturą. Stała się swoistym archiwum życia literackiego w Polsce za lata 2004-2008. Miejmy nadzieję, że Michał Kobyliński powróci do prowadzenia tego projektu.
Drugim odejściem z liternetu było zamknięcie przez Tomasza Piątka swojego bloga (po dwóch dniach od założenia), i ogłoszenie, że zrywa on z komentowaniem i publikowaniem w internecie. Tomasz Piątek, który występował pod pseudonimem “Mały Misio z Krwawym Sierpem”, był częstym bywalcem liternetu, a w szczególności brukowca literackiego Kumple. Jednak w tym przypadku wielkie odejście okazało się małą ściemą. Pisarz ponownie zaczął pisać notki na blogu (takie notki szprotki) i niedawno opublikował felieton w portalu internetowym. Mamy zatem tutaj do czynienia z odejściem na niby.
Publicystycznym niewypałem liternetu 2008 okazała się “kampania antyświetlicka”
Należy ją interpretować jako rodzaj publicystycznego performance’u, który zarówno jego inspiratorom, jak oponentom nie przyniósł niczego pozytywnego. Kampania ta wydaje mi się najmniej owocną i najbardziej groteskową dyskusją w internecie 2008 roku.
Rozpoczął ją felieton Piotra Mareckiego opublikowany na stronie Krytyki Politycznej (wcześniej w wersji papierowej w GW) pt. “O drobnomieszczańskim Świetlickim”, w którym przedstawia poetę i prozaika jako postać, która zdradziła swoje ideały i obecnie jest drobnomieszczańskim człowiekiem “piszącym pod publiczkę konserwatywne i małorozrywkowe kryminaliki”. Tekst ten był reakcją czytelniczą Mareckiego na najnowszą książkę Świetlickiego pt. “Jedynaście”. W niej to poeta przeklęty przedstawia w negatywnym świetle nową lewice (a niektórzy doszukują się nawet, że opisał w niej samego Piotra Mareckiego). Po tej publikacji pojawił się w necie esej Jasia Kapeli pt. “Mistrzowska pochwała homoerotyzmu”. Używając narzędzi zdobytych podczas studiów polonistycznych analizuje on powieść w aspekcie homoseksualnego coming outu Świetlickiego. Interpretuje opinie Mistrza na temat jego znajomego Doktora, jako utajone wyznania seksualnego rozpasania. A źródło cierpienia głownego bohatera upatruje w zaprzeczeniu swojego homoseksualizmu.
Te dwa teksty, które znalazły się w internecie w niedalekich od siebie odstępach czasowych spowodowały, że liternetosfera zareagowała dość wyraźnie. Na kumplach wybuchła polemika pomiędzy Kapelą a Piotrem Czerskim. Czerski zarzucał “swoim dawnym kumplom”, że zatracili granice pomiędzy żartem a powagą. Ich projekty, które wcześniej robili dla hecy, teraz traktują bardzo serio. Jakub Żulczyk na swoim blogu ostro zareagował stwierdzeniem “Odpierdolcie się od generała”. W końcu Wojciech Wencel w “Rzeczpospolitej” stanął po stronie Świetlickiego. Nie będę tutaj szczegółowo relacjonował wszystkich tych wypowiedzi. Z reguły chodziło o to, że Krytyka Polityczna w celach promocyjno-prowokatorskich próbuje uderzyć w bastion literatury awangardowej, twierdząc, że literatura ta nie jest tak awangardowa jak się to mogło wydawać. Kampania antyświetlicka - która, przypuszczam, miała na celu wzburzenie wód dyskursu literackiego, na wzór “kampanii antysienkiewiczowskiej” - okazała się wielkim niewypałem. Młodzi literaci, którzy mieli w zamyśle ją wesprzeć, przeciwstawili się jej. Środowiska krytyki konserwatywnej nie zareagowały. Tylko jeden Wencel dał się podpuścić.
Rynsztok.pl - niezdecydowana królewna
Napisałem już o nieszuflada.pl, teraz opiszę inny serwis społecznościowy, który powstał w kontrze do tego pierwszego. Chodzi mi o rynsztok.pl. Dużo o tej stronie możnaby napisać, ale ja chciałbym się skupić na jednym aspekcie. Serwis ten w tym roku miał dość duże problemy z samym sobą: po fali wyzwisk, obelg i działań trollerskich, które miały miejsce na jego łamach, jeden z jego założycieli, ogłosił jego zamknięcie. Przemek Łośko opublikował tekst, w którym stwierdza, że zamyka serwis i jeżeli ktoś ma ochotę go kupić, to kwestią jest tylko cena. Po jakimś czasie jednak okazało się, że Łośko nie może (lub nie chce) pozbywać się rynsztoku, co więcej zakomunikował, że strona ulegnie modyfikacjom. Zmiany te jednak nie zostały wprowadzone i przez cały poprzedni rok rynsztok.pl działał tak na pół gwizdka: niby szły zmiany, niby miało być dobrze, niby coś się kroiło, ale nic z tego nie wyszło. Niby dodawano nowe wątki, niby coś dyskutowano, ale czuło się w powietrzu smęt gnijącego ciała dogorywającej istoty. Bardzo ciekawy projekt jakim było “litera me nomine” został zamrożony - w 2008 roku nie została opublikowana żadna książka w tej formule. Jedynie jeszcze dział z wierszami jakoś sobie radzi: komentarze, które się w nim pojawiają są rzeczowe i interesujące. Osoby zarządzające rynsztok.pl będą musiały się zastanowić, w którą stronę pójść: czy chcą nadal bazować na stwierdzeniu, że są konkurencją dla nieszuflady, czy może poszukają dla siebie własnego miejsca w liternetosferze i na tej podstawie zaczną budować własną wartość?
WYDARZENIA LITERNETU 2008
posortowane miesiącami

A teraz czas na wydarzenia!
STYCZEŃ
(24 stycznia) odbywa się pierwsze spotkanie w ramach Festiwalu Literackiego “Słowo w uchu”. Festiwal “Słowo w uchu” jest o tyle ważny dla liternetu, że jako jeden z pierwszych publikuje w sieci relacje wideo. Prowadzącymi spotkania z literatami są PIotr Czerski i Tadeusz Dąbrowski. W poprzednim roku odbyło się dziesięć spotkań m.in. z Michałem Witkowskim, Piotrem Macierzyńskim, Wojciechem Tochmanem, Sławomirem Shutym i z Pawłem Duninem-Wąsowiczem. Wywiad z Piotrem Czerskim na temat festiwalu możecie przeczytać tutaj.
(30 stycznia) w internecie pojawia się nowa odsłona serwisu Instytutu Książki. Od tego dnia możemy korzystać ze stron instytutu w nowej, bardziej przejrzystej szacie graficznej.
LUTY
(10 lutego) następuje oficjalne otwarcie serwisu niedoczytania.pl. Jest to niezależny serwis redakcyjny, który stara się śledzić wydarzenia w liternecie.
(15 lutego) zostaje opublikowany setny numer dwutygodnika internetowego artPapier.com poświęcony zjawiskom literatury w internecie.
(15 lutego) ukazuje się “Arw” Stanisława Czycza - prawdziwie prekursorskie dzieło wobec nielinearnych, multimedialnych współczesnych form literackich. Wywiad z redaktorką książki tutaj.
(19 lutego) Przemek Łośko ogłosił, że zamyka serwis społecznościowy Rynsztok.pl. Sugeruje również, że może odsprzedać swoje udziały w tym przedsięwzięciu. Serwis nie zostaje zamknięty. Następnie Łośko chce przeprowadzić reformy mające na celu usprawnienie funkcjonowania strony. Zmiany nie zostają wprowadzone. Rynsztok.pl nadal działa tak jak działał. Wywiad z Przemkiem Łośko na ten temat możecie przeczytać tutaj. Oto fragment listu, w którym ogłasza on zamknięcie strony:
Dziękuję wszystkim, którym się chciało,
i wyznaczam zamknięcie portalu na około za tydzień - kto pisał od razu w brulionie i nie ma kopii, może ten czas wykorzystać na ściągnięcie utworów, czy też swoich komentarzy.
Kto chce usunąć swoją twórczość ze ze stron rynsztok.pl - także może to zrobić w tym czasie. Po zamknięciu nie będę odpowiadać na żadne spóźnione prośby, bo szanuję swój czas.
Zamiarem moim jest pozostawienie strony bez możliwości umieszczania dalszych wpisów - jednak, jeśli będzie to niewykonalne technicznie, strona zniknie.
(19 lutego) Joanna Wojdaś i Jaś Kapela rozpoczynają współpracę z serwisem Polityka.pl, której efektem jest blog popkulturalny.blog.polityka.pl. Strona istnieje na internetowej platformie “Polityki”. Autorzy zajmują się szeroko pojętą kulturą popularną, często dochodzi między innymi do polemik i dyskusji.
(20 lutego) przyznano nagrody Blog Roku 2007 zorganizowanego przez portal onet.pl. W kategorii “Blogów literackich” nagrodę otrzymał Michał Daniel Mordarski za bloga “Dziennik Odjechanego Pozytywisty”
(28 lutego) Kumple.blog.pl obchodzi swoje piąte urodziny. Ten największy brukowiec literacki został założony 28 lutego 2003 roku przez trzech redaktorów: Piotra Mareckiego, Pawła Dunina-Wąsowicza i Jarosława Lipszyca. W marcowej “Lampie” ukazał się artykuł, w którym stali komentatorzy bloga opowiadają swoją historię z nim związaną.
KWIECIEŃ
(kwiecień) w internecie pojawia się strona autorska pisarza Orhana Pamuka, która została stworzona przez jego wydawcę: Wydawnictwo Literackie.
(12 kwietnia) Jarosław Lipszyc, poeta neolingwistyczny, redaktor pisma “Meble” oraz założyciel Fundacji Nowoczesna Polska (która uruchomiła projekt Wolne Podręczniki) udostępnił w Wikiźródłach książkę “Mnemotechniki”. Pozycja ta składa się z 14 tekstów, które powstały z fragmentów artykułów wikipedii. Autor bierze na tapetę kilka haseł z wikipedii i kopiuje, wkleja, kasuje i tak tworzy nowy utwór. Używając istniejących już tekstów buduje z nich kolaż, który uzyskuje nowe znaczenie.
Nie jestem autorem tej książki. Nie napisałem ani jednego ze słów, które w niej przeczytacie. Ta książka ma setki autorów, a ich listę znajdziecie gdzieś pod koniec. Są na niej imiona i nazwiska, pseudonimy, numery IP. Za tymi nazwami nie zawsze skrywają się ludzie. Niektóre są oznaczeniami botów małych, sprytnych programów komputerowych. Wszystkie te słowa pochodzą z Wikipedii.
(26 kwietnia) podczas 13 Portu Wrocław zostały przyznane nagrody w pierwszej edycji konkursu “Nakręć Wiersz”, w którym osoby miały za zadanie nakręcić teledysk do wiersza. Jury przyznało dwie równorzędne nagrody po 5 tys. zł filmom: “Burundanga” zespołowi o tej samej nazwie (Agnieszka Paszkiewicz, Agnieszka Chatys, Wanda Kapelczak), oraz “Jakim chcesz być kotem” zespołowi Piotr i Aneta (Piotr Spigiel, Aneta Kamińska, Marek Straszak). Drugi z nagrodzonych klipów zdobył również nagrodę publiczności (2,5 tys. zł). Teledyski do wierszy można zobaczyć na stronie Biura Literackiego.
MAJ
(26 maja) w sieci ukazał się pierwszy numer art-zina sieciowego “Pobocze”. Projekt jest obecnie w stanie “hibernacji”. Redakcja informuje, że są plany ponownego uruchomienia pod zmienioną nazwą, zmienionym adresem i w innym składzie personalnym. Tutaj możecie zobaczyć dawny blog pisma.
(maj) oficjalnie zostaje otwarta strona cichynabiau.blogspot.com, w której trzech twórców: Roman Bromboszcz, Łukasz Podgórni i Tomasz Pułka prezentują swoją cybernetyczną twórczość. Wcześniej strona była blogiem Podgórniego.
(12 - 20 maja) ogłoszono laureatów Papierowego Ekranu 2007, konkursu na stronę internetową o książce. Tegorocznym zwycięzcą został serwis artpapier.com. Wyróżnienie otrzymały strony: ksiazki.tv i proszynski.pl.
(15 maja) odbyła się premiera eseju Łukasza Gołębiewskiego “Śmierć książki. No Future Book”.
WRZESIEŃ
(wrzesień) Instytut Książki uruchamia stronę poświęconą twórczości Zbigniewa Herberta. Jest ona spuentowaniem dziesiątej rocznicy śmierci poety i Roku Herberta.
(1 września) zostają wydani “Nieszczęśni” B.S. Johnsona. Interaktywna powieść, złożona z luźnych, nienumerowanych arkuszy ukrytych w pudełku, otwierająca przed czytelnikiem możliwość nielinearnego czytania.
(8 września) startuje literacki blog Jarosława Klejnockiego: “Raptularz końca czasów” założony na platformie Wydawnictwa Literackiego. Poeta, pisarz i krytyk rozpoczyna blogowanie. Jest to jeden z pierwszych blogów literackich, którego wpis znalazł się w piśmie drukowanym. We wrześniowej “Lampie” pojawia się tekst “Pochwała <<Przesłania Pana Cogito>>”, który wcześniej został opublikowany na blogu. Internet idzie w papier!
(8 września) pojawia się pierwszy limeryk na stronie limeryki.blog.pl, której autorem jest Michał Piotrowski (eMPI). Twórca ten był kiedyś współautorem (z Piotrem Czerskim) bardzo poczytnego blogu obrazkowego gadugadu.blog.pl.
(10 września) w sieci pojawia się serwis konkursyliterackie.pl, który ma na celu informowanie użytkowników o konkursach literackich. Jest on cześcią Grupy Niedoczytania
(25 września) Radosław Kobierski, autor powieści “Harar” (Warszawa 2005) i ostatnio “Lacrimosa” (Kraków 2008) rozpoczyna pisanie swojego bloga alef.blog.pl
(27 września) Tomasz Piątek - pisarz, autor takich książek jak “Heroina”, “Kilka nocy poza domem”, “Bagno”, “Przypadek Justyny” zakłada swojego bloga (www.tomaszpiatek.blog.pl), w którym zaczyna publikować wiersze. Po trzech dniach (29 września) zniechęcony zbyt dużym zainteresowaniem internautów zamyka go.
(27 września) Tajna-Polska umieszcza swoje trzy powieści na Allegro.pl. Żadna z tych powieści się nie sprzedała.
PAŹDZIERNIK
(początek października) w internecie pojawiła się nowa odsłona serwisu informacyjno-kulturalnego Independent.pl. Nowa szata graficzna i nowe funkcjonalności, a przede wszystkim przejście z web 1.0. na web 2.0. I Ty możesz się teraz w nim zarejestrować i dodać swoją informację!
(październik) W serwisie Feedbooks.com pojawia się pierwsza polska książka w formacie dostępnym na IPhone’a. Autor o pseudonimie “Niżej podpisany” umieszcza zbiór krótkich opowiadań pt. “Hasło niepoprawne”.
(14 października) pojawia się pierwszy wpis na blogu literackim Instynkt, który jest kolejnym wcieleniem sieciowego pisma o tym samym tytule, które ukazywało się z przerwami od wiosny 2004 do lata 2008 roku. Stara wersja strony znajduje się tutaj.
(16 października) Ha!art wydaje “Sto tysięcy miliardów wierszy” Raymond Queneau
(31 października-2 listopada) kolejny tekst z bloga Jarosława Klejnockiego został opublikowany przez pismo drukowane. “Rzeczpospolita” na swoich łamach zamieściła artykuł pt. “Skandaloholizm Rymkiewicza“.To już drugi tego typu przypadek, wcześniej “Pochwałę <<Przesłania Pana Cogito>>” publikowała “Lampa”.
LISTOPAD
(13 listopada) - zostaje opublikowany 5 magazyn “Techstów”. Zostały w nim zamieszczone przykłady poezji cybernetycznej i cyfrowej, m.in. najnowsze utwory Romana Bromboszcza, Łukasza Podgórniego, Karola Lefera oraz sieciową premierę Meditation No 4 Tomasza Wilmańskiego - pokazywany uprzednio w galeriach, animowany sequel do cyklu Meditations Emmetta Williamsa.
(22 listopada) w internecie pojawiła się strona poświęcona Andrzejowi Bobkowskiemu andrzej-bobkowski.pl. Twórcą strony jest zapalony czytelnik, który na codzień pracuje w jednym z portali internetowych. Strona jest estetyczna i funkcjonalna. Czekamy na kolejne materiały.
(24 listopada) - Michał Kobyliński, znany szerzej jako Gil Gilling, zamroził działalność swojego serwisu Gilling.info, który był galerią poetycką dokumentującą polskie życie literackie.
“UWAGA - z dniem 24 listopada 2008 roku serwis gilling.info zakończył swoją działalność - nowych fotoreportazy już nie będzie, strona jednak pozostaje (przynajmniej do listopada 2009 roku) i będzie miała charakter archiwalny.”
(26 listopada) zostaje opublikowany na stronie Krytykapolityczna.pl artykuł Piotra Mareckiego pt. “O drobnomieszczańskim Świetlickim”, który rozpoczyna “kampanię antyświetlicką w internecie. Kilka dni później (28 listopada) Jaś Kapela, w tej samej witrynie, publikuje tekst pt. “Mistrzowska pochwała homoerotyzmu”, w którym sugeruje, że w najnowszej książce Świetlickiego zawarty jest homoseksualny coming out autora. Te dwa teksty spowodowały dość duży odzew komentatorów na różnych stronach literackich. Na kumplach Piotr Czerski pisze: “coraz częściej miewam wrażenie, że moim przyjaciołom zwichnęło się w pewnym momencie poczucie humoru”, polemizuje z nim Jaś Kapela. 13 grudnia “Rzeczpospolita” drukuje tekst Wojciecha Wencla pt. “Świetlicki trup?”, który jest polemiką z autorami Krytyki Politycznej.
GRUDZIEŃ
(grudzień) Biuro Literackie na swojej stronie organizuje ankietę “Książka 2008″, do której poprosiło 50 krytyków, twórców, dziennikarzy i czytelników o wskazanie jednej książki poetyckiej, która ich zdaniem zasługuje na takie miano.
(2 grudnia) Instytut Książki tworzy specjalny podserwis dla tłumaczy. Składa się on z forum i bazy tłumaczy. Umożliwia tłumaczom stworzenie swoich wirtualnych profili.
(2-4 grudnia) Konferencja “Tekst [w] sieci”
(7 grudnia) zostaje opublikowany pierwszy netblemat w sieci. Jest to netblemat krytyczny. W nowym dziale niedoczytania.pl pt. “SłowoNaNie(dzielę)” Tomasz Pułka oraz Łukasz Podgórni prezentują nową poezję. Więcej tutaj.
(19 grudnia) w sieci pojawia się hebrajska wersja strony Instytutu Książki. W nim znalazły się biogramy polskich autorów współczesnych, prezentacja nowych tytułów, adresy wydawców oraz informacje o programach Instytutu. W serwisie będzie również można znaleźć aktualne informacje o wydarzenia literackich w Polsce.
(21 grudnia) Piotr Czerski publikuje na swoim blogu i na niedoczytania.pl list, w którym informuje, że odkrył, że na serwisach literackich: nieszuflada.pl, poezja-polska.pl, digart.pl, ktoś podszywał się pod niego. Założył profile na tych stronach i najpierw publikował teksty Czerskiego, a potem swoje. Wysyłał również swoją twórczość do znanych person świata literackiego z emaila, który jednoznacznie dawał do zrozumienia, że odbiorca ma do czynienia z Piotrem Czerskim. O dziwo teksty tego sobowtóra posiadały literacką wartość.
(23 grudnia) Tomasz Piątek wkleja na swojego bloga całą wykasowaną wcześniej zawartość. Tym samym zrywa śluby milczenia netowego.
Jeżeli nie umieściłem jakiejś informacji, nie uwzględniłem powstania serwisu, zmian na stronie, ewentualnie ważnej konferencji, to proszę napiszcie w komentarzach, lub na emaila jestesmy@niedoczytania.pl, zaktualizuje dokument.
AKTUALIZACJA 28-01-2008
Dyskusja na ten temat na nieszufladzie: http://nieszuflada.pl/klasa.asp?idklasy=127206&rodzaj=2
Tagi: literatura w internecie, Liternet, Podsumowania 2008
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Niedoczytania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Plebiscyt cukierniany 2009
Głosowało: 589
Linia ta zaczyna się przy ulicy Grodzkiej i potem skosem przebiega przez Rynek. To oczywiście duże uproszczenie, ale rzeczywiście zdarzyło mi się, że pewien krakowski poeta na moją propozycję kontynuowania ciekawego spotkania w Prowincji powiedział “Moja noga tam nie postanie”. To są oczywiście jakieś środowiskowe rzeczy i animozje, ale ci, którzy bywają po tamtej stronie [...]
fajno i fajn, idę po wino, otwieram do analizy kolejną partię szachów, zjawisko dostępności najlepszych rozgrywek w internecie jest ciekawe, poezja/proza mniej.
niby tu jestem
z “niby jestem” wynika, że jak nie jestem, to jest to jeszcze bardziej niby, niż wtedy, kiedy niby jestem
czyli jak mnie nie ma, to też na niby
i to jeszcze bardziej, niż wtedy, kiedy niby jestem
w związku z tym niniejszy komentarz proszę uważać za nieniejszy czyli jeszcze bardziej niejszy niż nie
No Onak, przegrzebałeś sobie.
Za jakiś czas będę donosił o działaniach prawnych przeciw Dehnelowi. Zastanawiam się, czy do pakietu usług adwokackich które wykupiłem, nie dorzucić roszczeń wobec tych, którzy nazywają mnie trollem. Trolling ma bardzo konkretną definicję.
no dobra. żartowałem :)
Kaczka, nie wierzę, że mogłeś pomyśleć, że ja Ciebie nazywam trollem, dla mnie nie jesteś zwyczajnym trollem, tylko niezwykle wyjątkowym, cudownym i wspaniałym trollem z przesłaniem. Takim nadtrollem. Takim supertrollem. Takim eleganckim i operowym trollem oł je.
Ech a ja w temacie internetu myślę cały czas.. co tam u braci Giedrysów?
paciorek i spać.
rynsztoku póki się chwieje
to sie nie przewróci
witam panie leszku,
cieszę się z obiektywnego spojrzenia. rzeczywiście, mieliśmy jako portal poważne problemy, rzeczywiście chciałem sprzedać portal. jedne problemy się skończyły (co nie oznacza, iż nie powrócą), pojawiły się nowe. jest pomysł, myślę, iż mocno dopracowany, zmiany - nie charakteru portalu, raczej przewietrzenia go i otwarcia na nowe środowiska. jak wiemy, wszystko jednak kosztuje, a z pieniążkami, które mógłbym i chciałbym poświęcić na portal jest różnie - stąd i ślimacze, niezauważalne tempo zmian. jasne, marzyłaby mi się gruntowna przebudowa rynia, wiem o jakie możliwości chciałbym portal uzupełnić, wiem, jakiej nowej szaty graficznej oczekuję. próba przekształcenia rynsztok.pl w stowarzyszenie miała służyć poszerzeniu grona redaktorskiego i znalezieniu większej ilości fundatorów - gdyby się powiodła zmaniy mogłyby nastąpić szybko. niestety, przerwałem procedurę - uznałem, że fajnie, iż zgłosili się chętni, ale niefajnie, że prawdziwie zaangażowane w nowy projekt będą dwie, może trzy osoby. to nie rokowało powodzenia, a wręcz groziło, że rynsztok.pl w ogóle rozpłynie się we mgle bezdecyzji i bezdziałania.
konkludując: pana spostrzeżenia są celne i pomocne. dziękuję, że przypomniał mi pan o ożywieniu litera me nomine. coś uczynię w tym kierunku w tym roku. pozdrawiam serdecznie.
Pochwała trollingu - co za głupota!
Czytając ten elaborat nie zapominajmy że jest to - podobnie jak niedawny ranking Pułki - podejście mocno subiektywne. Z jednej strony posumowanie ciekawych trendów, z drugiej - dość dowolnej wybiórczości.
I jeszcze z całym szacunkiem do Tomasza ‘dajcie mi wreszcie jakąś nagrodę’ Piątka. Nie rozumiem skąd cały hałas wokół tego blogaska, jakich tysiące powstają i znikają.
Panie Ref Sadr,
chciałbym jedną rzecz wyjaśnić. Prosiłbym o nie wrzucanie wszystkich trolli do jednego worka. Wedle mojego, skromnego, zdania wyróżniłbym przynajmniej dwa rodzaje zachowań trollerskich. Pierwsze to zachowania, które stosowane były przez tzw. dzieci neostrady, czyli grupę osób, która dorwała się do internetu i w celu zaistniena na różnych forach zaczęła wrzucać bezsensowne wątki, rzucać bluzgami na prawo i lewo itd. Były to nieprzemyślane dziecinne zabawy, które możnaby przyrównać do rzucania kamieniami w szyby.
Drugim rodzajem trolli internetowych, są to trolle intelignentni (ja ich tak nazwałem, Pan może inaczej), za których działaniem stoi przemyślana strategia, lub wyrazista osobowość. Oni nie plują dla samego plucia, ale swoim działaniem mają na celu zwrócenie uwagi na konkretne sprawy. Oni są bardziej konsekwentni, na różnych serwisach mówią podobnym głosem. Nie zmieniają się pod wpływem czasu i innych sugestii.
Ref Sadr, twoje lizusostwo jest powszechnie znane i tylko patrzeć, kiedy przejdzie do klasyki stając się przedmiotem dydaktyki przedszkolnej nt. “po czym poznajemy świnię i lizodupca”. :-)
W podsumowaniu zawarłem zamknięcie bloga Tomasza Piątka, z kilku powodów:
1. jego działalność internetową pod nickiem: “Mały Misio z Krwawym Sierpem”, dość długą i ciekawą
2. jego działalność pisarską. Nie jest to osoba, która rozpoczyna przygodę z literatura, tylko jest to uznany prozaik
3. jego deklarację, że rezygnuje z wypowiadania się w internecie (uzasadnienie samego Piątka tutaj http://niedoczytania.pl/?p=1890)
4. na blogu zaczął publikować poezję
Poza tym blog Tomasza Piątka interpretuje jako niewypał liternetu 2008
kilka uwag:
1. owszem, okołoliterackie materiały video zaczęły się pojawiać, ale to “zainteresowanie multimediami” jest raczej jednostronne: jest wizja, ale widzów nie ma. wystarczy spojrzeć na statystyki trailerów książek: “południk 21″ - 2018 odtworzeń, “kieszonkowy atlas kobiet” - 323 odtworzenia. nawet “trzepot skrzydeł” grocholi ma ledwie 354. google nie udostępnia dokładnych informacji, ale oglądalność relacji ze “słowa” zawiera się w przedziale 150-2000. przy tak nikłym zainteresowaniu promowanie książek przez video (w tej formie) jest dla wydawnictw raczej nieopłacalne (koszt dotarcia do jednego widza można oszacować na 0.50-5 PLN). ba, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że np. umieszczona przez was niedawno relacja video doczekała się dotąd 76 odtworzeń - okazuje się, że nawet w przypadku najtańszego, amatorskiego video rachunek ekonomiczny jest cokolwiek absurdalny (kamera cyfrowa to co najmniej 750 PLN, najtańsza rozsądna - ponad 2000 PLN, semi-pro zaczynają się od 10000).
2. “masowość” zjawiska w mikroskali w żaden sposób nie przekłada się na jego wagę czy jakość. ze zdania “coraz więcej osób zaczyna prowadzić blogi” nie wynika zdanie “wzrasta ranga blogowania i blogerów”, tak samo, jak ze zdania “coraz więcej młodzieży pisze wiersze” nie wynika, że poezja ma jakiekolwiek znaczenie w sensie ogólnym. owszem, media tradycyjne dowiedziały się już, że istnieją blogi i że czasem warto z nich korzystać - i to wszystko.
zjawiska w blogosferze (rzyg) literackiej są, rzecz jasna, spóźnione o jakieś trzy epoki w stosunku do zjawisk w blogosferze technicznej (z natury rzeczy awangardowej w tym medium) - tam euforyczną mitologizację “wartości opiniotwórczej” przerobiono już dawno temu; obecnie trwa już demitologizacja, bo okazało się, że stare media póki co jednak nie chcą zdychać, a pozorna siła blogów nie przekłada się na rzeczywistość tak bardzo, jak mogło się wydawać wcześniej.
zresztą - tu uwaga redakcyjna do leszka - zauważ, że ten akapit nosi znamiona wewnętrznej sprzeczności: “chciałbym wszem i wobec oznajmić, że skończył się okres dyskredytowania blogów”, “zobrazowaniem tej tezy, jest jedno z ważniejszych wydarzeń polskiej blogosfery literackiej. wydarzenie, które zostało całkowicie przemilczanie przez oficjalne media”.
3. panowie, proszę was. dorabianie do zestawu tekst + embed youtube’a + zrzut fragmentu ekranu w ostrej kompresji jpg (w zamyśle symbolicznej, zgaduję, ale jeśli nie - używajcie np. .png, plz, bo jpg służy do kompresowania zdjęć) “netblematem”, w którym “elementy współgrają” (brakuje mi jeszcze tylko słowa “synergia”) to ten sam mechanizm, który każe zespołom wymyślać nazwy w rodzaju “progressive postindustrial shoegaze” i pisać, że “istotą jest poszukiwanie: swobodny dryf w amorficznej przestrzeni dźwięku, przecinanej ciepłymi prądami słów” itd. no offence - idzie tylko o język.
i jeszcze: “dziwi mnie, ze dotychczas krytycy/recenzenci nie korzystają z możliwości wypowiedzi, które umożliwia internet (…) mają oni do dyspozycji przecież obraz, dźwięk, ruch itd”. przepraszam za wyrażenie - ale po cóż, u diabła, piździe uszy? oczywiście, że wprowadzanie multimedialności jest ok - ale, jak wszystko, wymaga pewnego indywidualnego pomysłu. potrafię sobie wyobrazić krytyka, który za jakiś czas zacznie publikować nieco blogowe, dosyć intymne recenzje wchodzące w dialog z tekstem także poprzez dołączone materiały video - natomiast to połączenie wtedy tylko będzie prawdziwe i ciekawe i o tyle będzie wnosić coś nowego, o ile będzie naturalne, niewymuszone, nienachalne. nie ma się więc czemu dziwić - jeżeli krytycy nie wykorzystują w pełni możliwości medium, to znaczy, że jeszcze (?) nie ma takiej potrzeby.
4. leszek, czy mógłbyś wskazać w którym miejscu użyłem cytowanego sformułowania o “moich dawnych kumplach”? bo ja znalazłem tylko takie zdanie: “coraz częściej miewam wrażenie, że moim przyjaciołom zwichnęło się w pewnym momencie poczucie humoru, a po dawnym, bezwarunkowym dystansie do wszystkiego pozostało jedynie wspomnienie”. prawie to samo, przy czym “prawie” czyni dużą różnicę.
…po drugie - zorganizowanie się grupy osób, która olewając trollowe zaczępki wypowiadałaby się tylko i wyłącznie ad meritum…
Czego w nowym 2009 roku życzymy wszelkim serwisom, również niedoczytaniom.
errata:
3. panowie, proszę was. NAZYWANIE zestawu (…)
Roma locuta, causa finita.
A swoją drogą, jakby za poważny wyznacznik brać popularność i oglądalność czegoś tam na youtube, to okazałoby się, że najważniejszym polskim politykiem i autorytetem jest Korwin-Mikke.
1. w przywołanym przeze mnie kontekście ekonomicznym (skoro już mówimy o wydawnictwach i ich promocyjnych ruchach) oglądalność jest jedynym poważnym wyznacznikiem: oni sprzedają książki na sztuki, na sztuce jest tyle a tyle zysku; jeżeli reklama w formie trailera kosztuje x, ogląda ją n osób, a konwersja wynosi np. 10% (przyjmuję bardzo wysoką, bo zakładam, że oglądają tylko ci, którzy a priori są zainteresowani) - to znaczy, że koszt pozyskania klienta wynosi x/(n * 10%). biorąc pod uwagę bardzo niską wartość n i x nie niższe niż 300 PLN (amatorskie kręcenie i montaż po kosztach), a bliższe zapewne przedziałowi 500-1500 PLN - okazuje się, że jeden klient może kosztować i 20-30 PLN. czyli więcej, niż wydawnictwo na nim zarobi. zgoda, nawet 1000 PLN to dla wydawnictwa wydatek niewielki - ale też skazujący na amatorkę. i tak koło się domyka.
2. żebyś się nie zdziwił ;]. nie śledzę tego na bieżąco - ale ta hiperpopularność jkm, nawet ograniczona do osób aktualnie pozbawionych praw wyborczych (czyli <18) przekłada się jednak na potencjał edukacyjny. może ci ludzie na upr nie będą głosować - ale wierzę, że zostaną zaszczepieni na tyle, że nawet po konwersji na mainstream polityczny pozostaną odporni na rozmaite lewicowe koncepty.
wyścig po medialność, a w ślad za nim rozczarowanie, biorą się głównie stąd, iż większości, która pisze wiersze, wydaje się, iż pisanie tychże jest niezwykle łatwe. wciąż pojawiają fotograficy, filmowcy, malarze, studenci “niezwykle ciężkich” kierunków o 12 godzinach w tygodniu, którzy “postanawiają zostać poetami”. żeby napisać dobry wiersz, dobre opowiadanie tak niewiele przecież trzeba - wydaje im się. i smarują.
później okazuje się, że piszą miałko z miliona powodów (po dwieście tysięcy w działach: technika, kultura intelektualna, inteligencja emocjonalna, poczucie humoru, sens zaświatu) lub piszą przeciętnie. tacy przeciętni są szczególnie cenni dla maszyny medialnej, bo ich zachowania rynkowe dają się elastycznie kształtować. przeciętni są świadomi swojej przeciętności nawet wtedy, kiedy maszyna im wmówi, iż są unikalni. są świadomi podprogowo i reagują bardzo nerwowo na każdą krytykę. maszyna medialna musi kreować wizerunki, musi kreować markę, musi kreować stereotyp i - co najistotniejsze - musi swoje kreacje narzucać piszącym i odbiorcom. musi to robić jeśli chce osiągnąć sukces komercyjny. efektem takiego działania jest wykwit - to właściwe słowo - konkursów o lepszej i gorszej renomie, z większą lub mniejszą pulą nagród pieniężnych i wydawniczych. uhonorowanie piszącego ma mniej wspólnego z wartością tego, co napisał, więcej z doraźną polityką wydawniczo-towarzyską. kumpelskie recenzje i nominacje uzupełniają ten sielankowy krajobraz w stylu ruysdaela o cień urzędu.
nie widzę w tym nic złego - kto chce, uczestniczy w wyścigu. czuję się natomiast nieswojo stając przed hipokrytą, który zziajany po wyścigu czuje potrzebę wylania łez w mój rękaw, że “niesprawidliwcy!”. to żałosne.
słaba literatura nie stanowi zagrożenia dla mojego kośćca estetycznego. nie ubolewam także nad “zastraszająco obniżającym się poziomem emocjonalnym i estetycznym społeczeństwa, a zwłaszcza intelektualistów”. kto nie potrafi dokonywać estetycznych i intelektualnych wyborów nie jest - w moim rozumieniu intelektualistą - i dopóki jego chciwy ryjek nie wtrynia się nie proszony w mój skromny talerzyk - wali mnie jego upadek.
dlatego cieszą mnie rzeczowe oceny. onak spróbował takiej dokonać. cieszy mnie także i to, że zauważył nowe trendy. to naprawdę jest interesujące, nawet jeśli niepodobnie oceniam donośność i wagę tych przedsięwzięć - można się pięknie w ocenie różnić. organizatorzy konkursów i trolle wrócą, wrócą ze swoimi koncepcjami uszczęśliwiania świata na siłę. podobnie przyjdą czynsz i podwyżka rachunku za prąd. nie warto się tym zawczasu przejmować. moja propozycja była i jest znacznie prostsza - piszmy wierszyki, cieszmy się nimi. komentujmy je, próbujmy o nich gadać, niekoniecznie zawsze używając fazy analnej. piszmy do szuflad, nieszuflad, powierzajmy rynsztokom. kto chce się ścigać, niechże się ściga. nie odmawiajmy, również, chętnym wizerunku. do jednej tylko zdrady dłoni nie przykładajmy: nie chwalmy gówna, kosztem czegoś, co unikalne. chwalmy gówno bez tła i bez podania przyczyn. tak jest uczciwiej.
rozpisałem się, przepraszam. po tygodniu trzeźwości staję się strasznym nudziarzem.
Piotrze co do Twoich uwag:
ad 1
a) Nie wiem czy wydawnictwom się opłaca nagrywanie trailerów. Może widzą w ich kręceniu jakieś inne cele. Może na razie badają rynek i te wyniki oglądalności są tak samo dla nich zaskakujące jak dla Ciebie Piotrze.
A może problem nie leży w tym, że ludzie nie chcą oglądać trailerów, tylko, że ludzie nie chcą oglądać tych trailerów, które powstają obecnie. Nie oszukujmy się filmiki te nie zaskakują i na pewno ludzie nie będą ich sobie wysyłać na zasadzie “marketingu wirusowego”. Sens powstawania takich trailerów widziałbym w produkcjach, które mogłyby śmieszyć, straszyć, zaskakiwać itd. Tak, żeby rozprzestrzeniły się po kraju niczym filmiki z Kononowiczem. Oczywiście powiesz, że produkcja ich może dużo kosztować. Powstają takie filmy jak “Titanic”, w które ładuje się ogromną kasę, i takie jak “Blair Witch Project”, które powstają niemalże amatorsko. Kwestia pomysłu i wykonania.
Poza tym, jeszcze niewiele osób, wie, że takie trailery powstają. Może kiedyś przed zakupem książki nie tylko będziemy czytali recenzję, ale i oglądali trailery?
b) Trailery to nie jedyne wideo. Mamy przecież relacje ze spotkań autorskich. Możliwość zobaczenia w Krakowie tego co dzieje się w Gdynii, to jest plus nieziemski.
ad. 2.
Tak jak wspomniałem wcześniej rok 2008 nie był zbyt obfity w nowe zjawiska. Raczej są kontynuowane te zjawiska, które były znane w poprzednich latach. Do takich tendencji należy ciągły wzrost rangi blogów. Zyskanie na “opiniotwórczości” blogów wynika przede wszystkim:
a) Blogi zostały zauważone przez pisma papierowe (casus Klejnocki)
b) Zmieniło się podejście autorów do blogów. Nie trakutją oni już blogów jak brudnopisów czy intymnych dzienników, tylko jako pełnoprawne platformy publikacyjne. Pojawiają się gatunki, które wcześniej znaleźć można było tylko w papierze.
c) Poziom tekstów na blogach poważnie wzrósł (patrz recenzje na blogach czytelniczych, teksty krytyczne, analizowanie wydarzeń, nagród itd.)
d) Coraz więcej osób zaczyna je czytać. Postrzegają je jako miejsce gdzie mogą zdobyć jakąś wiedzę.
e) Coraz więcej ciekawych postaci zakłada swoje blogi.
Co się tyczy twoich uwag dotyczących blogosfery technicznej, to pozwole się z Tobą tutaj nie zgodzić. Nie przypominam sobie żadnego wydarzenia, które kazałoby zdemotologizować “Wartość opiniotwórczą” tych blogów. Wręcz przeciwnie radzą one sobie bardzo dobrze. Ostatnio nawet stworzyły “Kodeks współpracy z blogerami”, w którym wyznaczyli zasady komunikacji z nimi firm reklamowych. Jeżeli bardzo będziesz chciał przykłady, to mogę je podać.
Stare media może nie chcą zdychać, ale nie mają się tak dobrze. Spójrzmy na rynek amerykański. Redakcje zwalniają dziennikarzy. Coraz więcej gazet myśli o outsource’ingów swoich usług redakcyjnych, maleją przychody reklamowe gazet drukowanych w USA, ilość stron reklamowych w magazynach spadła w 2008 roku o 11,7%. Dlaczego spada liczba kupowanych gazet? Bo ludzie korzystają z internetu. Ktoś powie, że przechodzą na serwisy internetowe, które należą też do dużych grup medialnych. Oczywiście, że tak, ale czytają też blogi. W blogosferze technicznej bardzo popularne są blogi ekspertów, czyli osób, które pracują w danej dziedzinie i piszą swoje refleksje z nią związane. Dlaczego? Bo są to niezależne głosy, merytoryczne i żywe.
ad 3.
Co Twoich uwag do netblematu. To termin ten jest adekwatny, gdyż wskazuje on ścisłe połączenie filmiku, tekstu i rozmowy gg. Nawiązujemy do historycznego gatunku, gdyż chcemy się odwołać do tej tradycji przy której obraz był równie ważny jak tekst. Nie tworzymy słownika terminów literackich, tylko nazywamy nasz dział tak jak to widzimy.
W sprawie wykorzystania przez krytyków potencjału multimedialnego, to podtrzymuję moje zdanie, że dziwi mnie to, że nie wykorzystują oni zdjęć, obrazów, dźwięku do tworzenia swoich refleksji na temat przeczytanych książek itd. itd. Środki są już od kilku lat dostepne. Tylko indywidualności, jak to powiedziałeś, brakuje. I nie sądzę, że wynika to z braku “takiej potrzeby”, a raczej z braku kogoś kto wprowadziłby takie zjawisko.
ad 4.
W sprawie sformułowanie o “moich dawnych kumplach”, to sorry, źle przepisałem.
ps. nie odnoszę się w srpawie wynajdywania sprzeczności w moich zdaniach, bo nie wydaje mi się owocne by udowadniać czy coś jest sprzeczne czy niesprzecznę, wolę skupić się na merytoryce
1a. ok. chciałem tylko wskazać pewne semantyczne nadużycie ;] - jako pierwsza ważna tendencja w liternecie pojawiają się materiały video: rozumiem, że jest to pewne novum - ale, biorąc pod uwagę wartości liczbowe, ledwie raczkujące i w kategoriach absolutnych nieznaczące. niech mu bozia da zdrowie, rzecz jasna.
2. tu moglibyśmy podyskutować:
a) nie widziałem tych tekstów klejnockiego w druku - czy jesteś pewny, że proces polegał na odnalezieniu przez redakcję tekstu na blogu i zgłoszeniu prośby o możliwość przedruku? jeżeli zaś nawet - nie sądzisz, że dowodem na “zauważenie” byłoby raczej poproszenie o przedruk autora mniej regularnie publikowanego na łamach tradycyjnej prasy? rozumiesz - jeżeli jutro gw albo rp zgłosi się do ciebie i poprosi o prawo przedruku tego zestawienia - wtedy będę gotów uznać, że liternetowe blogi zostały zauważone. casus klejnockiego póki co wpisuje się w model stosowany przez wielu dziennikarzy, który na blogach umieszczają felietony, bądź w materiałach prasowych eksplorują tematy wcześniej poruszone na blogu. w moim odczuciu to za mało, żeby obwieszczać przełom.
d) ile to jest “coraz więcej”? czy mamy jakiekolwiek twarde dane? innymi słowy: jakie realne przesłanki (nie: odczucie, nadzieja itd.) stoją za takim wnioskiem?
dalej piszesz: “poczytny blog w internecie może być wyżej w wyszukiwarce google niż artykuł z dużego portalu” - tak, ale tylko w przypadku zapytania z okolic błędu statystycznego. istotnie - w kontekście liternetowym z takimi mamy do czynienia, tu zgoda.
krytyczną refleksję nt blogosfery, jej potencjału i perspektyw znajdziesz np. tu - tekst odbił się mocnym echem:
http://www.roughtype.com/archives/2008/11/who_killed_the.php
(tak, mówiłem głównie o technicznej blogosferze zza oceanu, a nie o polskich piętnastu istotnych blogach na krzyż - zresztą tu też warto byłoby zapytać o faktyczną liczbę konkretnych relacji blogosfera-marketing, najlepiej odniesioną do wolumenu: innymi słowy - czy faktycznie jest tu jakiś potencjał finansowy, czy też cały ów “kodeks” jest raczej przejawem myślenia życzeniowego, które w tym środowisku bywa bardzo silne; w praktyce zaś bywa tak: http://netto.blox.pl/2008/11/na-szczescie-mamy-blogosfere.html)
nieistotne zresztą, sedno tkwi znowu w nadużyciu, jakie ma miejsce moim zdaniem: na podstawie DWÓCH (!) przypadków piszesz, że “powoli przesuwają się akcenty: to nie internet prosi papier, a papier prosi internet”. o przesuwaniu akcentów można mówić przy, dajmy na to, dwóch tysiącach takich przedruków rocznie. czy chociaż dwustu, gdyby trzymać się literatury. ponownie: niech bozia da blogom zdrowie, ale z odbijaniem flaszki lepiej się wstrzymać.
(należało do tego samego punktu: mam wrażenie, że wskazywanie sprzeczności w wypowiedzi traktujesz jako atak personalny - co oczywiście nie było moją intencją, a możliwość takiej interpretacji nawet nie przyszła mi do głowy. wskazałem prawdopodobną sprzeczność, bo stwierdzenie, że JEDNO Z WAŻNIEJSZYCH wydarzeń zostało CAŁKOWICIE PRZEMILCZANE stoi w moim odczuciu w sprzeczności z tezą o “zakończeniu okresu dyskredytowania blogów” [na potwierdzenie której, o ironio, jest przywoływane]. albo - albo: albo blogi zaczęły być doceniane [w domyśle: przez tradycyjne media], albo są wciąż tak mało istotne, że nawet najważniejsze wydarzenia z nimi związane nikogo [w domyśle: w mediach mainstreamowych] nie interesują [bądź: można je przemilczeć bez konsekwencji].
mam nadzieję, że jasno tłumaczę intencję: dla mnie to jest zastrzeżenie ściśle merytoryczne).
i właśnie w tym punkcie aż prosi się o rzucenie kart na stół: jeżeli już “krytycy zauważyli, że na blogach mogą publikować teksty, których nigdy nie mogliby opublikować w prasie (bynajmniej nie ze względów jakościowych)” - to ja proszę o przykłady takich blogów, na których uznani (tj. uczestniczący w tradycyjnym, “papierowym” dyskursie) krytycy publikują teksty [krytyczne, jak rozumiem] “których nigdy nie mogliby opublikować w prasie (bynajmniej nie ze względów jakościowych)”. marek trojanowski? jedno z najważniejszych odkryć roku, niezwykle ciekawe, pełny szacun - ale hej, to przecież zjawisko sieciowe właśnie.
chyba, że idzie o odmienną interpretację określenia “krytyk” - ja przyjąłem taką, która funduje takie określenie na obecności w tradycyjnym obiegu. ok, inne interpretacje też są możliwe.
3. możliwe, że mówimy o tym samym, mijając się w sformułowaniach. ja uważam, że “nie ma takiej potrzeby”, przez co rozumiem: “najwyraźniej krytykom obecnie wystarcza repozytorium mediów ograniczone do tekstu i za jego pośrednictwem mogą zrealizować transmisję o zadowalającej jakości”. wychodzę więc z założenia, że jeżeli dostępne środki i technologie nie są wykorzystywane - to nie są [tej konkretnej grupie] potrzebne. sytuację (BYĆ MOŻE) zmieni pojawienie się krytyka/krytyków, których pomysł na formułowanie wypowiedzi przekraczać będzie w sposób nieusuwalny ramy pojedynczego medium [= nie będzie możliwa redukcja ich wypowiedzi do zapisu tekstowego bez utraty części znaczących informacji]. “być może” - bo chcę wyraźnie zaznaczyć, że nie przyjmuję jako aksjomatu nieuchronności takiego zjawiska: podobne pretensje zgłaszano przecież do literatury w ogóle, tymczasem minęło parę lat, a my nadal czytamy zwykłe książki zamiast hipertekstowych mashupów.
do momentu jego [zjawiska, znaczy] zaistnienia wszystkie te sztuczki techniczne będą pełnić rolę taką, jak np. zdjęcie okładki - jasne, można, fajnie wygląda, ale jeżeli się nie załaduje to też nie ma problemu.
nie chciałbym się wikłać w dłuższą dyskusję (tzn. owszem, bardzo nawet chętnie - ale przy jakiejś okazji na żywo, a nie w komentarzach); zasygnalizuję więc jedynie dlaczego reaguję stosunkowo ostro - dlatego, że w tym podsumowaniu wyczułem dokładnie ten sam ton entuzjazmu cokolwiek lekceważącego niewygodne realia, który dawno temu rozdrażnił mnie przy lekturze pierwszego “liternetu”. tymczasem owszem: coś się tu powoli zmienia, jest pewien potencjał, coś się już ustaliło, a można też wyznaczyć ogólne kierunki najważniejszych ruchów; jest to wreszcie całkiem ciekawe - ale do jakichkolwiek rewolucji bardzo jeszcze daleko. zabrakło mi tu takiego zastrzeżenia i chłodnej kontry do entuzjazmu.
(jeszcze krótka notatka na marginesie: de facto do przewartościowania niezbędne jest więcej, niż tylko dostępność technologii czy postępująca kolonizacja sieci - niezbędna byłaby zmiana mentalności, na którą potrzebny jest czas mierzony jednostkami generacyjnymi; do tego momentu (choć oczywiście zmiana będzie następować płynnie) zawsze - dając przykład konkretny - półkolumnowa wzmianka na szóstej stronie wyborczej będzie dla twórcy subiektywnie ważniejsza niż dwadzieścia sążnistych notek blogowych (choćby nawet te przekładały się na dwudziestokrotnie większe zainteresowanie czytelników). ludzie, dla których internet będzie medium równie prestiżowym (!) co prasa czy telewizja jeszcze się nie urodzili - i nie wiadomo kiedy się urodzą. do tego zaś czasu liternet - choćby nawet w pełni zrealizował swój potencjał - będzie ubogim krewnym tradycyjnego obiegu literackiego i krytycznoliterackiego).
ubogim krewnym w sensie wielkości rynku medialnego. podobnie jak “tradycyjny obieg literacki i krytycznoliteracki” jest ubogim krewnym myśli i przeżyć pojedynczego nawet artysty w sensie kulturowym. rzeczony obieg jest tylko pasem transmisyjnym. co wiezie, pasowi jest obojętne. naddawanie znaczenia temu łatwo wymiennemu mechanizmowi kultury ma usprawiedliwić pochopność produkcji - w końcu pas może przenieść niemal każdą ilość produkcji w każdym gatunku.
A ja nie rozumiem tego całego zamieszania - jest nowe medium internetowe to Wydawnictwa jak wszystkie inne firmy korzystają z niego, zamieszczają materiały - jako rodzaj dodatkowej informacji dla tych, którzy korzystają z internetu a jednocześnie chcieliby się czegokolwiek dowiedzieć.
Przeliczenia Czerskiego ile kosztuje kamera itp. są bez sensu - w przypadku dużych firm a nawet średnio-małych firemek to są koszty nieistotne w budżecie działań biurowo-promocyjnych.
Można co najwyżej zadumać nad faktem, że serwisy takie jak yt stworzone do przesyłania filmu z bawiącym się kotkiem, stają się tak kulturotwórczym nośnikiem.
Wydaje mi się, ze zmiany nadejdą i to bardzo szybko. Oczywiście, że nie będzie tak, że z dnia na dzień wszyscy zaczną publikować pokaźne teksty na blogach, olewając papier. Jednak dostrzegam to, że ludzie widzą już zalety blogowania i wybierają żywą interakcje z czytelnikami w necie, za cenę porzucenia “presitżu” publikacji papierowej. Powiedzmy sobie szczerze, cóż to jest za “prestiż”, że pani sekretarka czy pan zenon hydraulik rzuci okiem na Twój tekst w piątej kolumnie gazety ogólnopolskiej, jeżeli ma to w dupie co piszesz. W internecie, z reguły, wiesz jacy są użytkownicy Twojego bloga. Możesz oczekiwać komentarzy, interakcji i dyskusji. Z tekstami w gazetach jest tak, że albo się polemizuje z nimi pisząc ogromne teksty, albo się milczy. Nie ma formy pośredniej.
Poza tym, łamy gazet są zajęte przez stałych współpracowników, którzy ciężko pracują, żeby zarobić swoimi tekstami na chleb. Ponadto wysyłając tekst do redakcji jesteś skazany na “obowiązkowe skróty” i tak wycinane są fragmenty Twoich tekstów i z reguły puszczane bez Twojego zatwierdzenia. Dodatkowo, zwykle, redakcja ma swoją linię, wedle której przyjmuje teksty. Internet zniesie wszystko. Weryfikuje nie redakcja a czytelnicy. Taka jest głównie różnica.
wszystko to prawda - ale też wszystkie te zalety są wadami na równi. zobacz ile w internecie masz różnych środowisk literackich - od jakichś pl.hum.poezja, po nieszufladę i kumpli: każde z nich jest, że tak powiem, emocjonalnie samowystarczalne. uczestnicy mogą się bez końca kisić we własnym sosie, przyjaźnić ze sobą i na siebie boczyć, otrzymywać przychylne i nieprzychylne reakcje krytyczne od pozostałych uczestników - i kompletnie przy tym nie interesować żadnym światem równoległym: oto wypadkowa egalitaryzmu (zresztą ograniczonego, ale to wiemy) i natury ludzkiej. kiedy mówię o prestiżu publikacji papierowej mam na myśli ten wynikający z elitarności tradycyjnych mediów: nie każdy może się w nich wypowiadać, nie o każdym w nich napiszą. istnieje pewna hierarchia, nawet jeżeli jest ona nieostra i ruchoma w czasie. jest więc także potencjał porządkujący - ze wszystkimi swoimi wadami. internet to diada, prasa to jedno ;].
reszta to już kwestia subiektywnego odbioru. moim zdaniem nie tyle “wybierają żywe interakcje z czytelnikami” (ile jest blogów literackich, na których regularnie pojawia się choćby po 20 komentarzy?) - co “zorientowali się, że jest miejsce, w którym można wypowiadać się częściej i swobodniej niż w prasie - nawet za cenę prestiżu”.
pokaż mi człowieka, który z ręką na sercu powie, że woli trzydziestopostowego flejma (niech nawet: pięćdziesięciopostową dosyć merytoryczną dyskusję, przerywaną jedynie atakami trolli i dziesięcioma dygresjami w wątku głównym) na swoim blogu od pięcioodcinkowej dyskusji na temat swojego tekstu z udziałem mariana stali, piotra śliwińskiego, karola maliszewskiego i dariusza nowackiego - albo chociaż zwykłej publikacji w jakimś “tygodniku powszechnym”.
gdyby nadzieje pokładane w egalitarności internetu, (pozornym) zrównaniu statusu nadawcy i odbiorcy itd. były prawdziwe - to po tych sześciu latach od wydania “liternetu” (którego autorzy wskazywali na rewolucyjny potencjał tych samych cech, na które powołujesz się teraz) nie mielibyśmy nawet o czym dyskutować. tymczasem mamy - i za kolejnych sześć lat po podobnym tekście będziemy mieli nadal.
nu, pożyjom - uwidim.
ale przecież nie ma wyboru albo-albo, w większości blogi mają się do wypowiedzi papierowych znanych osób jak ksero-ksero do albo-albo. Nikt nie rezygnuje z “TP” czy “GW” na rzecz blogosfery, tylko mając jedno - dobiera sę drugie albo nie mając ani jednego ani drugiego, postanwia jednak mieć - zatem być.
1a. Ależ wideo w internecie to nie tylko trailery ksiażek. Bardzo ważne są relacje z imprez, spotkań, wideo-wywiady z pisarzami. Mam wrażenie, że dopiero w tamtym roku liternet zaczął korzystać z wideo na szerszą skalę. Zakładając nawet, że wideo w internecie to byłyby tylko trailery książek, to że według twoich obliczeń one się nie zwracają finansowo, czy, że ogląda je niewielka ilość osób, to nie umniejsza temu zjawisku. Kompletnie. Jest to pewne novum, które nawet gdy teraz nie jest opłacalne niewiadomo czy za rok nie będzie się opłacało. Żadnym to semantycznym nadużyciem nie jest.
ad 2a
Piotrze zauważyłem, że tak jak w wideo upatrzyłeś sobie trailery i poprzez stwierdzenie, że one nie są oglądane przez internautow, stwierdzasz, że cała teza o rozwoju wideo w liternecie jest na wyrost. Tak w kwestii wzrostu rangi blogowania i blogerów, zbijając moją tezę o precedensowej publikacji tekstu z blogu Jarosława Klejnockiego przez pismo papierowe, starasz się uderzyć w tezę o wzroście rangi blogowania. A przecież na nią składa się wiele różnych czynników (wymieniłem je w punktach od 2a do 2e).
Co się tyczy samych artykułów Klejnockiego to, pierwszy tekst “Pochwała <> na blogu został opublikowany 10 września a w “Lampie” ukazał się pod koniec września.Tekst “Skandaloholizm Rymkiewicza”, pojawił się na blogu 8 października, “Rzeczpospolita” opublikowała w go wydaniu z 31 października/2 listopada. Nie wiem jak było w przypadku pierwszego tekstu, natomiast, od samego Pana Klejnockiego wiem, że w drugim wypadku można mówić o sytuacji, w której to pismo poprosiło blogera o przedrukowanie jego tekstu z blogu.
Stwierdzasz, że wydarzenie to byłoby bardziej znaczące gdyby to autor znany tylko ze swojego pisarstwa w internecie zostałby poproszony o udostępnienie swojego wpisu do wydrukowania w piśmie. Oczywiście, że byłoby to bardziej “czysta” i klarowna sytuacja. Pewnie niedługo się tak stanie. Wszystko na to wskazuje. Nie należy jednak niweczyć, czy degradować przedruku artykułów Klejnockiego. Dla mnie jest to precedens, który niedługo będzie powszechnym zjawiskiem.
Chciałbym też wspomnieć o powodach dla których Jarosław Klejnocki rozpoczął blogowanie. Zacytuje dość pokaźny fragment jego wypowiedzi, który nakreśli dlaczego wybrał on taką formę publikacji:
Casus Klejnockiego nijak się wpisuje, wspomniamy przez Ciebie, model stosowany przez wielu dziennikarzy. Klejnocki publikuje na platformie Wydawnictwa Literackiego, a wydrukowały go pisma niezwiązane z tym wydawnictwem. Czy możesz podobną sytuację przedstawić mi na przykładzie dziennikarzy? Jaki tekst blogera-dziennikarza został opublikowany przez pismo, które nie jest związane z platformą blogową?
ad 2d
Nie prowadzę rynku-książki i nie wydaje co roku rocznika statystycznego. Jest to moja obserwacja, a przyglądam się internetowi prawie od samego jego początku i z każdym rokiem coraz więcej jest autorów blogów i ich czytelników. Nie jest tak, że te platformy publikacyjne istnieją same dla siebie. Pytanie o “twarde dane” jest dla mnie śmieszne. Każdy, kto obserwuje co się dzieje w blogosferze widzi wzrost czytelników. A po czym można to wybadać.
Ilość komentarzy na blogach, ilość linków do innych blogów, ilość zaciąganych rss, feedburner, trackbacki.
Jeżeli chcesz wiedzieć jak ciekawie rozwija się blgosfera pokażę Ci to na przykładzie tzw. “wyzwań czytelniczych’. W nich to autorzy blogów czytelników wyznaczają sobie pewne tematyczne wyzwania jakie książki teraz będą czytali.
- Podróże w czasie? - http://historyczneczytanie.blox.pl/html i dyskusja na jego temat tutaj
http://miastoksiazek.blox.pl/2008/11/Podroze-w-czasie.html
- Miejskie czytani - użytkownicy czytają książki osadzone w scenerii miejskiej.
http://miejskieczytanie.blox.pl/html
- Książki z 6 kontynentów - http://6kontynentow.blox.pl/html
Możesz zobaczyć ile blogów bierze udział w tych zabawach. Ile komentarzy mają poszczególne blogi itd.
Wrzuciłeś link do blogu Rough Type. Znam ten tekst, ostro rozszedł się po blogosferze. Replikując ja też wrzucam link: http://mediacafepl.blogspot.com/2008/11/nikt-nie-zabi-blogosfery-ona-wesza-po.html. Tam przeczytasz trochę fajnych ciekawych danych, o które prosiłeś.
Dodatkowo chciałbym wspomnieć o jednej rzeczy, która jest dość popularna za oceanem a u nas narazie się za bardzo nie przyjęła. Mówię tutaj o sieciach blogowych, które są tworzone przez firmy i zatrudniają blogerów do pisania tekstów. To przez nie przede wszystkim blogi upodabniają się do mediów mainstreamowych. Wysyp sieci blogowych na razie nam nie grozi, gdyż nie mamy takiej liczby odsłon (na blogi w USA wchodzą wszystkie osoby, które posługują się językiem angielskim, na polskie blogi wchodzą tylko ci, którzy mówią po polsku, a tych osób jest o wiele mniej niż tych pierwszych) jeden blog jakby się uprzeć może utrzymać jedną osobę. Na polskie warunki to i tak bardzo dobrze. Myślę, że najlepsze polskie blogi techniczne wyciągają miesięcznie z 1 500 do 2 000 złotych, więcej raczej nie sądze. DLatego sieci blogowe nie są zbyt powabne dla firm. Rozmawiałem kiedyś z osobą zarządzającą taką siecią, która powiedziała mi, że jedyną szansą dla utrzymania się jest to, że zostanie wykupiona przez jakiegoś większego gracza, a najlepiej przez duży portal internetowy, który wchłonie sieć blogową i będzie traktował ją jako rodzaj małych wortali, do których będzie przekierowywał swoich użytkowników.
W polskiej blogosferze technicznej posiadamy dwie duże sieci blogowe:
http://blomedia.pl/
http://blogomaniak.pl/
Sieci te zatrudniają blogerów jak normalnych redaktorów internetowych, którzy wrzucają wpisy tak jak redaktorzy newsowi na portalach onet.pl, wp.pl czy interia.pl. Pamiętajmy, że blog to jest twór autorski, dlatego nie można już w takim przypadku mówić o blogach. Podany przez Ciebie link do blogu netto.blox.pl, w którym Marcin Jagodziński opisują jakość polskich wpisów na blogach, dotyczy właśnie wpisu z jednego takiego blogu sieci blogowwej. A takie sieci blogowe mają się nijak do prawdziwych blogów autorskich.
W kwestii sprzeczności
W sprawie tej sprzeczności, którą wałkujesz niemiłosiernie to w końcu się jakoś ustosunkuje, bo urasta to do niewiadomo jakiej rangi. Twoich dywagacji na ten temat nie traktuje jako ataku personalnego, tylko wydaje mi się bezsensownym wracanie do jakiegoś 5 zdania, gdy w naszej dyskusji napisaliśmy załóżmy już 40 zdań i idziemy dalej. Ale jeżeli dla Ciebie to ważne, to proszę bardzo
a - jedno z ważniejszych wydarzeń polskiej blogosfery literackiej [chodzi o wydarzenie ważne dla blogosfery]
b - Wydarzenie, które zostało całkowicie przemilczanie przez oficjalne media [chodzi o to, że zadna gazeta, portal internetowy nie zauważył tego, że tekst z bloga Klejnockiego został opublikowany najpierw przez "Lampę" a potem przez "Rzeczpospolitą" i że to jest wydarzenie ważne dla blogosfery]
c - zakończeniu okresu dyskredytowania blogów [chodzi o to, że pisma papierowe sięgnęły po teksty do bloga Klejnockiego]
Daje przykłąd: To, że “Lampa” czy “Rzeczpospolita” (czy inne pisma) nie dostrzegły, że publikacja tekstu Klejnockiego jest ważnym punktem dla blogosfery, to nie przeczy zdaniu, że publikacja ta była ważna. One po prostu opublikowały tekst Klejnockiego, daltego bo uznały ten artykuł za ciekawy.
Mam nadzieję, że wyjaśniłem o co mi chodziło.
leszek - nie dogadamy się, bo sytuacja jest jak w tym dowcipie o dwóch braciach: jeden marudzi, nawet jeżeli dostanie pod choinkę elektryczną kolejkę, a drugi nawet po końskim łajnem szukać będzie kucyka (gdybyś nie znał: np. http://www.frazpc.pl/b/81900 - na samym dole).
1. tak, wideo w liternecie to nie tylko trailery, ale też wywiady i spotkania. przypominam liczby:
trailer książki sylwii chutnik - 339
trailer książki jarosława klejnockiego - 2015
michel houellebecq - wywiad - 2763
“słowo w uchu” - rekordowa edycja - nieco ok. 2300
jaś kapela - zapis spotkania - 84
pierwszy z brzegu materiał youtube z serwisu książki.tv - 50
krótki film o waranie (waranie, jaszczurce takiej), umieszczony na głównej stronie serwisu telewizji internetowej dużego portalu - 40 000. NA GODZINĘ.
najpopularniejszy materiał video dotyczący literatury, jaki widziałem, nie osiągnął trzech tysięcy odsłon w kraju, w którym jest kilkanaście milionów internautów. czy da się w ogóle tkwić w dupie głębiej?
owszem, nie jest wykluczony pewien ruch. materiały video dotyczące literatury będą się bowiem niekiedy pojawiać w przebudowanym serwisie książkowym wspomnianego portalu, dysponującego potężnym zapleczem użytkowników - ale jest to decyzja z kategorii fanaberii: nakręćmy sobie parę filmików, co nam szkodzi. może jakiś slam, może jakiś wywiad. sam popieram ten pomysł i będę w nim uczestniczył, ale nie mam złudzeń co do jego znaczenia - i w wymiarze urbi, i w wymiarze orbi.
2a. bardzo cenię jarosława klejnockiego, szanuję jego decyzję o rozpoczęciu aktywności blogowej i trzymam kciuki za jej kontynuowanie - ale nie mogę w tej dyskusji nie zauważyć, że notki na jego blogu zbierają średnio ok. 6-7 komentarzy, z których połowa pisana jest przez samego autora, odpowiadającego przedmówcom. od uruchomienia bloga minęło pół roku - czy jesteś pewny, że teraz (i za kolejne pół roku) j.k. powtórzyłby z równą mocą argument o wolności, braku cenzury - i czy nadal wierzy, że realizowana w ten sposób krytyka jest sprawowaniem pieczy nad tym, co się w sztuce dzieje?
czy wolność prowadzenia dialogu z tymi samymi wciąż trzema-czterema osobami warta jest wysiłku, wkładanego w pisanie bloga?
ile właściwie warta jest wolność na bezludnej wyspie?
czy naprawdę wierzysz w to, że teksty j.k. zostały odnalezione w przestrzeniach “galaktyki obwodów scalonych” przez jakichś anonimowych przedstawicieli redakcji, skanujących blogosferę? nie sądzisz, że to po prostu starzy znajomi z działu kultury czytują bloga swojego starego (w sensie stażu znajomości, oczywiście) znajomego i - trafiając na jakiś tekst, pasujący im do koncepcji numeru - proszę o zgodę na przedruk? ok, to także jest coś nowego: krytyk nie realizuje konkretnego tekstu na konkretne zamówienie, tylko (tak można na to spojrzeć!) publikuje kilkadziesiąt tekstów pisanych bez zamówienia, czytanych przez kilkanaście (kilkadziesiąt?) osób - z tych tekstów dwa mają to szczęście, że zostają przedrukowane (i opłacone), trafiając do kilkuset-kilku-kilkunastu tysięcy czytelników, w tym: grona najaktywniejszych uczestników tzw. dyskursu. ludzi, którzy naprawdę nie mają czasu na regularne czytanie wszystkich tych blogów, kultur on-line, sieciowych magazynów itd.
ty wolisz uważać, że przedruk tekstów j.k. jest jaskółką zwiastującą wejście tekstów sieciowych na salony prasowe: “pewnie niedługo tak się stanie”, “wszystko na to wskazuje” itd. ok, twój wybór, twoja interpretacja. moim zdaniem absolutnie nic na to nie wskazuje. owszem, coś takiego zdarzy się, prędzej albo później. nawet kilka razy. szału jednak nie będzie. żaden trend. rzecz bez znaczenia strategicznego w dającym się choćby ogólnie przewidywać horyzoncie czasowym. możemy się o to założyć.
2d. przepraszam cię, ale jestem uodporniony na oznajmienia typu “każdy widzi”, “powszechnie wiadomo”, “oczywistym jest, że”. pytanie o twarde dane nie jest śmieszne - jest to pytanie o fakty i konkretne liczby. o interpretacjach twardych danych można dyskutować; dyskusja o odczuciach, wrażeniach i subiektywnych opiniach jest bezcelowa.
fakty są takie: podałeś linki do trzech blogów. średnia liczba komentarzy pod notką na stronie głównej pierwszego z nich jest niższa niż 0.5; drugiego - równa 0.2; trzeciego - 4.44 (ale już mediana - nieco pechowo - wynosi równo 0). te linki opatrzyłeś uwagą, że mogę sobie sprawdzić ile mają komentarzy.
no więc - sprawdziłem. jak mantra powraca pytanie o możliwość tkwienia głębiej.
ja ci wierzę, że tam się dzieje coś ciekawego. jakieś kluby, zdobywanie sprawności czytelniczych itd. to może być całkiem interesujące z mikrosocjologicznego punktu widzenia. jeżeli jednak za ważne zjawisko liternetowe, “archipelag komunikacyjny” i zaczątek “dość potężnej grupy wydawniczej” (sic!) mamy uznać miejsca, w których wyjątkowa, wybijająca się zdecydowanie, rekordowa liczba wypowiedzi wynosi 22 - to przepraszam cię najserdeczniej, ale cytat nasuwa mi się następujący:
“To on nie śpiewa tego serio wtedy. Przecież. I to należy zrozumieć. I tutaj wydaje mi się, że panowie po prostu mylnie interpretują. On po prostu śpiewa żartobliwie, ironicznie, ze stosunkiem jakimś takim żartobliwym do tematu i do samego siebie, że on w ten sposób śpiewa. I w związku z tym twierdzę, że nie jest to piosenka smutna, pesymistyczna, że jak pan mówi, że chwyta, ale że taki jest łzawy, to nie jest łzawa piosenka tylko ja twierdzę, że jest to piosenka optymistyczna, żartobliwa, wesoła z akcentami humorystycznymi”.
jeżeli tak - to oczywiście przepraszam, nie wyczułem żartu.
trudno mi też dyskutować ze stwierdzeniami takimi, jak “w polskiej blogosferze technicznej posiadamy dwie duże sieci blogowe”. ani “duże” (13 blogów blomedii to jest “duża sieć”?), ani “dwie” (blogomaniak: ostatni wpis - 3 lipiec 2008). nie słyszałem także o żadnym autorze, który regularnie zarabiałby na swoim blogu choćby 1000 PLN miesięcznie - więc jeżeli umiesz takiego wskazać, to bardzo chętnie tę informację zapamiętam.
—
leszek - już dawno ci pisałem, że cenię sobie “niedoczytania” i im kibicuję, bo robicie (głównie jednak: sam robisz) dużo dobrej roboty, jak mawiają w ameryce - udowadniając przy okazji, że serwis poświęcony literaturze nie musi być brzydki jak kupa i prymitywny technicznie jak nieszuflada. kiedy ci to pisałem w mailu nadmieniłem także, że z serca życzę utrzymania zapału - bo musisz w to regularnie wkładać potężną energię. te życzenia teraz chcę powtórzyć - razem z udzielaną w najlepszych intencjach radą, żebyś zawsze traktował niedoczytania jako hobby i nigdy nie zakładał, że włożony wysiłek zwróci się w sensie finansowym i że w przyszłości redagowanie n. stanie się faktycznym zawodem, stanowiącym źródło utrzymania. tak bowiem - z prawdopodobieństem, które mogę oszacować na 99,9% - nie stanie się nigdy: z racji miejsca pracy wiem, jaki ruch musielibyście generować i ilu mieć uu do tego, żeby znaleźć się w kręgu zainteresowania reklamodawców (pomijając już kwestię stawek!). trzymam kciuki za to, żebyśmy w tym miejscu mogli się pospierać ponownie za rok i za trzy lata. tymczasem - eot.
cyt: “krótki film o waranie (waranie, jaszczurce takiej), umieszczony na głównej stronie serwisu telewizji internetowej dużego portalu - 40 000. NA GODZINĘ.”
I to jest konkretny argument, żeby polscy literacki WRESZCIE zaczęli pisać o pięknie przyrody.
A a propos spraw finansowych - zważywszy że do wydawania ulubionej gazety Czersa (czyli “der Dziennika”) wydawca sporo dopłaca, to z “niedoczytaniami” nie jest wcale tak źle.
Szanowni Panstwo (Panowie?),
z wielkim zainteresowaniem przeczytalem Wasza profesjonalna (bez ironii) dyskusje. Nie podejmuje sie wziac udzialu, gdyz nie czuje sie kompetentny.Ale moge napisac troche o swoim blogu, trailerze itp.
Zatem: dzis tez powtorzylbym wyrazone wczesniej zdanie, ze blog krytycznoliteracki daje mi przestrzen wolnosci itd. Ma tez w sobie energie felietonu oraz frajdy dla autora. Pozwala wypowiadac sie wlasnie quasi-krytycznie, bez tego calego uwiklania z jednej, a zadecia z drugiej strony, z ktorym maialem (i nadal czasem miewam) do czynienia w obiegu papierowym.
Produkcja trailera (abstrahujac od jego jakosci i oceny widzow, wiem, ze pan Leszek Onak jest jego krytykiem) do “Poludnika” nie wydawala mi sie zbyt kosztownym zabiegiem, bo robili to pracownicy WL-u, korzystajac, jak rozumiem, ze sprzetu pozostajacego na codzien na wyposazeniu wydawnictwa, a dopiero montaz etc. odbywala sie w fimie zewnetrznej. Ponad 2000 wejsc jest, jak zrozumialem z rozmow z wyadwnictwem, poczytywane za wzgledny sukces, bo rzeczywiscie chyba jest tak - ze wydawnictwo troche bada te przestrzen, a troche zaklada, ze w ten sposob dociera do takiego czytelnika, ktory nie porusza sie w przestrzeni kultury papierowej na tyle, by ksiazke tam zobaczyc. Ale to tylko moje impresje i domniemania.
Co do druku papierowego moich tekstow z bloga: ja tez mam wrazenie, ze to, iz wczesniej (a i teraz) pisuje “dla papieru” - wplynelo znacznie na te przedruki. Choc nie bylo to “po znajomosci” (a oba pisma rzetelnie podaly adres internetowy bloga, dzieki temu mialem tam niezla polemike, a wypowiadali sie tez wyrazni przeciwnicy moich tez - jak chocby Pawel Siennicki z “Polski”, ktory, o ile wiem, w innym trybie do mojego tekstu sie nie ustosunkowal.
Co do ilosci komentarzy pod wpisami - rzeczywiscie nie jest ich wiele, ale:
a/ sa merytoryczne
b/ nikt nie leje wody i nie uprawia jakichs swoich gierek
c/nie stwierdzilem wariatow, nawiedzencow etc.
d/czesto sa to wpisy od osob najwyrazniej rzeczywiscie stale sledzacych blog - co mnie bardzo cieszy (oczywiscie, wpisuja sie tez od czasu do czasu blizsi i dalsi znajomi)
e/ otrzymuje dosc duzy odzew “w realu” takze od tych, jak rozumiem, ktorzy sie nie wpisuja, ale czytaja. Ostatni nawet jeden ze studentow na zajeciach przyniosl laptopa, najpierw poprosil mnie o zgode, a potem zilustrowal swoj referat wlasnie moim blogiem i trailerem - choc ja swoim studentom nie powiedzialem ani slowa, ze prowadze taka dzialalnosc.
Jeszcze przypis - podziekowania panu Czerskiemu za dobre słowa na mój temat.
Cieszy taki brak małostkowości - kiedyś bardzo ironicznie skomentowałem Jego wiersze w felietonie dla “Wyborczej”. Pozdrawiam *C (czy tak dobrze?)
Z Czerskim, he he niezła historyjka. Pamiętam przed laty jak - było to w okolicy pierwszego wydania tekstyliów - kiedy Igorek Stokfiszewski z przejęciem opowiadał “no tak, Czerski to jedyny poeta z naszej ekipy, który dostąpił zaszczytu bycia zrecenzowanym w Wyborczej!” hi hi hi :)
A z tym “brakiem gierek” na Pana blogu nie do końca, widziałenm tam wpisy jakiegoś szurniętego narodowca. Zresztą blog jest moderowany (wpisy ukazują się po czasie, po zaakceptowaniu przez moderatora. Że tak spytam - to Pan cenzuruje, czy wydawnictwo? I po co to komu, moim zdaniem niepotrzebne, odstręcza wielu od dyskusji.
Przez “brak gierek” rozumiem raczej brak uprawiania pyskówek oraz rozmaitych dialogów towarzyskich; czyli to, co nazywam niemerytorycznością.
Proszę zwrócić uwagę, że “szurniety narodowiec”, jak Pan to ujął, jest wszelako oblatany w tematach, na które się wypowiada, a obecność jego wpisów to chyba też dowód na brak cenzury, prawda?
Wszystkie wpisy na moim blogu autoryzuję sam - stąd czasami zwłoka - i był to mój własny warunek postawiony wydawnictwu, gdy o założeniu bloga rozmawialiśmy. Chciałem mieć kontrolę nad ewentualnym śmieciowym spamem etc. oraz możliwość blokowania wypowiedzi takich, jak bluzgi czy rozmaite nawiedzenia. To asekuracja, zgoda, ale co ciekawsze - przez te wszystkie miesiące funkcjonowania mojego bloga nie zdarzył się ani jeden przypadek (sic!), żebym musiał nie dopuścić czyjegoś komentarza. Interweniowałem natomiast w takich przypadkach, gdy komuś wpis się zduplikował lub poszedł pusty - żeby nie zaśmiecać przestrzeni.
Jako internetowy niewierny Tomasz poniosłem - so far - klęskę i bardzo się z tego cieszę!
Wszelako to, co Pan pisze o jakimś zniechęceniu do dyskusji przez akt moderacji - to jest ciekawe i każe mi się zastanowić czy aby nie zmienić reguł funkcjonowania komentarzy na blogu. Dziękuję.
A nie jest to tak, że moderacja zniechęci do dyskusji tych, którzy obawiają się, że ich komentarz zostanie zmoderowany? Dalej wystarczy się zastanowić, kto i z jakiego powodu może się obawiać moderacji i czy ta grupa osób jako komentatorzy w ogóle prowadzącego blog interesuje. Np. czy interesują go komentarze w stylu “tu byłem”, albo “jestem pierwszy”, albo “FAjNIUtki BloguŚ, maSH u mnie CAŁOOski zaPRAsHAm na MOjeGO bloGASka”. Anarchista sieciowy, ktory ma coś ciekawego do powiedzenia, a nie splami się dyskusją na moderowanej stronie, to raczej postać mniej więcej tak samo powszechna, jak nie piszący wierszy czytelnik tychże.
CałOOski na blogasku starszawego, tłustawego i brodatego mola książkowego w grubych okularach? - no ja bym na jego miejscu ucieszył się jedynie. A serio - istotą blogosfery i netosfery w ogóle jest 1. wolność 2. szybkie reagowanie. Komenty można moderować post factum, jeśli wprowadza cenzury a priori to po prostu uważa każdego komentującego za potencjalnego trolla. Takie jest moje skromne prywatne zdanie.
Dyskusja na temat kasowania komentarzy użytkowników na nieszufladzie:
http://nieszuflada.pl/klasa.asp?idklasy=128469&rodzaj=2
a gdzie w tym wszystkim jeden z największych niewypałów, czyli olsztyn wschodni??
Już zapomnieliśmy:-)
strona jakoś tam przędzie, ale pewnie już nic się z tego nie rozwinie.